czwartek, 30 grudnia 2010

Birgitta Stenberg, Mati Lepp "Billy i tajemniczy kot"


Bardzo lubimy książki obrazkowe. Szczególnie trzylatek Janek obcuje ostatnio z tego typu pozycjami. Billy, bohater książki Birgitty Stenberg, jest jednym z jego ulubionych bohaterów. Pewnie dlatego, że wyglądają dość podobnie:)
 
Billy, mały chłopiec, budzi się pewnej nocy. Za oknem spostrzega coś wielkiego i czarnego. Wcale się nie boi, bo kiedy to coś wchodzi do pokoju, okazuje się być pięknym, rudym kotem. Nasz mały bohater karmi kota, a potem kładzie się z nim spać. Rano równie ciepło do kota nastawiona jest mama Billego, pani ze zwariowaną fryzurą:) Wkrótce Billy’ego odwiedza przyjaciółka, Lotta. Razem bawią się na dworze, ale chłopiec nie zdradza jej teajmnicy o nocnym gościu. Do dzieci podchodzi także Kim, którem zgubił się gdzieś kot.


Opowieść Stenberg, bogato i z humorem zilustrowana przez Matiego Leppa, dotyka kilku ważnych zagadnień. Te dwa najważniejsze to kwestia kłamstwa oraz konieczności dokonywania wyboru i rezygnowania z przyjemności. Nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów, ale – jeśli chodzi o ten ostatni problem – to podobną fabułę odnajdziemy w książce Wilhelmina i aksamitny nosek. Coraz częstszy problem alergii na sierść zwierząt staje się więc już tematem książek dla dzieci. I dobrze! Bo podsuwając książeczkę o sympatycznym Billy’m, z którym dziecko może się utożsamić, łatwiej będzie rodzicowi wyjaśnić, dlaczego pewnych zwierząt w domu trzymać nie możemy. A przy okazji mamy okazję rozmawiać z dziećmi o opiece nad zwierzętami oraz o przyjaźni, bo te tematy również tu zostały poruszone .

Możesz kupić na stronie wydawnictwa: Billy i tajemniczy kot

Ilustracje: Mati Lepp
Przełożyła: Hanna Dymel-Trzebiatowska
Ilość stron: 32
Rok wydania:2010
Wydawnictwo: EneDueRabe
Format: 187x 258 mm
ISBN: 9788362566006

środa, 29 grudnia 2010

Dorota Dziamska "Filmowe origami, czyli origami płaskie z koła, kwadratu i trójkąta"


Dorota Dziamska w Przedmowie pisze: „Filmy animowane stały się nieodłącznym elementem życia każdego dziecka. Już przedszkolaki zbierają naklejki, obrazki i portrety ulubionych bohaterów kreskówek. (...) Dzieci chętnie o nich opowiadają, chciałyby też szybko je narysować, z czym często mają problem, bo nie zawsze samodzielnie wykonaneobrazki spełniają ich oczekiwania”. Trudno się z autorką nie zgodzić. Rzeczywiście nasze dzieci rosną otoczone przez bohaterów kreskówek – Kubuś Puchatek, Shrek, Gumisie, Noddy, Tomek i Przyjaciele... oj, jest tego dość trochę. A czy pamiętacie postaci z bajek naszego dzieciństwa? Rumcajs, Pszczółka Maja, Żwirek i Muchomorek, Muminki, Zaczarowany Ołówek :) Moje dzieci znają także i te postaci, dlatego wzory zaproponowane przez Dziamską nie wydały im się nieznajome (może z wyjątkiem Pokemona).

Autorka proponuje zabawę w origami. Tym razem jednak nie składamy trójwymiarowych modeli z jednej kartki papieru. Tworzymy bajowe postaci z płaskich technik sztuki origami. W tym celu potrzebujemy przygotować kwadraty, trójkąty lub koła w odpowiednich kolorach i wymiarach (autorka podaje dokładne informacje przy każdej propozycji modelu do złożenia). A potem już po prostu składamy według wzoru. Zabawa to dość pracochłonna, wymaga przygotowania odpowiedniego warsztatu pracy, ale daje sporo satysfakcji, kiedy już ułoży się dany model (nam wyszedł sympatyczny Pokemon:) ). Poza tym - od czego mamy zimowe popołudnia? Dorosłym więc trzeba będzie zaczerpnąć gdzieś cierpliwości, bo dzieci z całą pewnością będą nagabywały: „Mamo, a zrób mi (lub pomóż mi zrobić) jeszcze Cypiska (Gucia, Włóczykija, Teklę...)”.

Możesz kupić tutaj: Filmowe origami

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 72
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bis
Wymiary: 20.5 x 29.5 cm
ISBN: 978-83-7551-163-5

Zajrzyj również do tych recenzji:
Ashley Wood "Origami. Przewodnik po sztuce składania papieru"
Christopher Hart "Szkoła rysowania. Zwierzęta z kreskówek"

wtorek, 28 grudnia 2010

Francesca Simon "Harując z Herkulesem. Mitologia dla fanów Koszmarnego Karolka."


Francesca Simon to ta od Koszmarnego Karolka – książki chyba nieco kontrowersyjnej. Wkrótce przeczytam, więc będę mogła wyrazić własne zdanie, już dziś jednak wydaje mi się, że wiem, w czym może leżeć problem „koszmarności” książek o Karolku.

Zuzia, bohaterka Harując z Herkulesem, ma chyba z Karolkiem wiele wspólnego. Przede wszystkim niektóre jej odzywki i zachowania sprawiają, że niejednemu rodzicowi włos zjeżyłby się na głowie. Zuzia odparowuje rodzicom: „nie jestem waszą niewolnicą”, gdy proszą, aby posprzątała, pokazuje język koleżance i generalnie zawsze jest na „nie”. Skaranie boskie z taką córeczką, można pomyśleć.
Nasza bohaterka ma magiczną monetę, która przenosi ją do starożytnej Grecji w najmniej oczekiwanej chwili. Właśnie tam Zuza spotka bohaterów greckiej mitologii – Herkulesa, Orfeusza, Persefonę i innych. Pomaga im, jednocześnie sama się czegoś o sobie ucząc. Na przykład tego, że wysprzątanie pokoju to mały pikuś w zestawieniu z pracami, które trzeba było wykonać w stajni Augiasza. Albo że gra na instrumencie może być pożyteczna, a jazda konna – wyjątkowym przeżyciem.

Francesa Simon znalazła sposób na atrakcyjne przedstawienie dzieciom mitów. Choć nie wszystko toczy się tu zgodnie ze znanym nam scenariuszem, to jednak lektura książki Simon może wzbudzić zainteresowanie mitologią. Ja wykorzystałabym fragmenty, by przygotować lekcję z gimnazjalistami. Koszmarnymi gimnazjalistami! Być może odkryliby i w sobie coś z Zuzi? Być może zainspirowałoby ich to do zastanowienia się nad sobą?

Możesz kupić tutaj: Harując z Herkulesem

Ilustracje: Tony Ross
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 150
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Znak
Wymiary: 12.5 x 19.5 cm
ISBN: 978-83-240-1422-4

poniedziałek, 27 grudnia 2010

"Agnieszka Osiecka dzieciom"


Nasza Księgarnia z okazji 90-lecie istnienia wydawnictwa dokonuje podsumowań. Pisałam już o rewelacyjnej pozycji, będącej reprintem małych kwadratowych książeczek z serii Poczytaj mi, mamo. Z podobną czułością pochylono się nad twórczością Agnieszki Osieckiej. W tomie Agnieszka Osiecka dzieciom zebrano cztery dłuższe opowieści (Dzień dobry, Eugeniuszu, Dixie, Wzór na diabelski ogon oraz Ptakowiec) oraz cztery formy krótsze, w których dominuje mowa wierszowana. Tekstom towarzyszą cudowne ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej, która zdołała oddać nastrój opowiadań, ale i chyba sportretować kawałek duszy samej Osieckiej.



Nie znałam tekstów dla dzieci Agnieszki. Ba, nawet jej o to nie podejrzewałam. Poetka zaskoczyła mnie swoją wyobraźnią. Tu w każdym zdaniu wydarza się coś istotnego, co powoduje, że fabuła postępuje do przodu jak we współczesnych, amerykańskich filmach akcji. Momentami nie nadążałam:) Do tego kolejne przygody glinianego ptaka Eugeniusza czy czerwonego samochodu Dixie i dzieci, Marka i Karoliny są tak odrealnione i absurdalne (na przykład pomysł czapli, by zagrać Eugeniuszem jak piłeczką do ping-ponga), że poważne podejście do tych historii może znaczenie uniemożliwić ich „radosny odbiór”.

Osiecka nie bawi się w moralizatorkę czy wychowawczynię pokoleń. Odnoszę wrażenie, że chodzi jej tylko o zabawę. Tak dzieci, jak czytających im dorosłych. W jej tekstach bowiem pojawiają się konteksty literackie czy aluzje do rzeczywistości PRL-u, które są co prawda dla dzieci zupełnie nieczytelne, ale mogą ubawić rodziców. Osiecka subtelnie też, jakby za pomocą pacnięć pędzla na kartce, wskazuje na piękno i brzydotę świata otaczającego bohaterów. Dorośli zdają sobie sprawę od razu, że to rzeczywistość burego PRL-u. W nim Osiecka znajduje swoje miejsca, które stanowią azyl, które pozwalają nieco odlecieć i znaleźć się tam, gdzie byśmy chcieli. Te miejsca to przede wszystkim Mazury (Karwica Mazurska, Krzyże), Saska Kępa czy Park Skaryszewski.

Mnie najbardziej spodobał się absurdalny humor we Wzorze na diabelski ogon (tu ilustracje Wasiuczyńskiej zdecydowanie zmieniają swój charakter). To zbiór opowieści o pewnej klasie, ich Fizyku oraz tajemniczym nieco Belzebubie Rączce vel Belo. Polecam zwłaszcza nauczycielkom fizyki – myślę, że teksty mogłyby służyć za wspaniałą pomoc naukową:)



Osiecka w odświeżonej wersji to smaczny kąsek zwłaszcza dla myślących inaczej, czujących głębiej... ogólnie dla pozytywnych wariatów ;)

Możesz kupić tutaj: Agnieszka Osiecka dzieciom


Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 16.5 x 21.5 cm
ISBN: 978-83-10-11859-2

sobota, 18 grudnia 2010

Pierwsze urodziny bloga:)

Dokładnie dziś Czytanki-przytulanki obchodzą swoje pierwsze urodziny. Rok temu, za namową męża, napisałam pierwszego posta.
Chciałam napisać coś mądrego, ale nie mam siły:) Oczekiwanie na narodziny syna wydłużają się ponad miarę...
Dziś więc chcę tylko podziękować za Waszą, czytelników obecność, za miłe słowa, za wsparcie. Jestem też wdzięczna wydawnictwom, które zechciały podjąć ze mną współpracę, dzięki czemu zawartość tego bloga została zdecydowanie ubogacona.



Pozdrawiam serdecznie.
PS
Od poniedziałku chwilowo będzie tu przerwa w publikowaniu wpisów. Do poczytania!

piątek, 17 grudnia 2010

"Powidoki" nauczą rozumieć malarstwo - audycja w "Czwórce"

Wydawnictwo DwieSiostry wydało właśnie książkę Powidoki (tekst: Tina Oziewicz, ilustracje: Ola Cieślak).

Notka ze strony wydwanictwa:


Książka zainspirowana obrazem "Powidok słońca" Władysława Strzemińskiego. Przezabawna, błyskotliwie napisana opowieść o pełnej przygód wyprawie trzech młodych promieni słonecznych na Ziemię. Wesołe ilustracje Oli Cieślak idealnie współgrają z charakterem opowiadania i pomagają młodym czytelnikom oswoić się z niezwykłym malarstwem Strzemińskiego.

Serię "Mały Koneser" tworzą opowiadania inspirowane wybitnymi dziełami polskiego i światowego malarstwa. Każdy tom zawiera jedną historię pomysłowo nawiązującą do konkretnego obrazu, który - jako motyw przewodni ilustracji -

[Notka oraz obraz pochodzą ze strony PolskiegoRadia]


Książka "Powidoki" ma przybliżać dzieciom fascynujący świat malarstwa Władysława Strzemińskiego. Autorki były gośćmi Czwórki.

– Wyobraźmy sobie przestrzeń kosmiczną. Jest tam szkoła, w której promienie słoneczne uczą się, jak odbijać się od siatkówki oka człowieka, jak wędrować przez kosmos, docierać do Ziemi. O tym właśnie są "Powidoki" – zdradza Ewa Stiasny z wydawnictwa "Dwie siostry".

Teorię powidoków stworzył malarz Władysław Strzemiński. Zauważył to zjawisko i uczynił tematem swoich obrazów. Powidoki to fantastyczne kształty, smugi i błyski, jakie widzimy pod powiekami, gdy zamkniemy oczy po chwili wpatrywania się w bardzo jasny punkt, np. źródło światła. – Książka ma za zadanie rozpropagować malarstwo wśród dzieci, przybliżyć sztukę młodemu odbiorcy – mówi autorka książki Tina Oziewicz.

– Gdy usłyszałam, że mam napisać tekst to obrazów Strzemińskiego, to się przeraziłam – wspomina.– To tak gigantyczne nazwisko, a książka miała być skierowana do dzieci ze szkoły podstawowej – tłumaczy.

Zilustrowanie książki przeznaczonej dla dzieci, a zarazem traktującej o malarstwie, było trudnym zadaniem – podkreśla Aleksandra Cieślak, autorka ilustracji do "Powidoków". – Polegało na balansowaniu między malarstwem Strzemińskiego a tekstem Tiny Oziewicz. O ile obrazy są dosyć abstrakcyjne, o tyle u Tiny postaci są bardzo uczłowieczone. Moim zadaniem było znalezienie złotego środka między abstrakcją Strzemińskiego, a zabawnym tekstem – wyjaśnia.

– Dziecko jest bardzo krytycznym odbiorcą – przekonuje Aleksandra Cieślak. – Jeśli mu się podoba, daje się ponieść książce, jeżeli nie, rzuca ją w kąt. Wśród dorosłych czytelników panują mody i trendy: można nimi manipulować. Dzieciom natomiast warto uzmysławiać, że mają wybór – dodaje.

Więcej w rozmowie z gośćmi "Stacji Kultura": Ewą Stiasny z wydawnictwa "Dwie siostry", autorką tekstu Tiną Oziewicz oraz ilustratorką Aleksandrą Cieślak. Audycji odsłuchasz tutaj:)

czwartek, 16 grudnia 2010

Kitty Crowther "Mój przyjaciel Szymon"


Jeśli zajrzeliście do linka, który umieściłam w notce niżej, i wysłuchaliście audycji w „Klubie Trójki”, zapewne zauważyliście, że w literaturze dziecięcej dość prężnie rozwija się nurt książek „na zadany temat”, ja nazywam je oswajającymi. Rozmówczynie Darka Bugalskiego określają je też mianem narzędzi. Dziś przedstawiam wam książkę, która właśnie w ten nurt się wpisuje. To tekst z tezą, tendencyjny – choć określenie źle nam się kojarzy, dobrze oddaje  sens.

Kos Tymon pewnego dnia wyrusza w świat, a konkretnie w kierunku morza, bo bardzo lubi wodę. Tam spotyka mewę Szymona. Choć bardzo się różnią, przypadają sobie do gustu. Szymon zaprasza kosa do siebie, pokazuje mu miasteczko mew. Mieszkańcy nie są jednak zadowoleni z wizyty Tymona, bo ten wygląda zupełnie inaczej niż oni, jest czarny. To podejście zasmuca Tymona, dlatego Szymon postanawia razem z przyjacielem przeprowadzić się do jodłowego lasu. Tam Tymon pokazuje koledze, że książki, którymi Szymon do tej pory palił w piecu, mogą służyć do czegoś zupełnie innego, do czytania. Od tej chwili wieczory upływają im na wspólnej lekturze. Okazuje się, że także coraz większa grupka mew z miasteczka dołącza do nich, by zza okna słuchać pięknego, czystego głosu Tymona.


Sympatyczna książka obrazkowa Kitty Crowther przynosi myśl, że nie możemy oceniać ludzi po jednym spojrzeniu, że każdy z nas kryje w sobie coś, co może nas ubogacić. To oczywiście tekst o tolerancji. Nie tyle nawet o kwestii rasizmu (biała mewa – czarny kos), co o odmienności po prostu.

Literatura oswajająca, stanowiąca narzędzie, by omawiać trudne zagadnienia, wymaga, by czytać ją wspólnie z dzieckiem. Tym bardziej że książka obrazkowa kierowana jest do najmłodszych czytelników. Takie zagadnienia, jak wskazywana w Moim przyjacielu Szymonie inność, trzeba bowiem nie tylko obczytać, ale jeszcze omówić. Nie wyobrażam sobie, aby lekturę tego typu publikacji pozostawić bez komentarza. Czytanie książki Kitty Crowther stanie się więc okazją do bycia razem, rozmowy, przełamywania stereotypów, uczenia tolerancji i szacunku do drugiego. Dość sporo korzyści jak na jedno posiedzenie książkowe, prawda? :)

Możesz kupić tutaj: Mój przyjaciel Szymon

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: EneDueRabe
Wymiary: 25 x 25 cm
ISBN: 978-83-62566-01-3

środa, 15 grudnia 2010

"Nad książką jesteśmy RAZEM " - audycja w Trójce

[Notka oraz obrazek pochodzą ze strony Trójki]


- Książki dla dzieci są instrumentem uczącym nas, dorosłych, jak z dziećmi rozmawiać. Korzystajmy z nich jak z narzędzia, aby wspólnie odkrywać nowe terytoria – zachęcają goście „Klubu Trójki”.

Dawniej zawsze z morałem, dziś odrobinę niedopowiedziane, zachwycają różnorodnością tematów i bogactwem oprawy. – W książkach dla dzieci zmieniło się wszystko. Przede wszystkim cele, jakie autorzy książek sobie stawiają pisząc je – powiedziała dr Aleksandra Piotrowska, psycholog rozwojowy.
Kiedyś książki dla dzieci wskazywały jedynie słuszne przesłania, pokazywały i mówiły jaki człowiek ma być, dziś autorzy traktują dzieci poważniej. – Im bardziej one same włączą się w problemy w książce opisane, tym większe prawdopodobieństwo, że coś dobrego dla rozwoju z tego wyniknie – wyjaśniła tę zmianę psycholog.
- Bardzo silny jest dziś nurt książki obrazkowej, czyli takiej, która daje możliwość zagłębienia się w literaturę dziecku, które jeszcze nie czyta - dodała Ewa Świerżewska, redaktor naczelna portalu qlturka.pl. Na etapie późniejszym bardzo istotny jest właściwy dobór literatury do wieku i rozwoju dziecka.
Trzeba pamiętać, że to my, dorośli, wprowadzamy dziecko w świat, dlatego od nas zależy, jakie książki damy dziecku. - Jeszcze nie wszyscy rodzice są świadomi istnienia książek poruszających ważne problemy, bo gdy wchodzą do centrum handlowego, znajdują zalew książek różowych, brokatowych, a tych najlepszych nie – zauważyła Świerżewska.

- I tu liczymy na wszystkich, którzy pomogą nam docierać do rodziców. Szczęśliwie rośnie liczba tych, którzy są przeświadczeni, że należy szukać fachowej, merytorycznej pomocy - dodała dr Piotrowska.

Goście Dariusza Bugalskiego zauważyły, że książki stanowią doskonały punkt wyjścia do bycia razem, który spaja rodzinę. – Książka nas angażuje, jest przyczynkiem do rozmowy o emocjach i rozwijania więzi między nami i dzieckiem – powiedziała redaktor qlturki.pl.
W literaturze pojawiają się motywy, które mogą pomóc rodzicom w poważnych rozmowach z dziećmi na temat: emocji (np. książeczka "Billy jest zły"), seksualności („Wielka księga siusiaków”), śmierci („Żegnaj Panie Muffinie!”) czy inności („Mój przyjaciel Szymon”).

- Te książki dają szansę także osobom dorosłym, na nauczenie się rozmawiania o takich sprawach, o których nawet dorośli między sobą nie bardzo potrafią rozmawiać – zauważyła psycholog.

Oczywiście jest także cała masa książek, które są przyjemną, miłą lekturą, cieszą dusze, przy których można się pośmiać. O nich, a także wydawnictwach specjalizujących sie w książkach dla dzieci - w naszej audycji!


Aby wysłuchać całej rozmowy "Nad książką jesteśmy RAZEM”, wystarczy kliknąć w ikonę dźwięku w boksie "Posłuchaj” w ramce po prawej stronie.
Audycji "Klub Trójki" można słuchać od poniedziałku do czwartku tuż po 21.00.

wtorek, 14 grudnia 2010

„Świerszczyk” nr 24/2010


Uwaga, uwaga! Ostatni numer „Świerszczyka” w tym roku już od jutra w kioskach.
A w nim sentymentalny nieco wiersz Kiedy to było? Alicji Mazan-Mazurkiewicz. Jest on dla mnie bardzo na czasie. W oczekiwaniu na najmłodszego członka rodziny czytamy:

Rodzice wspominają:
pierwszy mój krok, pierwsze słowo
i pierwsze wspólne święta… (…)
A może to tylko żarty?
A może to tylko się śniło?
Bo jak uwierzyć, że kiedyś
w ogóle mnie nie było?

No właśnie – jak uwierzyć, że kiedyś nas nie było? Mojej Marcie nadal trudno zrozumieć, gdy ogląda zdjęcia ze ślubu rodziców, że jej tam być nie mogło. „Mamo, to gdzie ja wtedy byłam” :) Odpowiadam, że w dalekich planach:) Bardzo mi się refleksyjnie zrobiło przy lekturze tego wiersza. Bo rzeczywiście – narodzone niemowlę potrafi zmienić rodzicom całe życie. A to niemowlę, którego narodzenie wspominamy 24/25 grudnia, zmieniło życie nie tylko własnych rodziców…

W podobny nastrój wprowadza czytanka Marii Ewy Letki Kapitan Sebastian. Przepiękna historia, która zaprasza małych czytelników do podróży w czasie i spojrzenia na swoich rodziców, dziadków jak na dzieci, którymi kiedyś byli. Okazuje się wtedy, że dziadka może wzruszyć do łez mały okręcik.


Zachęcają do zastanawiania się także historia Małgorzaty Strzałkowskiej o wigilii w Afryce oraz opowieść Bajetana o przedświątecznym zabieganiu. Ale numer 24 „Świerszczyka” wcale nie jest jakiś nadęty – jak zwykle sporo w nim rozrywki w zimowo-świątecznych kolorach:)

Strona "Świerszczyka"

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Francesca Capelli "Weronika nie chce zostać modelką"


To już druga książka (po Izie Anoreczce ), którą czytam, traktująca o przerośniętych ambicjach rodziców (matek), by uczynić z córki modelkę. Kilka dni temu słuchałam w Trójce audycji Kuby Strzyczkowskiego „Za a nawet przeciw” i z wypowiedzi wielu osób wynikało, że w Polsce problem konkursów piękności dla dzieci wcale nie jest marginalny. Nie dostrzegam w swoim środowisku parcia rodziców na karierę ich córek w modelingu. Choć może po idiotycznym skądinąd programie „Top Model” niektórym z nas nieco przewróci się w głowie, kto wie...

Wydawnictwo WAM publikuje Weronikę... w ramach serii „Wielkie problemy naszych dzieci. Historyjki terapeutyczne”. Omawiana tu książka nie jest więc literaturą sensu stricto, ale pełni raczej rolę służebną. Odradzałabym kupowanie jej jako czytadła dla młodych. Ale o tym za chwilę.

Fabuła jest dość prosta. Weronika jest nieco okrągłą osóbką. Na szczęście ani jej, ani ojcu, ani przyjaciołom to nie przeszkadza. Jedynie matka, babcia i siostra wciąż widzą jakieś jej niedoskonałości – tu fałdka, tam wałeczek... Matka zmusza córkę do diet i ciągle ją krytykuje, co staje się naprawdę męczące. Dziewczynka ma jednak przyjaciół, którzy chcą jej pomóc. Szczególnie pomocne okazują się rady Andżeliki. Przyjaciółka proponuje trzy metody uświadomienia matce, że Werka nie chce się odchudzać. Są to metody:

· perswazji („zaczęli przeglądać gazety w poszukiwaniu artykułów mówiących o dzieciach, które przeszły na dietę z powodu świetlanej przyszłości w show-biznesie i potem zapadły na ciężkie choroby”);

· sugestii (zastosowanie hipnozy);

· wywołanie przerażenia (krzywe lustra obrazujące monstrualną chudość).

W założeniu wydawcy historyjki terapeutyczne służą nazwaniu problemu, zrozumieniu lęków oraz wskazaniu rozwiązań. Kierowane są nie tylko do dzieci, ale także (a w moim przekonaniu przede wszystkim; jako pomoc do pracy terapetutycznej) dla rodziców czy psychologów. Wydaje mi się, że książka może być skutecznym narzędziem tylko wtedy, gdy pójdzie za nią komentarz osoby dorosłej. Dziecku trudno będzie przełożyć dość naiwne pomysły Andżeliki na życie. Czytane jednak wspólnie i omawiane szerzej mogą stanowić dobry punkt wyjściowy.

Możesz kupić tutaj: Weronika nie chce zostać modelką

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: WAM
Wymiary: 16.5 x 23.5 cm
ISBN: 978-83-7505-650-1
Tłumaczenie: Agnieszka Maria Stefańska

piątek, 10 grudnia 2010

Maria Ewa Letki "Zaczarowane historie"


Zaczarowane historie w ostatnim czasie zdobyły dwie nagrody. Wczoraj informowałam o tym, że w konkursie Książka Roku 2010, organizowanym przez PS IBBY, książka Marii Ewy Letki zdobyła główną nagrodę w kategorii literackiej. Trochę wcześniej, podczas 19. Wrocławskich Promocji Dobrych Książek, Zaczarowane historie nagrodzono Piórem Fredry – co ciekawe, w tym roku po raz pierwszy w dziejach tej nagrody wyróżnienie przypadło książce dziecięcej! Czy powinnam coś jeszcze w takim razie pisać? Chyba już nie muszę:) Pozwolę sobie jednak opowiedzieć o moich wrażeniach z lektury.

Książkę czytałam przed dwom tygodniami Marcie. Zaczęłyśmy od pierwszej historii, czyli Wiosny czarownicy. Po słowach: „Wąż chciał coś powiedzieć, lecz była (czarownica – przyp. nacz_glin.) zbyt smutna, żeby rozmawiać. Pogładziła go tylko po pysku i kazała siedzieć cicho” przewróciłam kartkę, by czytać dalej, ale okazało się, że to koniec tej opowieści. Ogromnie mnie to zdumiało. Bajka o czarownicy, która co roku żegna się i wita zaledwie przez chwilę ze smokiem – jak możemy się domyślić, kimś dla niej niezwykle ważnym – wydała mi się jakaś niedokończona. Pozostałe opowieści też sprawiają wrażenie urwanych w połowie, niedopowiedzianych. Autorce jednak chyba o ten efekt chodziło. Zaczarowane historie to nie tylko więc taki sobie zwyczajny tytuł. To określenie oddające zawartość tomiku. Bo historie te – podobnie jak czary i magia – zawierają w sobie element tajemniczości. Coś dzieje się poza naszymi oczami, poza słowami, czego jedynie możemy się domyślić. Zaczarowanym historiom blisko do zagadkowości i delikatności poezji. W trakcie lektury zaczynamy snuć domysły – kim na przykład jest pewien wędrowiec, który chodzi po wsiach i opowiada ciekawe historie tak sugestywnie, że zapala słuchaczy do działania (Konfitury, dżemy, marmolady…)? Albo czym tak naprawdę była lampa w oknie jednego domu, która zapraszała wędrowców do wejścia w progi chaty (Lampa)? Historie Marii Ewy Letki – rzekomo niedopowiedziane – są otwarte na interpretacje czytelnika, na jego wrażliwość i fantazję. Intuicja podpowiada mi, że – także za sprawą czarownych ilustracji Elżbiety Wasiuczyńskiej – pozostają w głowie młodego czytelnika na dłużej, drążą dziecięcą wyobraźnię i zachęcają do kontynuowania, marzenia, śnienia…
Moc tej książki tkwi jeszcze w języku. Maria Ewa Letki nie uwodzi bogatymi opisami, epitetami czy metaforami. Opowiada dość prosto: „Był sobie bezdomny duch”, „Jest to opowieść o wróżce, która lubiła spełniać życzenia”, „Na skraju miasteczka mieszkał człowiek, którego nikt nie zauważał”. Jej historie zdążają do ostatniej linijki – można rzecz – od pierwszych słów. Pod tym względem przypominają tradycyjne baśnie. Ta oszczędność słowna jednak przyczynia się do utrzymania aury tajemniczości w myśl ciekawej zasady: im mniej słów, tym więcej treści.
 
Możesz kupić tutaj: Zaczarowane historie

Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 21 x 29 cm
ISBN: 978-83-61824-18-3

czwartek, 9 grudnia 2010

J.R.R. Tolkien "Listy"


Na półki księgarskie trafiła niedawno wyjątkowa pozycja szczególnie miła każdemu czytelnikowi prozy J.R.R. Tolkiena. Wydane nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka listy pisarza stanowią dokładny przekład oryginału wydanego pod szyldem HarperCollins Publishers Ltd. w opracowaniu oficjalnego biografa Tolkiena Humphreya Carpentera oraz jego syna, Christophera. Polski przekład wyszedł spod ręki Agnieszki Sylwanowicz (odpowiedzialnej za tłumaczenie Dzieci Hurina, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2008).

Jak można przeczytać w słowie wstępnym Listów, edytor skupił się na publikacji korespondencji Tolkiena odnoszącej się bezpośrednio do jego działalności literackiej oraz naukowej. Przeważająca większość listów to wymiana uwag pomiędzy Tolkienem a reprezentującym macierzyste wydawnictwo autora sir Stanleyem Unwinem. Można w nich śledzić drogę powstania i publikacji takich dzieł, jak Hobbit czy Władca Pierścieni, a także nieustające, lecz bezowocne, próby wydania w formie książkowej mitologii stworzonej przez Tolkiena – Silmarillionu. Wiele listów dotyczy również pomniejszych prac pisarza, zbiorów opowiadań, opracowań tekstów staro- i średnioangielskich, utworów poetyckich. Owa idea przewodnia przyjęta przez edytora niewątpliwie warunkuje zawartość niniejszego opracowania. Należy również pamiętać o zasadniczych względach prywatności, na które powołuje się Carpenter, uzasadniając odrzucenie niezwykle bogatego materiału korespondencyjnego z lat 1913-1918, kiedy to Tolkien pisywał do Edith Bratt (narzeczona, później żona pisarza, przyp. Igirisu).

Większość opublikowanych listów pochodzi z lat 1937-1973. Część z nich stanowi dojmujący obraz mroków panujących w Anglii i na świecie, targanych krwawymi wydarzeniami II wojny światowej. Z tego czasu zachował się niezwykły ciąg korespondencji pomiędzy Tolkienem a jego najmłodszym synem, Christopherem (stacjonującym wówczas w Afryce Południowej), dotyczący powstającej właśnie historii wydarzeń schyłku Trzeciej Ery Śródziemia. Christopher był jednym z pierwszych recenzentów Władcy Pierścieni. Ojciec posyłał mu pocztą lotniczą maszynopisy kolejnych rozdziałów powieści. Przy okazji dzielił się własnymi doświadczeniami z codziennego życia zabieganego profesora, członka cywilnej obrony przeciwlotniczej, czynnego Inklinga oraz głowy rodziny. Listy z tego okresu wyróżniają się specyficznym klimatem. Dotykając zdarzeń niezwykle tragicznych, pozostają zakorzenione w swojskiej codzienności oksfordzkiego miasteczka i jego charakterystycznej społeczności.

Jednakże korespondencja Tolkiena nie dotyczyła spraw związanych wyłącznie z jego twórczością w ścisłym tego słowa znaczeniu. Zachowało się kilka niezwykle ciekawych listów pisarza do swych synów, dotykających zagadnień małżeństwa, miłości mężczyzny do kobiety, wojny i pacyfizmu, poglądu na Boga, religię czy też współczesną moralność. Często też Tolkien wypowiadał się na temat postępującej mechanizacji gospodarki i świata, co mógł obserwować na ulicach własnego miasta. Kreślone przez niego wizje przyszłości zdominowanej przez technologię Mordoru i Isengardu stanowiły smutną zapowiedź rzeczywistości, w której zatraciła się elementarna troska ludzi o własne środowisko.

Z Listów wyziera obraz Tolkiena jako niezwykle humorystycznie usposobionego do życia i samego siebie człowieka. Jego korespondencja przepojona jest specyficzną odmianą angielskiego (w tym wypadku – hobbickiego) poczucia humoru. Pisarz nie zwykł powściągać swego języka, zwłaszcza w sprawach, które go irytowały. Często też przyznawał, że trudno z nim wytrzymać, bo jego żarty nikogo nie śmieszą. Poza nim, oczywiście. Ta niezwykła otoczka tym bardziej uwydatnia jego niewątpliwy geniusz językowy, z którym mamy okazję obcować na wielu stronach Listów. Naturalność, z jaką pisarz tłumaczy etymologie poszczególnych słów i wyrażeń (w dużej mierze opierając się na własnej intuicji), o które proszą go dociekliwi korespondenci, wzbudza ogromny szacunek.

Listy to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika twórczości J.R.R. Tolkiena. Stanowią doskonały instrument do zapoznania się z ideami genialnego autora, jego zapatrywaniami na wiele aspektów życia, sposobem zachowania i odczuwania. Obrazują także poszczególne etapy jego pracy twórczej, począwszy od pierwszych prób stworzenia języka elfów aż do piętrzących się i zakurzonych stert niewydanego nigdy za życia autora Silmarillionu. Korespondencja Tolkiena odziera obraz pisarza-mitotwórcy z tajemnicy po to, by ukazać inny jego wizerunek: pisarza-geniusza.

Możesz kupić tutaj: Listy

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 760
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wymiary: 15 x 21 cm
ISBN: 978-83-7648-503-4
Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowicz

Książka Roku 2010 IBBY


KSIĄŻKA ROKU – LITERATURA DLA DZIECI

Maria Ewa Letki Zaczarowane historie (ilustr. Elżbieta Wasiuczyńska) Bajka

KSIĄŻKA ROKU – LITERATURA DLA MŁODZIEŻY

Marcin Szczygielski Omega (ilustr. Bartek Arobal) Latarnik




KSIĄŻKA ROKU – KSIĄŻKA OBRAZKOWA (autorska)

Barbara i Thekla Dubus Thekla i jej chłopakowy świat (fot. Barbara Dubus, oprac. graf. Anna Niemierko) Wytwórnia

KSIĄŻKA ROKU – ILUSTRACJE

ilustr. Monika Hanulak Pampilio (tekst Irena Tuwim) Wytwórnia



NAGRODA ZA UPOWSZECHNIANIE CZYTELNICTWA PS IBBY

Barbara Gawryluk - audycja "Alfabet" w Radiu Kraków



WYRÓŻNIENIA LITERACKIE

Agnieszka Błotnicka Kiedy zegar wybije dziesiątą Nasza Księgarnia
Adam Jaromir Zarafa Muchomor
Grzegorz Kasdepke Horror! czyli Skąd się biorą dzieci Nasza Księgarnia
Anna Łacina Czynnik miłości Nasza Księgarnia

WYRÓŻNIENIE ZA KSIĄŻKĘ OBRAZKOWĄ

Ola Cieślak Od 1 do 10 Dwie Siostry
Aleksandra i Daniel Mizielińscy Miasteczko Mamoko Dwie Siostry

WYRÓŻNIENIE ZA ILUSTRACJE

oprac. graf. Marta Ignerska, oprac. typograf. Kasper Skirgajłło-Krajewski Chopin i jego muzyka (tekst Barbara Smoleńska-Zielińska) Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, Wydawnictwo Muzyczne Triangiel

Nagrody za całokształt twórczości, czyli Medale Polskiej Sekcji IBBY otrzymali Andrzej Strumiłło w dziedzinie ilustracji i Maciej Wojtyszko w dziedzinie literatury.

środa, 8 grudnia 2010

Agnieszka Frączek "Zielono mi!"


Przeczesując Internet pod kątem informacji o twórczości Agnieszki Frączek, natknęłam się na taką oto wypowiedź Rafała Witka na Qlturce.

Wiersze pani Agnieszki rozpoznać można już z daleka. Aż chciałoby się powiedzieć, że autorka dorobiła się własnego stylu - a właściwie anty-stylu. Jego najważniejsza cecha to brak związków przyczynowo-skutkowych w wierszu (lub pomiędzy poszczególnymi wersami). W dalszej kolejności należy wymienić radosną przypadkowość rymów, brak jakiejkolwiek wyrazistej myśli (poetyckiego drugiego dna), a przede wszystkim - kompletną beztroskę wychowawczą. I nie chodzi mi tu bynajmniej o brak wartości dydaktycznych, które w poezji dziecięcej są niemodne już od co najmniej kilkudziesięciu lat, ale raczej o brak jakichkolwiek wartości porządkujących świat tej "poezji". Mówiąc dosadnie, odnoszę wrażenie, że Agnieszka Frączek rymuje wszystko ze wszystkim i nie martwi się, co z takiej lektury wynoszą dzieci, jaki komunikat o świecie i poezji jest im przekazywany. Dla autorki "Berka literek" poezja to bowiem nic więcej jak rym i rytm. Nie ma tu miejsca na lirykę, na niedopowiedzenie czy zawieszenie głosu, na ową szlachetność odróżniającą mowę wiązaną od, dajmy na to, reklamowego sloganu.

Hmmm… zastanowiła mnie ta dość nieprzychylna opinia. Przyjrzałam się poezji Frączek jeszcze raz – Rymobraniu oraz Zielono mi! – i muszę powiedzieć, że jestem „za a nawet przeciw”. Z jednej strony trzeba się z Witkiem zgodzić – twórczość Frączek to przede wszystkim rymowanki, a nie poezja, brakuje tu pewnej szlachetności i pozostawienia miejsca na interpretację (a tak na przykład mogłam czytać Opowieść Papuzińskiej). Jest kawa na ławie. Prosto. Bez ducha.


Z drugiej jednak strony, rym u autorki Chichopotama to sprawa nadrzędna, która wierszyk organizuje i której wszystko jest tu podporządkowane. To rym sprawia, że w wierszu dzieją się takie, a nie inne rzeczy, to on niesie pióro autorki. I co najważniejsze, pisarce nie leży na wątrobie sens, ale zabawa słowem. Uważam, że tego typu literatura – która wyczula na słowo, każe żonglować wyrazami, gimnastykuje język – też jest dziecku potrzebna.


Najnowszy tomik, Zielono mi!, choć zaczyna się wierszem o śniegu, to jednak jest zdecydowanie wiosenny. Organizuje go kolor zielony oraz wszystko to, co może mieć z nim jakiś związek – wiosna, zające, żabki, ufoludki, trawa. Utwory, które znajdziemy w tym tomiku charakteryzuje typowy dla pisarki humor oraz lekkość pióra. To mi się u Frączek najbardziej podoba – ta lekkość. Kiedy czytam dzieciom jej wiersze, nie muszę się nagle z końcem wersu zatrzymywać, by coś poprawić, by obmyślić linijkę tekstu na nowo. W Zielono mi! tekst sam mi się czyta, a język – mimo że musi się trochę nagimnastykować – nie czuje się tymi ćwiczeniami obciążony czy zmęczony. Lubię Frączek i tyle! Moje dzieci też. Pan Witek dodaje: „Jak się okazuje, zachowywanie przez autorkę dyscypliny formalnej (rym i rytm) skutecznie wprowadza w błąd, stanowiąc przykład żerowania na braku czytelniczego wyrobienia Polaków”. No jakoś będę musiała przełknąć ten brak czytelniczego wyrobienia…

Możesz kupić tutaj: Zielono mi!

Ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bis
Wymiary: 20.5 x 25.5 cm
ISBN: 978-83-7551-182-6

wtorek, 7 grudnia 2010

Aleksandra Woldańska-Płocińska "Pierwsze urodziny prosiaczka"


Książeczka Pierwsze urodziny prosiaczka to lektura dla najmłodszych, w szczególności dla roczniaków, którzy mogą się tu poczuć jak bohaterowie opowieści. Ilość tekstu, sztywne kartonowe stronice i duże, o wyrazistych kolorach ilustracje wskazują wyraźnie na wiek adresata.

Prosiaczek obchodzi swoje pierwsze urodziny. Na przyjęciu zjawiają się kolejni goście – dzik, pszczoły, żuk, kura, dżdżownica, niedźwiedź, suseł i mrówki – z wyjątkowymi prezentami. Zabrakło jednak największego przyjaciela prosiaczka – borsuka. Dlatego mały bohater czuje się zasmucony. Nie na długo jednak…

Omawiana pozycja może posłużyć kilku celom. Podstawowym oczywiście będzie tu oswajanie z książką i czytaniem. Będzie przy tym okazja na bogacenie zasobu słownictwa i poznawanie różnych zwierząt. Niektóre strony pomagają oswoić się z liczbami od jeden do trzy, a także wartościami takimi, jak pół, mały/duży.
Choć kolorystyka jest w Pierwszych urodzinach… odważna – autorka łączy na przykład różowy z zielonym czy czerwony z granatowym – nie mamy jednak poczucia, że coś atakuje nasze oczy. Do tego proste kształty, które mają jednak w sobie coś z ilustracji awangardowej, mogą zaspokoić i gusta najmłodszych, i starszych, szukających w obrazkach dla dzieci czegoś więcej.


Aż się prosi o podarowanie jej w prezencie roczniakowi na jego pierwsze urodziny. Jest to przecież czas, kiedy dziecko zaznajamia się z mową, wymawia pierwsze słowa, ale też coraz częściej interesuje sie książką i pismem. Tym bardziej więc polecam.

Możesz kupić tutaj: Pierwsze urodziny prosiaczka

Oprawa: Całokartonowa
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Czerwony Konik
Wymiary: 18 x 18 cm
ISBN: 978-83-926726-2-3

poniedziałek, 6 grudnia 2010

John R.R. Tolkien "Listy świętego Mikołaja"


Dzisiejsze święto sprzyja refleksjom. Mnie na przykład zastanawia to, co moje dzieci zapamiętają ze swojego dzieciństwa. Czy dzień taki jak ten jest im miły i co im się najbardziej spodobało. Co myślą o Mikołaju? Jakie wyobrażenia na jego temat mają? Zdaję sobie sprawę, że wiele zależy tu ode mnie – od rodzica. To przecież przede wszystkim ja kreuję ten świąteczny czas dla nich.


Myślę, że dość podobne przemyślenia mógł mieć Tolkien, kiedy rok po roku wcielał się w rolę świętego Mikołaja (Father Christmas), pisząc w jego imieniu listy. Pierwszy z nich, adresowany do syna pisarza, Johna, datowany jest na 1920 rok i zawiera zaledwie kilka zdań. Dowiadujemy się z niego, że Mikołaj mieszka na Biegunie Północnym i że właśnie wyrusza do Oksfordu obładowany zabawkami. Zdawkowemu listowi towarzyszy przecudnej urody obrazek przedstawiający figurę świętego oraz jego dom. Kolejne listy, które Tolkien pisał każdego roku aż do 1943, stawały się coraz dłuższe. Obok świętego Mikołaja pojawiają się nowe postaci. Najpierw Polarny Niedźwiedź, śniegowi ludzie, elfy, gnomy, a nawet gobliny. Ich przygody szeroko opisuje Mikołaj, czasem wtrąci swoje trzy grosze Polarny Niedźwiedź, a jeszcze później listy pisze sekretarz, elf Ilbereth. Interesujące jest nie tylko to, co piszą, ale także jak piszą. Książka zawiera faksymile listów, dlatego możemy obserwować chwiejne pismo trzęsącego się z zimna Mikołaja czy wpierw toporne, grube, potem eleganckie, runiczne, choć pełne błędów pismo Niedźwiedzia. Mnóstwo tu też oczywiście ilustracji poczynionych ręką samego Tolkiena.



Z Listów świętego Mikołaja wyłania się obraz Tolkiena – twórcy mitologii, ale i Tolkiena – ojca. W korespondencji pisanej wpierw do Johna, potem kolejno do Michaela, Chrisophera i Priscilli, coraz mocniej zaczynają być obecne wątki, postaci czy motywy znane ze Śródziemia. Autor przemyca je stopniowo, aby rozbudzać ciekawość młodego czytelnika. Mogę sobie tylko wyobrazić tę ekscytację:) Zresztą tę niecierpliwość dzieci Tolkiena, by świat Mikołaja objawił się im ponownie z nowymi szczegółami, możemy wyczytać między wersami – dowiadujemy się na przykład, że dzieci napisały swoje listy już w październiku i że napisały ich kilka.



Dla mnie najciekawszy jest obraz Tolkiena jako ojca. Zastanawiałam się nad tym już przy okazji Pana Błyska. Musiał być cudownym ojcem! Zajrzałam do książki Daniela Grotta Tolkien. Twórca Śródziemia i moje przypuszczenia się potwierdziły. Syn Tolkiena, Michael wspomina:

Pamiętam go (…) jako człowieka wyjątkowego, jedynego dorosłego, który wydawał się brać wszystkie moje dziecięce komentarze i pytania zupełnie na poważnie. Cokolwiek mnie interesowało, jego nieodmiennie interesowało jeszcze bardziej, nawet moje najwcześniejsze próby mówienia. (…)
Jego opowieści do poduszki wydawały się wyjątkowe. W odróżnieniu do innych ludzi nie czytał ich z książki, lecz po prostu opowiadał i dzięki temu były one nieskończenie bardziej interesujące i dużo zabawniejsze niż jakakolwiek bajka z książek dla dzieci w owym czasie. (…)
Oczywiście, ojciec nie był jakąś nadludzką postacią i często jego własne dzieci wydawały mu sie irytujące, zacietrzewione, głupie czy nawet kompletnie niezrozumiałe. Nigdy jednak nie zatracił swojej umiejętności rozmawiania z nami jak równy z równymi. W moim przypadku zawsze wywoływał we mnie uczucie, że to, co ja robię i myślę jako dziecko, jest dużo ważniejsze od tego, co on myśli i robi. (Prószyński i S-ka 1998, s. 85-86)

Jednocześnie z Listów (z których recenzję będziecie mogli czytać niebawem) wyczytujemy, jak bardzo autor Władcy Pierścieni pozostawał niezadowolony z tego, jakim był ojcem. Wyrzucał sobie zapracowanie i brak czasu dla dzieci.


Listy świętego Mikołaja pozostają więc interesującym świadectwem wyobraźni i relacji z dziećmi, jakie miał jeden z najpoczytniejszych pisarzy naszych czasów.

Niestety, książka jest niedostępna w sprzedaży.
Już dziś polecam Listy

 

Wszystkie wymienione dziś w poście książki zostały wydane przez Prószyński i S-ka.

Książki o tematyce okołoświątecznej

Książki o Mikołaju

• Jarosław Mikołajewski Święty Mikołaj (Muchomor)
Renata Zając Święty Mikołaj (WAM)
Bob Hartman Świąteczne opowieści (Zysk i S-ka)
• J.R.R. Tolkien Listy świętego Mikołaja (Prószyński i S-ka)
Joanna Krzyżanek Jak czekać na święta Bożego Narodzenia? (WAM)
• Karolina Lijklema Mikołaju czekam (Ladida Books)
• Mariusz Niemycki O tym, jak Mikołaj został Mikołajem (Skrzat)



Książki o Adwencie i Bożym Narodzeniu:

• Andrzej Sochacki Adwent (WAM)
• Jakob Streit Księga Trzech Króli (Genesis)
Renata Banaszczyk Historie wigilijne ; Do Betlejem (WAM)
• Maciej Krupa i Kuba Szpilka Bóg się rodzi (Dwie Siostry)
• Marek Kita Wszyscy na Ciebie czekamy (Sykomora)
Zbigniew Kozub, Jan Marcin Szancer Kolędy (G&P)
Charles Dickens Opowieść wigilijna (Media Rodzina)
• Praca zbiorowa, Opowiadania wigilijne (Literatura)
Astrid Lindgren Boże Narodzenie w Bullerbyn (Zakamarki)
Gerard Moncomble Czupieńki. Gwiazdka (Media Rodzina)
Zofia Stanecka Basia i Boże Narodzenie (Lektorklett) 


piątek, 3 grudnia 2010

Zofia Urbanowska "Gucio zaczarowany"


O literaturze dla dzieci często jeszcze mówi się i myśli jako o tej mniej znaczącej. Ot, coś tam dziecku czytamy, ale w gruncie rzeczy te czytanki nie są aż tak ważne. Dopiero przyjdzie czas na wielką literaturę – Mickiewicza, Wyspiańskiego, Miłosza. Mylne to jednak założenie. Lektura, którą czyta dziecko, kształtuje je bardziej niż lektura, którą przyjdzie mu czytać pod przymusem w szkole. Dowodem może być książka Zofii Urbanowskiej Gucio zaczarowany. Czy wiecie, że czytali ten pozytywistyczny tekst, w którym wyraźnie obecne są funkcje wychowawcze i edukacyjne, Iwaszkiewicz, Wat, Miłosz, Różewicz. Ci dwaj ostatni odnieśli się nawet we własnej twórczości do powieści Urbanowskiej. Miłosz napisał wiersz o tym tytule (zatytułował tak również cały tomik), Różewicz zaś podjął z Miłoszem (i Urbanowską) poetycki dialog w utworze Myrmekologia (dalszy ciąg bajki o Guciu zaczarowanym). Zapewne już jesteście ciekawi, cóż takiego niezwykłego znaleźć może dziecko w Guciu zaczarowanym, że tekst ten chodzi potem za nim nawet wtedy, gdy już czyta całkiem inne lektury.

Gucio jest paniczem. Ma starszą, rezolutną i pracowitą siostrę, Helusię oraz kochających, ale zanadto pobłażliwych rodziców. Szczególnie matka świata poza synem nie widzi (współcześni psychologowie uznaliby pewnie, że ta nadopiekuńczość jest wynikiem straty dwóch synów), ojciec natomiast jest tak zapracowany, że nie ma czasu odpowiednio się wychowaniem syna zająć. Bohater właśnie obchodzi swoje imieniny i jak zwykle wszystko toczy się zgodnie z jego widzimisię. Do chwili gdy dziadek informuje go, że czas już nieco wydorośleć i na poważnie zająć się nauką. Sprowadza specjalnie na tę okazje nauczyciela z Krakowa. Gucio wolałby prędzej stać się muchą niż porzucić swoje zabawy i siąść do książek. Wróżka, która pojawia się ni stąd, ni zowąd, spełnia to życzenie chłopca i przemienia go w muchę, czyniąc zeń „człowieka pokutującego”.

Urbanowska wspaniale opisuje dalsze losy chłopca, który nagle znajduje się w ogromnej dżungli, jaką stała się w jednej chwili trawa. Gucio spotyka na swej drodze kreta, wróble, pająka, pszczoły, które opowiadają mu o swoim życiu i pracy. Te spotkania mają zdecydowanie wymiar edukacyjny, Gucio zaczarowany okazuje się być bowiem fascynującym podręcznikiem do nauki przyrody. Wiele szczegółów dotyczących pracy zwierząt oglądamy tu bezpośrednio, z bliska, jakby przez mikroskop i to, co do tej pory wydawało nam się takie zwyczajne, okazuje się doprawdy niesamowite. Gucio dochodzi nawet do wniosku:

Poznawać wielkie dzieła ręki Bożej, wiedzieć, jak drzewo rośnie i skąd kwiat bierze swoją barwę; wiedzieć, jak żyją zwierzęta, jak gwiazdki chodzą po niebie i dlaczego raz się pokazują, drugi raz znowu chowają; słowem, wiedzieć dużo, jak najwięcej – co za rozkosz! Człowiek wtedy na rośliny, na zwierzęta, na gwiazdy patrzy jak na swoich dobrych znajomych, co nie mają przed nim tajemnic. Gucio pojął teraz, że nie znał nic i nikogo; wszystko dla niego było obce, a rozumu uczył się dopiero od zwierząt i robaków, na które dawniej patrzył z pogardą lub deptał nogą, nie wiedząc nawet o tym. Co za upokorzenie!

Ale te spotkania mają jeszcze jeden cel. Przyroda uczy bohatera, że wszystkie stworzenia są użyteczne (ach ten pozytywistyczny utylitaryzm!) i ciężko pracują. Gucio – wiodący do tej pory próżniaczy tryb życia – czuje się pracowitością zwierząt zawstydzony. I to zmienia jego charakter.

W powieści plan realistyczny (dworek, rodzina, zabawa imieninowa) płynnie przechodzi w plan fantastyczny. Trzeba tu podkreślić, że Urbanowska była jednym z pierwszych autorów piszących dla dzieci, którzy włączali elementy wyimaginowane w swoje utwory. Były to próby jeszcze dość nieśmiałe (jeśli wziąć pod uwagę fakt, że mniej więcej w tym samym czasie Lewis Carrol nieźle sobie poczynał z Alicją w Krainie Czarów), dlatego łatwo tłumaczyła ich obecność konwencja snu.


Gucia zaczarowanego dostajemy dziś w nowej oprawie graficznej, którą zajął się Bohdan Butenko. Nie brakuje tu typowego dla autora poczucia humoru. Książka została solidnie wydana i pozostaje wierzyć, że dzisiejszemu czytelnikowi spodoba się równie mocno jak temu sprzed prawie stu lat.

Możesz kupić tutaj: na stronie wydawnictwa

Ilustracje: Bohdan Butenko
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 148
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Officyna
Wymiary: 185x248mm
ISBN: 978-83-62409-00-6

Darmowa dostawa w Selkarze

Jeśli ktoś jeszcze planuje w najbliższym czasie kupić jakieś książki w ramach prezentu na Mikołaja, polecam Selkar - najtańszą księgarnię w necie.

W związku z tym, że przez tę awarię serwerów, część naszych klientów nie zdążyła złożyć zamówień, które byłyby objęte akcją Dni Darmowej Dostawy, w ramach rekompensaty zdecydowaliśmy się przedłużyć tą akcję aż do 5 grudnia! Tak więc, wszyscy klienci, którzy złożą zamówienia do 5 grudnia do godziny 23:59:59, mogą skorzystać z darmowej dostawy.

Jest to rzadko spotykana okazja nie tylko dla klientów, którzy mogą zaoszczędzić na przesyłce!

czwartek, 2 grudnia 2010

"Bluszczyk" nr 1/2010


Do sieci Empik trafił dziś nowy magazyn literacki dla dzieci „Bluszczyk". Powstał z wyodrębnienia działu o takim samym tytule, który do tej pory był integralną częścią miesięcznika „Bluszcz" wydawanego przez wydawnictwo Elipsa.

Objętość „Bluszczyka" została dwukrotnie powiększona. Pismo ma teraz 20 stron, na których znalazły się przede wszystkim opowiadania dla dzieci, ale również zabawy i konkursy. W samodzielnym piśmie pojawią się nowe działy, autorzy i ilustratorzy. Okładka magazynu, podobnie, jak w „Bluszczu", jest ilustrowana.

Pismo kierowane jest do dzieci w wieku od 6 do 10 lat, będzie się ukazywać w cyklu miesięcznym. Redaktor naczelną pisma została Iwona Hardej, do tej pory związana z rynkiem książkowym dla najmłodszych.

Informację podaję za Qulturką.

„Świerszczyk” nr 23/2010


Najnowszy numer „Świerszczyka” oczywiście poświęcony został Mikołajowi. Temat jak zwykle ugryziony jest nietypowo. Już okładka podsuwa nam pomysł, że Mikołaj może jeździć dziwnymi pojazdami…

Z otwierającego numer wierszyka Tomasza Plebańskiego dowiadujemy się, że już w środku lata rozpoczynają się przygotowania do dnia, w którym przyjdzie świętemu przechodzić przez komin. Świerszczyk Bajetan odkrywa, że dorośli nie dostają prezentów od Mikołaja, więc próbuje sam jakoś z tym zagadnieniem sobie poradzić. Co z tego wychodzi? Potłuczona filiżanka i bałagan w kuchni… ale nie tylko:)


Dowiedzieliśmy się, że do niektórych dzieci nie przychodzi Mikołaj, ale Dziadek Mróz, Gwiazdor, Befana lub Frau Berta. Po przeczytaniu – dowcipnego jak zwykle – opowiadania Kasdepke o handlu żywym towarem (Marta zupełnie nie zrozumiała, co w szkole Bodzia i Pulpeta się wydarzyło naprawdę), przeszliśmy do przygotowywania skarpetowskazów. Nasze nie są wykonane co prawda z kartonu i bibuły, a wycięte ze zwykłego kolorowego papieru, ale to nieistotne. Ważne, że spełniają swoje zadnie, czyli wskazują Mikołajowi, gdzie grzeczne dzieci czekają na prezenty. Marta skorzystała też z kolejnej okazji do odwzorowywania-rysowania. Na stronie „Ale draka – rysuję zwierzaka” zaproponowano narysowanie psa. Córce wyszedł bardzo długi jamnik:)


Sympatyczny „Świerszczyk” to kolejna okazja do tego, żeby przygotować dzieci na dzień 6 grudnia, poznać ich marzenia dotyczące prezentów, pokazać obyczaje w różnych krajach, zwrócić uwagę na niuanse (ważne jest nie tylko otrzymywanie prezentów, ale także obdarowywanie innych). Przy okazji zachęcam Was do przeczytania mojego tekstu o tym, jak przygotować dzieci na spotkanie z Mikołajem na portalu benc.pl.

Strona "Świerszczyka"

środa, 1 grudnia 2010

Roksana Jędrzejewska-Wróbel "Siedmiu Wspaniałych..."


Moją sympatię wzbudziła Roksana Jędrzejewska-Wróbel serią o małej ryjówce zwanej Florką, która wszystkiemu ślicznie się dziwi:) Po lekturze Maleńkiego królestwa królewny Aurelki autorka ta zaczęła mi się jawić przede wszystkim jako pisarka, która transponuje klasyczne opowieści na język współczesności. Jeszcze bardziej ta umiejętność odczytywania starych historii podług dzisiejszych problemów widoczna jest w najnowszej publikacji Jędrzejewskiej-Wróbel.

W Siedmiu Wspaniałych i sześciu innych, nie całkiem nieznanych historiach (bo tak brzmi pełny tytuł) autorka bierze na warsztat znane nam bajki. Motyw Kopciuszka (Kapciuszek) służy przedstawieniu mamy-kury domowej, która za radą przyjaciółki zaczyna inwestować we własny rozwój. Historia o koźlątkach (Siedmiu Wspaniałych) pomaga dzieciom „przeżyć na sucho” problem szkolnego dręczyciela. Presja rodziców, jaką chcą oni wywrzeć na swoich pociechach, obserwujemy w bajkach o Nie dość bladej królewnie (wygląd) i w Wieży sławy (rozwój dziecka). W Trzech obrotnych świnkach obserwujemy zagadnienie akwizycji jako formy wymuszania, motyw zaklętej żaby (Rodzina Żabickich) opowiada o rozwodzie rodziców. Najbardziej interesujące wydaje mi się opowiadanie ostatnie – O królewnie, która zasnęła, ponieważ nie dotyka żadnego ze współczesnych problemów bezpośrednio. Jest najbardziej ponadczasowe, o uniwersalnej wymowie. Dowiadujemy się z niej, że miłość może pokonać nawet największe trudności. Jeśli więc wziąć pod uwagę umiejscowienie tej historii w całym tomie, odkrywamy puentę dla wcześniej podjętych tematów.


Wiele motywów jest tutaj odwróconych. Śnieżka okazuje się blada, ale niewystarczająco, trzy świnki biorą w obroty starego wilka, a śpiącej królewny i Śnieżki wcale nie ratuje piękny królewicz. Siedmiu wspaniałych… czytałam niespełna pięcioletniej córce. To za wcześnie na takie lektury. Z okładki dowiaduję się, że książka przeznaczona jest dla dzieci powyżej szóstego roku życia. I rzeczywiście – choć historie są dość krótkie i zachęcają do wieczornego czytania, zbyt młody czytelnik nie potrafi się w nich odnaleźć. Marta bezbłędnie po obrazkach na stronach z tytułem opowiadania rozpoznawała, do jakiej klasycznej bajki jest tu odniesienie. Trudno jej jednak było później zrozumieć dlaczego akcja nie toczy się według znanego jej schematu. Jest chyba jeszcze dla niej za wcześnie na takie twórcze przerabianie tradycji. Pominęłam też czytanie o rodzinie Żabickich, ponieważ problem zwaśnionych, rozwodzących się rodziców wydał mi się niepotrzebnym i sztucznym mieszaniem jej w głowie. Tym bardziej więc jestem ciekawa odbioru tej książki przez starsze dzieci. Jeśli ktoś z was ma jakieś doświadczenie z tą pozycją związane, napiszcie.

Możesz kupić tutaj: Siedmiu Wspaniałych

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 86
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 17 x 24 cm
ISBN: 978-83-61824-24-4

wtorek, 30 listopada 2010

Interesujące nowości (wznowienia) listopada

(Notki pochodzą od wydawców)


Zbigniew Lengren Gałgankowy skarb
Mój ojciec napisał „Gałgankowy skarb” dla mnie. Nie umiałam jeszcze czytać więc uznał, że wiersz będzie w sam raz - nauczę się go na pamięć i nie będzie musiał w kółko zajmować się czytaniem, bo sama sobie wyrecytuję, oglądając ilustracje na których narysował mamę, mojego brata, babcię, kota, psa i w dodatku mnie samą w takiej zabawnej fryzurze, fartuszku i skarpetkach, jakie wówczas nosiłam. Jak zwykle ta praca w założeniu podjęta z lenistwa (przypominam - nie chciał mi czytać!) przyniosła jak najlepsze rezultaty.

Książeczka doczekała się kilku wysokonakładowych wydań, na podstawie tej bajki powstał film krótkometrażowy pt. „Murzynek” (reż. Jadwiga Kędzierzawska, scenariusz i scenografia Zbigniew Lengren), który w 1960 roku dostał nagrodę na festiwalu filmów w Wenecji (Brązowy Lew św. Marka). „Gałgankowy skarb” to książka bardzo rodzinna. Historię zgubionej w ogrodzie lalki, którą znalazł pies, opowiadała moja mama. Jej opowiadania pełne były epizodów związanych ze zwierzętami, dziećmi i dużą rodziną, która potrafiła biec na ratunek wszystkim, którzy tej pomocy potrzebowali.

Możesz kupić tutaj: Gałgankowy skarb

Wydawnictwo Babaryba


Kasparavicius Kęstutis Marchewiusz Wielki
Dowcipna i pouczająca bajeczka litewskiego artysty Kestutisa Kasparaviciusa o tym, że dobrze i zdrowo jest być sobą. Nawet jeśli jest się małym zajączkiem.
...piaskowe ciasto brzoskwiniowe, świeżutka bułeczka z nadzieniem truskawkowym, lody karmelowe... Te smakołyki - i wiele innych, pochłaniał Zajączek Marchewka, od kiedy postanowił jeść same smaczne - i co najważniejsze - bardzo słodkie rzeczy. W końcu został Zającem Marchewiuszem Wielkim. Jak teraz na powrót stać się zwinnym i szczupłym Zajączkiem Marchewką? Książka dla dzieci, jakiej jeszcze nie było.

Możesz kupić tutaj: Marchewiusz Wielki

oraz


Kasparavicius Kęstutis Florian Ogrodnik
Litewski artysta Kestutis Kasparavicius sam pisze i ilustruje swoje książki. Tym razem opowiedział historię o tym, że dążenie za wszelką cenę do celu może przynieść więcej szkody niż pożytku.
...w kolorze tortu poziomkowego, wschodzącego słońca, owoców czerwonej jarzębiny. Florian potrafił wyhodować róże w najwspanialszych kolorach i rozmaitych odcieniach. Pewnego dnia jego spokój zmąciła uwaga niedźwiedzicy Królowej o czarnych różach.
Czy warto było zaspokoić niebezpieczną zachciankę Królowej?

Możesz kupić tutaj: Florian ogrodnik

Wydawnictwo Librone


Michael Ende Momo
Najbardziej tajemnicza książka autora "Nie kończącej się historii".
Mała Momo jest dziewczynką zupełnie wyjątkową. Pojawiła się znikąd, zamieszkała w starym amfiteatrze na obrzeżach miasta i szybko zaprzyjaźniła się zarówno z dorosłymi, jak i z dziećmi. Potrafi wymyślać najbardziej niezwykłe zabawy, słuchać jak nikt inny i cieszyć się każdą chwilą. Okazuje się jednak, że jej piękny świat jest zagrożony przez tajemniczych szarych panów, którzy pozbawiają ludzi wolnego czasu i radości życia. Tylko Momo jest odporna na ich magię. I tylko ona, z pomocą tajemniczego mistrza Hory i żółwicy Kasjopei, może uratować świat przez całkowitym zszarzeniem. Momo to niezwykle piękna i mądra opowieść o tym, co najważniejsze, o magii dzieciństwa i prawdziwej przyjaźni. Klasyka literatury dziecięcej.

Możesz kupić tutaj: Momo

Wydawnictwo Znak


C.S. Lewis Opowieści z Narnii
ednotomowe wydanie wszystkich siedmiu części "Opowieści z Narnii". Okładkę tej edycji zdobi piękny plakat z najnowszej ekranizacji "Podróży Wędrowca do Świtu".
W 1949 roku C.S. Lewis napisał powieść dla dzieci, którą zatytułował tajemniczo "Lew, Czarownica i stara szafa". Była to historia rodzeństwa, które przypadkiem trafiło do magicznej krainy zwanej Narnią i po niezwykłych przygodach uchroniło ją przed zagrożeniem ze strony Białej Czarownicy. Świat Narnii, z jej mówiącymi zwierzętami, faunami i innymi fantastycznymi stworzeniami, świat, nad którym czuwa lew Aslan i w którym dobro znajduje zawsze sposób, by pokazać swoją siłę, zafascynował nie tylko młodszych, ale także i starszych czytelników. C.S. Lewis stworzył później jeszcze sześć kolejnych tomów swojej historii, które znane są obecnie jako cykl "Opowieści z Narnii".
Dziś, ponad pięćdziesiąt lat od pierwszego wydania, "Opowieści z Narnii" weszły na stałe do kanonu literatury światowej i zajmują tam poczesne miejsce obok innych arcydzieł.

Możesz kupić tutaj: Opowieści z Narnii

Wydawnictwo Media Rodzina


Czesław Janczarski Zaczarowane Kółko Misia Uszatka
,,Ranek był wesoły i jasny. Powietrze pachniało koniczyną, rumiankiem i miętą".
W Zwierzątkowie zawsze jest wesoło. Mieszka tu Miś Uszatek ze swoimi przyjaciółmi.
Właśnie świętują Nowy Rok. Z tej okazji Miś otrzymuje prezent - zaczarowane kółko. Dzięki niemu będzie mógł podróżować po całym świecie! Bo kółko przeniesie go, gdzie tylko będzie chciał. Uszatek wypowiada więc zaklęcie, bierze kółko w łapkę i... tafia do kraju Eskimosów. Tam poznaje swojego krewnego - białego niedźwiedzia, który wcale nie jest dobrym misiem. Nie pozwala innym jeść ryb. Miś będzie musiał z nim poważnie porozmawiać. A to dopiero początek przygód i podróży. Pewnego dnia zdarza się jednak nieszczęście - zaczarowane kółko wpada do wody. Jak zakończy się akcja ratowania magicznego podarunku?

Wydawnictwo W.A.B. oraz Wydawnictwo ,,Uszatek" z prawdziwą przyjemnością wznawiają "Zaczarowane kółko Misia Uszatka" (1970) z oryginalnymi ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego. W przygotowaniu kolejne wznowienia przygód ,,misia z klapniętym uszkiem", który wciąż bawi i wzrusza, mimo że narodził się ponad pięćdziesiąt lat temu!

Możesz kupić tutaj: Zaczarowane Kółko Misia Uszatka 

Wydawnictwo W.A.B.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Kenneth Grahame "O czym szumię wierzby"


Powieść Kennetha Grahame’a uznawana jest za klasykę literatury dziecięcej. Mimo to nigdy wcześniej o niej nie słyszałam (co świadczy na moją niekorzyść raczej niż książki!). Tym bardziej cieszę się, że trafiła pod mój dach i że dane było mi ją czytać zimową porą. Ociepliła kilka zaśnieżonych wieczorów, wprowadziła niezwykłą atmosferę zadumy i wyciszenia. Choć jest to książka pisana z myślą o dzieciach i dorośli będą ukontentowani. Zawiera bowiem głęboką i ponadczasową mądrość.

Cztery upersonifikowane zwierzątka są głównymi bohaterami tej powieści. Najpierw poznajemy Kreta. Pewnego dnia decyduje on opuścić swe podziemne mieszkanko, aby przeżyć coś niezwykłego. Wkrótce poznaje Szczura, z którym serdecznie się zaprzyjaźnia i u którego postanawia zamieszkać. Szczur to osobnik niezwykle mądry. Zawsze wie, jak się zachować, co zrobić i gdzie pójść. Doskonale też potrafi zrozumieć potrzeby drugiego i choć czasem jest zbyt pochłonięty pilnymi sprawami, umie na czas się ocknąć i dopomóc przyjacielowi albo sprawić mu przyjemność. Kret z kolei ma pełne zaufanie do przyjaciela. Choć czasem gna go ku przygodzie i jakiś zew w nim się odzywa, potrafi zrezygnować z własnych pragnień tylko dlatego, że Szczur uznał, iż to nie czas ani miejsce. Jest jeszcze, zamieszkujący Puszczę, Borsuk. To zwierzątko nieco zamknięte w sobie, które jednak budzi respekt innych, a czasem nawet przerażenie. Bywa, że rodzice straszą swe krnąbrne dzieci starym Borsukiem. Całkiem niesłusznie, bo ten ma wyjątkowo dobre serce. Najciekawszą postacią, bo nakręcającą spiralę akcji, okazuje się Ropuch. Bogaty ziemianin żyje w zgodzie z własnymi pragnieniami. Robi to, czego zapragnie – kupuje więc drogie samochody, aby po chwili roztrzaskać je w drobny mak. Posuwa się nawet do kradzieży auta, za co trafia do więzienia na 20 lat. Ropuch jest zadufany w sobie i pyszny. Skórę jednak (a przede wszystkim majątek) ratują mu oddani przyjaciele – Kret, Szczur i Borsuk.

Opowieść Kennetha Grahame’a jest niezwykle ciepła. Ten nastrój budują postaci, które żyją w zgodzie z naturą, wartościami i sobą nawzajem. Kret, Szczur czy Borsuk to zwierzątka niezwykle dystyngowane i prostolinijne. Ich przygody przerywane są opisami spożywanych posiłków, ale i otaczającego je świata. W trakcie lektury zdałam sobie sprawę, że dziś tak już się dla dzieci nie pisze. Kto by marnował czas i linijki tekstu na takie opisy (opis sypiącego w puszczy śniegu; wyjrzyjcie przez okno przynajmniej raz w trakcie czytania poniższego cytatu:)):

Kret stanął obok Szczura i wyjrzał. Zobaczył, że Puszcza, która go tak przerażała, przybrała zupełnie inny wygląd. Nory, jamy, kałuże, wilcze doły i inne rzeczy, ponure a groźne dla wędrowca, znikały szybko; na wszystkim rozpościerał się dywan z bajki, lśniący a delikatny, rzekłbyś, stworzony nie po to, aby go deptać szorstkimi łapkami. Drobny pył unosił się w powietrzu i łaskotliwie pieścił policzki, a blask, który zdawał się jaśnieć od dołu, oświetlał czarne pnie drzew.

Mnie absolutnie zauroczył rozdział Głos piszczałki o świcie. Zupełnie odrealniony, osobny, nawet poniekąd niepasujący do reszty, a przede wszystkim metafizyczny. Kiedy Kret i Szczur wypływają ku śluzie na poszukiwanie małej Wydry, spotykają tam Pana Zwierząt, a ten gra na piszczałce muzykę, w której są też łagodzące wszystko słowa:

Niech was nie nęka strach, - co zmienia radość w żal – Błysnę potęgą w potrzeby godzinie, - lecz pamięć o niej przeminie.

Zaintrygowała mnie również refleksja Borsuka rzucona mimochodem o ludziach zamieszkujących niegdyś Puszczę. W powieści zwierzęta żyją obok ludzi. Ich światy czasem się ze sobą stykają i jedni w drugich nie dostrzegają niczego dziwnego. Można rzec, że żyją w harmonii, choć raczej w drogę sobie nie wchodzą.

Nie sposób nie wspomnieć tu i o ilustracjach Kingi Paździurkiewicz. Kreskowane, delikatne, czarno-białe dobrze oddają charakter całej powieści. Jest w nich i nostalgia, i staroświeckość, i ciepło, i smutek… Dzięki komentarzowi Snoopy'ego wiem, że do angielskiej wersji ilustracje przygotował E.H. Shepard, ten sam, który stworzył wizerunek Kubusia Puchatka. Jego wersję możecie podejrzeć tutaj. Paździurkiewicz nawiązuje do tej wizji postaci i świata, odświeżając nieco wizerunek zwierzątek.

Tak po prostu cieszę się, że tę książkę napisano i że mogłam ją przeczytać. Bo coś ważnego by mnie ominęło, gdybym nie wsłuchała się w to, O czym szumią wierzby.

Fragment do przeczytania (i podejrzenia) tutaj .

Możesz kupić tutaj:O czym szumią wierzby

Ilustracje: Kinga Paździurkiewicz
Oprawa: twarda
Ilość stron: 248
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 156x240 mm
ISBN: 978-83-7437-555-9