
Danutę Wawiłow pamiętam z „Filipinki”, czasopisma dla dziewcząt (czy jeszcze wydawane?), jako osobę niezwykle ciepłą, pogodną, o szalonych pomysłach. Wydawało się, że potrafi tylko chwalić młode poetki. Nie stosowała w swoich felietonikach krytyki, nie przemawiała tonem mentora, a jedynie podpowiadała, jak radzić sobie z poezją, która – tak twierdziła! – tkwi w każdym z nas. Nikomu nie odbierała prawa do bycia poetą, nie rezerwowała natchnienia tylko dla wybranych. Te wszystkie cechy widoczne są również w jej wierszykach dla dzieci.
Danka Wawiłow nie poucza więc nachalnie swoich małych czytelników, jak zwykły to robić poetki starszej generacji (ot choćby Konopnicka). Całkowicie zaś skupi się na świecie dziecka i wręcz można by powiedzieć, że odda maluchom pióro, bo to oni mówią, ich oczyma patrzymy na świat, i w końcu, ich kategoriami zaczynamy (my-dorośli) oceniać świat.

Dziecko jest w centrum tego poetyckiego świata. Ono mówi. Dlatego znajdujemy w utworach typowe dla maluchów błędy językowe („Kiedy się bawię z tatem,/ to jestem straszny piratem.”;
Wiersz o mnie) i charakterystyczne dziecięce powiedzonka („jak ją rąbnę niechcący”, „wstrętna ropucha”;
Moja siostra królewna). W wierszu
Strasznie ważna rzecz obserwujemy ponadto próbę odzwierciedlenia dziecięcego pośpiesznego sposobu mówienia:
„były sobie dobre wróż…
jedna miała krótkie nóż…
druga miała dwie papuż…”
Bohater poezji Wawiłow potrafi jednak także złościć się, kaprysić, buntować się , narzekać i po prostu być niegrzecznym. Zdarza się również, że stosuje ono szantaż emocjonalny (
Pożałuj mnie!).

„Jak się będziesz gniewać na mnie,
to ołówki ci połamię (…)
Z kuchni wezmę ci zapałki,
potnę obrus na kawałki,
będę płakać coraz gorzej,
aż napłaczę całe morze (…)”
Przede wszystkim jednak dziecko obserwuje świat dorosłych i negatywnie go ocenia. Zauważa więc nieustanny pośpiech dorosłych (
Szybko), nie godzi się na obojętność wobec przyrody ożywionej i przedmiotów martwych (
Pomniki). Zupełnie wyjątkowym wierszem, by nie rzec porażającym, w kwestii oceny zachowania dorosłych, jest
Wędrówka.
„Pewnego dnia
wyjdę z domu o świcie,
tak cicho,
że nawet się nie zbudzicie.
I pójdę,
i będę wędrować po świecie,
i nigdy mnie nie znajdziecie.
I nie wezmę ze sobą nikogo,
Tylko tego małego chłopaka,
Co wczoraj bał się wrócić do domu,
A dlaczego –
to tego
nie chciał powiedzieć nikomu.
I jeszcze weźmiemy ze sobą
tego czarnego kotka,
co miauczy zmarznięty na progu
i każdy odpycha go nogą,
i nie chce go wpuścić do środka.
I to nie obchodzi nikogo,
że on tak płacze na progu.(…)”
Mam więc wrażenie, że jeśli Wawiłow próbuje kogoś pouczać i moralizować, to z pewnością nas-rodziców.
Poetka wpuściła w swój świat poezji dziecko i pozwoliła mu rozpanoszyć się w nim do woli. Dziecko oczywiście skorzystało z kuszącej oferty. Podporządkowało sobie cały ten świat i już nie mogło być mowy, żeby go opuścić, bo pewnie zaczęłoby wołać: „będę płakać coraz gorzej, / aż napłaczę całe morze”. Ale chyba wyszło to jednak poetce na dobre.