piątek, 29 stycznia 2010

Łukasz Wierzbicki "Dziadek i niedźwiadek"

Mogę się o wiele założyć, że książka Dziadek i niedźwiadek Łukasza Wierzbickiego trafi na szkolną listę lektur. Dlaczego? To proste – autor, opowiadając bajkę, daje lekcję Historii! Zastanawia mnie tylko, czy ten awans będzie z pożytkiem dla omawianej tu książki czy też raczej ją pogrzebie. Niestety, dzieciom nadal trudno jest uwierzyć, że coś, co zostało opatrzone hasłem „lektura” czy „kanon”, może być w ogóle ciekawe.

Dziadek i niedźwiadek to książka nie tylko ciekawa, ale i – nie waham się tego powiedzieć – ważna w dziejach literatury dziecięcej. Opowiada ona historię niedźwiedzia, który wraz z 22. Kompanią Transportową przebył cały szlak bojowy. Otrzymał imię Wojciech, co oznacza tego, „który potrafi cieszyć się w czasie wojny”. I rzeczywiście obecność zwierzaka sprawiała żołnierzom wiele radości, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ich szczególną sytuację – wojenna zawierucha, z dala od domu, od bliskich… Z kolejnych rozdziałów dowiadujemy się, że Wojtek był łasuchem, ale lubił też kąpiele oraz poranne zapasy. Miś został też zapisany w szeregi armii Andersa po to, by móc towarzyszyć Polakom w przeprawie statkiem do Europy. I trudno mu tej godności odmówić, wszak wielokrotnie pomagał żołnierzom nosić ciężkie skrzynie z amunicję, brał też udział w bitwie o Monte Cassino.

Wierzbicki nie epatuje wojną. Cała opowieść o Wojtku została włożona w usta dziadka, który przyprowadza swą wnuczkę do edynburskiego zoo, aby pokazać jej swojego przyjaciela. Zaczyna przywoływać z pamięci wspomnienia, w których pierwsze skrzypce jednak gra Wojtek. O działaniach wojennych dowiadujemy się jakby przy okazji – a to, że Polacy przechodzili szkolenia w Iraku na pustyni, a to, że później zostali przeniesieni do Egiptu, by stamtąd przeprawić się do Włoch i wziąć udział w jednej z najważniejszych bitew II wojny światowej. Młody czytelnik nie przeczyta więc o krwawych jatkach, choć dowie się o posępnym widoku ze wzgórza Monte Cassino po jego zdobyciu. Na kartach powieści pojawiają się też postaci autentyczne, jak generał Władysław Anders, generał Henry Wilson czy major Antoni Chełkowski. Być może taki właśnie sposób ujęcia Wielkiego Tematu zasieje ziarno ciekawości w czytającym i zachęci go do sięgania po lektury poważniejsze.

Książka została starannie wydana. Możemy obejrzeć zdjęcia misia, przeczytać list profesora Wojciecha Narębskiego, ostatniego żyjącego w Polsce żołnierza misiowej kompanii, oraz wspomnienie o Wiesławie Lasockim, który jako pierwszy spisał dzieje niedźwiadka. Honorowy patronat nad książką objęła Irena Anders. Dziadek i niedźwiadek staje się więc jakimś międzypokoleniowym łącznikiem. Ci, którzy odchodzą, przekazują swoją wiedzę, wspomnienia najmłodszym, w pokorze ufając, że zostanie to przyjęte z największym szacunkiem. Wierzę, że młodzi czytelnicy będą potrafili docenić tę historię.

Zdjęcia i obrazki pochodzą ze strony autora, Łukasza Wierzbickiego 

Możesz kupić tutaj: Dziadek i niedźwiadek

PS
O istnieniu tej książki poinformował mnie sam autor, który po zamieszczonej na tym blogu recenzji Afryki Kazika napisał do mnie maila. Pana Łukasza serdecznie pozdrawiam, życząc mu przy tym wielu czytelników:)

czwartek, 28 stycznia 2010

Gabriela Niedzielska, Grzegorz Kasdepke "Słodki rok Kuby i Buby"

Kolejna książka Kasdepke, którą przyniosłyśmy z biblioteki, okazała się strzałem w dziesiątkę. Pewnie dlatego, że u nas każdy jest wielkim łasuchem!

Słodki rok Kuby i Buby to połączenie książki kucharskiej z opowieściami o bliźniakach – bracie i siostrze, którzy kochają słodkości. Bohaterowie pieką, gotują, smażą na różne okazje przypadające w ciągu roku, jak Dzień Babci, imieniny mamy czy chociażby wakacje. Zdarza im się też przygotować wafle z okazji braku okazji. Bo Kuba i Buba to dzieci charakterne. Rodzice nie mają z nimi łatwo! Nie zaznają chwili spokoju nawet, gdy dzieci jadą na zieloną szkołę!

„Do słuchawki dorwał się Kuba.
– A ja dzisiaj wygrałem konkurs na jedzenie zieleniny! – krzyknął z dumą.
– No, brawo – pochwalił go tata. – Nareszcie zacząłeś jeść warzywa.
– Nie warzywa tylko paprotkę! – sprostował Kuba. – Zjadłam prawie całą! Bubie też szło nieźle, ale chyba jest uczulona na środki owadobójcze!
Mama jęknęła jeszcze głośniej. Do słuchawki dorwała się Buba.
– Ni na środki owadobójcze, tylko na pleśń! – krzyknęła. – Zjadłam bułkę, która mama zrobiła mi na drogę – i to chyba po niej!
– Przecież zrobiłam ją tydzień temu! – wyjęczała mama. (…)
– Przepraszam, musimy kończyć – wykrztusił tata. – Ale jak ocucę mamę, to jeszcze do was zadzwonimy…”

Nie ukrywam, że przy tym kawałku nieźle się uśmialiśmy z mężem. Po chwili jednak miny nam zrzedły… coś nam to zaczęło przypominać… nasi „Kuba i Buba” niewiele od książkowych odstają…

Lektura zaowocowała też krówkami:) Mąż od jakiegoś czasu chodził z pomysłem zrobienia domowych krówek-ciągutek. Ruszył natychmiast do kuchni, gdy tylko usłyszał, że Kuba i Buba zrobili mordoklejki. I tak oto dzisiaj raczyliśmy się krówkami-belferkami, o których małżonek powiedział: „Te krówki są boskie!” Przyznaję mu rację, rozpływają się w ustach!


Pełna humoru i świetnych, prostych przepisów książka Kasdepke ujęła mnie:) Zastanawia mnie tylko, które pomysły Kuby i Buby byłyby dla dzieci bardziej inspirujące: te kucharskie czy te z ich łobuziarskiego życia ? :)

Możesz kupić tutaj: Słodki rok Kuby i Buby

środa, 27 stycznia 2010

Wierszyki-masażyki


Dziś najmłodsza latorośl, przekopując się przez gąszcz książek rodziców, natknęła się na interesującą pozycję. Malec zaciekawiony tym zdumiewającym odkryciem natychmiast zachomikował książkę i pobiegł z nią do swojego pokoju.

Ta lektura to Krzysztofa Sąsiadka Zabawy paluszkowe, czyli zbiór najpopularniejszych wierszyków-masażyków. Wśród nich Sroczka, Idzie raczek czy Kominiarz, dobrze nam-dorosłym znane z własnego dzieciństwa. Autor podaje jednak propozycje całkiem nowych zabaw i w sumie w całej książeczce jest ich ponad trzydzieści. Nie tylko zebrano wierszyki, ale jeszcze zilustrowano krok po kroku ruchy paluszków:)

Możecie zapytać: o co chodzi? co to są zabawy paluszkowe czy wierszyki-masażyki? W artykule Czułość przez palce dla benc.pl pisałam o tym tak:

„Masażyki to rodzaj zabawy polegający na dotykaniu - głaskaniu, gilgotaniu, pocieraniu, masowaniu czy przytulaniu. Rodzic najczęściej wypowiada przy tym krótki, wesoły wierszyk. Może też śpiewać lub szeptać. Do wykonania masażyku można wykorzystać przedmioty, takie jak szczoteczki o miękkim włosiu, piłeczki, piórka czy misie. Inwencja należy do dorosłego.
Zabawy warto wykonywać o każdej porze dnia. Ważne jednak, aby dziecko nie było śpiące, ale raczej skore do bawienie się. Nie ma też ograniczeń wiekowych. Im maluch starszy, tym zabawy nabierają rumieńców - z czasem pociecha zechce się odwzajemnić i będzie wykonywała masażyk na twoich plecach. Także w przedszkolu dzieci mają okazję w ten sposób wchodzić ze sobą w interakcje.”


A zatem prawdziwe czytanki-przytulanki! O znaczeniu dotyku dla rozwoju dziecka, a także propozycje konkretnych zabaw możecie znaleźć w artykule na portalu benc.pl .

A.A. Milne "Puchatkowe liściki ze Stumilowego Lasu"


Czym różnią się historie o Puchatku napisane przez Milnego od tych stworzonych przez ludzi Disneya? Przede wszystkim mądrością. Ojciec Puchatka pozwala sobie na wiele niedopowiedzeń, akcja nie zawsze jest oczywista, bo autor zostawia miejsce dla czytelnika, którego traktuje na poważnie i od którego oczekuje, że nie jest kimś o Bardzo Małym Rozumku. Jego opowieści wymagają więc refleksji. Historie z wytwórni Disneya myślenia nie wymagają, są dość oczywiste, zawsze dopowiedziane do bólu. Co jeszcze? Milne opisuje, u Disneya głównie się dialoguje. Jeśli jednak zdarzają się opisy to świat, który z nich się wyłania, jest jakoś tak nadmiernie doskonały, oblukrowany, ukwiecony.

Nie inaczej z ilustracjami. Te Sheparda – niewyraźne, ledwie maźnięte kolorem – uruchamiają wyobraźnię, zachęcają do zadania pytań. Disney’owskie – wyraziste, barwne – są jednak oczywiste i choć słodkie, to w którymś momencie zaczynają być mdłe.

W bibliotece Marta tym razem znalazła Puchatka w wersji Milnego. To bardzo ciekawa pozycja, choć ten nasz egzemplarz mocno już jest zniszczony. Kartonowe, dość sztywne stronice zawierają dodatkowe niespodzianki. Książeczka posiada specjalne kieszonki, w które włożono przesyłki dla mieszkańców Stumilowego Lasu. Naliczyłyśmy ich siedem. Jest więc mapka Stumilowego Lasu (z zaznaczonym miejscem odkrycia Bieguna Północnego), ulubione czasopismo dla Kangurzycy – „Gosposia. Wydanie dla torbaczy”, „Kurier Leśny”, który Krzyś i Królik czytali Puchatkowi, gdy utknął, gra „Uratuj Prosiaczka”, magazyn miłośników zagadek dla Sowy, Poemat napisany przez Kłapouchego oraz Rycerski Glejt, który Miś otrzymał po pasowaniu. Nie muszę chyba dodawać, jak bardzo te małe, tajemnicze przesyłki spodobały się córce.

Póki co Marta nie odpowie mi na pytanie, w której wersji Puchatka woli. Myślę, że nie widzi jeszcze różnicy. Nie zmienia to jednak faktu, że powinna znać oryginał!

Artykuł o Niziurskim w "Dzienniku"


W artykule Cezarego Polaka Niziurski: Spełniłem swoją misję czytamy:

"Na liście 10 najlepszych książek dla dzieci wybranych przez czytelników DZIENNIKA (opublikowaliśmy ją w poniedziałek) nie znalazła się ani jedna powieść Edmunda Niziurskiego. Drodzy czytelnicy, to błąd. Bo bez Niziurskiego trudno sobie wyobrazić polską literaturę. Zarówno tę dla dzieci, jak i tę dla zupełnie dorosłych.
Niziurski zasłużył na pomnik. Powieści o perypetiach Marcina Ciamciary, Gustawa Cykorza i Chryzostoma Cherlawego dla obecnych 30- czy 40-latków były jednym z najważniejszych doświadczeń generacyjnych. W dodatku dzisiaj Niziurskiego odkrywa dla siebie kolejne pokolenie czytelników. Z myślą o młodzieży Muzeum Powstania Warszawskiego organizuje uliczne gry literackie śladami bohaterów najsłynniejszych powieści pisarza. Jego książki można znaleźć bodaj w każdej księgarni w Polsce - w ofercie sieci Empik figuruje aż pięćdziesiąt pozycji."


Niziurski zapomniany?

Cały tekst TUTAJ!

(zdjęcie Niziurskiego pochodzi z wolnych zasobów Wikimedia Commons)

wtorek, 26 stycznia 2010

"Nieporadnik" - artykuł w "Tygodniku Powszechnym"


Odważną myśl rzuca autorka artykułu Nieporadnik, Katarzyna Kubisiowska w "Tygodniku Powszechnym".

Przeczytajcie sami ten fragment:

"Siły czytelnicze w mojej najbliższej rodzinie rozkładają się reprezentatywnie dla średniej krajowej (ze względu na wykonywany zawód, uczciwie wykluczam swoją osobę z zestawienia). Otóż pierwsze miejsce zajmuje mój 10-letni syn, entuzjasta kryminałów, encyklopedii przyrodniczych i komiksów, począwszy od genialnego „Calvina i Hobbesa” Billy’ego Wattersona, kończąc na „Kaczorze Donaldzie” doprowadzającym mnie do czarnej rozpaczy.

Na drugim miejscu plasuje się moja 4-letnia córka, która nie zna jeszcze alfabetu, ale za to jest znakomitą, tyle że skazaną na dobrą wolę rodziców oraz starszego brata słuchaczką historii, najlepiej o dziewczynkach rewolucjonistach w typie Pippi Langstrumpf. Trzecie miejsce przypada mojemu zapracowanemu mężowi, z żalem (brak czasu) i nadzieją (kiedyś go będzie miał) dokładającemu kolejną nietkniętą pozycję do piętrzącej się przy naszym łóżku (jego strona) książkowej wieży.

Kiedy w rozmowie ze znajomymi pojawia się wątek lektury (przysięgam: nigdy sama nie zaczynam, aby nie wychodzić na złośliwie tendencyjną), okazuje się, że w ich rodzinach, jeśli ktoś jest do niej zdolny, to właśnie dzieci. „Wiesz, jak jest – usprawiedliwiają się ze spuszczoną głową – nie wiemy, w co ręce włożyć, z niczym nie wyrabiamy”. „Ale Jasiek to czyta za nas dwoje” – dodają z wyraźną dumą.

Stąd wniosek, że dorośli najczęściej kupują książki adresowane do najmłodszych; taki znaleźli sposób na uśpienie sumienia dręczonego wyrzutem własnego czytelniczego zaniedbania. My natomiast pomagamy im rozeznać się na rynku wydawniczym: Joanna Olech w „TP” nr 49/09 poleciła kilka świetnych książek dziecięcych, a ja dorzucam od siebie jeszcze całkiem sporą garść, uszeregowaną od najmłodszych do najstarszych."


I co Wy na to???? Jak to wygląda u Was i Waszych znajomych?

Całość artykułu (czyli już propozycje książek) TUTAJ!

Obrazek pochodzi ze strony "Tygodnika Powszechnego".

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Danuta Zawadzka "Gorgoś Wynalazca na tropie własnego talentu"


Gorgoś to niezwykle ambitny skrzat! Miał zamiar wziąć udział w konkursie na wynalazcę wszech czasów. Niestety nic ciekawego nie przychodziło mu ostatnio do głowy! Coś było nie tak! Przecież zawsze miał pełno pomysłów! Kornelia, kukułka, która zamieszkiwała zegar, przyjrzała mu się uważnie i rzekła: „Talentu brakuje w twych oczach! (…) Talent, Gorgosiu, jest malusieńki jak łebek od szpilki, wesoły jak ognik w kominku, mądry jak sowa i sprytny tak bardzo, że albo ci uciekł, albo gdzieś się schował.” Skrzat postanawia więc wyruszyć aż na koniec świata, by odnaleźć to, co zgubił.

W trakcie podróży nurtuje go pytanie, gdzie znajduje się ów koniec świata. Każde z napotkanych zwierząt mówi co innego. Dopiero sowa Weronika, będąca wróżką, podpowiada, że świat jest okrągły, a jego koniec znajduje się tam, gdzie początek. Gorgoś wraca do domu, aby odkryć także, że talent jest w jego wnętrzu i tak naprawdę nie zgubił się, a schował, bo skrzat zbyt wiele pracował.

Bohater wiele więc się po drodze uczy. Co najważniejsze jednak – zdobywa sporą grupę przyjaciół, którzy – podobnie jak on – mają talenty. Te zawsze można wykorzystać, by komuś pomóc. Sam bowiem talent nic nie znaczy, dopóki nie zostanie użyty w dobrej sprawie. Okazuje się też, że to, czego nam brakuje, z czym sobie nie radzimy, to pestka dla kogoś innego. W ten sposób przyjaciele mogą się uzupełniać i wspólnie poradzić z problemem, który staje na ich drodze. Trzeba jedynie odważyć się i wyjść drugiemu naprzeciw.

Mini powieść Danuty Zawadzkiej może spodobać się chłopcom, którzy ciągle ku czemuś gnają, czegoś szukają, są ciekawi świata. Być może zainspiruje ich do tworzenia wynalazków albo zasugeruje im, że warto podróżować!

Książka wydana przez wydawnictwo Skrzat

Możesz kupić tutaj: Gorgoś Wynalazca na tropie własnego talentu

Boję się sam(a) spać! (książki oswajające)

W okolicach trzeciego roku życia wiele dzieci zaczyna się bać samodzielnego zasypiania, ciemności. Niektórym po raz pierwszy śnią się koszmary. Rodzice, którzy jeszcze nie tak dawno wstawali po kilka razy w nocy, by nakarmić smyka, teraz znów muszą wstawać, aby ukoić dziecko. Te problemy są jednak czymś naturalnym, bo związanym z rozwojem emocjonalnym. Mózg malucha przepracowuje różne strachy, doświadczenia „na sucho”, aby dziecko stało się bardziej samodzielne, gotowe do stawienia czoła problemom. Zadaniem rodzica jest dziecku dać wsparcie, aby mogło przejść przez ten czas łagodniej. Książki przychodzą z pomocą. Przybliżają takie problemy, jak strach przed ciemnością i potworami, które się w niej czają, niechęć do samodzielnego zasypiania. Niektóre podejmują również tematykę związaną z koszmarami nocnymi.

Warto czytać:



Jacqui Bailey, Matthew Lilly Wschód i zachód. Opowieść o dniu i nocy
Pablo Muttini Potwory w nocy
Nicole Nadeau, Pierre Brignaud Kajtuś. Złe sny
Paweł Pawlak Nocny Maciek
Elżbieta Safarzyńska Duchy-Bałaganiuchy
Aleksandra Stańczewska Julka poznaje świat. Boję się sama spać
Irene Wineman Marcus, Paul Marcus Nocne straszydła. Dlaczego dzieci boją się zasypiać
Małgorzata Strękowska-Zaremba Złodzieje snów
Paulette Bourgeois , Brenda Clark Franklin boi się ciemności

niedziela, 24 stycznia 2010

Renata Piątkowska "Cukierki"


Piotruś, główny bohater opowieści Renaty Piątkowskiej Cukierki, bywa – jak to mówią dorośli – niegrzeczny. Pięknym ślizgiem burzy starannie uklepane przez innych baby w piaskownicy, głośnym „pif-paf” budzi leniwego kota zwanego Pulpetem, daje Brygidzie oblizane wcześniej orzeszki i notorycznie ucieka babci. Wszystko to jednak robi w dobrej wierze! Bo przecież Brygida – z racji tuszy – nie może jeść czekolady, którą oblane były orzeszki. A i kot, jeśli wciąż będzie tylko spał, zapomni, kim jest i zmieni się w żółtą, pluszową poduszkę. Chłopiec nie rozumie, że rani innych. Pewnego dnia wszystko się jednak zmienia za sprawą magicznych cukierków!

Książka ma wymiar zdecydowanie dydaktyczny. I jeśli masz w domu dziecko, o którym często mówisz „łobuz” czy „mały terrorysta”, warto, abyście przeczytali wspólnie Cukierki. Wspólnie! Nie tylko bowiem maluch ma szansę zobaczyć, że jego lekkomyślność krzywdzi innych i że trzeba pomyśleć o konsekwencjach nim podejmie się jakieś działania. Co ważne, autorka poucza także rodziców. A jej myśl brzmi mniej więcej tak: dzieci nie są złe czy niegrzeczne! Raczej nie zdają sobie sprawy ze skutków, nie rozumieją, co czują inni, ich psoty to zazwyczaj (dla nich samych) doskonała zabawa. Innymi słowy – obie strony mają się czego nauczyć!

Cukierki zostały pięknie zilustrowane przez Anetę Krellę-Moch. Są ciepłe, bajecznie kolorowe, jednocześnie nieprzekombinowane. Urzeka mnie ich prostota. Sama opowieść zaś napisana jest lekko i z dużą dozą humoru. Polecam wszystkim rodzicom „niegrzecznych” dzieci:)

Możesz kupić tutaj: Cukierki

sobota, 23 stycznia 2010

Korzystam z nocnika! (książki oswajające)

Jak trudno nauczyć dziecko korzystania z nocnika czy sedesu, wie niejeden rodzic! Czasem dochodzi do sytuacji skrajnych - dziecko ma 3 lata i nadal biega w pielusze albo rodzic zaczyna sobie rwać włosy z głowy i ma wrażenie, że dziecko już do końca życia się nie nauczy. Grunt to dobre przygotowanie teoretyczne. Rodzicom proponuję przeczytanie mojego artykułu, który opublikowany został na stronach portalu benc.pl. Na blogu tylko fragment:
Pożegnanie z pieluchą to wielka chwila! Chyba głównie dla rodziców... Wreszcie nie muszą przewijać malca, obcierać i myć maleńkiej pupy, wydawać pieniędzy na pampersy. Wystarczy nocnik, sygnał dziecka i po sprawie. Od pieluchy do nocnika bywa jednak czasem długa i trudna droga.

Całość czytaj tutaj!

Przygotować muszą się także dzieci:) Dla nich książeczki oswajające z nocniczkiem:)



Alona Frankel Nocnik nad nocnikami. Chłopiec/Dziewczynka
Eva Eriksson, Lindgren Barbro Nocnik Maksa, Pieluszka Maksa
Bellinda Rodik, Kerstin M.Schuld Żegnaj, pieluszko! Jak miś polubił nocniczek
Martyna Skibińska Tronik
Tony Ross Gdzie jest mój nocnik
Aleksandra Stańczewska Julka poznaje świat. Kłopotliwa sprawa z WC
Agnieszka Frączek, Lee Wildish A ja już potrafię - O sukcesie na sedesie, z dźwiękiem!
Marcin Malicki Pierwsze czynności. Mój kolega nocnik

piątek, 22 stycznia 2010

Renata Piątkowska "Dziadek na huśtawce"


Każdy powinien mieć dziadka. Takiego, co to karmnik dla ptaków umie zrobić, który bałwana z chęcią ulepi i zna tysiące opowieści o przeszłych czasach. Od dziadka emanuje siła i spokój, ale także łagodność i ciepło, co sprawia, że różni się od taty, który bywa czasem zdenerwowany i niecierpliwy.

Niestety zdarza się, że dzieci nie mają dziadka. Tak było w przypadku Witka, bohatera opowieści Dziadek na huśtawce. Możemy sobie wyobrazić, jak bardzo było mu przykro, gdy nie miał komu podarować zrobionego własnoręcznie pudełka na Dzień Dziadka. Od czego jednak ma się przyjaciół!? Marcinowi, najbliższemu koledze, przychodzi do głowy pewna myśl. Otóż przyszywanym dziadkiem może zostać pan Teofil, jego sąsiad. Mówi: „Nadaje się na dziadka jak nikt. Jest stary, pali fajkę i prawie w ogóle nie ma włosów. Ma za to psa”. Jak się okazuje – to wyborna myśl! Dziadzio Teofil doskonale wywiązuje się z nowej roli – pięknie opowiada o podróżach, umie naprawić zegarek, nawet huśtawka jest mu nieobca. Dziadek jest nieco zwariowany, na co wskazują choćby jego dziwne, kolorowe koszule z motywami zwierzęcymi. Pali też fajkę i dużo żartuje.

W ten oto prosty sposób pan Teofil przestaje być samotny, a Witek – smutny! Mało tego, chłopiec traktuje go, jak prawdziwego przyjaciela, któremu można się ze wszystkiego zwierzyć i który potrafi pokrzepić. Ta ciepła opowieść pokazuje, że osoba dziadka jest nie do przecenienia. Młodość potrzebuje starości i na odwrót! Autorka podsuwa też ważną myśl – nawet ktoś obcy, może stać się kimś najbliższym. Wystarczy tylko być otwartym na innych!

Możesz kupić tutaj: Dziadek na huśtawce

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Bis
Wymiary: 12.3x19.5 cm

czwartek, 21 stycznia 2010

Wanda Chotomska "Moja babcia gra na trąbie"


Tego dnia nie może być inaczej, jak tylko o Babci!

Babcia z książki Wandy Chotomskiej to wyjątkowa pani. Choć gra w domu pierwsze skrzypce i jest najważniejsza, należy raczej mówić, że gra na trąbie. Razem z Dziadkiem (wiolonczela) i wnuczkiem Jankiem (flet piccolo) tworzą udany tercet. Narrator twierdzi, że Babcia przypomina trochę pliszkę. „Chodzi w taki właśnie sposób. Prędko, prędko, prędziutko, jakby biegła, stawia kilkanaście drobnych kroczków, zatrzymuje się, klapnięciem ręki poprawia kapelusz i znowu – drep, drep, drep.” Nade wszystko jednak jest odważna i kiedy Miasteczko zostaje sterroryzowane przez króla Ponurasa, to ona wpada na pomysł, jak wytrąbić króla tam, gdzie pieprz rośnie.

Opowieść Chotomskiej przypomina nie tylko o tym, jak to dobrze mieć Dziadków, którzy uczą, z którymi świetnie się bawimy, na których zawsze można liczyć. Autorka zwraca również uwagę na wartość muzyki, która przynosi radość i potrafi jednać ludzi. A muzyka – jak się okazuje – jest wszędzie, bo przecież nawet metalowe klamki potrafią tak pięknie dźwięczeć.

Styl pisarki charakteryzuje się też wyczuleniem na język. Pani Wanda „czepia się” słów, nie pozwala im od tak przebrzmieć, ale drąży je, bawi się nimi, żongluje, by wydobyć z nich więcej. Tym samym uwrażliwia młodego człowieka na język i znaczenie słów.

Dziś chce mi się powiedzieć: Pani Babcia Wanda! My – czytelnicy jej książek czujemy się duchowymi wnukami, dlatego ściskamy Babcię ogromnie:)



zdjęcie pochodzi z Wikimedia Commons

Możesz kupić tutaj: Moja babcia gra na trąbie

środa, 20 stycznia 2010

Julian Tuwim powiedział...


"Najfantastyczniejszy kult bredni panuje wśród dzieci. Jak wiadomo, są to istoty, które w ogóle prawdy i faktycznego stanu rzeczy nie uznają. Przyjdzie taki pędrak do drugiego i zaproponuje mu, żeby został koniem – proszę! Ten już rży i parska, wierzga i bryka, a tamten jest furmanem. Kawałek sznurka, który jeden drugiemu zarzucił na ramiona, wystarczy, żeby stworzyć smarkatego centaura (człekonia). Nikt mu nie wytłumaczy, gdy pędzi „zaprzężony”, że jest Jasiem lub Stasiem. Jest bowiem Bucefałem lub Pegazem, ewentualnie dorożkarską szkapą. Dziecko, nawet współczesne (anno radio, kino, auto, kilo, foto i moto), nie obejdzie się bez bajki, złudy, wymysłu i czarodziejstwa. Biada niemądrym rodzicom, którzy by swe dzieci wychować chcieli rzeczowo, logicznie, realnie, „zgodnie z obecnym stanem wiedzy”, prostując ich fantastyczne o świecie i otaczających przedmiotach pojęcia! Pociecha wyrośnie na kretyna, na złego, tępego kretyna. Chłopiec, któremu by zaczęto tłumaczyć, że chociaż pędzi w szpagatowej uprzęży, to jednak nie jest koniem, choćby się dał przekonać, nigdy nie będzie szczęśliwy. Nawet posady dobrej nie dostanie. A już na pewno ani prochu nie wymyśli, ani Ziemi nie wstrzyma i nie ruszy Słońca, ani Pana Tadeusza nie napisze, ani wyżej wzmiankowanej wiedzy luminarzem nie będzie. Straszne to myśli: dziecko z tzw. zdrowym rozsądkiem i trzeźwym na świat patrzeniem. Maleństwo się rodzi, po pewnym czasie zaczyna mówić – i od razu, bez przygotowania, mówi nieprawdę. To znaczy, że fantastyka jest zjawiskiem przyrodzonym. Potem dopiero głupiejemy, my, smutni dorośli ludzie."

(w: Antoni Słonimski, Julian Tuwim W oparach absurdu, ISKRY 2008)

Sorn Gara "Pan Toti"



Seria książeczek o Panu Totim przeznaczona jest dla dzieci w wieku szkolnym z kilku względów. Przede wszystkim ma zachęcić do samodzielnego czytania. Ilustracje nie służą tylko oglądaniu, czasem dopomagają w czytaniu (jak na przykład w Panu Totim; zdanie wiersza można dokończyć dopiero po odczytaniu mapki). Każdy z bohaterów ma również przyporządkowany kolor, w którym mówi, co pomaga maluchowi czytać dialogi. Można więc książeczki potraktować jak pomost – już nie czyta mama/tata, ale jeszcze nie czytam sam.


Ostatnio w literaturze dziecięcej sporo jest wyrazistych bohaterów, którzy w seriach opowieści pocieszają, bawią i wychowują. Należą do nich wspomniani już niegdyś Franklin i Martynka, ale także Ania i Krzyś, Pan Kuleczka, Basia czy Zuzia. Pan Toti pretenduje do roli kolejnego dziecięcego przyjaciela. Jest mały jak paluszek, nosi płaszczyk, a na głowie kapelusz. Mieszka w pniu starego drzewa. Pod podłogą znajduje się kopalnia, do której bohater schodzi, aby odkryć skarby – czarodziejskie rzeczy (pudełko, torba, różdżka – motywy przewodnie kolejnych bajeczek). Czy Pan Toti spodoba się dzieciom?



Pan Toti to opowieść o tym, jak ważna jest przyjaźń. Ważniejsza niż najskrytsze marzenia i pragnienia. Pan Toti i czarodziejska różdżka zwraca uwagę na wartość przepraszania i wybaczania, Pan Toti i ufoludki z kolei zachęca do pomagania słabszym. Każda z książeczek kończy się wyraźnym morałem, który poprzedza szereg magicznych przygód.

Sorn Gara to na pewno wyrazista autorka. Żałujemy, że nie uczestniczyliśmy w spotkaniu z nią w Gliwicach – mieliśmy tak blisko…




 

Książka wydana przez wydawnictwo Skrzat

Możesz kupić tutaj: Pan Toti

wtorek, 19 stycznia 2010

Ludwik Jerzy Kern "Kapitan dalekomorskiej wanny"


Jako dziecko mieszkałam na wsi. Droga ze szkoły do domu dłużyła się niemiłosiernie. Pamiętam moje wtedy marzenia. Wyobrażałam sobie, że zaraz podejdzie do mnie wielkolud. Usiądę na jego stopie i to na niej, wygodnie rozłożona, dotrę do domu. Wszak dla wielkoluda przemierzanie kilometrów to pikuś – nic a nic się nie męczy!

Bohaterowie wierszy Kerna w tomiku Kapitan dalekomorskiej wanny podobni są do mnie sprzed lat. Też wiele fantazjują – że wanna to morze, a dywan umie latać, że domy mogą chodzić w odwiedziny i trzeba na ich powrót czekać na progu… Świat może być zaczarowany i niezwykły w jednej chwili! Wystarczy tylko uruchomić wyobraźnię. Młody czytelnik może czuć się zainspirowany i z pewnością sam zechce pobujać trochę w obłokach.

Pracuje nad dziecięcą wyobraźnią Kern jeszcze w inny sposób. Otóż kilka utworów to wiersze figuralne, czyli takie które można i czytać, i oglądać. Do tej grupy należą Gitara czy Schody. Można próbować „przetestować” malucha, czy będzie na tyle spostrzegawczy, aby zauważyć, że wierszyk ma kształt ściegu (Igła) albo że coraz większa czcionka oddaje funkcję szkła powiększającego (Powiększające szkło). Autor bawi się też z czytelnikiem, łamiąc jego język w Wierszu, w którym syczy cały czas.



Ludwik Jerzy Kern to jedna z tych osób, które, choć mają już siwe włosy na głowie, w środku pozostały dzieckiem. Autor Ferdynanda Wspaniałego wciąż dowcipkuje, opowiada niestworzone historie i sprawia, że szeroko otwieramy oczy.

Możesz kupić tutaj: Kapitan dalekomorskiej wanny

Tę książkę wymyślił pies - rozmowa z Ludwikiem Jerzym Kernem w "Polityce"


Już za minutkę, już za chwil parę recenzja ze zbioru wierszy Ludwika Jerzego Kerna Kapitan dalekomorskiej wanny. A póki co rozmowa z poetą w "Polityce".
Tutaj tylko jej początek:

Katarzyna Janowska: – Jak się pan czuje?

Ludwik Jerzy Kern: – Jak stary, dobry samochód, który nie może wyjechać z garażu. Rzadko wychodzę z domu.

Możemy porozmawiać o bohaterze pana książeczki dla dzieci „Ferdynand Wspaniały"?

O, ktoś jeszcze chce to czytać?

Na pewno, dlatego postanowiliśmy ją przypomnieć.

Teraz dzieci wychowywane są na filmach czy grach, w których króluje przemoc, wybuchy, krwawe sceny, katastrofy. „Ferdynand” jest książką elegancką, bo jej bohater jest elegancki. Jest arbitrem elegantiarum, zamawia sobie garnitur u krawca, zachowuje się wytwornie przy jedzeniu. Sam jestem zdziwiony, że to się może dziś dzieciom podobać.

Jak się narodziła postać Ferdynanda, czyli psa, który chciał zostać człowiekiem?

Proszę pani, ja na początku muszę powiedzieć prawdę. Tę książkę wymyślił pies. Ja ją tylko napisałem. Honoraria powinna odebrać moja psica Farsa. Siedziałem sam w domu, coś pisałem, a pies leżał u moich nóg... Mieliśmy wtedy z żoną małego fioła na punkcie bokserów. Hodowaliśmy je namiętnie i pokazywaliśmy na wystawach. Nasza Farsa zdobyła kolekcję medali, bo była wyjątkowo piękna. Miała urodę perskiej księżniczki. Kiedy tak leżała koło mojego biurka, zauważyłem, że coś się z nią dzieje. Miała jakiś sen. Gdzieś uciekała, przebierając szybko nogami, gniewała się, szczerzyła zęby, z kimś się mocowała. Wyobraziłem sobie, że śni jej się, iż jest człowiekiem i bierze udział w jakichś niesamowitych wydarzeniach. Zbiegło się to z propozycją szefów „Płomyczka”, dwutygodnika dla dzieci, abym napisał powieść w odcinkach. Miałem wtedy cotygodniową robotę w „Przekroju” (Ludwik Jerzy Kern przez pół wieku redagował ostatnią, kultową stronę „Przekroju”, m.in. historyjki o Wacusiu i rodzinie Falczaków – red.), ale stwierdziłem, że co dwa tygodnie mogę napisać odcinek przygód Ferdynanda. I chwyciło.


Całość czytaj tutaj

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Dziecko może latać - wywiad z Andrzejem Maleszką w "Tygodniku Powszechnym"


O Andrzeju Maleszce ostatnio głośno! Myślę, że nagroda IBBY zdecydowanie mu pomogła wypromować jeszcze bardziej najnowszą książkę "Czerwone krzesło" z cyklu "Magiczne drzewo".

Fragment wywiadu dla "Tygodnika Powszechnego":

Dariusz Jaworski: Czuję, że będą kłopoty...

Andrzej Maleszka: Dlaczego?

Podobno potrafi Pan zagadać każdego rozmówcę.

To zależy. Gdy ktoś pyta o pomysły, to bywam gadatliwy. Ale jeśli prosi, żebym wspominał albo narzekał, to już mniej.

Nie lubi Pan wspomnień?

Lubię. Mnóstwo fajnych rzeczy zdarzyło mi się w życiu. Ale jak wspomnienia nas przepełniają, to brakuje przestrzeni na nowe rzeczy. Przeszłość to taka bryła lodu, która nas otacza. Jeśli nadmiernie tkwimy w przeszłości, to niczego nie widzimy naprawdę. Tylko porównujemy do tego, co kiedyś przeżyliśmy. To nam nie pozwala właściwie wykorzystywać naszego czasu. A czas, którego używamy, jest niezwykłą wartością. Chyba powinna istnieć ekologia czasu – taka nauka sprawdzająca, czy go nie marnotrawimy.

Sam Pan do tego doszedł czy przejął od tych, dla których Pan tworzy?

Tworzę dla dzieci. I tak jak one, mam poczucie, że działanie jest ciekawsze niż mówienie o nim. Lepiej jeść ciastko, niż gadać o już zjedzonym. Cudowną cechą dzieci jest to, że nie mają długiej przeszłości, że żyją w czasie teraźniejszym. Co to oznacza? Kiedy my, dorośli, na kogoś patrzymy, to nie widzimy tej osoby naprawdę. Dlaczego? Bo porównujemy ją do setek osób, które spotykaliśmy wcześniej.

Ludzie dorośli oczekują, że przeszłość będzie się powtarzać, że wszystko będzie ciągle takie samo. Dlatego często przeraża nas to, co nowe, zaskakujące. A dziecko nie ma wielu doświadczeń. Widzi więc świat wyraźniej. W swojej twórczości, próbuję odtworzyć dziecięcy sposób patrzenia. Tak jak one, staram się raczej myśleć o tym, co możliwe, a nie o tym, co już jest. To jest świeże i twórcze.

Ale Kuki, najmłodszy bohater „Magicznego drzewa”, wciąż powtarza: „Czuję, że będą kłopoty” – czyli boi się przyszłości?

Bo mały Kuki naśladuje dorosłych. Jest jednak dzieckiem, więc choć mówi, że „będą kłopoty”, to rusza do akcji. Bo w sumie jest optymistą. Zresztą, każde dziecko jest na swój sposób optymistą, nawet gdy znajdzie się w trudnej społecznie sytuacji. Dla zaspokojenia ciekawości jest gotowe na każde ryzyko. Ja też jestem typem, którego kłopoty mobilizują. Pod tym względem bliscy mi są Amerykanie, którzy posiadają zdolność tworzenia praktycznych rozwiązań. Ciekawe, że gdy Amerykanie robią ze mną wywiady, to na jedno pytanie o przeszłość przypada pięć pytań o plany na przyszłość. Tymczasem w Europie jest dokładnie odwrotnie.

I zabawne, że to dzieci mają największy problem z takimi wywiadami. Widziałem, jak grające w moim filmie inteligentne dzieciaki męczyły się z odpowiedzią na pytanie: „Powiedz, jaka scena w filmie była najtrudniejsza?”.


Cały wywiad ukaże się na stronie "Tygodnika Powszechnego" już w środę. Polecam!

cyferki:)

2c8cebfd354d15f0d853d2c27edc86f1

niedziela, 17 stycznia 2010

Agnieszka Błotnicka "Kiedy zegar wybije dziesiątą "

Nie spodziewałam się, że czytanie tej sensacyjnej powieści dla młodzieży przyniesie mi tyle radości:) Już od pierwszych stron poczułam się jak wtedy, gdy miałam lat naście i jeszcze nie byłam zmanierowana polonistycznym wykształceniem, potrzebą bezustannej analizy i interpretacji, koniecznością rozkładania na czynniki pierwsze każdego zdania… Ot, czysta przyjemność czytania! Jakiś czas temu z przyjacielem-polonistą narzekaliśmy właśnie na nieumiejętność oddawania się lekturze na tym najprostszym poziomie – li tylko by chłonąć fabułę, cieszyć się z bohaterem, podniecać jego przygodami, identyfikować się z nim… I proszę! Udało się:) Lektura Kiedy zegar wybije dziesiątą wciągnęła mnie bez reszty!



Bohaterami powieści są dwaj chłopcy – mieszczuch i osiłek Janek oraz prowincjonalny wymoczek, ale przy tym genialny matematyk, Kuba. Spotykają się w Kazimierzu nad Wisłą, w pensjonacie , który prowadzi mama Jakuba, a do którego Janek przyjeżdża na przymusowe wakacje z ojcem. Te dwa tygodnie zapowiadają się fatalnie – miasto wieje nudą, a do tego brakuje fajnych kolegów. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy Janek podsłuchuje rozmowę dwóch podejrzanych typków w kawiarence. Wrodzona ciekawość i potrzeba uatrakcyjnienia wyjazdu każe mu pójść tropem tychże. Już wkrótce włącza się w śledztwo Kuba, który traktuje rzecz jak zagadkę z wieloma niewiadomymi. Kuba i Janek przypominają mi Adasia Cisowskiego, bohatera książki Kornela Makuszyńskiego, Szatan z siódmej klasy (chyba nawet są w podobnym wieku). Kuba ma jego zdolność logicznego myślenia, Janek zaś spryt i odwagę. Tak zaczyna się niezwykle ciekawa opowieść sensacyjna, pełna przygód, zagadek, niebezpieczeństw i emocji.

Autorka stawia też na inteligencję czytelnika. Nie tylko nie zdradza wszystkiego od razu, ale pozwala młodemu człowiekowi na domysły i rozwiązywanie zagadek wraz z bohaterami. Odwołuje się też do wiedzy z dziedziny matematyki, malarstwa czy znajomości języków, sugerując, jak bardzo wiedza, którą zdobywamy w szkole, może pomóc w życiu.

Pytania Kuby wprawiły Janka w zdumienie (a trzeba dodać, że orłem z matmy nie był – przyp. naczynie_gliniane). Nigdy wcześniej nie przyszło mu do głowy, że matematyka mogłaby przydać się do rozwiązywania zagadek detektywistycznych. Mało tego! Nie wiedział do tej pory, że i na człowieka można patrzeć w matematyczny sposób.


Nie obyło się też w trakcie czytania bez mapy Kazimierza:) Wspólnie z bohaterami przeprawiałam się przez Wisłę, biegłam Krakowską i przypomniałam sobie, jak bardzo smakowały mi pierogi w jednej z knajpek:)

Mam wrażenie, że lektura Błotnickiej może mieć świetny wpływ na młodzież. Dlatego książka powędruje teraz do pewnego młodego człowieka! Miejmy nadzieję, że zechce podzielić się swoją opinią, o co tutaj go oficjalnie proszę:)

Książka będzie miała swoją premierę w księgarniach 20 stycznia.

Tutaj przeczytasz fragment

Książka wydana przez Nasza Księgarnia

Możesz kupić tutaj: Kiedy zegar wybije dziesiątą

Idę do dentysty! (książki oswajające)


Pierwsza wizyta u dentysty to dla trzylatka wyjątkowo stresujące wydarzenie. Nie może się obyć bez wcześniejszego, dobrego przygotowania. Z pomocą przychodzą oczywiście książeczki. Znajdziemy w nich przede wszystkim bohaterów, którzy mimo strachu wchodzą do gabinetu stomatologa i poddają się badaniu. Z ich pomocą dowiadujemy się, czym zajmuje się dentysta i jaki ma sprzęt. Maluchy odkrywają również, że nadmiar słodyczy powoduje próchnicę.

Warto czytać:

Aleksandra Stańczewska Julka poznaje świat. Idę do dentysty
Marzanna Graff-Oszczepalińska Żyrafa Aldona idzie do dentysty
Johanne Mercier Kamyczek u dentysty
Liane Schneider, Eva Wenzel-Burger Mądra mysz Zuzia idzie do dentysty
Tony Ross Ja chcę mojego zęba!
Idę do dentysty. To nic strasznego; wyd. BookHouse
Króliczek myje ząbki; wyd. BookHouse

sobota, 16 stycznia 2010

Simms Taback "Płaszcz Józefa"



Przyznaję, że tej książki nie mamy w domu, ale zbliżają się urodziny, czas prezentów, więc pewnie się pojawi.

Póki co niesamowicie mnie to książka zakręciła, bo klimat żydowskich pieśni, brzmienia języka jidisz bardzo mnie pociąga.
A może ktoś już czytał i napisze, jakie wrażenia po lekturze?


Posłuchajcie z notki wydawniczej:

Józef miał kiedyś płaszcz, cały w dziurach – dokładnie jak ta książka! Kiedy płaszcz mu się zestarzał i zniszczył, przerobił go na kurtkę. Na co przerobił kurtkę? Co zrobił potem?
Dzięki otworom, które tak sprytnie wycięto w kartkach tej książki, zobaczysz, na co Józef przerabia swoje stare ubrania, zanim – cóż… – nie pozostanie mu zupełnie nic… Józef zrobi jednak coś, nawet z niczego!


O Płaszczu Józefa, który powstał z inspiracji tradycyjną piosenką w języku jidisz, można powiedzieć, że jest jakby nostalgiczną, ale przeznaczoną dla dzieci, wersją "Skrzypka na dachu". To absolutnie niezwykła pozycja wydawnicza. Stanowi absolutną rzadkość, wypełnia bolesną lukę w opowieści o nieobecności Żydów i ich kultury w ujęciu tradycyjnej opowieści o foklorze, wartościach, muzyce i klimacie żydowskiego sztetla. Dorośli mają już sporo książek, które pozwalają poznać kulturę Żydów – w literaturze dla dzieci to wyjątek.
Sam autor, wskrzeszając kulturę świata jidysz, języka (który dla niego był pierwszym językiem), przerzuca wartościowy most między historią polskich Żydów małych miasteczek i wsi a współczesnością. Mówi o tym tak: "Powstało coś na kształt sztetl według mojej wyobraźni. Słuchałem muzyki klezmerskiej i żydowskich utworów liturgicznych. Oglądałem stare zdjęcia rodzinne, robiłem wszystko, by zanurzyć się w tej minionej rzeczywistości i starej kulturze. Chciałem oddać jej emocjonalny wymiar." To bezcenne emocje i wartości.
Roman Kurkiewicz, Radio TOK FM*

cytat ze strony wydawnictwa Format

i jeszcze filmik!


Możesz kupić tutaj: Płaszcz Józefa

"Cztery pory roku z Kubusiem Puchatkiem", wyd. Egmont

Moja córka zdaje się nie wiedzieć, że czytana aktualnie książeczka Cztery pory roku z Kubusiem Puchatkiem z autentycznym Puchatkiem Milne’go ma mało wspólnego. I wygląda na to, że w ogóle jej to nie przeszkadza. Dziś zapytałam, dlaczego lubi Puchatka… „bo ma tyle przygód w Stumilowym Lesie”, „bo Maleństwo”, „bo, bo, bo jest zima”… ja myślę, że stylistyka Disneya robi swoje:)

Tym razem trochę historii:) Czy wiecie, że Kubuś Puchatek, bohater książek Alana Alexandra Milne’go, otrzymał to imię od zabawki synka pisarza? Tak, tak! Mały Christopher (Krzyś!) wybrał się pewnego razu z tatusiem do ZOO i zobaczył tam niedźwiedzicę o imieniu Winnipeg, którą ogromnie polubił. Kilka lat później Krzyś dostał na urodziny pluszowego misia. I nie mogło być inaczej – pluszak otrzymał imię Winnie. Swoją drogą niedźwiedzica, nim trafiła do londyńskiego ogrodu zoologicznego, była żywą maskotką kanadyjskiego wojska z Korpusu Weterynaryjnego Kanady (Polacy też mieli swojego niedźwiadka, który towarzyszył wojskom generała Andersa, o czym możemy czytać w książce Łukasza Wierzbickiego Dziadek i niedźwiadek – recenzja z tej książki już wkrótce:) ).



W domu małego Krzysia wkrótce zagościł jeszcze Kłapouchy, potem Prosiaczek oraz Kangurzyca z Maleństwem. Nieco później zjawił się Tygrysek. Co ciekawe, postaci Królika i Sowy były wzorowane nie na zabawkach , ale na zwierzętach żyjących na Milnes' Cotchford Farm. Tam też znajduje się pierwowzór słynnego mostka, na którym bohaterowie książeczek Milne’go grali z takim upodobaniem w „Kubusiowe Patyczki”.

Informacje oraz zdjęcie oryginalnych zabawek zaczerpnięto z tej strony

I jeszcze kilka ilustracji autorstwa Ernesta Sheparda, bo nie mogę się oprzeć:



Pochodzą stad.

piątek, 15 stycznia 2010

Tadeusz Ross "Emocje"

We współczesnej psychologii dziecięcej podkreśla się znaczenie poznawania emocji i, co więcej, pozwalania na doświadczanie tychże. Jeśli dziecko nie chce się dzielić zabawką, bo czuje, że to jego – ma do tego prawo. Jeśli maluch złości się, bo rodzic na coś nie pozwala, niech sobie tupie nogami albo i poczerwienieje jak burak. Gdy przedszkolak robi się zazdrosny, bo w domu pojawiła się młodsza siostra… staramy się to zrozumieć. My-rodzice najczęściej zachowujemy się zupełnie inaczej. Kiedy dziecko nie chce jeść marchewki, bo mu nie smakuje, bo jej nie lubi z powodu na przykład „brzydkiego koloru” – nie przyjmujemy tych tłumaczeń do wiadomości, przekonani przy tym o świętej racji, wszak powód jest absurdalny. Kiedy w grupie innych dzieci córeczka trzyma się maminej spódnicy, przymuszamy ją, by wyzbyła się swych naturalnych obaw: „No idź, idź… czego sie boisz?”



Dziś o książeczce w całości poświeconej temu tematowi. W kilkunastu wierszykach Tadeusz Ross przybliża emocje. Zwraca uwagę nie tylko na te pozytywne, jak radość, miłość czy podziw, ale chyba przede wszystkim na te trudne, jak gniew, złość, żal, zazdrość, strach czy emocje związane z pożegnaniem. Autor stara się oswoić dziecko z uczuciami. Nazywa je po imieniu i podaje konkretne przykłady zachowań, jak w wierszyku Co to są emocje?

I ja też z emocji dyszę,
w strasznych nerwach jestem cały,
czy wierszyki, które piszę,
będą wam się podobały?!


Pod tym względem książka może stać się przyczynkiem do rozmów z dzieckiem. To ważne, aby nauczyło się nazywać własne uczucia: „Jestem zła, bo znów obiecałaś, a tego nie zrobiłaś”, „Uwielbiam plażę i morze”, „Wzruszyłam się, kiedy składałaś mi życzenia”.
Wierszyki dają także odpowiedź na pytanie, jak sobie poradzić z gniewem, zazdrością czy strachem. Rozładować emocje najlepiej poprzez humor!

W życiu się nie warto gniewać,
niech pan zacznie tańczyć, śpiewać,
fruwać, skakać, podrygiwać,
nawet palcem w bucie kiwać.


Mnie najbardziej spodobał się wierszyk o zazdrości. Koncept zasadza się tu na znanej piosence Wlazł kotek na płotek. U Rossa to płotek włazi na kotka, zazdroszcząc mu chwały jaka nań spada. Dopina swego i oto radni miasta wydają przepis: „Wolno płotkowi włazić na kotka”. Niestety, zazdrość nie odpuszcza i tym razem płotek zazdrości, że kotek pod nim suchy, a on wiecznie moknie na deszczu. Traci więc płotek najwierniejszego druha, który przeprowadza się gdzie indziej.

Do książki dołączono płytę CD z nagraniami Autora. Wierszyki zostały też sympatycznie zilustrowane:)

Książka wydana przez wydawnictwo Skrzat 

Możesz kupić tutaj: Emocje

czwartek, 14 stycznia 2010

Idę do przedszkola! (książki oswajające)


Książki dotyczące pójścia do przedszkola rozwiewają dziecięce obawy związane z nową sytuacją. Opowiadają o tym, kogo lub co tam poznamy, jak przedszkole wygląda, co będziemy robili. Bardzo często też opisuje się najczęstsze problemy, które pojawiają się z chwilą przekroczenia progu przedszkolnego, jak dzielnie się zabawkami, współczucie, przepraszanie czy pomaganie. Niejednokrotnie mają na celu uspokojenie głównie rodziców!

Pora do przedszkola Anny Sójki jest jedną z tych pozycji, które pomagają przerażonym rodzicom. Z dwunastu opowieści dowiadujemy się między innymi, dlaczego warto pójść do przedszkola i nie płakać z byle powodu, a także o zgubnych skutkach przechwalania się. W ukrytym między wierszami przesłaniu dla dorosłych sugeruje się, aby uwierzyć we własne dziecko i pozwolić mu działać. Nawet jeśli Tereska zimową porą chce ubrać letnią sukienkę! Mała, doświadczając konsekwencji uporu, sama szybko zda sobie sprawę, że warto słuchać mamy i jej rad. Książeczka została pięknie zilustrowana przez Teresę Zalewską i wydana w ramach biblioteczki czasopisma „Mamo to ja”.



Warto czytać także:

Marta Berowska Bolek i Lolek w przedszkolu
Christine L'Heureux Kamyczek. Przedszkole
Anna Casalis Tupcio Chrupcio nie chce iść do przedszkola
Agnieszka Frączek Przedszkoludki 100 radości i 2 smutki
Beata Ostrowicka Lulaki, Pan Czekoladka i przedszkolaki
Renata Piątkowska Opowiadania dla przedszkolaków
Barbara Gawryluk Przedszkolaki z ulicy Morelowej
Lech Tkaczyk Jak Pan Alfabet do przedszkola maszerował (audiobook)
Liane Schneider, Eva Wenzel-Bürger Zuzia idzie do przedszkola
Marzanna Graff-Oszczepalińska Żyrafa Aldona idzie do przedszkola

środa, 13 stycznia 2010

Roksana Jędrzejewska-Wróbel "Florka. Z pamiętnika ryjówki"



Zakochałam się we Florce. Ma piękne, duże oczy i wszystkiemu się tak ślicznie dziwi. Na przykład temu, że ktoś jej ukradł jezioro, które tata nazywa kałużą. Florka, jak na małą kobietkę przystało, potrafi się też nieźle zezłościć. Kiedy potworny bałagan porywa jej kotka Rysia, ta tak tupie nogą, że „głupi bałagan uciekł, gdzie pieprz rośnie”. Nie ja jedna uległam urokowi tej małej ryjówki. Marta porzuciła książeczkę z Noddym, gdy zobaczyła okładkę z uroczym pyszczkiem Florki.

Bohaterka notuje wydarzenia ze swojego życia w zeszyciku, który dostała od taty. Choć w pamiętniku zarejestrowała cały rok, tak naprawdę jej przygód jest zaledwie kilka. Szczegółowo za to rozpisanych. Dowiadujemy się, że to sympatyczne stworzonko nie ma żadnej koleżanki, bo trochę boi się podejść do koszatniczek, by się z nimi zaprzyjaźnić. Nie potrafi zrozumieć, kto ukradł rodzicom czas, którego nie mogą dla niej wygospodarować. Patrzy, jak rośnie fasolka i chce zbierać skarby do pudełka po cukierkach. To panienka niezwykle spokojna, czasem rozmarzona i bardzo poważnie podchodząca do wszystkich spraw. Obserwacjom towarzyszy oswajanie strachu, nauka świata i praw, które nim rządzą.

Kiedy mowa o tej książeczce, nie sposób nie wspomnieć o ilustracjach Jony Jung. Są wyraziste, zabawne, dziecięce. Z rysunku ryjówki trochę przypominają muminki:) To ilustracje w pierwszej chwili zjednują czytelnika – czego przykładem stała się moja latorośl.

Teraz musimy zdobyć Florki listy do Józefiny :)

wtorek, 12 stycznia 2010

"Fiutki, fekalia i oczywiście feminizm" - artykuł w "Wysokich obcasach"

Dziś na dokładkę jeszcze artykuł Joanny Sokolińskiej "Fiutki, fekalia i oczywiście feminizm", który ukazał się w "Wysokich obcasach". Autorka tekstu przedstawia w nim tytuły książek, które podejmują trudną czy nieraz obrzydliwą tematykę. Subiektywnie też ocenia poszczególne pozycje. Zachęcam do przeczytania całości.



Fragment:
"Mamy w domu trzy książeczki o kupie. Nie dlatego, że jesteśmy miłośnikami tej tematyki, ale dlatego, że albo my, albo goście odwiedzający nasze dzieci ulegli modzie na dziecięcą literaturę obrzydliwości
Jakiś czas temu Joanna Olech, pisarka i ilustratorka, narzekała w 'Wysokich Obcasach', że nie ma w polskich księgarniach cudowności, jakie widziała na targach książki dziecięcej w Bolonii, że u nas dominuje estetyka i tematyka disnejowska. A tu proszę - rewolucja. Mamy wszystko, wyjąwszy opisywane przez Joannę Olech pozycje o wymiocinach. W dodatku znaczna część tych cacek ma polskich autorów. A oto mój skrajnie subiektywny przegląd Bardzo Dziwnych Książeczek dla Dzieci."


całość TUTAJ!!!

Grzegorz Kasdepke "Z piaskownicy w świat!"

Książka Kasdepke nie służy jedynie do czytania. Wymaga, by obok stał globus albo chociaż atlas świata. Z całą pewnością każdy młody czytelnik zechce króciutkie opowiastki o różnych krajach przekształcić w podróż palcem po mapie. Z piaskownicy… budzi naturalną ciekawość świata. Myślę, że to również świetny podręcznik do „nauczania domowego”.

Bohaterami opowiastek, a w zasadzie dialogów, są Natalka, Jaś i Krzyś, którzy przeobrażają piaskownicę raz w Brazylię, innym razem w Chiny, Francję czy Meksyk. Przekomarzając się, przypominają regionalne zwyczaje, dania, zabytki… Dowiadujemy się, że Czesi lubią w gospodzie jeść knedliki i popijać piwo. Mają też świetną drużynę hokejową. W Norwegii pada śnieg, a w RPA wciąż świeci słońce. Przedstawiono też Polskę – a jak! – z jej oscypkami i bigosem, ale także orłem w koronie i Szopenem grającym na fortepianie.

Natalka jest chyba najwyrazistszą postacią – wie dużo i bezustannie musztruje chłopaków. A robi to z typowym, dziewczęcym wdziękiem: (do Krzysia, który chce biec po klocki Lego) „Niestety, już nie pobiegniesz – powiedziała ze spokojem Natalka. – Właśnie utopiłeś się w morzu. Trzeba było wsiąść na statek. Danię prawie ze wszystkich stron otacza morze. A nasza piaskownica jest jedną z wielu duńskich wysp.”

Moja córka uwielbia, gdy może się włączyć aktywnie w czytanie. Z piaskownicy… daje tę możliwość. Ponieważ „autor książki zapomniał, jak pisze się niektóre wyrazy”, zastąpiono je obrazkami, które pozwalają dziecku „czytać” z mamą czy tatą. Maluchy chyba dzięki temu czują się doroślejsze?

Od jakiegoś czasu zastanawiało mnie, co takiego jest w książkach Kasdepke, że ze wszech stron słyszę głosy zachwytu… chyba wyczucie, a właściwie wczucie się w dziecko. I umiejętność oddania słowem dziecięcych pasji, sposobu myślenia, zachowań czy reakcji. Na Z piaskownicy w świat! nie pewno nie skończymy.

Możesz kupić tutaj: Z piaskownicy w świat

poniedziałek, 11 stycznia 2010

"Muminki - na zawsze!" artykuł w "Guliwerze" 3/2007

Dla wielbicieli Muminków


fragment artykułu, który ukazał się w czasopiśmie "Guliwer" nr 3/2007

Hanna Dymel-Trzebiatowska, MUMINKI – NA ZAWSZE!

Czy nie zastanawiający jest fakt, że kraje skandynawskie, choć zaledwie kilkumilionowe, doczekały się tak wybitnych twórców literatury dla dzieci i młodzieży? Hans Christian Andersen, Astrid Lindgren, Tove Jansson i dziś również Jostein Gaardert tłumaczeni są na dziesiątki języków, docierają do różnych zakątków świata, dowodząc swego ponadnarodowego, a i nierzadko – ponadczasowego charakteru, znamiennego dla literatury najwyższej klasy. Trudno stwierdzić, czy zbiegiem okoliczności jest fakt, że pochodzą z tego samego półwyspu, ale ich ponadprzeciętna popularność jest bezsprzecznie fenomenem.

W kategorii fenomenu pragnę przyjrzeć się dziś wyłącznie Muminkom – zjawiskowym postaciom znanym na wszystkich kontynentach. W zeszłym roku „Nasza Księgarnia” wznowiła wydanie serii w twardej okładce, z ilustracją w intensywniejszej jak dotąd palecie barw, która znów z łatwością znajdowała nabywców.

Muminki to postacie, które Tove Jansson, szwedzkojęzyczna fińska pisarka, zaprezentowała światu w roku 1945. Powstały kilka lat wcześniej w 1939 jako efekt ucieczki w świat fantazji, gdy świat realny nie pozostawiał już złudzeń. Sama autorka we wstępie do pierwszej muminkowej historii wyjaśnia: „Była zima 1939 roku, czas wojny. Praca stała w miejscu; miało się uczucie, że każda próba stworzenia obrazu rzeczywiście jest całkowicie niepotrzebna. Może więc nic dziwnego, że nagle ogarnęła mnie chęć napisania czegoś, co zaczynałoby się od ‘Był sobie kiedyś’. Dalszy ciąg musiał oczywiście być bajką, tego nie dało się uniknąć, ale zrezygnowałam z książąt, księżniczek i małych dzieci, wybierając na ich miejsce gniewną figurkę, którą sygnowałam rysunki satyryczne i którą nazwałam Muminkiem”


całośc artykułu czytaj TUTAJ!!!

Polskie książki na Liście Honorowej IBBY

Polskie książki na Liście Honorowej IBBY


w kategorii: pisarz



2008 - Liliana Bardijewska Dom ośmiu tajemnic
2006 - Maciej Wojtyszko Bromba i filozofia
2004 - Beata Ostrowicka Świat do góry nogami
2002 - Katarzyna Kotowska Jeż
2000 - Krystyna Siesicka Dziewczyna mistrza gry
1998 - Anna Onichimowska Najwyższa góra świata
1994 - Dorota Terakowska Córka czarownic
1988 - Marta Tomaszewska Wielkolud z Jaskini Piratów albo Tajemnica czwartej ściany
1986 - Danuta Bieńkowska Daniel na Saharze
1984 - Adam Bahdaj Gdzie twój dom, Telemachu?
1982 - Małgorzata Musierowicz Kwiat kalafiora
1980 - Zofia Chądzyńska Wstęga pawilonu
1979 - Ewa Nowacka Kilka miesięcy, całe życie
1979 - Wanda Chotomska Drzewo z czerwonym żaglem
1978 - Edmund Niziurski Sposób na Alcybiadesa
1976 - Wojciech Żukrowski Porwanie w Tiutiurlistanie
1974 - Janusz Domagalik Koniec wakacji
1966 - Hanna Ożogowska Ucho od śledzia
1964 - Irena Jurgielewiczowa Ten obcy

w kategorii: ilustrator

2008 - Piotr Fąfrowicz Wielkie zmiany w dużym lesie G. Ruszewskiej
2006 - Grażka Lange Biały niedźwiedź. Czarna krowa M. Brykczyńskiego
2004 - Agnieszka Żelewska Bajki o rzeczach i nierzeczach Z. Beszczyńskiej
2002 - Krystyna Lipka-Sztarbałło Sen, który odszedł A. Onichimowskiej
2000 - Maria Ekier Dębołki J. Kulmowej
1998 - Janusz Stanny Pchła Szachrajka J. Brzechwy
1988 - Jerzy Flisak Hubert w wielkim kapeluszu O. Preusslera
1986 - Olga Siemaszko Bajeczki J.I. Kraszewskiego
1984 - Elżbieta Gaudasińska Idzie rak nieborak D. Wawiłow
1982 - Wiesław Majchrzak Walc panny Ludwiki H. Januszewskiej
1980 - Teresa Wilbik Moje próżnowanie J. Kulmowej
1978 - Antoni Boratyński Droga księżycowa M. Kann
1976 - Janusz Grabiański O krasnoludkach i o sierotce Marysi M. Konopnickiej

w kategorii: tłumacz

2008 - Barbara Grzegorzewska Nowe przygody Mikołajka R. Goscinny, Jean-Jacques Sempe
2006 - Jolanta Kozak Zjezdne zbocze L. Snicketta
2004 - Jarosław Mikołajewski Historyjki o Alicji, która zawsze wpadała w kłopoty G. Rodariego
1998 - Iwona Zimnicka Hej, czy jest tam kto? J. Gaardera
1988 - Sławomir Błaut Nie kończąca się historia M. Endego
1984 - J. Karczmarkiewicz-Fedorowska Wyspa potworów A. Masspain
1982 - Hanna Kostyrko Cypisek V. Čtvrtka
1980 - Teresa Chłapowska Pamiętniki Tatusia Muminka T.M. Jansson

Warto zajrzeć tutaj: http://www.ibby.pl/index.php?sub=5&lang=pl

niedziela, 10 stycznia 2010

targi Książka dla Dzieci i Młodzieży

W dniach 19-21 lutego 2010 w Poznaniu odbędą się targi Książka dla Dzieci i Młodzieży



Ramowy plan targów:

Uroczystość otwarcia targów Książka dla Dzieci i Młodzieży - piątek, 19 lutego 2010, godz. 13.00

* występ zespołu dziecięcego
* powitanie i wystąpienia
* wręczenie statuetek Pegazika 2010 i Medali Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek
* otwarcie Salonu Ilustratorów
* prezentacja ekspozycji i wystaw towarzyszących

Konferencje, dyskusje, panele, wykłady, w tym z cyklu „Książka dla czytelnika specjalnej troski" oraz „Książka dla młodego czytelnika - Otwieranie świata". Udział wezmą m.in. prof. Irane Obuchowska, prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska, prof. Jerzy Kaniewski, dr Dorota Mrozek, prof. Joanna Papuzińska, prof. Grzegorz Leszczyński.
W przygotowaniu sympozjum pod roboczym tytułem „Przekraczanie osobowości".

Spotkania autorskie i wydawnicze; warsztaty specjalistyczne (m.in. biblioterapeutyczne - „Książka dotykowa"). Wśród autorów m.in.:

* Joanna Papuzińska
* Liliana Bardijewska
* Maciej Wojtyszko
* Eliza Piotrowska
* Zofia Beszczyńska
* Krystyna Lipka-Sztarbałło
* Maria Mariańska-Czernik
* Józef Wilkoń

Warsztaty, gry i zabawy dla dzieci, w tym m.in.:

* z cyklu „Rysujemy z Mistrzem" - Józef Wilkoń, Bohdan Butelko, Krystyna Lipka-Sztarbałło, Elżbieta Krygowska-Butlewska
* „Afryka Kazika"

Wystawy:

* Salon Ilustratorów
* wystawa nagród polskiej sekcji IBBY
* Mistrzowie Ilustracji - Józef Wilkoń (wydarzenie towarzyszące targom, Galeria Profil, Centrum Kultury Zamek)
* wystawa ilustratorów i grafików litewskich

Konkursy:

* „Lubię czytać" - finał ogólnopolskiego konkursu dla uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich
* konkurs rysunkowy dla dzieci Pt. „Lubię czytać"

Imprezy towarzyszące:

* Czwartek Literacki poświęcony twórczości Macieja Wojtyszki w wigilię targów - 18 lutego 2010, Biblioteka Kórnicka PAN, Pałac Działyńskich w Poznaniu, godz. 18.00

Akcje:

* „Kup książkę i podaruj ją" - na targach będziemy zbierać książki, które zostaną podarowane m.in. dzieciom z hospicjum.
* „Książka szuka wydawcy" - Polskie Towarzystwo Wydawców Książek promuje nowych autorów
* „Na wydawniczym starcie" - Polskie Towarzystwo Wydawców Książek promuje nowych edytorów
* „Tramwajem po książkę" - akcja Wydawnictwa Media Rodzina w niedzielę, 21 lutego 2010

Programy:

* Swoje programy prowadzić będą wydawnictwa, m.in. Mila, Media Rodzina, G&P, a także Fundacja ING Dzieciom, Fundacja ABCXXI, Polskie Towarzystwo Biblioterapeutyczne, Wypożyczalnia Książek Dotykowych z Lublina
* Programy własne Litwy oraz miast partnerskich Poznania: Gyor (Węgry) i Charkowa (Ukraina)

sobota, 9 stycznia 2010

Łukasz Wierzbicki "Afryka Kazika"


Afryka Kazika naprawdę ma szansę wejść do klasyki literatury dziecięcej. Dlaczego?

Po pierwsze, pokazuje niezwykłą osobę. Tytułowy Kazik nie jest bowiem postacią wymyśloną. To człowiek z krwi i kości. W latach 30-tych XX wieku Kazimierz Nowak samotnie przejechał Afrykę na rowerze. Autor omawianej tu książki jako dziecko słuchał opowieści dziadka o tym niezwykłym człowieku. Po latach postanowił sam o nim napisać. Zebrał listy pana Kazimierza, które zostały opublikowane w gazetach, aby jak najwierniej o nim opowiedzieć.

Po drugie, historia jest świetnie napisana. Opowieść podzielono na krótkie rozdziały. Mnóstwo w nich przygód, jak ta o skoczku pustynnym, który z koca Kazika robi sobie legowisko, albo o hipopotamach wpraszających się do namiotu bohatera. Dziecko nie ma okazji się znudzić, a intrygujące wydarzenia całkowicie go wciągają.

Po trzecie, opowieść o Kaziku ma wymiar edukacyjny. Co osobiście uważam za najcenniejsze. Dziecko nie tylko uczy się, że warto mieć pasję, szukać zainteresowań, być ciekawym świata, bo wtedy życie jest po prostu barwne (i założę się, że większość młodych czytelników tak właśnie reaguje – przebiera się za podróżnika, idzie do ZOO, wsiada na rower, organizuje wyprawy)! Otrzymuje również niezwykłe świadectwo wytrwałości, uporu w dążeniu do celu. Zdaje sobie sprawę, że to, co cenne, wymaga trudu. Kazik podpowiada:

„Wędrując przez dżunglę niełatwo jest odnaleźć właściwą ścieżkę, dlatego zazdroszczę czasem słoniom i małpom, którym ścieżki nie są do niczego potrzebne. Słonie są wystarczające silne, by przebić się przez gąszcz splątanych roślin. Małpy również nie potrzebują ścieżek, skaczą z drzewa na drzewo.”

I ostatecznie – wydźwięk historii jest jednoznaczny. Zwykłą uprzejmością, otwartością, łagodnością można wywalczyć więcej niż jakąkolwiek bronią, co w dzisiejszych dzikich i barbarzyńskich czasach jest nauką wyjątkową.

Tej książki nie może zabraknąć na półce z książkami dla dziecka.

Możesz kupić tutaj: Afryka Kazika

Isaac Bashevis Singer powiedział...


"Dzieci są najlepszymi czytelnikami prawdziwej literatury. Dorośli ulegają hipnozie wielkich nazwisk, przesadnych cytatów i natarczywej reklamy. Młodzi czytelnicy żądają prawdziwej opowieści, mającej początek, środek i zakończenie, czyli takiej, jaką opowiadano od tysięcy lat…"

Zdjęcie pisarza pochodzi z Wikimedia Commons (licencja: GNU Free Documentation License)

Albert Einstein powiedział...



"Jeżeli chcecie, aby wasze dzieci były zdolne i inteligentne, opowiadajcie im bajki.
Jeżeli chcecie by były genialne, opowiadajcie im więcej bajek."

piątek, 8 stycznia 2010

"Wiersze i wierszyki", oprac. Iwona Krynicka



Wierszyków ciąg dalszy…

Tym razem mamy okazję czytać nie tylko wiersze klasyków, jak Brzechwa, Kern czy Papuzińska, ale także poetów, którzy debiutowali niedawno. Pozwolę sobie wymienić niektórych! To Agnieszka Frączek, Dagna Ślepowrońska, Natalia Usenko, Jan Kazimierz Siwka… I trzeba przyznać, że wierszykom młodszych niczego nie brakuje.

Marcie szczególnie spodobała się opowieść o pingwinku, który miał marzenie, by znaleźć przyjaciół w drodze na ryby. Lekturę zawsze zaczynamy od tej zabawnej historyjki. Autorką jest, nawiasem mówiąc, imienniczka córki, pani Marta Berowska.

Wierszyki podzielono na cztery grupy. Wpierw znajdujemy się „w krainie małych i dużych”. Tam dowiadujemy się, że Samochwała w kącie stała, a Stefek Burczymucha zobaczył na sianie tygrysa, który okazał się małą myszką. Potem razem z rzeczonym już pingwinkiem balonami przenosimy się do „ptasiej krainy”, gdzie spotykamy ptaka dziwaka i naburmuszoną wronę. „W krainie czworonogów” porozmawiamy ze ślimakiem (i razem z dzieckiem dociekamy, gdzie ślimak ma owe cztery nogi:) ) oraz mamy niebywałą okazję podejrzeć małpę w kąpieli. A na koniec zostaniem zabrani „w krainę fantazji”, by spotkać się z krasnoludkami, wróżkami i aniołkami.

Książka jest solidnie wydana. Do tego pachnąca farbą drukarską, bo wydana w zeszłym roku. Miejmy nadzieję, że przetrwa długi czas w naszej domowej biblioteczce. Przy okazji dziękujemy cioci Bożence za prezent:)

Możesz kupić tutaj: Wiersze i wierszyki

czwartek, 7 stycznia 2010

"Legendy krakowskie", oprac. Katarzyna Małkowska


Przepis na „sukces” wydawniczy:

• musi być kolorowo
• musi być śmiesznie
• musi być niestandardowo, momentami dziwnie

Czy legendy nadają się na sukces wydawniczy? Nie bałdzo… Taka królewna Wanda, co Niemca nie chciała, na nikim nie robi wrażenia. Zresztą nawet taki smok wawelski i szewczyk Dratewka to żadna atrakcja. Tym bardziej więc opowieść o żółtej ciżemce wydaje się z kosmosu. Wydawcy jakby rozumieli, że trudno się dziś przebić z historią czy legendą, dlatego kombinują jak koń pod górę. Legendy krakowskie w opracowaniu Katarzyny Małkowskiej przedstawione zostały w wersji polskiej i angielskiej. Chyba dlatego, by lepiej się sprzedały. Rodzice kładą przecież szczególny nacisk na edukację, zwłaszcza językową, swych pociech, więc kupią niemal wszystko, co miałoby dziecku ułatwić życie.

Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, by dzieci faktycznie mogły uczyć się angielskiego z tej książki. Chyba że wychowują się w rodzinie dwujęzycznej – wtedy taka książka naprawdę może być świetnym pomysłem. Jeden rodzic czyta w swoim ojczystym języku, drugi w swoim… Każda strona zawiera słowniczek obrazkowy, ponadto podaje się wymowę słów angielskich.

A pomysł, by przypomnieć znane legendy tak zwyczajnie, bez koloryzowania, rozśmieszania, stylizowania, banalizowania - zwyczajnie mnie ujął. Opowiedziano tu:
• o dwóch braciach i dwóch wieżach (tej nie znałam)
• historię żółtej ciżemki
• o uczcie u Wierzynka
• o dzielnej Wandzie
• o Panu Twardowskim
• o smoku wawelskim
• o Lechu, Czechu i Rusie

Ja może jestem jakaś skrzywiona i staroświecka, ale wolę czytać dzieciom Legendy krakowskie (choć mieszkam na Śląsku) niż jakieś historie o kupie czy koszmarnym Karolku. O kupie się jeszcze zdążą nagadać jak trochę podrosną:P

Możesz kupić tutaj: Legendy krakowskie