czwartek, 7 października 2010

W "Archipelagu" także o literaturze dziecięcej.

"Archipelag" to magazyn bukinistyczny, który zrodził się jako inicjatywa blogerek (bo chyba panów przy tym nie było). Obecnie możemy czytać drugi numer. Serdecznie go polecam i jednocześnie gratuluję dziewczynom wspaniałej pracy i zdolności.

Strona magazynu

ARCHIPELAG

Na zachętę pierwsze akapity artykułów!

"Wszystko, czego nie chcielibyście wiedzieć o ulubionych autorach książek dla dzieci" Zuzanna Orlińska

Dzieci czytają książki, dorośli — autorów. Zapytaj dorosłego, co czyta, odpowie — Prousta, Marqueza, Kawafisa albo Rilkego. Dziecko poda tytuł, na przykład Koziołka Matołka, albo opisze treść: O Lotcie, jak wyprowadziła się z domu. Wyjątek stanowi Brzechwa. Moje dziecko mówi: To było w tamtej brzechwie z lisem lub dumnie ogłasza, że wymyśliło ostatnio dwie nowe brzechwy. Brzechwa to dla niego nie jest nazwisko, to gatunek literacki i właściwie, znając twórczość poety urodzonego jako Jan Lesman, musimy przyznać rację dziecku. Dorośli nie tylko czytają autorów, lubią też czytać o autorach. Dochodzę do takiego wniosku przeglądając strony internetowe poświęcone książkom dla dzieci. Wpisz w wyszukiwarce: Mary Poppins, Pippi Langstrumpf, czy Alicja w Krainie Czarów - wynik zawsze doprowadzi cię do strony poświęconej życiu tych, w których wyobraźni zrodziły się te postaci. Życie prywatne autorów - oto co interesuje dorosłych ludzi. Gdzie mieszkali, co jedli, z kim się ożenili (lub nie) i dlaczego byli nieszczęśliwi.

Piszę o książkach dla dzieci, ale niestety jestem dorosła. Nie będę udawać, że tego wszystkiego nie
przeczytałam. Przeczytałam, a owszem, i ugięłam się pod naporem tej biograficznej pornografii. Muszę coś
z tym zrobić, bo pęknę. Kto chce zachować niepokalaną dziecięcą niewinność, niech teraz pójdzie pooglądać
Teletubisie. Ja dłużej nie wytrzymam.

"Ludzie Zmierzchu" Zosia Frankowska

Dawno już przestało mnie dziwić, że gdy odwiedzam Dziadków, wśród pączkujących drzew w ogrodziewyraźnie widzę Zagrodę Jeźdźców z Doliny Wiśni. Siedząc między blankami warszawskiego barbakanu,
czuję bliskość prastarych czasów ognisk i dobrych bajek. W gniewie, od kamiennych sterczyn zamku Mattisa po otchłań Diabelskiej Czeluści rozbrzmiewa w mym uchu echo najeżonych diaskami przekleństw zbójnickiej
córki. A parę dni temu odkryłam, że poddasze jednej z kamienic nawiedza autentyczny Karlsson z Dachu.


Każda z powieści Astrid Lindgren skrywa dom. Wynajmowany od pewnej myszy, która przeprowadziła
się do swojej siostry w Sodertajle czy schowany za kominem sztokholmskiego budynku, do fundamentów
małomieszczański czy taki, w którym wspomnienia porządków nie mącą snu zastygłych pod sufitem zwojów
pajęczyn. I choć mało komu nazwisko szwedzkiej autorki nie obiło się o uszy, ci, odpowiedzialni za ostateczny szlif drzwi do dziecięcej wyobraźni , przepadają gdzieś między okładką a stroną tytułową.
Ludzie Zmierzchu, Ilustratorzy.

A także wywiad z Marią Ryll - wiceprezesem polskiej sekcji IBBY.

5 komentarzy:

  1. Panowie, całkiem na początku, byli. Ale to było ponad rok temu... Może jeszcze znajdzie się jakiś chętny?

    OdpowiedzUsuń
  2. Archipelag cały czas na poziomie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję za namiary :) lecę zajrzeć, przeczytać...
    ale... już teraz, po pierwszym fragmencie stwierdzam z niedowierzaniem ;) że nadal jestem... dzieckiem :o (prawie 30to letnim, aaaa!)
    bo ja z reguły nie wiem, kto napisał to, co czytam. Tytuł owszem. I (o zgrozo?, na /moje/ szczęście?) nie czytam nic o autorach, bo to mnie nie interesuje kompletnie...
    ach, jak cudnie dzieckiem być ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chłopski głos: Po pierwszym numerze stwierdziłem, że za wysokie progi. Nie będę robił kreciej roboty zaniżając poziom pisma :D Dobrze jest, jak jest.

    OdpowiedzUsuń