czwartek, 25 lutego 2010

Niszczenie książek

Wielu rodziców, dbających o karierę czytelniczą swoich pociech, jest w pewnej rozterce. Bo z jednej strony chcą pozwolić na bezpośredni kontakt z książkę, drukiem i ilustracjami, ale z drugiej – krwawi im serce, gdy widzą, jak niewprawnie maluch z nią się obchodzi. Kiedy roczniak dostaje w rączki książeczkę, po chwili strony są w najlepszym wypadku pomięte, w najgorszym – porwane.

Czy jest na to jakaś rada? Ano jest! Wystarczy zaopatrzyć się w kilka książeczek ze sztywnymi stronami i zwyczajnie zaakceptować fakt, że dziecko musi przejść przez ten etap. Książka książce nierówna! Wiele tych ze sztywnymi stronicami ma kosmiczne ceny i nadal jednak szkoda nam tak zwyczajnie rzucać pieniądze w błoto. Można więc kupić te tańsze, za które zapłacimy kilka złotych. Na przykład takie:



Wymienione tu pozycje zawierają wierszowaną opowieść o piesku Dingo, sporo ilustracji i zaledwie 10 stron, a zatem dziecko się nie znudzi, zaciekawią go szczegóły obrazków, a i nam nie będzie szkoda, gdy książka się zniszczy. Z doświadczenia mogę jednak powiedzieć, że takie książeczki są dość trwałe. Nasze przeszły już przez drugą parę rąk i zniszczyły się doszczętnie bodaj dwie na dziesięć. Omawiany tu typ książek ma jeszcze jedną zaletę – są one niewielkiego formatu, więc łatwo je wrzucić do torebki i wyjąć w trudnym dla malucha (i rodzica!) momencie – u lekarza, w kawiarni czy w podróży.

Wydało Na przytulnej

3 komentarze:

  1. a jak dziecko wyrośnie i książeczki, mimo, że wytrzymałe, będą zmasakrowane, zawsze można z nich zrobić bazę do albumu ze zdjęciami np. "czytającego" maluszka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O tym nie pomyślałam, ale masz rację:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój Tomek swoją pierwszą książkę dosłownie pożerał. Najpierw (sztywne)uszy królika, potem świnki, na końcu grzebień koguta. A jak się oblizywał:) Mam nadzieję, że to mu zostanie. Tylko teraz ma pretensje, że ktoś mu zniszczył książkę.

    OdpowiedzUsuń