Mogę się o wiele założyć, że książka Dziadek i niedźwiadek Łukasza Wierzbickiego trafi na szkolną listę lektur. Dlaczego? To proste – autor, opowiadając bajkę, daje lekcję Historii! Zastanawia mnie tylko, czy ten awans będzie z pożytkiem dla omawianej tu książki czy też raczej ją pogrzebie. Niestety, dzieciom nadal trudno jest uwierzyć, że coś, co zostało opatrzone hasłem „lektura” czy „kanon”, może być w ogóle ciekawe.Dziadek i niedźwiadek to książka nie tylko ciekawa, ale i – nie waham się tego powiedzieć – ważna w dziejach literatury dziecięcej. Opowiada ona historię niedźwiedzia, który wraz z 22. Kompanią Transportową przebył cały szlak bojowy. Otrzymał imię Wojciech, co oznacza tego, „który potrafi cieszyć się w czasie wojny”. I rzeczywiście obecność zwierzaka sprawiała żołnierzom wiele radości, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ich szczególną sytuację – wojenna zawierucha, z dala od domu, od bliskich… Z kolejnych rozdziałów dowiadujemy się, że Wojtek był łasuchem, ale lubił też kąpiele oraz poranne zapasy. Miś został też zapisany w szeregi armii Andersa po to, by móc towarzyszyć Polakom w przeprawie statkiem do Europy. I trudno mu tej godności odmówić, wszak wielokrotnie pomagał żołnierzom nosić ciężkie skrzynie z amunicję, brał też udział w bitwie o Monte Cassino.
Wierzbicki nie epatuje wojną. Cała opowieść o Wojtku została włożona w usta dziadka, który przyprowadza swą wnuczkę do edynburskiego zoo, aby pokazać jej swojego przyjaciela. Zaczyna przywoływać z pamięci wspomnienia, w których pierwsze skrzypce jednak gra Wojtek. O działaniach wojennych dowiadujemy się jakby przy okazji – a to, że Polacy przechodzili szkolenia w Iraku na pustyni, a to, że później zostali przeniesieni do Egiptu, by stamtąd przeprawić się do Włoch i wziąć udział w jednej z najważniejszych bitew II wojny światowej. Młody czytelnik nie przeczyta więc o krwawych jatkach, choć dowie się o posępnym widoku ze wzgórza Monte Cassino po jego zdobyciu. Na kartach powieści pojawiają się też postaci autentyczne, jak generał Władysław Anders, generał Henry Wilson czy major Antoni Chełkowski. Być może taki właśnie sposób ujęcia Wielkiego Tematu zasieje ziarno ciekawości w czytającym i zachęci go do sięgania po lektury poważniejsze.
Książka została starannie wydana. Możemy obejrzeć zdjęcia misia, przeczytać list profesora Wojciecha Narębskiego, ostatniego żyjącego w Polsce żołnierza misiowej kompanii, oraz wspomnienie o Wiesławie Lasockim, który jako pierwszy spisał dzieje niedźwiadka. Honorowy patronat nad książką objęła Irena Anders. Dziadek i niedźwiadek staje się więc jakimś międzypokoleniowym łącznikiem. Ci, którzy odchodzą, przekazują swoją wiedzę, wspomnienia najmłodszym, w pokorze ufając, że zostanie to przyjęte z największym szacunkiem. Wierzę, że młodzi czytelnicy będą potrafili docenić tę historię.
Zdjęcia i obrazki pochodzą ze strony autora, Łukasza Wierzbickiego
Możesz kupić tutaj: Dziadek i niedźwiadek
PS
O istnieniu tej książki poinformował mnie sam autor, który po zamieszczonej na tym blogu recenzji Afryki Kazika napisał do mnie maila. Pana Łukasza serdecznie pozdrawiam, życząc mu przy tym wielu czytelników:)











































