czwartek, 31 grudnia 2009

Inicjacja biblioteczna

W naszym mieście wyremontowano bibliotekę. Właściwie to przeniesiono ją do całkiem nowego budynku. Teraz mieści się w dużym i pięknym gmachu. Jest w pełni skomputeryzowana i została wystylizowana na te amerykańskie. Pośrodku wielkiej sali pojedyncze stoliki z małymi lampkami (i komputerami z monitorami LCD oczywiście), po bokach książki dumnie prezentują się na półko-szafach, których nie powstydziłaby się prezydencka biblioteka… I jeszcze dywaniki, po których jakoś tak strach chodzić! Na piętrze, będącym de facto balkonem, znajduje się czytelnia. Nie da się ukryć – biblioteka z prawdziwego zdarzenia!


źródło zdjęcia: Wikimedia Commons

Jest też w nowej siedzibie biblioteki oddział dziecięcy – jasny, kolorowy i przyjazny. Moja córka (3,5) regularnie wypożycza książki od września. Sama wybiera sobie te pozycje, które najbardziej podobają się jej wizualnie. Serce rośnie, kiedy widzę, jak jest zachwycona nową lekturą. Po powrocie do domu natychmiast dopomina się, by jej pokazać i czytać. Dba też, by książki leżały zawsze na półce, na tyle wysoko, by brat nie mógł sięgnąć i zniszczyć.

Miło tak wędrować sobie razem co tydzień po porcję nowych stron do czytania, nowych rysunków do oglądania… To jeden z naszych rytuałów:)

środa, 30 grudnia 2009

Małgorzata Strękowska-Zaremba "Złodzieje snów"


Przyznam szczerze, że kiedy zaczęłam czytać (sobie) tę książkę, pomyślałam, że ktoś się grubo pomylił, zamawiając ją do biblioteki dziecięcej (tam właśnie ją wypożyczyłam). Język opowieści bowiem jest minimalistyczny, acz metaforyczny – co samo w sobie wydaje się sprzecznością. Ale posłuchajcie sami:

„Z półki spadł dzbanek i – brzdęk! – rozbił się w drobny mak. Słyszałam, jak porcelanowy pył wybucha tysiącem zdziwionych głosów, i nagle, niespodziewanie milknie. Słyszałam, bo to było bardzo blisko. Tata nacisnął gaz, aż samochód zawył z bólu.”

Moim zdaniem to dla dziecka język zbyt trudny. Przyszło mi do głowy, że autorka chciała pisać bajkę terapeutyczną dla dziecka, a napisała się jej opowieść dla rodzica. Nadal, po przeczytaniu, tak myślę. To książka głównie dla dorosłych, którzy w swym zadufaniu widzą jedynie koniec własnego nosa. Ale jak zwykle zaczęłam od końca…

Rodzice Basi i Barta rozstają się pewnego dnia. Ojciec wychodzi i odjeżdża samochodem, matka wyrzuca talerz taty do kosza. I niby nic spektakularnego się nie dzieje. A jednak świat małej dziewczynki stanął na głowie. Nie może spać, bo ktoś jej ukradł kolorowe sny. Dziecku nikt nie umie pomóc, nikt też nie potrafi powiązać prostych faktów – rozejścia się rodziców ze stanem psychicznym dziecka. Nikt z dorosłych nie rozumie, co dzieje się z Basią. Dopiero jej starszy brat, Bartek – który przecież sam jest dzieckiem – skutecznie pomaga siostrze. Paradoksalnie, narażając ją na niebezpieczeństwo, ratuje jej życie (psychiczne).

Przyznaję, że wzruszyła mnie ta opowieść. Tym bardziej, że sama niejednokrotnie nie rozumiem własnych dzieci, ich decyzji, sposobu myślenia, powodów zachowania… Sprowadzam niektóre zachowania do własnych-ciasnych wyobrażeń. A świat dziecka jest przebogaty – uczy ta książka – i zachwycający w swej niewinności. To wszystko – kolorowe sny, bogata wyobraźnia, radość i spontaniczność – jest możliwe tylko pod jednym warunkiem! Kiedy obok są rodzice…

Możesz kupić tutaj: Złodzieje snów

poniedziałek, 28 grudnia 2009

"Wielka księga polskiej poezji dla dzieci", opracowanie zbiorowe


Pamiętam z dzieciństwa książkę Brzechwa dzieciom. Przesiadywałam godzinami, wpatrując się w ilustracje. Dziś mam wrażenie, że spoglądałam przez lupę. Dzieci tak wnikliwie potrafią przyglądać się obrazkom. Zwracają uwagę na detale – te budzą ich największą ciekawość, na nich czasem opierają się jakieś wymyślone alternatywne historie:) A paręnaście lat później jakbyśmy nagle dostawali sporej wady wzroku – widzimy jedynie ogół, a szczegół gdzieś nam się zatraca.

W każdym razie wierszyki Brzechwy znałam na pamięć. Podobnie jak Lokomotywę Tuwima. Myślę, że stanowiły prawdziwy początek mojej edukacji i fascynacji czytelniczej. Ten rymowany tok, ta żartobliwa nuta, te dziwne historie… zrodziły mnie jako czytelniczkę… polonistkę w końcu.

Zastanawiam się, czy z moimi dziećmi będzie podobnie. Książek ci od groma, wszystkie kolorowe aż nadto… Czy zapamiętają któreś lektury jako te najpierwsze, być może najważniejsze? Czy taką książką stanie się Wielka księga polskiej poezji dla dzieci? Chciałabym, żeby moim dzieciom zostały w pamięci wierszyki-klasyki Brzechwy, Tuwima, ale także Wawiłow czy starszych – Fredry, Kownackiej i Konopnickiej. Chciałabym, żeby znały nazwiska Szelburg-Zarembiny czy Porazińskiej jak powinny wiedzieć, kim był Mickiewicz i Słowacki. Ta książka daje im okazję poznania największych nazwisk twórców poezji dziecięcej.

Wielka księga… pozwala przypomnieć sobie dobrze znane wierszyki. Ja wykorzystuję je, by rozładować napięcie, które rodzi się, gdy mój buńczuczny dwulatek zaczyna się sprzeciwiać, a ja denerwować. Wtedy sypię jak z rękawa kwadrynami o zwierzętach. „Dzik jest dziki, dzik jest zły…” wypowiadam z aktorską pasją, Młody w mig zapomina, o co jeszcze przed chwilą walczył, a ja spuszczam nerwy z nadętego już nieźle balonu. Spróbujcie:)

niedziela, 27 grudnia 2009

George MacDonald "Królewna i goblin"


Czy komuś trzeba przedstawiać Tolkiena albo Lewisa? Raczej nie. Niestety prawie wszystkim trzeba tłumaczyć, kim jest George MacDonald. I nie, nie jest on właścicielem pewnej sieci „restauracji”. Od MacDonalda swój początek biorą obaj wymienieni w pierwszym zdaniu autorzy. Tolkien otwarcie przyznał, że Królewna i goblin zainspirowały go do napisania Hobbita. Możemy sobie to wyobrazić… kilkunastoletni chłopak, John Ronald, nim na dobre zasnął, wpierw – w tajemnicy przed rodzicami, ukryty pod kołdrą i zapewne z jakąś latarenką – zaczytywał się w Królewnie…, a potem snuł swoje wyobrażenia o Śródziemiu… Albo C.S. Lewis, który twierdzi, że cytuje MacDonalda w każdej swojej książce… Angielska wersja Wikipedii podaje: „the history of modern fantasy literature is usually said to begin with George MacDonald, the Scottish author of such novels as The Princess and the Goblin and Phantastes (1858), the latter of which is widely considered to be the first fantasy novel ever written for adults”["zwykle mówi się, że historia literatury fantasy zaczyna się od G. MacD., szkockiego autora takich powieści, jak Królewna i goblin oraz Phantastes; ten drugi utwór jest postrzegany jako pierwsza powieść fantasy pisana dla dorosłych"]. Jak wiele nam to mówi o autorze Królewny i goblina, prawda? Pora więc nadrobić te braki w wiedzy:)

Choć Królewna i goblin stoi na półce z literatura dziecięcą, zdecydowanie nadaje się do czytania i dla dorosłych. Autor przyznaje: „nie piszę dla dzieci, ale dla tych, którzy są jak dzieci”.


Mogą się zdziwić niektórzy, gdy zaczną czytać omawianą książkę. Historia jest w gruncie rzeczy dość prosta. Oto chłopiec – mały górnik Curdie trafia w kopalni na trop goblinów. Choć jest sprytny, wpada w łapy stworów i ma zostać zagłodzony na śmierć. Z pomocą przychodzi mu jednak księżniczka Irenka. Jej tajemnicza, przez nikogo niewidziana, prababka wysyła ją na ratunek chłopcu. Dalsze przygody tych dwojga kończą się jednak szczęśliwie. Gobliny, próbując zemścić się na ludziach, zastawiają jednak pułapkę same na siebie – ich królestwo zostaje zatopione.

Przesłanie tej opowieści jest równie proste. Tu dobro wygrywa ze złem, a światło z ciemnością. Wartościowy to ten, który ma szlachetne serce, a jego urodzenie, stan nie ma znaczenia. Nie zawsze też potrzebna jest siła, aby zwyciężać – czasem wystarczy odwaga, pragnienie dobra, a reszta zostaje dodana.

Jeśli jakieś książki warto czytać dzieciom, to właśnie takie, jak ta. MacDonald nie rozmiękcza prawdy, jego świat jest prosty i czytelny.

Na koniec dodam jeszcze, że Królewna i goblin spełnia wszelkie kryteria baśni proponowane przez Bruna Bettelheima (Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni): „W baśni postacie i wydarzenia także obrazują konflikty wewnętrzne, ale baśń w niezwykle subtelny sposób daje do zrozumienia, jak je rozwiązywać. Baśniowa forma opowiadania jest prosta, zwyczajna; baśń nie stawia słuchaczowi żadnych wymogów. Dzięki temu nawet zupełnie małe dziecko nie czuje się przymuszane do postępowania w taki a nie inny sposób; baśń nie wywołuje też w nim poczucia niższości. (.…) dodaje otuchy, budzi nadzieje na przyszłość i zapewnia, że wszystko dobrze się skończy. (…) Aby rozstrzygnąć czy dana opowieść jest baśnią, należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można ją określić jako ofiarowywany dziecku dar miłości.”

Możesz kupić tutaj: Królewna i goblin

czwartek, 24 grudnia 2009

Życzenia świąteczne


Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony;
ogień krzepnie, blask ciemnieje,
ma granice Nieskończony.
Wzgardzony, okryty chwałą;
śmiertelny, Król nad wiekami!

A Słowo Ciałem się stało
i mieszkało między nami


Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę, aby ten czas był spokojny i prawdziwie odmieniał nasze życie. Aby Boża Dziecina błogosławiła w całym kolejnym roku.

środa, 23 grudnia 2009

"Martynka. Najlepsze przepisy"

I stało się. Wyjście po prezenty skończyło się zakupem kolejnej Martynki. Tylko nie pomyślcie, że mam świra:)

Tym razem jednak Martynka ma praktyczne zastosowanie, a mianowicie podaje przepisy na domowe pyszności. I to wcale nie byle jakie. Nie tam jakaś baba piaskowa czy sałatka z sałaty. Martynka gotuje i piecze z rozmachem. Co byście powiedzieli na Crème brûlée z wanilią i pistacjami? Albo na tartę z wędzonym łososiem? Mnie w każdym razie ślinka już cieknie… A w książeczce przepyszne nie tylko propozycje ciast i dań, ale również ilustracje przepisów, autorstwa Nadettte Chariet.

Moja córka – jak już niektórzy wiedzą – ma na imię Marta. Imię to wywodzi się od aramejskiego 'marta' i oznacza gospodyni. Jak może pamiętacie, święta Marta, to ta z sióstr, która usługiwała w kuchni zamiast słuchać nauk Jezusa. Jest uważana za patronkę gospodyń domowych i kucharek. Więc imię moja córka ma bardzo adekwatne do charakteru – bo uwielbia ze mną pichcić, zawsze pomaga babciom przygotowywać kolację i generalnie dużo wirtualnie gotuje. Myślę, że z tego prezentu ucieszy się wyjątkowo. Wyobrażam sobie, jak po latach będzie z sentymentem wspominała tę swoja pierwszą książkę kucharską.

A tak swoją drogą… czy pamiętacie może Całuski pani Darling Małgorzaty Musierowicz. W zeszłym roku wznowiono tę książkę z przepisami, o której sama autorka mówi tak: „Są to przysmaki i frykasy pełne fantazji, wdzięku oraz kulturalnych podtekstów. Przepisy na te smakołyki - zaczerpnięte z kolekcji własnych moich ksiąg i zeszytów kulinarnych i osobiście przeze mnie wypróbowane - są niezwykle proste w wykonaniu. Opatrzyłam je mnóstwem ciekawych ploteczek o ulubionych naszych bohaterach książkowych oraz o wielkich postaciach z mitologii i historii.” Chrzestna Marty (którą przy okazji pozdrawiamy:) ) do dziś korzysta z zawartych w Całuskach… przepisów.

wtorek, 22 grudnia 2009

seria o Martynce


Dziś chcę opowiedzieć o pewnej niezwykłej dziewczynce. Nie, tym razem nie jest to moja córka, choć ma z nią wiele wspólnego. Jak do nas zawitała? Dwa lata temu odwiedzili nas znajomi, którzy podarowali Marcie książeczkę pod choinkę. Była to Martynka i braciszek. Co za niespodzianka! Marta właśnie czekała na braciszka, który już niedługo miał się urodzić. I do tego jeszcze to imię, tak bardzo podobne do jej własnego. Córka pokochała Martynkę i od tej pory praktycznie się z nią nie rozstaje. Martynka jeździ z nami na wakacje, Martynka przygotowuje nas na trudne wyjście do lekarza czy dentysty, Martynka podpowiada w co się przebrać na zbliżający się bal karnawałowy. Mało tego, wyobraźcie sobie, że brat Martynki ma na imię Jaś – dokładnie tak samo jak brat Marty:) Biblioteczka z Martynką przez te dwa lata rozrosła nam się dość porządnie. A w tym roku jeszcze Mikołaj przyniósł córce piękny kalendarz z ilustracjami przedstawiającymi ulubioną bohaterkę!

Muszę przyznać szczerze, że i ja darzę Martynkę wielką sympatią i żałuję, że nie miałam okazji poznać jej w dzieciństwie – jestem pewna, że zaprzyjaźniłybyśmy się od razu. I proszę sobie wyobrazić, że Martynka ma już przeszło pięćdziesiąt lat, choć w książkach wygląda na około siedem.

Twórcy serii o Martynce, Marcel Marlier i Gilbert Delahaye są Belgami i chyba oni sami nie spodziewali się takiego powodzenia małej bohaterki. Książki bowiem przetłumaczono na trzydzieści dwa języki. Martynka przedstawiona została jako bardzo mądra i rezolutna dziewczynka. Dla przeciwwagi jej braciszek, Jaś, jest małym psotnikiem, by nie rzec głuptaskiem. Książeczki o Martynce najczęściej służą dwóm celom. Niektóre opowieści, jak Martynka tańczy czy Martynka w ZOO, mają charakter edukacyjny. Dziecko, czytając, poznaje zagadnienia z danego tematu. Dowiaduje się więc o zwierzętach, które żyją w ZOO, albo jakie elementy składają się na strój baletnicy. Drugi typ książek to swoista kindersztuba (Martynka zajmuje się dziećmi, Martynka i wielkie sprzątanie). Dziewczynka wdrażana jest tu w nowe obowiązki. Najczęściej sama stawia sobie te nowe wyzwania i nikt jej do niczego nie przymusza. Bywa też, że bohaterka odkrywa jak trudne są niektóre zadania i w związku z tym, jak bardzo należy docenić pracę innych.

W naszym domu ostatnio królują dwie historie. Marta zaczytuje się w opowieści o balu karnawałowym i już zdecydowała, że przebierze się za kwiatka (podobnie jak jej książkowa przyjaciółka). Janek z kolei co wieczór przynosi mi Martynkę na biwaku, bo na pierwszej ilustracji jest samochód, a potem trochę dalej grzyby i ryby:)

I kto by pomyślał, że taka mała dziewczynka może tak bardzo zawrócić w głowie?

Możesz kupić tutaj: Martynka. Najlepsze przygody

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Książki Roku 2009 wg IBBY

TUTAJ można poczytać więcej o samym konkursie International Board on Books for Young People (IBBY) oraz tegorocznych zwycięzcach.

Nagrodę Książka Roku w kategorii literatura przyznano:


Andrzejowi Maleszce za książkę dla dzieci Magiczne Drzewo. Czerwone Krzesło (Znak)

il. Igor Morski, Andrzej Maleszka, wyd. Znak, s. 240, 123x174, ISBN 978-83-240-1165-0, 7+


Ewie Nowak za książkę dla młodzieży Bardzo biała wrona (Egmont)

okł. i str. tytułowa Dorota Nowacka, wyd. Egmont Polska, s. 312, 145x215, ISBN 978-83-237-7465-5, 13+

Nagrodę Książka Roku w kategorii grafika przyznano:

Elżbiecie Wasiuczyńskiej za książkę autorską Mój pierwszy alfabet w opracowaniu graficznym Doroty Nowackiej (LektorKlett)

oprac. graf. Dorota Nowacka, wyd. LektorKlett, s. 26, 233x300, ISBN 978-83-7608-171-7, 1+

Pawłowi Pawlakowi za ilustracje i projekt graficzny książki Podręczny NIEporadnik. Do czego nie służy młotek (Czerwony Konik)

tekst Wojciech Widłak, oprac. graf. Paweł Pawlak, wyd. Czerwony Konik, s. 32, 152x190, ISBN 978-83-926726-1-6, 5+

J.R.R. Tolkien "Pan Błysk"

W naszym domu (w pokoju dziecięcym) są dwie półki na książki. Pierwsza jest ogólnie dostępna. Dzieci podchodzą do niej, gdy mają ochotę, i wybierają sobie te lektury, które w danym momencie najbardziej do nich przemawiają. Druga półka znajduje się wyżej, tak by utrudnić dostęp (choć i z tym ostatnio bywa różnie, bo – jak wiadomo – potrzeba matką wynalazku). Właśnie tam znajdują się pozycje, które mają przetrwać czas paluszkowego kataklizmu i wyjść z niego bez szwanku. To po prostu książki wartościowe. I bynajmniej nie myślę tu o cenie, jaką przyszło nam zapłacić. Nie! Tu liczy się autor czy zawartość między okładkami. Pan Błysk Tolkiena leży sobie właśnie na tej trudno dostępnej półeczce.

Ta króciutka – jak na autora Władcy Pierścieni – opowieść została stworzona dla synów Tolkiena, Johna, Michaela i Christophera. Wydano ją dopiero po śmierci autora, w 1982 roku. Co niezwykłe dla tego wydania, to faksymile każdej strony rękopisu. Trzeba też podkreślić, Tolkien jest tu i autorem, i ilustratorem – gratka więc podwójna. Można się poczuć, jakby to dla nas osobiście historia została wymyślona.

Kto spodziewa się historii jak ot choćby z Hobbita, srogo się zawiedzie. Profesor konstruuje opowieść całkiem odrealnioną, by nie rzec oniryczną. Główny bohater, Pan Błysk, zwykł nosić wysokie cylindry i właśnie postanawia kupić sobie samochód – żółty, koniecznie z czerwonymi kołami (wzorowany na samochodziku syna). Niestety Pan Błysk kiepsko prowadzi i co rusz wpada w tarapaty. To jednak nie najgorsze, bo w końcu zostaje porwany przez trzy niedźwiedzie (pierwowzorem i w tym przypadku były pluszowe misie synków). Przygody bohatera potwierdzają jedynie, że opowieść wymyślano na gorąco i na dobranoc. Kto choć raz opowiadał dziecku bajeczkę całkiem z głowy, wie bowiem, że inspirację stanowi najczęściej jakiś ulubiony gadżet dziecięcy, potem przygoda musi gonić przygodę i nie ma zupełnie czasu na opisy.

Historia Tolkiena ma w sobie sporo absurdu. Posłuchajcie: „Wyprawiono huczne wesele. Pan Błysk grał na harmonii, Grubas Tumański odśpiewał komiczną piosenkę, ale że traktowała o policjantach o wielkich stopach, sierżant Boffin zupełnie się nie śmiał. Niedźwiedzie kilka razy wypiły zdrowie wszystkich i nie wróciły do domu aż do rana. Lecz co najlepsze, w samym środku zabawy w oknie pojawiła się głowa Żyrólika.”




A co na to Marta? To jednak nie lektura dla przedszkolaka, raczej dla malucha w wieku szkolnym. Choć… córka co rusz mówiła „i co dalej?”, więc opowieść ją jednak wciągnęła. Póki co Pan Błysk niech sobie spokojnie odpoczywa, bo wróżę mu jeszcze niesamowitą karierę w naszym domu :)

Możesz kupić tutaj: Pan Błysk

niedziela, 20 grudnia 2009

Renata Banaszczyk "Opowieści wigilijne"



Nie ukrywam, że sprowadzanie Bożego Narodzenia li tylko do oświetlonych lampkami sklepów, świątecznych reklam Coca-Coli, nawet choinki czy karpia, w ogóle mi się nie widzi. Nie wyobrażam sobie, by zasiąść do stołu wigilijnego bez właściwego odniesienia, po co w ogóle ta cała fatyga, gorączka i inne boleści. To Boże Narodzenie! Nie – Gwiazdka!

Podobnie z książkami. Raczej omijam te pozycje, które sprowadzają święta do prezentów od Mikołaja, Aniołka czy – jeśli kto woli – jakiegoś bliżej nieokreślonego Dzieciątka. Wybieram te książki, które choć trochę przybliżają dziecku to, co głębokie w tym czasie i może trochę trudne.

Do takich książek należą Opowieści wigilijne Renaty Banaszczyk, a w nich historia o cudownym opłatku. Autorka zdaje się poparłaby moją tezę, że dziecka nie można nadmiernie infantylizować, że trzeba zaufać jego mądrości i że ono zrozumie. Ze wspomnianej historii maluch dowiaduje się o sensie łamania się opłatkiem i składania sobie życzeń – to tak, jakbyś chciał komuś „pokazać, że wszystkim się chcesz podzielić, i że chcesz dla tego kogoś jak najlepiej! I dzielimy się nie tylko słowem (…) ale i chlebem” - podpowiada mała Kamilka. Znajdzie się tu też myśl ekologiczna, jak ta, że nie wolno ścinać choinek w lesie, oraz wyczulająca na sprawy zwierząt („co też mogliby powiedzieć o was wasi czworonożni przyjaciele w tę wyjątkową noc”).

Opowieści wigilijne nie są jednak przeintelektualizowane. Co to to nie! Dzieją się tu sprawy całkiem nieziemskie, jak w opowieści o choince, która mówi czy aniołku, który przychodzi do chłopca przed snem. Ważne treści kryją się tu pod płaszczykiem niezwykłości, a dziecko otrzymuje je jakby przy okazji.

sobota, 19 grudnia 2009

Czytanie jak przytulanie

Czy zauważyłeś, że kiedy czytasz, przytulasz?

U nas wygląda to tak: mały Janek (prawie dwulatek) siada na moich nogach (bo najczęściej czytając mu, siedzę po turecku) i mości się jak w wygodnym fotelu. Do tego obejmuję go rękami, by w dłoniach, przed nim trzymać naszą lekturę. Otulam go całego. Jest bezpieczny, jak w kokonie, może nawet trochę jak w łonie matki… Marta – jako że starsza – przytula się do mojego boku, ja obejmują ją ręką i głaszczę jakoś tak mimochodem. Najczęściej też „czytam” dwie książki naraz – i jemu, i jej:)


Obraz (Pierre-Auguste Renoir Porträt von Jean und Geneviève Caillebotte) pochodzi z Wikimedia Commons

Książka więc zbliża w tym sensie dosłownym. Pozwala na fizyczny kontakt. A dotyk… jakie ma znaczenie dla dziecka? Naukowcy twierdzą, że kiedy rodzic głaszcze pociechę, stymuluje jego układ nerwowy. Daje mu też wyraźny komunikat, że czułość fizyczna jest naturalnym sposobem wyrażania uczuć wobec tych, których się kocha. To pozwala maluchowi śmielej spoglądać na świat. Dziecko wychodzące z czułych, bezpiecznych objęć rodzica ma pewność, że jest ktoś, do kogo można zawsze wrócić. Jest mu więc o wiele łatwiej nawiązać znajomości, zmierzyć się z wyzwaniami czy odkrywać to, co nowe.

Właśnie dlatego CZYTANKI-PRZYTULANKI :)

piątek, 18 grudnia 2009

Astrid Lindgren "Boże Narodzenie w Bullerbyn"

Kiedyś Kieślowski powiedział, że wszystko, co czytamy, oglądamy, czego dotykamy… kształtuje nas. Sprawia, że jesteśmy tacy, a nie inni. Ja mogę powiedzieć, że jeśli ktoś/coś mnie kształtowało w dzieciństwie, to zdecydowanie była to Astrid i jej książki. Dzieci z Bullerbyn do dziś uważam za jedną z najważniejszych książek i co jakiś czas do niej wracam:) Myślę, że o mojej przygodzie z Lindgren będzie tu okazja jeszcze kiedyś napisać. Dziś chciałabym napisać o Marcie.

Marta to moja córka, w kwietniu skończy cztery lata i jest bibliofilką. Jako niemowlak uwielbiała książki gryźć, memłać, przeżuwać – zwyczajnie pochłaniała je bez reszty. Nieco później sama siadała sobie przed stosikiem książek i z uwagą je przeglądała. A teraz już regularnie czytamy. Lubimy takie kniżki, które możemy czytać wspólnie – to znaczy są w nich obrazki zastępujące słowa, które pozwalają się Tuśce włączać w tok opowieści.

Zupełnie świadomie i perfidnie postanowiłam Martę zarazić chorobą o nazwie „lindgrenoza”. W tym celu kupiłam właśnie Astrid Lindgren Boże Narodzenie w Bullerbyn. Pierwsza dawka wirusa została zaaplikowana w okresie adwentowego oczekiwania. (Swoją drogą myślę, że stanie się to naszą tradycją… przygotowywanie się do Bożego Narodzenia przez czytanie lektur o tej tematyce.) Marta z uwagą słuchała o zwyczajach przedświątecznych w zagrodach Bullerbyn. Ale czy naprawdę połknęła bakcyla, jeszcze trudno mi powiedzieć.
Opowieściom towarzyszą czarowne ilustracje Ilon Wikland. Dziś może trącą już one nieco myszką, ale nadal mają magię i zapraszają do słuchania. Jednej stronie opowieści towarzyszy po przeciwległej jedna duża ilustracja.
Jak ta:

Samej zaś Astrid jakby niewiele. Ja znajduję charakterystyczny styl Dzieci z Bullerbyn w takich zdaniach, jak to:

Te godziny, kiedy się tak chodzi i czeka na prezenty gwiazdkowe, to jest coś, od czego ludzie siwieją – powiedział Lasse.


I Marta przytakuje:)

Trochę mi brakuje tej epickości, "dużej formy" Dzieci z Bullerbyn. I myślę, że dzieci w wieku przedszkolnym mogą być znudzone tą pozycją. Dlatego lepiej sprezentować ją przedszkolakowi, bo interesująco opisuje zwyczaje świąteczne – pieczenie pierniczków, ścinanie choinki w lesie, Wigilię… A zatem to naprawdę dobry sposób, aby przygotować przedszkolaka na Boże Narodzenie. Martę zainteresowała szczególnie mała Kerstin i dziadziuś. „A dlaczego ona siedzi na saniach?… A dlaczego on siedzi na krześlę?… A dlaczego jest stary?”

Dziś wyciągnęłam Lindgren ponownie. I kiedy Tuśka zobaczyła, zawołała: „O! Bullerbyn!”:)

Możesz kupić tutaj: Boże Narodzenie w Bullerbyn

Moje artykuły

Zapraszam do przeczytania dwóch moich artykułów o sensie czytania książek. Oba zostały zamieszczone w portalu benc.pl

Czytanie książek z dzieckiem
Bardzo często zaczynamy czytać książki naszym dzieciom, gdy już mówią i rozumieją. Zniechęcamy się, bo maluch zazwyczaj nam przerywa bądź zgoła nie wydaje się zainteresowany, ucieka, woli bajkę w telewizji. Jak zaszczepić w smyku miłość do książek?


Całość tutaj

oraz

Kocham czytać

Czytanie książek jest trochę jak nałóg. Jeśli naprawdę kochasz lektury, nie zaśniesz bez przeczytania choć kilku stron. Czasem czytasz po kilka pozycji na raz - jedna leży na półce w toalecie, druga przy łóżku, trzecią nosisz w torebce. Czytasz wszędzie - w drodze do/z pracy, w rzeczonej już toalecie, w pociągu, w poczekalni u lekarza... Co takiego jest w książkach, że nie zdołały ich wyprzeć telewizor, radio czy Internet?


całość tutaj

Złota Lista Książek do czytania dzieciom

Bloga o książkach dla dzieci zaczynam od listy lektur dziecięcych. To dla rodziców całkowicie zagubionych wśród tysiąca nowości wydawniczych. Wszak zbliżają się święta, wielu troskliwych, dbających o rozwój swoich pociech, rodziców pragnie podarować coś niezwykłego - książkę.
Zanim ja sama wydam jakikolwiek rekomendacje, oddaję głos ekspertom, którzy stworzyli kanon książek dziecięcych. Można go przejrzeć na stronie Fundacji ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom.
Strona Fundacji

Złota Lista Książek do czytania dzieciom
opracowana przez Fundację ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom

Wiek 0-4 lata:


Marta Bogdanowicz (opracowanie) - Rymowanki - przytulanki
Paulette Bourgeois, Brenda Clark - seria o Franklinie
Jan Brzechwa - Wiersze i bajki
Gilbert Delahaye - seria o Martynce
Barbara Gawryluk - Dżok, legenda o psiej wierności
Dimiter Inkiow - Ja i moja siostra Klara
Czesław Janczarski - Miś Uszatek
Janosch - Ach, jak cudowna jest Panama; Ja ciebie wyleczę, powiedział Miś
Astrid Lindgren - Lotta z ulicy Awanturników
Sam McBratney - Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham
Nele Most, Annet Rudolph - Wszystko moje; Co wolno, a czego nie wolno
Beata Ostrowicka - Lulaki, pan Czekoladka i przedszkole; Ale ja tak chcę
Joanna Papuzińska - Śpiące wierszyki
Renat Piątkowska - Opowiadania z piaskownicy
Julian Tuwim - Wiersze dla dzieci
Wojciech Widłak - seria o panu Kuleczce
Agata Widzowska-Pasiak - Dreptak i pępek świata #

Wiek 4-6 lat:


Florence and Richard Atwater - Pan Popper i jego pingwiny
Hans Christian Andersen - Baśnie
Wanda Chotomska - Wiersze, Pięciopsiaczki
Carlo Collodi - Pinokio
Waclaw Čtvrtek - O gajowym Chrobotku; Bajki z mchu i paproci
Astrid Lindgren - seria o Pipi Pończoszance, Emil ze Smalandii
Hugh Lofting - seria o Doktorze Dolittle
Kornel Makuszyński - Przygody Koziołka Matołka
Małgorzata Musierowicz - Znajomi z zerówki
Alan A. Milne - Kubuś Puchatek, Chatka Puchatka
Renata Piątkowska - Na wszystko jest sposób #; Nie ma nudnych dni
Barbara Stępniak-Wilk - Tulisia #
Małgorzata Strzałkowska - Leśne głupki; Wierszyki łamiące języki
Danuta Wawiłow - Wiersze

Wiek 6-8 lat:


Heather Amery - Mity greckie dla najmłodszych
Marcin Brykczyński - Ni pies, ni wydra
Jan Brzechwa - Pchła Szachrajka; Szelmostwa Lisa Witalisa
Kamil Giżycki - Wielkie czyny szympansa Bajbuna Mądrego
Frances Hodgson Burnett - Mała księżniczka
Tove Jansson - seria o Muminkach
Ludwik Jerzy Kern - Wiersze dla dzieci; Ferdynand Wspaniały
Erich Kästner - 35 maja
Astrid Lingren - Dzieci z Bullerbyn; Mio, mój Mio
W. Markowska, A. Milska - Baśnie z dalekich wysp i lądów
Anna Onichimowska - Najwyższa góra świata
Grey Owl - Przygody Sajo i małych bobrów
Anna Sójka - Czytam od A do Z
Małgorzata Strzałkowska - Rady nie od parady; Wiersze, że aż strach
Anne Cath. Westly - 8+2 i ciężarówka
Jan Whybrow - Księga straszliwej niegrzeczności
Piotr Wojciechowski - Z kufra pana Pompuła;
Roksana Jędrzejewska - Wróbel "Kosmita"

Wiek 8-10 lat:


Edmund de Amicis - Serce
Paul Berna - Rycerze Złotego Runa
Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród
J. Canfield, M. i P. Hansen, I. Dunlap - Balsam dla duszy dziecka
Roald Dahl - Matylda
Anna Kamieńska - Książka nad książkami
Rudyard Kipling - Księga dżungli
Eric Knight - Lassie, wróć!
Astrid Lindgren - Bracia Lwie Serce; Rasmus i włóczęga
Clive Staples Lewis - Opowieści z Narnii
Kornel Makuszyński - Szatan z siódmej klasy
Lucy M. Montgomery - Ania z Zielonego Wzgórza
Sempe, Gościnny - seria o Mikołajku
Anna Onichimowska - Dzień czekolady #
Ida Pierelotkin - Ala Betka #
Mark Twain - Przygody Tomka Sawyera; Królewicz i żebrak
Wanda Witter - Fotografia nieba #

Wiek 10-12 lat:


Francesco d'Adamo - Iqbal (książka szczególnie polecana, również na nagrody dla uczniów)
Charles Dickens - Oliver Twist; Opowieść wigilijna
Michael Ende - Momo
Antoine de Saint - Exupery - Mały książę
Ewa Grętkiewicz - Dostaliśmy po dziecku #
Astrid Lindgren - Ronja, córka zbójnika
Witold Makowiecki - Diossos; Przygody Meliklesa Greka
Ferenc Molnar - Chłopcy z Placu Broni
Małgorzata Musierowicz - Noelka i inne tomy Jeżycjady
Jerzy Niemczuk - Opowieść pod strasznym tytułem
Ferdynand Ossendowski - Słoń Birara
Katherine Paterson - Most do Terabithii
Michel Piquemal - Bajki filozoficzne
Eric Emmanuel Schmitt - Oskar i pani Róża; Dziecko Noego
Jerry Spinelli - Kraksa
J.R.R. Tolkien - Hobbit
José Mauro de Vasconcelos - Moje drzewko pomarańczowe
Jean Webster - Tajemniczy opiekun
Maciej Wojtyszko - seria o Brombie
Lemony Snicket - Seria niefortunnych zdarzeń

Wiek 12-14 lat:


Antologia pod red. Grzegorza Leszczyńskiego - Po schodach wierszy.
H. Jackson Brown, Jr. - Mały poradnik życia
J. Canfield, M.V. Hansen, K. Kirberger - Balsam dla duszy nastolatka
Paulo Coehlo - Alchemik
Arthur Conan Doyle - Pies Baskerville'ów
Ursula K. le Guin - Czarnoksiężnik z Archipelagu
Barbara Kosmowska - Pozłacana rybka #
Harper Lee - Zabić drozda
Dorota Terakowska - Córka czarownic
Anika Thor - Prawda czy wyzwanie
J.R.R. Tolkien - Władca pierścieni
Juliusz Verne - Tajemnicza wyspa
Beata Wróblewska - Jabłko Apolejki #

książki popularnonaukowe
Edward de Bono - Naucz się myśleć kreatywnie
Tony Buzan - Rusz głową
Tadeusz Niwiński - Ja

Wiek 14-16 lat:


Pierre Boulle - Most na rzece Kwai
Anna Frank - Dziennik
Francis Scott Fitzgerald - Wielki Gatsby
Ruben Gallego - Białe na czarnym
Victor Hugo - Nędznicy
Leszek Kołakowski - 13 bajek z królestwa Lailonii (...) i inne bajki
Yann Martel - Życie Pi
Amos Oz - Jak uleczyć fanatyka
Bolesław Prus - Faraon
ks. Jan Twardowski - Wiersze
Władysław Bartoszewski - Warto być przyzwoitym

książki popularnonaukowe
Sephen R. Covey - 7 nawyków skutecznego działania *
M. R. Kopmeyer - Praktyczne sposoby osiągania sukcesu *
(sugerujemy, aby zacząć od rozdziałów nt. potęgi myśli i źródeł inspiracji)
Ron Potter-Efron - Życie ze złością *

Wiek powyżej 16 lat:


Karen Blixen - Pożegnanie z Afryką; Uczta Babette
Dalajlama, Howard C. Butler - Sztuka szczęścia
Guareschi - Don Camillo i jego trzódka
Zbigniew Herbert - Martwa natura z wędzidłem; Barbarzyńca w ogrodzie
Ryszard Kapuściński - Cesarz , Imperium
George Orwell - Folwark Zwierzęcy
Wisława Szymborska - Wiersze

książki popularnonaukowe
Nathaniel Branden - 6 filarów poczucia własnej wartości *
Erich Fromm - Sztuka miłości; Mieć czy być *
Daniel Goleman - Inteligencja emocjonalna *
Leszek Kołakowski - Mini wykłady o maxi sprawach
M. Scott Peck - Drogą mniej uczęszczaną *



* fragmenty
Proponujemy, by książki opatrzone gwiazdką najpierw przeczytać samemu i dokonać wyboru fragmentów zanim zaczniemy czytać dziecku, ponieważ oprócz uniwersalnych treści zawierają one czasem rozdziały lub akapity związane z realiami innej kultury, które nie zawsze są interesujące, zrozumiałe lub adekwatne do naszej rzeczywistości.

# - książka nagrodzona w konkursie im. Astrid Lindgren, ogłoszonym przez Fundację ABCXXI.

Fundacja "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom" informuje, że "Złota Lista" książek do czytania dzieciom jest dziełem Fundacji i jej wykorzystywanie w publikacjach oraz na stronach internetowych, a także kopiowanie oraz wszelkie przeróbki, np. przedruk we fragmentach, wymagają każdorazowej zgody Fundacji, a także zamieszczenia informacji, że jest to lista opracowana przez Fundację "ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom" i została przedrukowana ze strony internetowej www.calapolskaczytadzieciom.pl. Na przeróbki polegające na dodaniu nowych tytułów spoza listy lub innym podziale kategorii wiekowych, i podpisywaniu się autora takich wersji, jako "autora Złotej Listy", Fundacja nie wyraża zgody.

Aktualizacja, 20 marca 2008