piątek, 28 maja 2010

Interesujące nowości maja

Bardzo żałuję, że za książki trzeba płacić. Nie wszystkie, które są wartościowe, mogą się więc znaleźć w naszej biblioteczce. Nie wiem, czy kiedyś będzie nam dane je przeczytać - mam nadzieję, że biblioteka nas jakoś poratuje.
W każdym razie  w tym chmurnym maju wydano kilka ciekawych książek. Oto one:
 (notki pochodza od wydawców):

Ewa Solarz, Aleksandra i Daniel Mizielińscy D.E.S.I.G.N



 D.E.S.I.G.N. - kontynuacja przebojowego D.O.M.K.U.- to nowatorska książka dla dzieci o najbardziej wszechobecnej i najbardziej niedocenianej ze sztuk - designie.
D.E.S.I.G.N. to historia wzornictwa w pigułce: pasjonujący przegląd 69 najciekawszych domowych przedmiotów z ostatnich 150 lat - od tych klasycznych po te najbardziej zwariowane: łóżko w kształcie ringu bokserskiego, pobazgrany żyrandol czy lustro kościotrup. Większość z nich to ikony designu zaprojektowane przez najwybitniejszych projektantów - od Le Corbusiera po Philippe'a Starcka. Poprzez lekkie i dowcipne opisy, barwne anegdoty i jeszcze barwniejsze ilustracje D.E.S.I.G.N. bawi, zadziwia i uwrażliwia na estetykę i formę otaczających nas przedmiotów.
Wydawnictwo: Dwie Siostry

Możesz kupić tutaj: D.E.S.I.G.N

Adam Jaromir Zarafa



Król Karol X i jego dwór, a już wkrótce i cały Paryż stoją na głowie. Czyżby rewolucja? Nic podobnego! To ... Zarafa, szlachetny abisyński "kamelopard", który na wezwanie Wielkiego Paszy porzucił dom i akacje, aby swą opowiastką przywrócić uśmiech na twarzy zasmuconego króla. Zarafa, ta najdziwniejsza a zarazem najprawdziwsza z bajek, to książka, urzekająca aż czterema atutami: zabawnym tekstem Adama Jaromira, świetnymi jak zwykle ilustracjami Pawła Pawlaka, pięknym opracowaniem graficznym Doroty Nowackiej oraz ciekawym, żyrafiastym formatem.
Wydawnictwo: Muchomor


Możesz kupić tutaj: Zarafa


Wojciech Feleszko Nóż w palcu. Skaleczenie




Druga część edukacyjnej serii "Na sygnale" będzie równie dobra co "Przeziębienie", a nawet jeszcze lepsza! Poleje się krew, wszak skaleczenie u dzieci to częsty problem. Ale od czego jest dr Orzeszko!
W nowej części "Nóż w palcu. Skaleczenie" Julka Nosek zatnie się w palec, bo w pośpiechu będzie robić sobie kanapkę do szkoły. Trzeba zatamować krew i czym prędzej jechać do dr. Orzeszki. W tym samym czasie jesteśmy świadkami akcji, która rozgrywa się w środku palca. Pojawiają się dzielne płytki krwi (w kaskach i z narzędziami godnymi zawodowych budowniczych), które próbują zatamować krwawą powódź, na straży czuwają znani dobrze z pierwszej części Limfocyt i jego pluton, na dogodny moment wtargnięcia do rany czyhają fioletowe paciorkowce... Cała akcja kończy się fachowym szyciem rany przez dr. Orzeszkę.
Autor dr Wojciech Feleszko znów wykorzystał swój talent pisarski i wiedzę medyczną, i stworzył barwną opowieść dla małych pacjentów. Właściwie nie tylko dla małych, bo znam wielu dorosłych fanów pierwszej części "Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie".
Wydawnictwo: Hokus-Pokus

Annelore Parot Yumi


Yumi to czarująca drewniana laleczka z Japonii, czyli kokeshi – z nią odkrywamy zwyczaje, ubiory i kuchnię mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Yumi jest bardzo „na czasie” – ma modne stroje, lubi się bawić z przyjaciółkami, zabiera nas nawet do japońskiego sklepu z kostiumami dla przebierańców! Książka-zabawka – zawiera gry na spostrzegawczość (otwory i rozkładanki), rozwija wyobraźnię, pobudza ciekawość, uczy otwartości na nieznane kultury. Cieszy oko – każda strona błyszczy jak japoński jedwab, roi się od szczegółów, iskrzy żywą kolorystyką. To coś więcej niż zwykła książka!
Wydawnitwo: Format


Możesz kupić tutaj: Yumi

Sven Nordqvist Pettson na biwaku



Pettson i Findus znaleźli na strychu namiot i zapragnęli urządzić sobie biwak na rzeką, a przy okazji złowić trochę ryb. Jednak nie udało im się wyjść z domu, bo wszystkie kury także chciały iść nad rzekę. Wobec tego namiot został rozbity w ogrodzie. Sąsiad Gustavsson znowu miał się czemu dziwić...
Kolejna książka ze wspaniałej serii znakomitego szwedzkiego ilustratora i autora ubawi dzieci i dorosłych specyficznym poczuciem humoru i pełnymi szczegółów ilustracjami.
Wydawnictwo:MediaRodzina

Joanna Olech Pulpet i Prudencja. Smocze Pogotowie Przygodowe



Pompon, słynny smok przygarnięty przez rodzinę Fisiów, ożenił się i ma dwoje dzieci. Są to bliźniaki Pulpet i Prudencja. Chodzą do zwykłej szkoły z dziećmi, które je zaakceptowały i wcale się nie dziwią, że w ławce siedzą dwa bystre smoki w kolorze limonkowym. Pewnego dnia Pulpet i Prudencja wybierają się z przyjaciółmi do Transylwanii w poszukiwaniu swoich przodków. Fantastyczne poczucie humoru i wartka akcja to cechy pisarstwa Joanny Olech. Autorka również wykonała ilustracje do tej mądrej książki, która w subtelny sposób uczy tolerancji i otwarcia na innych.
Wydawnictwo: Znak

Możesz kupić tutaj: Pulpet i Prudencja.

Alison Goodman "Eon: Powrót Lustrzanego Smoka"

Powieść australijskiej pisarki Alison Goodman The Two Pearls of Wisdom wywarła spore wrażenie na świecie literatury fantasy. Z miejsca zdobyła kilka znaczących nagród i wyróżnień (między innymi Aurelis Award dla Najlepszej Powieści Fantasy 2008 roku) oraz została wydana w kilkunastu krajach świata (polską edycję opatrzono tytułem Eon: Powrót Lustrzanego Smoka). Stanowiące pierwszą część zapowiadanej przez autorkę dylogii, The Two Pearls… pozostawiły rzesze czytelników w niespokojnym oczekiwaniu na ciąg dalszy historii, spotęgowany poprzez zakańczający ją intrygujący suspens. Wypadałoby więc zadać sobie pytanie, czym powieść Goodman tak oczarowała tysiące czytelników oraz zastępy krytyków?

Należy zacząć od samego tła opowiadanej przez autorkę historii. Goodman posłużyła się bowiem dość rzadko wykorzystywanym w tego rodzaju literaturze folklorem azjatyckim. Jak można się dowiedzieć z dołączonej do książki adnotacji pisarki, inspirowała się ona kulturą i historią Chin oraz Japonii. Na dokładne zapoznanie się z wierzeniami oraz zwyczajami Dalekiego Wschodu poświęciła wiele czasu i wnikliwych badań. Efekt uwidacznia się w powstałym w ten sposób baśniowym świecie, który nabiera niezwykle autentycznych rysów i wyrazistości. W Eonie dominują szczegółowe i przebogate opisy otoczenia, ludzi i przedmiotów. Zwłaszcza te ostatnie zajmują wiele miejsca, charakteryzując się obfitością barwnych detali, z pewnością nieraz nastręczających autorowi przekładu niemałych trudności.

Kolejnym czynnikiem przyciągającym uwagę jest osoba bohatera powieści, a raczej bohaterki – kobiety ukrywającej swoją tożsamość w środowisku niepodzielnie zdominowanym przez mężczyzn. Odrzucenie swej kobiecej natury nie tylko staje się warunkiem przetrwania Eona, ale i stanowi jedyną drogę do zdobycia upragnionego prestiżu oraz potężnej mocy. Entuzjaści prozy feministycznej z pewnością zadowolą się śledzeniem rozwoju głównej bohaterki, która w końcu zrozumie, że pozbywając się kobiecych instynktów, skazuje się na samozagładę. Także i sama fabuła nie należy do najprostszych, pełna jest niespodziewanych zwrotów akcji będących nieodłącznym składnikiem narastającej politycznej intrygi.

Mamy więc do czynienia z typowym cesarskim dworem wieków przeszłych, podporządkowanemu jedynowładztwu „Syna Niebios”. Tak rodzina cesarska, jak i podlegający jej lud opierają swe życie na przestrzeganiu określonych rytuałów oraz wypełnianiu zadań nałożonych na nich przez odwieczne wymagania tradycji. Cesarza oraz jego poddanych wspiera rada dwunastu mędrców sprzysiężonych z dwunastoma smokami, duchowymi bestiami uosabiającymi cnoty. Właśnie zostanie uczniem jednego z lordów Smocze Oko jest ambicją ukrywającej się pod mianem Eona, kalekiego adepta, głównej bohaterki. Niestety, podczas ceremonii wyboru nie zostaje uczniem… ale lordem. Na dodatek Lustrzanym lordem Smocze Oko, powiernikiem dawno zaginionego smoka. Od tej chwili Eon zostaje wplątany w skomplikowany świat pałacowych zależności, manifestacji lojalności, a także niebezpieczną dworską intrygę, w którą zamieszany jest również jeden z pozostałych lordów Smocze Oko. Przez cały czas musi również strzec swej największej tajemnicy – faktu bycia kobietą.

Skomplikowany świat stworzony przez Alison Goodman jest światem przeznaczonym dla dorosłego czytelnika. Dlatego od razu odradzam lekturę młodzieży poniżej wieku ostatnich klas szkoły średniej. Autorka nie przebiera w opisach ani języku. Często spotykamy się z obrazoburczością, brutalnym rozlewem krwi, elementami erotyki. Z samej natury rzeczy świat kultury azjatyckiej skupia się na tematach nieraz szokujących dla europejskiego czytelnika (jak choćby kwestia kastracji czy transseksualizmu). Także kwestie wschodniej duchowości nie mogą pozostać bez echa. Goodman dużo miejsca poświęca procesom przepływu energii między osobą a otoczeniem (na tym zasadza się element fantastyczności powieści). Należy jednak pamiętać, że w dzisiejszych czasach właśnie takie tematy zwykły sprowadzać młodzież na „duchowe” manowce.

Ogólnie rzecz biorąc, powieść Goodman porządnie mnie zmęczyła. Złożyły się na to: natłok informacji, faktów, nachalnej egzotyki, przesyt obrazów. Pewne kwestie (łatwe do rozszyfrowania dla osób choć trochę interesujących się kulturą Wschodu) nużyły, gdy powolnie dochodziła do nich główna bohaterka. Przede wszystkim jednak nie polecałabym książki zbyt młodym czytelnikom ze względu na często nieodpowiednią lub kontrowersyjną treść, która w sumie nie czyni z Eona powieści na tyle wybitnej, by warto się z nią zapoznać za wszelką cenę.

Możesz kupić tutaj: Eon: Powrót Lustrzanego Smoka

Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 576
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Telbit
Wymiary: 14.4x20.8cm
ISBN: 9788360848982
Tłumaczenie: Dariusz Kopociński

czwartek, 27 maja 2010

Konkurs dla młodzieży

Informacja od wydawnictwa Egmont:
Szanowni Państwo,

„Agenci Hendersona” to wciągająca, miejscami wstrząsająca, a gdzie indziej pełna humoru historia dzieci, których wojenna zawierucha cisnęła w fascynujące, ale bynajmniej nie cukierkowe życie. Przeżywając pasjonujące przygody, młodzi uchodźcy przechodzą twardą szkołę, stając przed najzupełniej dorosłymi problemami, nieraz popełniając tragiczne błędy i wpadając w kłopoty przez swoje nieodpowiedzialne wybryki, ponieważ nawet przebrane za szpiegów i dywersantów, dzieci są przede wszystkim dziećmi.

Pierwszy tom – „Uciekinierzy” już w sprzedaży!
 Z przyjemnością informuję również, że wystartował WIELKI KONKURS dla czytelników. I nie jest to zwykły konkurs bo nagrodą w nim jest wyjazd na prawdziwy obóz przetrwania – czy jest coś, co bardziej ucieszy fanów takich opowieści, w dodatku w okresie wakacyjnym??!! Konkurs trwa do 20 czerwca, gorąco zachęcamy do udziału wszystkich młodych czytelników. Więcej na stronie internetowej

Agenci Hendersona doczekali się także swojego profilu na Facebooku. Sukcesywnie przybywa im fanów, którzy aktywnie komentują kolejne aktywności. Zachęcam do zapoznania się z profilem:
facebook - można tam znaleźć wiele cennych i unikatowych Informacji.

środa, 26 maja 2010

Agnieszka Błotnicka "Czarna Operacja"

Po fantastycznych wrażeniach z Kiedy zegar wybije dziesiątą, nie mogłam sobie odmówić lektury drugiej części przygód Janka i Kuby. Tym razem akcja dzieje się w z pozoru nudnej Warszawie. Chłopcy spędzają tu dwa tygodnie – na zmianę pomagając rodzicom Janka w przeprowadzce i przemierzając miasto na rowerach. Wakacje pewnie skończyłyby się dość zwyczajnie, gdyby nie matematyczny umysł Kuby, który nie może odpuścić, gdy czegoś nie rozumie. Chłopaka zaczyna intrygować sprawa dziwnego telefonu do wujka Janka, Piotra. Okazuje się, że już wkrótce ci dwaj młodzieńcy staną na przeszkodzie genialnemu oszustowi, którego zadaniem jest wykraść schemat mający zrewolucjonizować rynek technologiczny.

Od poprzednich wakacji chłopcy nieco dojrzeli. Przede wszystkim Janek odkrył pewną przyjemność w uczeniu się przedmiotów, które do tej pory uważał za nudne. Kuba jest bardziej poważany w towarzystwie szkolnym za sprawą przyjaźni z najładniejsza dziewczyną w mieście. I tym razem pojawi się postać dziewczęca – to Marta, miłośniczka szaleństw rowerowych. Stanie się ona wspólniczką przygód chłopców oraz obiektem westchnięć Jasia.

Błotnicka po raz kolejny udowadnia, że wiedza to skarb, który może się przydać w życiu. Umiejętności kojarzenia faktów oraz logicznego myślenia stanowią podstawę wielu sukcesów. Także odwaga, spryt i zdolności fizyczne są nie do przecenienia. Autorka próbuje tu pożenić dwie – jak może się wydawać młodemu czytelnikowi – sprzeczne zasady. Ten kto siedzi w książkach, powinien spróbować pojeździć też na deskorolce. A ten, który wciąż gania za piłką, nic nie straci, gdy zacznie się więcej uczyć. Wręcz przeciwnie!

Podoba mi się u Botnickiej umiejętność stopniowania napięcia. Akcja rozwija się tu równocześnie na dwóch planach – z jednej strony mamy wakacje chłopców, z drugiej, aferę przemysłową. Oczywiście z czasem te dwa wątki coraz bardziej się do siebie zbliżają. Śledzimy je coraz bardziej ciekawi tego, co wydarzy się za chwilę. Razem z Kubą próbujemy dociec, o co w tym wszystkim chodzi, razem z Jankiem wskakujemy na rower i pędzimy przez Warszawę. Wciągają mnie też topografia miasta, drobiazgowo opisywana przez autorkę. Kto by pomyślał, że w mieście stołecznym tyle jest do odkrycia?

Jak poprzednio, świetnie napisane, doskonale się czyta. Czekam na kolejne przygody chłopców. Może na Śląsku?

Możesz kupić tutaj: Czarna Operacja

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 448
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 13.5x20.5cm
ISBN: 9788310117267

wtorek, 25 maja 2010

Danuta Parlak "Pan Mruczek i mysia rodzina"


Miłośnikiem książek może być każdy. Także myszki. Zwłaszcza myszki antykwaryczne, czyli takie, które zamieszkują antykwariat. Bo jeśli do tej pory uważaliście, że myszy to tylko polne, ta książka wyprowadzi Was z błędu. Myszy antykwaryczne wgryzają się w książki od pokoleń, uwielbiają spędzać długie wieczory na dyskusjach pełnych trudnych zwrotów. Ta miłość do słowa pisanego i pojęć naukowych ma też swój wyraz w imionach nadawanych mysim dzieciom. Jest tu bowiem i Metafora, i Encyklopedia, i Konstrukcja. Historię tej ostatniej poznajemy bliżej. Konstrukcja właśnie się zakochała. W myszy z supermarketu o imieniu WinterFresh, dla znajomych Łynter. Rodzice, choć niepocieszeni wyborem córki, godzą się na ten mezalians, bo są mimo swej antykwaryczności nowocześni. Jak wiedzie się Konstrukcji w hipermarkecie – to już musicie doczytać sami. Powiem tylko, że wcale nie jest lekko i że do akcji musi wkroczyć kot Mruczek.

Książka Parlak to opowiastka niezwykle humorystyczna. Oparta o elementy rzeczywistości bliskie dzieciom, odwołująca się do dobrze znanych tekstów literackich staje się książką swojską, jakbyśmy już ją czytali nieraz. Znajdziemy tu też subtelną refleksję, że czytanie książek może w którymś momencie okazać się zbawienne dla naszego życia. Bo kiedy już naprawdę nie będziesz wiedział, co zrobić, być może właśnie wtedy dawno temu czytana lektura przyniesie ci rozwiązanie:) Spodoba się nie tylko małym, ale też tym całkiem dużym!

Możesz kupić tutaj: Pan Mruczek i mysia rodzina 
lub na stronie wydawnictwa.

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 60
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: BIS
Wymiary: 27.3x21.6 cm
ISBN: 9788375511161

Daniel Pennac w "Jak powieść" napisał: (1)

Czytam właśnie książkę Daniela Pennaca Jak powieść. Czytam ją jako nauczycielka w szkole średniej (klasy techniczne i zawodowe, liceum profilowane), czytam ją jako matka dwójki dzieci, którym czytam na dobranoc, czytam ją jako polonistka - miłośniczka książek i literatury... Czuję, że Pannac trafia w samo sedno problemu. Lekko i z humorem odpowiada na pytanie, dlaczego dziś młodzież nie czyta. I nie!, winowajcą nie jest telewizja:)

Będę tu namiętnie tę książkę cytować, abyście sami wzięli ją w swoje ręce i ustrzegli się przed błędami.


Czasownik "czytać" nie znosi trybu rozkazującego. Niechęć tę dzieli z kilkoma innymi: czasownikiem "kochać", z czasownikiem "marzyć"...
Rzecz jasna, zawsze można spróbować. Proszę bardzo: "Kochaj mnie!", "Marz!", "Czytaj!", "Czytaj! No czytajże, na litość boską, rozkazuję ci czytać!".
- "Idź na górę do swojego pokoju i czytaj!"
Efekt?
Żaden.
(...)
Ta niechęć do czytania staje się tym bardziej niepojęta, jeśli sami jesteśmy z pokolenia, z okresu, ze środowiska, z rodziny,  wktórych raczej zabraniano nam czytać.
- Dajże już spokój z tym czytaniem, ile można, wzrok sobie popsujesz!
- Lepiej idź się pobawić na dworze, taka piękna pogoda.
- Zgaś światło! Już późno!
Oj tak, za naszych czasów w dzień zawsze była zbyt ładna pogoda, żeby czytać, a w nocy robiło się zbyt ciemno.

Możesz kupić tutaj: Jak powieść

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 176
Rok wydania: 2007
Wydawnictwo: Muza
Wymiary: 12.5x19 cm
ISBN: 978-83-7495-089-3
Tłumaczenie: Katarzyna Bieńkowska

poniedziałek, 24 maja 2010

Anita Ganeri "Miseczka Matki Teresy"

Bardzo podoba mi się idea przedstawiania dzieciom w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym wybitnych postaci. Jakiś czas temu pisałam o książce, w której przedstawia sie sylwetkę Neila Armstronga, wybitnego astronauty. W piątek mogliście czytać o publikacjach związanych z Chopinem. Były jeszcze postaci Jana Pawła II i Marka Kamińskiego, na półce czeka książka związana z Claudem Monetem (Linnea w ogrodzie Moneta). Jest tego sporo! Co łączy wszystkie publikacje, to zarażanie pasją, pokazywanie zwykłości, odkrywanie tajemnic ludzi sławnych, które czynią ich bliższymi, w końcu odpomnikowanie, choć niepozbawione wyraźnego wskazywania na wzorce.

Miseczka Matki Teresy, podobnie jak Kamień księżycowy Armstronga, została napisana w ramach serii „Tajemnice sławnych ludzi”. Narracja i tu biegnie dwutorowo. Znów spotykamy Darka i Hesię, którzy przybyli na jarmark, aby u pana Bibelota kupić jakiś cenny antyk. Tym razem rzeczą, która wzbudza zainteresowanie dzieci, jest miseczka żebracza. Jak się okazuje, jej właścicielką była sama Matka Teresa z Kalkuty. Razem z Darkiem i Hesią zasłuchujemy się w opowieść pana Bibelota i Safrony o tej niezwykłej, drobnej kobiecie, która zapragnęła oddać swe życie na służbę ubogim. Sprawnej narracji o życiu błogosławionej towarzyszą na marginesach informacje o zakonach, Indiach, Kalkucie, Misjonarkach Miłości, nagrodach, które przyznano Matce Teresie. W ten sposób żądni wiedzy lub starsi czytelnicy mogą pogłębić swoją wiedzę.

Jaki jest cel tej książki? Dzieci nie tylko zdobywają tu wiedzę o konkretnej osobie sławnej. Przykład życia Matki Teresy uwrażliwia na potrzeby drugiego, uczy szacunku do tego, co mamy, uczy pogody życia w każdej sytuacji. Choć nie ukrywa się tutaj ani brudu slumsów, ani trądu, ani zarzutów, jakie niektórzy stawiali Matce Teresie, powstaje historia pełna subtelnego piękna. Darek rezygnuje z zakupu kolejnego przedmiotu, który postawi na półce. Tym razem postanawia oddać kieszonkowe na akcję charytatywną. Także jego siostra, choć nie wierzy w ani jedno słowo pana Bibelota, ukradkiem wrzuca do miseczki żebraczej kilka monet.

Wracając do wstępu! Podoba mi się idea przedstawiania małym dzieciom wybitnych postaci. Nim zaczną z podręczników wynotowywać nudne biografie Sienkiewicza czy Curie-Skłodowskiej, mają szansę zachwycić się Wielkimi, pójść w ich ślady, łyknąć coś z ich pasji, dać się ponieść innym sposobom myślenia. W szkolnej ławce chyba o to trudniej niż we własnym łóżku, z ciepłym ramieniem mamy/taty u boku.

Możesz kupić tutaj: Miseczka Matki Teresy

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 40
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Jedność
Wymiary: 23.5x25.0cm
ISBN: 978-83-7442-726-5
Tłumaczenie: Zuzanna Ferenc-Warchałowska

sobota, 22 maja 2010

Anna Czerwińska-Rydel "Jaśnie Pan Pichon"

Wziąć na warsztat życiorys Chopina i przedstawić go dzieciom – niełatwe zadanie, prawda? A jednak Anna Czerwińska-Rydel wespół z Józefem Wilkoniem podejmują się tego trudnego dzieła. W swoich rękach trzymam kolejną wyjątkową książkę, bez której w tym roku nie może się obejść!

Czerwińska-Rydel skupia się na dzieciństwie i młodości Frycka. Przedstawia nam chłopca, który ma w sobie wiele wesołości, jest posłuszny rodzicom (zwłaszcza dość stanowczemu ojcu), ale potrafi też nieźle psocić. Zza tego portretu zwykłego młodzieniaszka wyłania się obraz geniusza muzycznego. Chopin-siedmiolatek objawia się warszawskiej publiczności jako kompozytor, wkrótce trafia do Belwederu, gdzie słucha go książę Konstanty. Frycek komponuje namiętnie, po nocach, bez opamiętania. Dowiadujemy się przy tym, skąd brały się fascynacje Chopina muzyka ludową i dlaczego tak ukochał polską wieś.

  
Jaśnie Pan Pichon to pozycja, w której nie idzie się na łatwiznę. Sama postać bohatera, który przecież spogląda na każde dziecko z pomnika lub podręcznika, wydaje się dla małego odbiory dość odległa, zbyt marmurowa. Autorka, skupiając się na dzieciństwie kompozytora, przybliża czytelnikowi tę postać. Jakby próbowała powiedzieć: spójrz, był taki sam jak ty. Ilustracje Wilkonia – niezwykle nostalgiczne, nieco smutne i bardzo dorosłe – wymagają od odbiorcy skupienia, pochylenia i w gruncie rzeczy wyrobionego smaku. Kiedy przyglądam im się dłużej, czuję, że zostaję wciągnięta we wspomnienie o kimś mi bliskim. Niektóre ilustracje maja w sobie coś z muzyczności – ta płynna kreska narzuca mi skojarzenia ze snującą się melodią. Także język, którym napisano opowieść o Chopinie, nienaganny, nieco staromodny, przypominający lektury przedwojenne, wskazuje na ambitnego czytelnika. Tak się książek już dziś nie pisze – nad czym można jedynie ubolewać.

Zastanawia mnie więc, jak książkę odbiorą dzieci. Bo to przecież rzecz do nich skierowana. Moje-dorosłego zachwyty przecież mogą się mieć nijak do określonych przez inny już dziś typ lektury dzieci w wieku szkolnym. Moje maluch są jeszcze zbyt małe na lekturę tego tekstu, a szkoda.

Możesz kupić tu: Jaśnie Pan Pichon

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 65
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bernardinum
Wymiary: 24.6x26.0cm
ISBN: 978837380804

W Roku Chopinowskim wydano kilka książek dla dzieci, których bohaterem jest wielki kompozytor i jego muzyka. Należą do nich:

Eliza Piotrowska: Fryderyk Chopin i jego świat



Michał Rusinek: Mały Chopin



Wanda Chotomska: Muzyka Pana Chopina

piątek, 21 maja 2010

Mariusz Niemycki "Kłopotek", "Kłopotek wyrusza w świat"

Mariusz Niemycki jest nauczycielem i uznanym autorem licznych opowieści dla dzieci i młodzieży. Jego twórczość została wyróżniona między innymi Nagrodą Literacką im. Kornela Makuszyńskiego. Pisarz jest autorem zarówno pojedynczych powieści, jak i poszczególnych cyklów wydawniczych oraz serii krótkich opowiadań. Do tych ostatnich należą wydane niedawno przez wydawnictwo Skrzat dwie bogato ilustrowane książeczki, reprezentujące serię Dom pełen skrzatów. Opisują przygody pewnej skrzaciej rodziny zamieszkującej podziemia starego, opuszczonego domu usytuowanego w pięknym ogrodzie w pobliżu wioski Kłaj koło Niepołomic. Głównym bohaterem większości opowiadanych historii jest najstarsze dziecko skrzatów, dobrze znany ze swych licznych psot, urwis Kłopotek. Sporą ciekawostkę stanowi zastosowana przez Mariusza Niemyckiego forma literacka. Autor posłużył się bowiem prozą rymowaną, za pomocą której przedstawia dzieje Kłopotka i jego rodziny. Nadaje to opowiadaniom specyficznej lekkości, zwłaszcza przy głośnym czytaniu, kiedy to rodzice mogą wykazać się odpowiednio artystyczną interpretacją treści w celu zainteresowania swych pociech. Tekstom nie brak również humoru, Niemycki hojnie obdarza nim swoich bohaterów, co często można zauważyć w dialogach.

Część pierwsza zatytułowana Kłopotek składa się z trzech opowiadań: Skrzacie fortele, Nieznośne skrzaciątko, Chata dzikiego skrzata. Pierwsze opowiada o tym, jak mieszkańcy niezwykłego ogrodu poradzili sobie z niespodziewanym zagrożeniem, jakim stało się przybycie rodziny chętnej do zamieszkania w starym domu. Tym samym skrzaty i pozostałe magiczne stworzenia straciłyby nie tylko dach nad głową, ale i swój azyl. Dzięki nieoczekiwanej pomocy wiedźmy Ohydy udaje się przepłoszyć ludzkich natrętów. Drugie opowiadanie skupia się na niebezpiecznych przygodach malutkiej siostrzyczki Kłopotka, która została porwana przez potworne Licho, nieopatrznie wywołane z lasu przez skrzaciego dziadka Półkoszka. Ostatnia historia mówi o niezwykłym śnie Kłopotka, w którym przenosi się on do dalekiej Afryki, gdzie walczy z dzikimi zwierzętami i spotyka odległych krewniaków o niekoniecznie pokojowych zamiarach.

Druga część przygód rodziny skrzatów spod Niepołomic nosi tytuł Kłopotek wyrusza w świat i zawiera również trzy krótkie utwory: Skrzacie straszydło, Skrzat włóczęga oraz Skrzat i smok. Skrzacie straszydło przedstawia mrożącą krew w żyłach historię obrony rodziny Kłopotka przed czyhającą na nich lisią bandą i złym borsukiem. Rzecz dzieje się w nocy, kiedy to pogrążoną we śnie rodzinę w ostatniej chwili ratuje Kłopotek wespół z zamieszkującą stary dom bandą wojowniczych myszy.

Skrzat włóczęga
oraz Skrzat i smok tworzą jedną opowieść. Kłopotek buntuje się przeciw niesprawiedliwemu traktowaniu go przez rodzinę i postanawia wyruszyć w świat. Po drodze przeżywa wiele niezwykłych i wzbudzających grozę przygód. W końcu dociera do Krakowa, gdzie przypadkiem spotyka swego krewniaka, który postanawia pokazać mu prawdziwego, wawelskiego smoka. Jednakże wizyta w smoczej grocie przybiera zgoła nieoczekiwany obrót.

Seria Dom pełen skrzatów otrzymała propozycję wiekową: powyżej 6 lat. Z pewnością wzięto pod uwagę fakt, że skomplikowana bądź co bądź forma opowiadań może zostać niezrozumiana przez młodsze dzieci. Lektura może się im wydać zawiła i dość monotonna. Jednak uważam, że odpowiednie zaprezentowanie jej przez rodziców skutecznie przyciągnie ich uwagę. Jeszcze jedno spostrzeżenie. Przygody Kłopotka chyba bardziej zainteresują chłopców niż dziewczynki. Moja mała bratanica nie zaszczyciła Kłopotka zbytnią uwagą. Już na wstępie nie spodobała jej się okładka.

Możesz kupić tutaj: Kłopotek

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 52
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 20.5x29.0cm
ISBN: 9788374375122

Możesz kupić tutaj: Kłopotek wyrusza w świat

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 52
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 20.5x29.0cm
ISBN: 9788374375139

czwartek, 20 maja 2010

Danuta Zawadzka, s. Adriana Miś "Piosenki dla przedszkolaka 2. Chlipacze"

Na piosenki przygotowane z myślą o dzieciach patrzę przez pryzmat Arki Noego. Myślę, że to oni narzucili poziom współczesnym piosenkom dla przedszkolaków. Dobre, mądre teksty i muzyka – z jednej strony, dziecinnie prosta, z drugiej, świetnie zaaranżowana.

Piosenki dla przedszkolaka 2. Chlipacze to śpiewnik. Poszczególne piosenki są tu rozpisane na nuty i zilustrowane. Co je charakteryzuje? Prostota tekstów, niestety nie ta pozytywna prostota. Teksty są banalne, o niczym, grafomańskie – kiedy je czytam, to czuję, że mnie coś boli:

Mój pies jest bardzo silny
i duże łapy ma.
To najsilniejszy z wszystkich psów.
Lubię mego psa.

A warstwa muzyczna? Zwyczajna. Co prawda przy którymś przesłuchaniu zaczęły za mną łazić niektóre fragmenty, więc jakoś tam w ucho wpadają. Utwory śpiewane są przez dzieci z krakowskiego Przedszkola nr 3, bo – trzeba tu dodać – do książeczki dołączono płytę CD.

Książeczka może sie przydać paniom przedszkolankom, osobom pracującym z dziećmi w sytuacji, gdy trzeba nauczyć nowej piosenki (płyta zawiera też wersje instrumentalne). Ja zostaję przy BabyRadio:)

Możesz kupić tutaj: Piosenki dla przedszkolaka2. Chlipacze

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 23
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: http://www.skrzat.com.pl/
Wymiary: 20.0x19.0cm
ISBN: 9788374375078

środa, 19 maja 2010

Sven Nordqvist "Gdzie jest moja siostra?"


Ach, ach, ach… tyle wystarczyłoby za recenzję tej książki. Bo słowa są tu w gruncie rzeczy całkiem niepotrzebne. Tę lekturą pochłania się oczami i myślę, że żadne słowa nie oddają jej czarownego uroku, jej bogactwa. Spróbuję jednak napisać choć trochę o okolicznościach powstania tej książki oraz jej zawartości, pewna tego, że załączone tu ilustracje będą mówiły znacznie lepiej niż ja.

W posłowiu Sven Nordqvist przyznaje, że Gdzie jest moja siostra? powstała 25 lat temu. Autor stworzył wówczas szkice obrazów, bez słów. Prace jednak musiał odłożyć na jakiś czas – jak sie okazało dość długi. Pomysły nęciły go i po wielu latach wrócił do swej obrazowej opowieści. Nordqvist pisze: „Chciałem wykonać duże, szczegółowe ilustracje, w które mogłem wejść i pozostać w nich na długo”.



Praca ilustratora jest absolutnie wyjątkowa. Książka ma format 350x280 mm, każdy obraz jest umieszczony na dwóch stronach. Realny świat małej myszki stopniowo przechodzi w coraz bardziej fantastyczne światy, pełne leniwych byków (nie krów – jak poprawia mnie córka!), dziwnych stworzeń o rozmiarach czasem niewiele większych niż litera w tym tekście, a czasem ogromnych, zlewających się którąś częścią ciała ze światem. Znajdziemy tu i żabę grającą w ping ponga z gospodynią, i mnicha wystawiającego tyłek do golfiarza, i świnkę ujeżdżaną przez staruszkę z trzepaczką w ręku… Nie sposób tu wymienić wszystkich cudów, cudaków i cudowności. Dlatego kiedy otwieramy tę książkę, czujemy się jakbyśmy w niej mieli utonąć. Stylistyką ilustracje przypominają mi dzieła Hieronima Boscha z ich głęboką symboliką, umiłowaniem i nagromadzeniem detalu, wielopłaszczyznowością oraz opowiadaniem kilku historii naraz.



A opowieść? Jest niezwykle prosta – mały Braciszek szuka swej mysiej Siostrzyczki. Pędzi do, jak sie domyślamy, dziadka, aby zwierzyć mu się z kłopotu. Wspólnie zastanawiają się, gdzie Siostra mogła pójść, które miejsca lubi, jakie ma marzenia, co jej się podoba. Z tych niemal filozoficznych rozmów wyłania się postać małej, wyjątkowej myszki. Dowiadujemy się jednak o charakterze Siostry nie tylko z dialogów, ale również z ilustracji, bo na każdej z nich Siostra jest obecna – malutka jak kropeczka, ledwo dostrzegalna, w biegu lub po drugiej stronie lustra, lub zaszyta w swoim świecie. Podróżujący balonem z gruszki Brat (zachwycił ten niezwykły wehikuł moją córkę) okazuje się równie ciekawą osobistością – z bogatą wyobraźnią, z wielkimi marzeniami o odkrywaniu świata, z miłością do siostry.

Cóż dodać na koniec, to książka, którą powinno mieć każde dziecko!!!

Niestety moja ulubiona księgarnia tej akurat książki nie ma w swoich zasobach. Możecie kupić na stronie wydawnictwa: EneDueRabe

Oprawa: twarda
Format: 350x280 mm
ISBN 978-83-927462-0-1

Rok wydania: 2008
Przełożyła za szwedzkiego: Hanna Dymel-Trzebiatowska

wtorek, 18 maja 2010

Liliana Bardijewska "Moja Ciotka Sroka"

Z pisarstwem Liliany Bardijewskiej mieliśmy już okazję się zapoznać przy okazji książeczki Bajka o kapciuszku. Okazała się wtedy autorką-erudytką, która świetnie potrafi bawić się tradycją literacką. Nie wspomniałam wówczas, że Bardijewska pisze piękną polszczyzną i bawi się też słowem – zwłaszcza frazeologizmami. Taka właśnie jest Moja Ciotka Sroka – przecudnie napisana.

Kilkumiesięczna dziewczynka, wychowywana przez nianię pewnego dnia zostaje wywieziona do ogrodu, pod wielki dąb. Tam właśnie zjawia się Sroka – gadatliwa, przekorna, uparta, przekonana o własnej genialności (choć w gruncie rzeczy pomysły ma rzeczywiście nie od parady). To ona opowiada dziewczynce historie z lasu, tłumacząc przy okazji ważne zjawiska – dlaczego biedronki są czerwone, skąd się wzięły pisanki i choinka, jak obudzić Zimę, która nieco się zapomniała (oj, przydałaby nam się dziś taka Sroka z misją ratowniczą do Deszczu). Malutka słucha z uwagą i – ku wielkiemu zachwytowi niani oraz taty – wypowiada pierwsze słowo (oczywiście "ciocia", co niania odbiera do siebie), wstaje, stawia pierwsze kroczki.

Bardijewska wkłada opowieść w usta dwóch narratorek – dziewczynki i Sroki, co pozwala nam bliżej poznać mieszkańców dworku, ale także mieszkańców lasu. Obie historie przenika dyskretny humor w opisie relacji między poszczególnymi osobami czy zwierzętami. Choć w świecie przedstawionym pojawia się zazdrość, wyścig o pierwszeństwo, zadufanie w sobie, to jednak najważniejsza okazuje się przyjaźń i mądrość. Dziewczynka, jak się okazuje księżniczka Julianka, uczy się świata od swej mądrej przyjaciółki, z jej opowieści.



Książka została cudownie zilustrowana:)

Możesz kupić tutaj: Moja Ciotka Sroka

lub na stronie wydawnictwa

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 96
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Bis
Wymiary: 16.8x24 cm
ISBN: 9788375511031

Rozblogowałam się?

Narodziło się kolejne moje dziecko - drugi blog.

Dzieci w kuchni

Na pewno nie będzie prowadzony z taką częstotliwością jak ten tutaj. Może jednak informacje tam zawarte komuś okażą się przydatne:)
Zapraszam!

poniedziałek, 17 maja 2010

"Świerszczyk" nr 10/2010


Niedawno zachęcałam Was do lektury wywiadu z Grzegorzem Leszczyńskim. Profesor zwraca w nim między innym uwagę na następującą sprawę:

Baśń to gatunek idealny, od zarania świetnie sprawdzone przedszkole ludzkości, elementarz osobisty uczący systemu wartości, w którym dobro zwycięża, a zło musi być ukarane. Nie możemy więc wolno puścić wilka i zaprzyjaźniać się z nim, bo postanowił zostać jaroszem, choć przedtem zjadł Czerwonego Kapturka i babcię. To wbrew baśniowej logice. Przy takiej wersji wydarzeń młody czytelnik nigdy nie zrozumie toposu wilka, nie pozna ważnego kodu kulturowego.

Dlaczego wspominam dziś, przy okazji omawiania nowego numeru „Świerszczyka, te słowa. Ano dlatego że kolejny numer czasopisma stoi pod hasłem „Ratujmy dobre wróżki”. Kiedy przyjrzeć się niektórym współczesnym publikacjom książkowym dla dzieci okaże się, że takie pojęcia jak wróżka i czarownica się zunifikowały. A przecież wróżka to zawsze ta dobra. Jak przypomina „Świerszczyk” - to one niosą pomoc Kopciuszkowi i Piotrusiowi Panowi. To ich czarodziejska różdżka potrafi przemienić drewnianego Pinokia w prawdziwego chłopca. A czarownica? Ta zajmuje się czarami, magią, ciemnymi mocami, więc stoi po stronie zła. Nie można ich ról mylić.

Dlaczego „Świerszczyk” chce ratować wróżki? Może dlatego że – jak pisze Zofia Staniszewska w swym opowiadaniu – dzieci coraz rzadziej czytają. Można jednak uratować wróżkowe królestwo – wystarczy przeczytać baśń.



„Świerszczyk” nie zapomina też o zbliżającym się Dniu Matki. W wierszu Doroty Gellner, ale i w „Wycinance Pana Janka”, znajdziemy subtelną refleksję, że wróżki są tuż obok nas – to nasze kochające mamy:)

Strona "Świerszczyka"

Neil Gaiman "Koralina"

W wielu recenzjach spotkałam się z częstym zabiegiem przyrównywania świata Koraliny do przepięknych przygód Alicji w Krainie Czarów. Podobnie jak w przypadku prozy Lewisa Carrolla, tak też i u Gaimana mamy do czynienia ze światem „zza drugiej strony lustra”. Tyle że w tym wypadku magicznym przejściem stanowiącym tajemnicze połączenie świata rzeczywistego z cudowną krainą fantazji są stare drzwi, które z pozoru tylko prowadzą donikąd. Również tym, co łączy obie te historie, jest osoba protagonisty – małej dziewczynki, za przyczyną której (a raczej za przyczyną jej wyobraźni) przenosimy się do wymyślonego (alternatywnego) świata, zamieszkanego przez dziwne, obce czy też czasem przerażające stworzenia. I tak naprawdę to zatrzymałabym się na tych kilku elementach, które w mniejszym lub większym stopniu mogą łączyć książki Carrolla i Gaimana. Nie przemawia do mnie bowiem idea okrzykiwania Koraliny współczesną, wręcz przełomową, kontynuacją Alicji w Krainie Czarów, kontynuacją spełniającą wymagania dzisiejszego czytelnika. Osobiście nie doszukuję się w dziele Gaimana niemal żadnych wspólnych aspektów z Alicją..., tak w przypadku treści, jak i obrazowania artystycznego. Według mnie, więcej je dzieli niż łączy, co można stwierdzić już na podstawie porównania samego klimatu, jaki wprowadza opowieść.

Koralina to historia dziewczynki, która wraz z rodzicami przeprowadza się do starego i niezwykłego domu, zamieszkiwanego przez równie niezwykłych lokatorów. Koralina poznaje dwie siostry-staruszki, dawniej zapalone aktorki, które do dziś dnia wspominają czasy minionej artystycznej chwały. Aktualnie swój czas przeznaczają na opiekę nad sporą rzeszą szkockich terierów. Dziewczynka spotyka również dziwnego staruszka, który stara się stworzyć mysią orkiestrę. Za każdym razem sąsiedzi przekręcają imię głównej bohaterki, niezmiennie wołając na nią „Karolina”. Ów problem swoistego lekceważenia Koraliny przez otoczenie stanowi punkt wyjściowy dla jej przygód. Rodzice dziewczynki nie poświęcają jej dużo czasu, często są zmęczeni jej obecnością i domaganiem się przez córkę uwagi. Dlatego, kiedy Koralina trafia za tajemnicze drzwi do „lustrzanego” odbicia jej własnego mieszkania i spotyka tam istoty będące niejako sobowtórami jej najbliższych, czuje się mile zaintrygowana niecodzienną sytuacją. Zwłaszcza że rodzice i sąsiedzi są o wiele milsi, bardziej troskliwi i ciekawi. Niestety zachwyt dziewczynki prędko się kończy, dokładnie w chwili, kiedy okazuje się, że świat po drugiej stronie drzwi to śmiertelna pułapka, zastawiona na nią przez okrutną istotę udającą jej matkę. Od tej chwili dziewczynka musi znaleźć w sobie siłę i odwagę, by ocalić nie tylko siebie, ale i swoich prawdziwych rodziców.

Koralina Neila Gaimana opisuje losy zaniedbywanego dziecka, którego wzrastający żal i smutek pozbawiły wiary w miłość najbliższych, ich troskę i opiekę. Ten niezwykle realny rys opowieści (naprawdę dobrze poprowadzony przez autora) stwarza podatny grunt dla specyficznej ucieczki bohaterki do świata fantazji, który u Gaimana zyskuje o wiele bardziej realny charakter niż sama rzeczywistość. Jednakże, ów świat wyobrażony stworzony przez pisarza niezbyt do mnie przemawia. Zbyt dużo tu ukrytych dywagacji o treści psychologicznej i, co gorsza, filozoficznej. Ponure, brutalne, a czasem wręcz odpychające obrazowanie wyklucza z lektury książki młodszego czytelnika, co czyni z Koraliny powieść raczej młodzieżową. Z drugiej strony, na taką wydaje się jednak zbyt dziecinna. Problem książki nie tkwi jedynie w określeniu potencjalnego odbiorcy. Sama opowieść nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Sposób opowiadania Neila Gaimana trzeba lubić, wytwory jego wyobraźni również. Do mnie one nie przemawiają. Pomijając subiektywizm, nie polecałabym tej książki młodszym dzieciom: tok narracji może je znudzić, a niektóre obrazy naprawdę przerazić.

Możesz kupić tutaj: Koralina

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 182
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: MAG
Wymiary: 13.0x20.0cm
ISBN: 9788374801171
Tłumaczenie: Paulina Braiter

Trailer z filmu:

sobota, 15 maja 2010

Sinikka Nopola, Tiina Nopola "Krzysio Raper i szalony komputer"

Problem uzależnienia od komputera jest dość częsty, choć bardzo słabo rozpoznany. Dzieci w wieku szkolnym właściwie jakby urodziły się z komputerem przy ręku. Nie znają już świata i mieszkań bez laptopów, gier, playstation, xboxów, konsol, Internetu. Od czasu do czasu ktoś w radiu zwraca uwagę, że osiedlowe boiska świecą pustkami, coraz mniej młodych ludzi wybiera zajęcia dodatkowe, ćwiczy różne sporty... Gdzie oni wszyscy się podziali? Oczywiście, siedzą w domu przed komputerem.

Tak właśnie stało się z Krzysiem. Odkąd dostał na urodziny komputer zmienił się bardzo – nie myje się, nie czesze, nie wkłada czystych ubrań, je pizzę i generalnie – choć jest lato – nie wychodzi z pokoju. Chłopak namiętnie gra. wczuwa się do tego stopnia, że gdy odwiedza go przyjaciółka, Julcia Motylek – demonstruje na niej chwyty zapaśnicze. Szybko więc traci koleżankę. Ciocia Wanda i sąsiad (absztyfikant cioci Wandy), pan Ludwik Górski zaczynają się martwić.

Książka fińskich autorów, choć porusza temat ważny, zupełnie mnie nie przekonała. Przede wszystkim postaci osób dorosłych, pani Wanda i pan Ludwik, zostały zarysowane na wskroś infantylnie. Ciśnie mi się na usta – idiotycznie. Ciocia zupełnie nie wie, co dzieje się w jej własnym domu, sama momentami zachowuje się jak wariatka (historia z niebieską piłką gimnastyczną czy chowaniem się w szafie), wpada też na niedorzeczne pomysły. Młodzi, czyli Krzysio i Julcia, zbyt łatwo popadają ze skrajności w skrajność. Są jak chorągiewki, którymi umiejętnie wystarczy posterować i już.

Może nie zrozumiałam idei tej książki? Może chodziło o jakiś rodzaj ironii czy sarkazmu? Trudno mi stwierdzić. Ja w każdym razie nie zostałam do niczego przekonana. Także do ilustracji.

Możesz kupić tutaj: Krzysio Raper i szalony komputer

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 112
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo:Kojro
Wymiary: 16.5x20.5cm
ISBN: 978-83-916458-8-8
Tłumaczenie: Bożena Kojro

czwartek, 13 maja 2010

Maria Teresa Zannin "Jak się rodzą dzieci"

Muszę się do czegoś przyznać: mimo że moje dzieci coraz starsze (córka skończyła już 4 lata), nadal nie czuję się przygotowana do odpowiedzi na pytanie: skąd się biorą dzieci? Poza ogólnikowym: „z miłości mamy i taty” nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy. Wiem, że trzeba mówić prawdę i omijać historie w stylu bociana i kapusty, ale - jak daleko w tej prawdzie się posunąć? jakich słów, terminów użyć? Pisałam już o książkach oswajających temat rodzeństwa, które ma przyjść na świat. W którymś jednak momencie trzeba będzie użyć własnych słów i przestać chować się za książką…

Szukam jeszcze podpowiedzi w książce Marii Teresy Zannin Jak się rodzą dzieci. Autorka łączy rzeczywistość ze sferą bajki. Jej opowieść jest niezwykle poetycka – malutka Natalia pływa sobie w morzu, bawi się z rybkami, by pewnego dnia jednak wyjść w stronę światła. Znajdziemy tu i elementy bliższe nauce – w brzuszku mamy przygotowują się jajeczka. Jedno z nich wyjdzie na spotkanie ze zwycięskim plemnikiem.

I nagle światło rozbłyska wszędzie
i całe morze napełnia się blaskiem.
I wszystko wokoło ogarnia słoneczny kolor:
bo w tym momencie zaczyna żyć Natalia.

Książka Zannin – jak sądzę – może posłużyć właśnie wtedy, gdy sławetne pytanie postawione zostaje po raz pierwszy. Czyli gdy pyta przedszkolak. Wydaje mi się, że dzieci w wieku szkolnym będą chciały jednak poznać więcej szczegółów, a lektura Zannin wyda im się zbyt infantylna czy zagmatwana. Podobnie zresztą jak ilustracje – bardzo bajkowe i liryczne, dla starszaka już zbyt słodkie.

Wkrótce przetestuję ją na własnym dziecku, bo temat jest dla nas aktualny. Wciąż jednak się przygotowuję do tej ważnej rozmowy:)

Możesz kupić tutaj: Jak się rodzą dzieci
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 26
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Bernardinum
Wymiary: 21.0x29.0cm
ISBN: 9788373806658
Tłumaczenie: Wiesław Dzieża

środa, 12 maja 2010

Wojciech Widłak, Paweł Pawlak "Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach"

Literackie wcielenia krasnali przedstawiają się wielokolorowo – od nieco zaspanych krasnoludków Marii Konopnickiej (W górach, w jamach, pod kamykiem, / Na zapiecku czy w komorze / Siedzą sobie Krasnoludki / W byle jakiej mysiej norze.) po silne acz nieco zabawne postaci krasnoludów w wersji Tolkiena. Wojciech Widłak i Paweł Pawlak dają nam jeszcze jeden obraz tych przemiłych tworów bajkowych. W skromnej i niezwykle ciepłej książeczce poznajemy je jako postaci nieco tajemnicze, zadumane, reflektujące o świecie, chowające się pod rondami Wielkich Kapeluszy jakby nie chciały dać się poznać do końca. Bliżej poznajemy ośmioro z nich – Wierzbownika, Spragnionego, Karmiącego Ptaki, Puszczającego Stateczki, Parasolnika, Ogrodniczkę, Niewidzialnika oraz Rapsodnika. Każdy z nich „ma problem” do rozwiązania – na przykład przeczytać wszystkie książki świata, by dowiedzieć się wszystkiego albo dotrzeć ze swą miłosną wiadomością do Królewny, albo po prostu marzyć.

Opowieści Widłaka to filozoficzne powiastki, które zapraszają do rozwinięcia, do refleksji. Wyobrażam sobie, jak powinno się czytać ten tekst (bo choć jest to niby książka dla dzieci, to jednak i dorosłym posłuży). Otóż powinno się mieć plecak i być w drodze. Z książką w kieszeni, do podczytywanie w pociągu czy pod jakąś przydrożną płaczącą wierzbą. Punktem w podróży powinna być i fontanna we Wrocławiu (a konkretnie ta przed Teatrem Lalek, zaprojektowana przez Pawlaka). Lekturze kolejnych opowieści towarzyszyłaby wtedy obserwacja konkretnych krasnali… kto wie, może coś by odpowiedziały spod swoich Wielkich Kapeluszy?

zdjęcia pochodzą ze strony: Wikimapia

I jeszcze! To jedna z piękniej wydanych książek. Kiedy w bibliotece zobaczyłam tę czarną okładkę z obtartymi brzegami, przez głowę przefrunęły mi okładki książek, które pamiętam z dzieciństwa, które kocham za to po prostu, że były, że są. Bo zawierały w sobie świat, który wymagał dopowiedzenia i poruszenia wyobraźni. Bo kiedyś ilustracje były skromne, rozmazane, czarno-białe, i nie na wszystkich stronach – jak dziś. Pawlak bawi się czarną kreską i maźnięciami złota, tworząc świat doskonale niepełny.
Polecam bardzo, bardzo! Może i przede wszystkim dla dorosłych.

Możesz kupić tutaj: Sekretne życie Krasnali w Wielkich Kapeluszach

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 41
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Format
Wymiary: 14.5x21.2cm
ISBN: 9788361488286

China Miéville "LonNiedyn"

 Po ostatnim wpisie przybliżającym twórczość Neila Gaimana (obiecujemy, że jeszcze kilka jego książek mamy na półkach i wkrótce omówimy), dziś musimy przedstawić Wam China Miéville’a. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego że ów autor otwarcie przyznaje się do inspiracji Gaimanem, a zwłaszcza jego książką Nigdziebądź. To z niej zaczerpnął pomysł na LonNiedyn (u Gaimana fantasmagoryczny Pod-Londyn). NieMiasto jest równie zaskakujące jak to u autora Księgi Cmentarnej.

LonNiedyn to alternatywna rzeczywistość. Coś jak Kraina Czarów, do której trafia Alicja, podążając za białym królikiem. Albo jak Hogwart, do którego Harry przedostaje się wprost z londyńskiego dworca King's Cross, Platforma 9 ¾. Albo Narnia, do której prowadzą drzwi Starej Szafy. Do LonNiedynu przedostają się Zanna i Deeba. Pewnej nocy wyruszają w pogoń za dziwnym parasolem. W piwnicy jednego z budynków Zanna decyduje się przekręcić zawór, w myśl zanotowanej na karteczce wiadomości, otrzymanej od tajemniczego posłańca. NieMiasto to tak naprawdę śmietnik – tu trafia wszystko to, co Londyńczycy uznali za niepotrzebne, zepsute i co po prostu wyrzucili. Czasem trafiają tu też niedopasowani do rzeczywistości mieszkańcy Londynu.

Zanna i Deeba nie pojawiają się w  LonNiedynie przypadkiem. Szereg wydarzeń, które poprzedziły noc przejścia, zapowiadał przygodę. Zwierzęta kłaniały się Zannie. Niektórzy dziwni przechodnie zaczęli nazywać ją Szuassi, co - jak się okazało - oznacza wybrana. Dziewczynka jednak nic z tego nie rozumiała. Także w LonNiedynie, kiedy okazuje się, że jej misją jest walka z Smogiem – kłębami dymu, który zyskał świadomość i chce doprowadzić do zniszczenia świata, dziewczynka nie radzi sobie z nową sytuacją.

Świat przedstawiony przez China Miéville’a rysowany jest z odpadków. Dorosły czytelnik ma wrażenie, że pisarz wykorzystuje tu wiele znanych motywów literackich i historii czy postaci, które już skądś znamy. Sama poetyka opowieści przywodzi nam na myśl surrealistyczne obrazy pełne dziwnych upersonifikowanych rzeczoosób – obdarzony świadomością i zachowujący się jak piesek kartonik po mleku Kwaśny. Albo Obaday Fing, który zamiast głowy ma poduszeczkę do szpilek i zajmuje się projektowaniem ubrań z książek. Czyta się więc jego tekst jak swoisty literacki (czy nawet artystyczny?) patchwork. Czyta się – trzeba dodać – bardzo dobrze.

Autor nie tworzy historii prostej, z oczywistym rozwojem wypadków i właściwym zakończeniem. Wiele znanych motywów jest tu odwróconych. Smog zwycięża z Zanną. Szuassi okazuje się być NieWybrana. Debba, grająca przecież drugie, wystrachane, skrzypce, staje się czarnym koniem… Te niespodziewane zwroty akcji będą dla młodego czytelnika niebywałą atrakcją. Jestem pewna, że nie obejdzie się bez wypieków na twarzy.

Jak rzadko, chciałabym tu jeszcze zwrócić uwagę na przekład. Opowieść China Miéville’a naszpikowana jest neologizmami. Nie wiem, jak brzmią w oryginale, ale te polskie rozbudzają wyobraźnię – mamy na przykład Złamassola i rapasole, są przydasiowe domy (od „to jeszcze się przyda”) i muchy-paskudnice. Rewelacyjnie też czyta się „Despotyczny słowotok”. Ukłony więc dla Grzegorza Komerskiego. Jedynie może tytuł -nazwę miasta (angielski "Un Lun Dun") przetłumaczyłabym jako NieLądyn.

LonNiedyn to opasłe tomiszcze wypełnione pomysłami językowo-literacko-obrazowymi dla spragnionego wrażeń młodego czytelnika. Jeśli tylko macie w domu nastolatka, zafundujcie mu tę ekologiczną przygodę w krainie odpadków.

Wzorem Lireal wklejam zdjęcie autora, bo trochę mnie zadziwiło:P



Możesz kupić tutaj: LonNiedyn
Oprawa: Twarda z obwolutą
Ilość stron: 538
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: MAG
Wymiary: 16.0x23.0cm
ISBN: 9788374800891
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski

poniedziałek, 10 maja 2010

Neil Gaiman "Odd i Lodowi Olbrzymi"

Na przestrzeni kilku ostatnich lat na ekranach polskich kin mogliśmy doświadczać magii wyobrażonych baśniowych światów, którym za źródło powstania posłużyły książki napisane przez brytyjskiego pisarza fantasy i science fiction, Neila Gaimana. Mam tu na myśli obrazy takie jak Gwiezdny Pył oraz Koralina i tajemnicze drzwi. Dzięki wielkiej popularności, jaką zdobyły sobie wyżej wymienione filmy, także i twórczość Gaimana znalazła się w kręgu zainteresowań wielu polskich czytelników. Neil Gaiman to autor, który tworzy bardzo zróżnicowaną literaturę, w dużej mierze realizując swoje pomysły przy pomocy wielorakich form artystycznych. Do jednych z jego najbardziej znanych i popularnych dzieł należy seria komiksów The Sandman. Poza tym autor pisze także scenariusze filmowe, teksty piosenek, dramaty oraz systematycznie prowadzi własnego bloga, którego polską wersję językową można znaleźć na blogspot.com. Sam dorobek stricte literacki Gaimana można najprościej podzielić na książki przeznaczone dla dorosłego czytelnika oraz pozycje dla dzieci i młodzieży. Jednakże literatura dziecięca w wykonaniu Gaimana w niczym nie przypomina tradycyjnych historii opowiadanych na dobranoc naszym pociechom, nawet i takich, które wzbudzają w nich przyjemny dreszczyk emocji lub typowo baśniowy przestrach. Autor Koraliny… nie waha się wprowadzać młodego czytelnika w świat żywcem wyjęty z opowiadań Edgara Allana Poe, przesiąkniętego anormalnością, grozą, makabrą. Zwykle suchy, opisowy styl pisarski Gaimana dodatkowo wprowadza element niepokoju i niespokojnego oczekiwania na spodziewany rozwój niezwykłych zdarzeń. Czytając prozę tego autora, odnosi się wrażenie specyficznego odrealnienia przedstawianego przezeń świata, z jednej strony do pewnego stopnia znajomego, z drugiej jednak całkowicie obcego.

Jedna z ostatnich książek napisana przez Gaimana i przeznaczona dla młodszego odbiorcy to Odd i Lodowi Olbrzymi. Została zainspirowana tradycyjną mitologią skandynawską, dość wiernie odtworzoną przez autora w swojej powieści. Tytułowy Odd to specyficzny chłopiec o niewielkim wzroście, zamieszkujący małą, norweską wioskę. Po śmierci ojca okalecza sobie w wypadku nogę, co czyni go całkiem nieprzydatnym wśród silnych i postawnych wikingów. Pewnego dnia, kiedy ludzie z wioski zauważają, że zima w tym roku trwa wyjątkowo długo, Odd postanawia udać się do leśnej chaty swego ojca, by odpocząć od ciężkiej atmosfery panującej we wspólnej izbie. Tam właśnie spotyka lisa, niedźwiedzia i orła, zwierzęta, które kryją w sobie wiele tajemnic, łącznie z sekretem swej prawdziwej postaci. Na skutek nagłej decyzji wszyscy rozpoczynają wspólną podróż do Asgardu, mitycznego miasta bogów, które stanęło na krawędzi upadku, co zagraża dalszemu istnieniu Midgardu, świata ludzi. Wszystko za sprawą Lodowego Olbrzyma, który dzięki podstępowi odebrał bogu Thorowi jego magiczny młot, po czym, wygnawszy Odyna, Thora i Lokiego, zajął Asgard, by pojąć za żonę boginię Freję. Okazuje się, że jedynym chętnym i dość odważnym, by skonfrontować się z Olbrzymem, jest niepozorny Odd.

Historia Odda to krótka, prosta i treściwa opowieść o niezwykłych przygodach w świecie mrozu i bóstw skandynawskich. Przesiąknięta tajemnicą, humorem oraz specyficznym urokiem pociąga za sobą czytelnika do krain bohaterów, olbrzymów, pięknych bogiń oraz ziszczenia się marzeń niemożliwych do spełnienia. Momentami książka przybiera dość makabryczny charakter (zwłaszcza scena „naprawy” nogi Odda) lub też rozwodzi się nad właściwościami uwodzenia stosowanymi przez płeć piękną (świetny motyw humorystyczny), ale jak wspominałam wyżej, taki właśnie jest styl i charakter powieści Gaimana. Jedyne, na co zwróciłabym uwagę, to fakt, iż jakakolwiek uprzednia znajomość podstaw skandynawskiej mitologii (którą osobiście darzę sympatią) znacznie ułatwiłaby lekturę najmłodszym czytelnikom.

Możesz kupić tutaj: Odd i Lodowi Olbrzymi

Oprawa: Twarda z obwolutą
Ilość stron: 112
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: MAG
Wymiary: 14.0x20.5cm
ISBN: 978-83-7480-165-2
Tłumaczenie: Paulina Braiter

piątek, 7 maja 2010

Wanda Ottenbreit "Książka o Hani"

Lektura Książki o Hani jest ustawiona od początku:) Po przedmowie autorstwa Małgorzaty Musierowicz trudno nie czytać tej książeczki jakby była czymś dawno zagubionym, za czym tęskniliśmy, czego przez wiele lat szukaliśmy. Przewracamy kolejne stronice z głębokim przekonaniem, że mamy w ręku skarb. Że wreszcie możemy oddać się temu światu całym sobą i że ten świat nas zaspokoi.

Posłuchajcie sami Małgorzaty Musierowicz:
(…) w wywiadzie radiowym zapytano mnie o ulubione lektury dzieciństwa. Sięgnęłam pamięcią wstecz, poprzez setki i tysiące cudownych książek, które od tamtego czasu przeczytałam. I nagle ujrzałam, jak żywy, mój skarb.
- „Książka o Hani”! - powiedziałam.
- Nie znam tego - zdziwiła się pani redaktor. - A kto jest jej autorem?
Ze wstydem musiałam odpowiedzieć, że nie wiem.
I nie wiedziałam też, jak i gdzie „Książkę o Hani” odszukać. A miałam na to coraz większą ochotę, bo nagle zaczęłam za nią tęsknić. To mi się przypominała szklana góra, to znów twarde, złote jabłka albo kulawy Starszy Brat z wielką chustką do nosa, czy też Pan Twardowski na księżycu, z pajączkiem uczepionym buta.
I co się stało? Stało się to, że - skoro ja nie mogłam odnaleźć „Książki o Hani” - ona odnalazła mnie. Wiedziała, że jest mi przeznaczona. Habent sua fata libelli.
Wyobraźcie sobie, że tamtą audycję radiową usłyszała przypadkiem (?) pani Anna. A jej siostra, Barbara, napisała do mnie ostatnio list.
Z tego listu wynika, że autorką „Książki o Hani” była ich mama, Wanda Ottenbreit! - kobieta uczona, matematyk i astronom, wykładowca na uniwersytecie w Rzeszowie.
Wanda Ottenbreit pisała również opowiadania fantastyczne i drukowała je w różnych czasopismach, była też autorką wierszy. Ale przede wszystkim była mamą – aż ośmiorga dzieci!
W życiu tej pięknej rodziny nastały wydarzenia smutne i nawet tragiczne. Pośród wielu zmartwień zapomniano o wydanej w roku 1949 „Książce dla Hani”. Jedyny zachowany jej egzemplarz zaginął, szukano go potem bezskutecznie. A w roku 1992 pani Wanda Ottenbreit umarła.
Przyjaciel rodziny, znany rzeszowski twórca, zajmujący się konserwacją i artystyczną oprawą książek, zaczął szukać „Książki o Hani” i odnalazł ją w jednej z bibliotek warszawskich. Wykonał kopie i pięknie oprawił kilka unikalnych egzemplarzy - dla dzieci pani Wandy Ottenbreit.
Jej córka, Barbara, postanowiła podarować mi swój egzemplarz i jestem jej za to ogromnie wdzięczna, bo oto spełniło się moje marzenie, skarb mojego dzieciństwa wrócił do mnie. W dodatku – nic a nic się nie zmienił, nie postarzał ani nie zniekształcił! Nadal jest to cudowna, ciekawa opowieść, która wzrusza i bawi; teraz potrafię już powiedzieć (wtedy zaledwie to wyczuwałam), że jest też świetnie napisana: z talentem, kulturą literacką, z wyczuciem słowa i przede wszystkim – z wielkim, ale dyskretnym ładunkiem uczucia.
I - czy uwierzycie? - całe jej fragmenty nadal znam na pamięć!
Po tych słowach rozpoczęłam lekturę pełna jakiejś niecierpliwości. Książka o Hani składa się z dwóch części. Pierwsza opowiada o Hani i jej Dużym Bracie, który pewnego dnia wraca do domu. Okazuje się, że nie ma jednej nogi. Wszyscy w domu bardzo to przeżywają – mam wieczorami płacze, także Duży Brat chodzi bardziej smutny. Hania postanawia więc odnaleźć szczęście, które gdzieś się tej rodzinie zgubiło. Pomaga jej oczywiście Duży Brat, organizując wyprawę w świat i opiekując się siostrzyczką. Druga część z kolei to przygody Hani i jej Małego Braciszka. Tym razem to dziewczynka wchodzi w rolę opiekunki i zajmuje się małym Bratem, któremu się nudzi i chce ruszyć w świat na pompowanym słoniu.

Jestem pewna, że dzieci będą postrzegały tę opowieść jako niezwykle ciekawą. W każdym kolejnym odcinku dzieją się rzeczy niezwykłe – Duży Brat robi z liścia i chustki łódkę albo Hania wpada na pomysł, by iść za złotym jabłkiem, które kiedyś z Dużym Bratem przynieśli ze Szklanej Góry. Książka jest też wypełniona niezwykłymi postaciami, niektóre z nich znamy dobrze, jak Ali Babę i jego rozbójników czy Pana Twardowskiego. Ale są też Samotne Cienie, Dzicy Ludzi czy gadający rak. Ottenbreit odwołuje się więc do tradycji literackiej, jednak znane motywy wykorzystuje po swojemu.

Książka o Hani pokazuje świat pełen ciepła, gdzie ogromnym zrozumieniem obdarza się dziecko. Daje mu prawo do lęków, do poszukiwania odpowiedzi na własną rękę, do zadawania pytań, nawet tych wyjątkowo trudnych. Piękne jest również ukazanie relacji między rodzeństwem i dojrzewanie dziewczynki do odpowiedzialności. Autorka niezwykle lekko podejmuje te ważne dziecięce problemy i pytania – wyruszając w podróż razem z bohaterką– próbuje dać odpowiedzi.

Możesz kupić tutaj: Książka o Hani

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 199
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Akapit Press
Wymiary: 21.0x19.2cm
ISBN: 978-83-607-7395-6

czwartek, 6 maja 2010

Elżbieta Zarych "Baśnie o szczęściu, nieszczęściu i o tym, co jest najważniejsze w życiu"

Elżbieta Zarych wykonała mrówczą pracę przy tworzeniu omawianej dziś książki. Po pierwsze, zebrała w tomie baśnie z różnych krajów i kontynentów. Poznajemy więc historie z tak egzotycznych miejsc, jak Sudan, Madagaskar czy Ghana. Czasem autorka nie precyzuje państwa, zwracając uwagę, że baśń jest starsza niż politycznie wyznaczone dziś granice. Dlatego pojawiają się tu i takie historyczne nazwy krajów, jak Persja (obecnie Iran) czy nazwy plemion (np. Czejenowie).Tradycyjne motywy opowiedziała Zarych po swojemu – współczesnym językiem, dlatego na przykład nie dostrzeżemy tu różnicy w stylach opowiadania – trudno mi powiedzieć, czy to na plus czy na minus. Policzyłam. Baśni jest pięćdziesiąt.

Misterna robota objawia się także w przygotowanych ilustracjach, ponieważ autorka zdecydowała się ozdobić opowiadane przez siebie baśnie. Używa w tym celu dostępnych materiałów – ścinków tkanin, guzików, sznurków, bibuły czy igły. Tworzy z nich kolaże, bardzo zróżnicowane stylistycznie. Mnie akurat one nie urzekły. Może za wyjątkiem wyszywanych na szarym materiale konturów kontynentów i państw – jeśli ktoś miał w ręku choć raz igłę, zdaje sobie sprawę, jak trudno o tak drobiazgowy i precyzyjny haft.

A same baśnie? Są tradycyjne. Oddzielają wyraźnie dobro od zła. Zdaje się, że szczególną ambicją pisarki było wyszukanie tych baśni, które odpowiedzą na podstawowe pytania, stawiane sobie wszystkich, pod każdą szerokością geograficzną: gdzie jest szczęście? (Skarb na końcu tęczy, Norwegia; Gdzie mieszka Szczęście, Polska; Czy szczęście pochodzi od Boga, Bułgaria), jak zdobyć mądrość? (Kto jest najmądrzejszy, Meksyk), jak być dobrym? (Chłop i sułtan, Turcja; Kraina Śmierci, Eskimosi).

Baśnie o szczęściu, nieszczęściu i o tym, co jest najważniejsze w życiu to zbiór krótkich opowieści. Na pewno można je czytać przedszkolakowi przed snem. Jestem przekonana, że i dzieci w wieku szkolnym chętnie zagłębią się w lekturę. Dla nich jednak lepsza byłaby większa czcionka. Może wydawnictwo powinno o tym pomyśleć na przyszłość.

Możesz kupić tutaj: Baśnie o szczęściu, nieszczęściu…

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 176
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: WAM
Wymiary: 18.0x25.6cm
ISBN: 9788375055115

środa, 5 maja 2010

Joanna Laskowska "Córka i córuchna, Tululu", "Szewczyk Dratewka i inne baśnie"

Zawsze twierdziłam, twierdzę i twierdzić będę, że najlepsze książki ,od których należy rozpoczynać edukację czytelniczą dziecka, to baśnie. Kreowane przez nie rzeczywistości, cudowne światy pełne istot magicznych, niezwykłych, hipnotyzujących swą odmiennością stają się idealnym i jedynym w swoim rodzaju polem do poznania i nauki praw moralnych rządzących realnym światem. Co nadaje wartościom najwyższym tak głęboki i charyzmatyczny rys obecny na stronicach różnorakich baśni, to wyraźne rozgraniczenie dobra i zła, które znajduje swoje namacalne odzwierciedlenie w sferze estetycznej opowiadanej historii. Piękne wieśniaczki o złotych sercach są zawsze przeciwstawiane złym i brzydkim czarownicom. Ponadto różnorakie próby, którym bohaterowie są poddawani, decydują o ich prawości i charakterze. Świat baśni to brutalna rzeczywistość hartowania ogniem, stanowiąca jedyną drogę dla wzrostu i rozwoju osobowego opisywanych postaci. Nadnaturalne zjawiska, aktywujące wyobraźnię początkujących czytelników, pozostawiają niezatarte wrażenie cudowności świata, przesycającej go ‘magii’ i tajemniczości. Dzięki rozbudzaniu takiej właśnie wrażliwości wśród najmłodszych baśnie przygotowują grunt pod przyszły proces przyswajania obowiązujących w stosunkach społecznych norm i zasad. Jednocześnie nie pozbawiają otaczającego nas świata posmaku jego wyjątkowości i cudowności. Z tego też względu często na półkach księgarń można zauważyć współczesne aranżacje tradycyjnych baśni, opowiedzianych w nowej formie i opatrzonych pięknymi ilustracjami.

Przykładem takiego właśnie zabiegu są niniejsze pozycje, przygotowane przez Joannę Laskowską ze specyficznymi ilustracjami autorstwa Marty Ostrowskiej. Pierwszy zbiór Córka i córuchna, Tululu zawiera dwie baśnie pochodzące ze skrajnie różnych nurtów kulturowych Europy. Źródeł pierwszej opowieści Córka i córuchna można dopatrywać się w klasycznej baśni braci Grimm Pani Zima lub też Dwóch Dorotkach Janiny Porazińskiej. Bajka opowiada historię dwóch sióstr, o bardzo odmiennych charakterach, które wpadają do studni i zmuszone są udzielić pomocy napotykanym na swej drodze potrzebującym. Pierwsza z sióstr, dziewczę dobre i piękne, spełnia kierowane do niej prośby i zostaje nagrodzona kufrem ze skarbami. Natomiast druga siostra, zła i leniwa, nie czyni tego, co ściąga na nią zasłużoną karę. Następna opowieść Tululu mówi o przygodach niesfornego chlebka, który uniknął zjedzenia przez staruszków, którzy go upiekli i turla się po lesie rad ze swego sprytu i odwagi. Wkrótce jednak napotyka na swej drodze jeszcze większego spryciarza, lisa. Bajka ta pochodzi ze zbioru rosyjskich baśni ludowych.


Drugi zbiór Szewczyk Dratewka i inne baśnie skupia się na przygodach tytułowego Szewczyka (którego pierwotną autorką jest Janina Porazińska). Biedny szewczyk staje w obliczu niebezpiecznego przedsięwzięcia uratowania pięknej królewny z mocy paskudnej czarownicy. Zmuszony jest rozwiązać trzy, niemożliwe na pierwszy rzut oka do wykonania zadania. Jednakże dzięki swemu dobremu sercu, dzięki któremu zdobył niezwykłych przyjaciół odnosi sukces, uwalnia księżniczkę i poślubia ją. Pozostałe dwie historie to: Po szerokim świecie (klasyczna bajka Fredry Wieczerza z gwoździa) oraz Dom (Aleksy Tołstoj Domeczek). Pierwsza opowiada o sprytnym Cyganie, który będąc odrzuconym przez innych z powodu swego pochodzenia, musi dołożyć wielu starań, by zjeść ciepły posiłek. Dom to historia zgubionego w trawie dzbanka, który staje się domem naprawdę wielu stworzeń.

Opracowanie klasycznych baśni przez Joannę Laskowską posiada swój specyficzny urok. Historie zostały skrócone, a słownictwo przystosowane do potrzeb najmłodszego czytelnika. Sposób narracji i opisu wprowadza swojski klimat starej, dobrej polszczyzny. Dodatkowo, niezwykłe ilustracje Marty Ostrowskiej (przywodzące na myśli stylistykę bajek rosyjskich) nadają opowiadanym historiom ciepła i bogatego kolorytu. Naprawdę ciekawa pozycja dla dzieci, wprowadzająca je w tematykę klimatów baśniowych.

Możesz kupić tutaj: Córka i córuchna, Tululu

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 20.0x18.5cm
ISBN: 9788374374804

Możesz kupić tutaj: Szewczyk Dratewka i inne baśnie

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 60
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 20.4x19.6cm
ISBN: 9788374374781

wtorek, 4 maja 2010

"Świerszczyk" nr 9/2010


Przegapiliśmy! 1 maja 2010 „Świerszczyk” obchodził swoje 65 urodziny! W 1945 roku wyszedł pierwszy numer, na którego okładce widniała piękną ilustracja Jana Marcina Szancera przedstawiająca Świerszczyka grającego na skrzypcach i spoglądającego na miasto w tle.



W obecnym numerze garść wspomnień, wplecionych w wierszyki, opowieści i zagadki. Między innymi zabawna historyjka Grzegorza Kasdepke (redaktora naczelnego czasopisma w latach 1995-2000). Właściwie jest to wspomnienie o pierwszym dniu w szkole i lekturze „Świerszczyka” na lekcjach.
Być może zechcecie też wziąć udział w jubileuszowym konkursie. Najpierw dzieci odgadują zagadkę, a potem rysują portret. Prace konkursowe należy przesyłać do 15 czerwca 2010.

A może wspólnie powspominamy? Jak zapamiętaliście „Świerszczyka” ze swojego dzieciństwa? Czy przypominają Wam się jakieś szczegóły – uśmiech numeru? A może kiedyś napisaliście list do „Świerszczyka”?

Strona "Świerszczyka"

Anna Horosin "W świecie psów"

Ta skromniutka publikacja ma przede wszystkim cel edukacyjny. Na kolejnych stronach poznajemy rasy psów. Książeczka nie ma jednak formy tradycyjnego leksykonu. Tu raczej uczymy się przez zabawę. Przedstawiono różne scenki z udziałem psów – na przykład w parku, w salonie psiej piękności, u weterynarza, na wystawie psów czy w psim hotelu. Pod obrazkiem znajduje się krótka historyjka, która pozwala rozpoznać różne rasy.

Dodatkową zachętą do czytania jest tu możliwość doklejenia naklejki do gotowej już scenki. Ta czynność uczy spostrzegawczości, dlatego że dziecko musi odgadnąć, o którym piesku przedstawionym na marginesie mowa, ale również wskazać go na naklejce, a tu niespodzianka – czasem piesek jest większy lub mniejszy od tego z marginesu, co rodzi kolejne wyzwanie dla malucha.

Psy przedstawione na marginesach każdej scenki są dodatkowo szerzej opisane – dowiadujemy się, jaki mają charakter, w jakim środowisku lubią żyć i z jakiego kraju pochodzą. To z pewnością może pomóc przy wyborze psa dla dziecka, kiedy ta chwila już w naszym życiu nadejdzie:)

W domu mamy jeszcze z tej serii W świecie ptaków. Uważam, że to fajna zabawa dla przedszkolaka. A dla dziecka w wieku szkolnym – świetna pomoc do nauki przyrody. Dodaję do listy książek oswajających.

Możesz kupić tutaj: W świecie psów

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 24.0x21.0cm
ISBN: 9788374375061