czwartek, 30 września 2010

Małgorzata Strzałkowska, Beata Zdęba; seria "Bajeczki dla maluszka"

Najmłodsi czytelnicy – ci, którzy dopiero zapoznają się z lekturą, często ją przeżuwając i memłając – są chyba najbardziej zaniedbaną grupą odbiorców. Kartonowe książeczki o rozmiarach 15x15cm, zalegające kioskowe półki, przygotowane są byle jak – komputerowe, kiczowate obrazki i banalne wierszyki, najczęściej anonimowych autorów. Znalazłam jednak pewien wyjątek od reguły. To seria Bajeczki dla maluszka wydawnictwa Bajka.

Co ją wyróżnia? Przede wszystkim dbałość o ilustracje, co wydaje się najistotniejsze, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że publikacja kierowana jest raczej do oglądaczy niż czytaczy. Beata Zdęba maluje na płótnie obrazki ciepłe, pastelowe i niebanalne. Jeśli komuś zależy na wychowaniu estetycznym i otaczaniu dziecka pięknem od małego, te książeczki nie zawiodą.



Podobnie jest z tekstem. Wierszyki napisała znana poetka, Małgorzata Strzałkowska. Ciągle mam wrażenie, że to autorka nie dość jeszcze doceniana (ale to chyba „wina” nieprzywiązywania wystarczającej uwagi do poezji dziecięcej w dzisiejszych czasach). Jej utwory nie tylko są oryginalne, ale przede wszystkim charakteryzuje je olbrzymie wyczucie słowa, doskonały rym.

Do tej pory wydano w serii:

Piłka – ćwiczy orientację w przestrzeni
Korona – ćwiczy spostrzegawczość
Dzień dobry! Dobranoc... – rozwija orientację w czasie
Mały Duszek – ćwiczy pamięć i wzbogaca słownictwo
Stworki z norki – uczy liczyć do pięciu
Gdzie jest baranek? – ćwiczy spostrzegawczość i pomaga w nauce kolorów
Kolory – uczy kolorów
Czarodziej Prztyk – rozwija wyobraźnię i poczucie humoru

A zatem, nie jesteśmy skazani na beznadziejność! Polecam rodzicom najmłodszych molików książkowych:)

Możesz kupić tu: Gdzie jest baranek?

Ilustracje: Beata Zdęba
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 14
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 15.0x15.0cm
ISBN: 978-83-618-2411-4

środa, 29 września 2010

Paul Kieve "Hokus-Pokus"


Zacznijmy od autora. Kim jest Paul Kieve? Osobę już w przedmowie przybliża nam Daniel Radcliffe – gdyby ktoś się nie orientował, dodaję, że to odtwórca roli Harry'ego Pottera. Paul Kieve to jeden z najbardziej znanych iluzjonistów Wielkiej Brytanii. To właśnie on był nauczycielem i doradcą do spraw czarów na planie filmowym Harry Potter i więzień Azkabanu. Z jego umiejętności wielokrotnie korzystał też Andrew Lloyd Webber czy wytwórnia Disneya.

Paul staje się także bohaterem opowiadanej przez siebie rzeczy. Pewnego dnia, na dziesiąte urodziny dostał od rodziców zestaw magiczny. Od tej pory jego ścieżki co rusz prowadziły w miejsca związane ze sztuką iluzjonistyczną, więc Paul wsiąkał w magię coraz bardziej. W trakcie dziania się akcji powieści jest już dorosłym mężczyzną, który zajmuje się iluzją zawodowo. Jego londyńskie mieszkanie przypomina muzeum – na ścianach wisi mnóstwo plakatów ze znamienitymi magikami, reklamujących przedstawienia, wszędzie dookoła leżą też artefakty konieczne przy wykonywaniu sztuczek. Wkrótce zaczyna dziać się coś naprawdę dziwnego – największy magicy, jak Alexander, Człowiek, który Wie, Lafayette, Robert-Houdin czy Chung Ling Soo, wychodzą z plakatów, by młodego adepta sztuki iluzjonistycznej pouczyć osobiście.

Hokus-Pokus to książka, która łączy w sobie fikcję z elementami biografii, a także poradnika. Akcja zasadza się na prostym pomyśle, wedle którego Paula odwiedzają kolejni magicy, by zaprezentować mu swoją wybraną sztuczkę. Te występy autor poprzedza przybliżeniem biografii iluzjonisty. Od razu zaznaczam, że czyni to intrygująco – poznajemy pikantne nieraz szczegóły i ciekawostki dotyczące życiorysów tych osób. Iluzjoniści zdradzają także sekrety swojej sztuki, dając dość konkretne wyjaśnienia tego, jak udało im się osiągnąć zadziwiające efekty. Na końcu książki znajdziemy jeszcze instruktaże dla kolejnych sztuczek, a także podpowiedzi, gdzie występować, jak się ubrać, jaką muzykę puścić w tle.

Książkę Kieve'a czyta się szybko i sympatycznie. Być może dlatego że kieruje nami ciekawość, jak to wszystko zrobiono. Autor wielokrotnie zwraca uwagę na fakt, że tak zwana magia to w gruncie rzeczy wykorzystywanie osiągnięć nauki na potrzeby rozrywki. Podkreśla, iż – by zostać dobrym iluzjonistą – trzeba jasnego umysłu i sprawnych rąk, a także wielu godzin ćwiczeń.

Największym atutem tej pozycji są oczywiście konkretne instrukcje dla przeszło trzydziestu sztuczek. Od dziś już wiem, jak kantować znajomych kartami, jak to zrobić, by moneta zniknęła oraz jak sprawić, by w pustym pudle nagle ktoś się pojawił. Zaciekawieni?

Możesz kupić tutaj: Hokus-Pokus

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 304
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Telbit
Wymiary: 16.5x23.0cm
ISBN: 9788362252039
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska

poniedziałek, 27 września 2010

Thomas Halling, Eva Eriksson "Co za szczęście! Co za pech!"


Odpowiedź na pytanie, czy szklanka jest do połowy pełna czy pusta, to szybki test na to, jak odbierasz rzeczywistość. Jesteś pesymistą, jeśli szklanka wydaje ci się do połowy pusta i optymistą, gdy twierdzisz odwrotnie. Thomas Halling oraz Eva Eriksson pokazują w swojej książeczce, że na świat można spojrzeć zawsze z dwóch stron. Tej tezie podporządkowano formę publikacji, dlatego można ją czytać od przodu do tyłu i od tyłu do przodu (tylko gdzie tu przód, a gdzie tył? :) ).



Amanda wybiera się na spacer. Wbrew pozorom taka droga przez miasto to sztuka wyboru – skręcić w prawo czy w lewo? iść przez park czy nie? którą stroną ulicy iść? czy zahaczyć o rynek? Ta część książki, która nosi tytuł „Co za szczęście!” pokazuje nam, co złego spotkałoby bohaterkę, gdyby jednak poszła inną drogą (wdepnięcie w psią kupę czy potrącenie przez rowerzystę). Druga część – „Co za pech!” – koncentruje się na pozytywach, które dziewczynkę ominęły (darmowe lody czy spotkanie z przyjaciółką). W środkowym punkcie książki obie strony, pechowa i szczęśliwa, spotykają się ze sobą, aby przynieść refleksję, że tak naprawdę Amanda nigdy się o swoim pechu czy szczęściu nie dowiedziała.

Autorzy chcą chyba zwrócić uwagę, że gdybanie, szukanie dziury w całym odbierać może tak naprawdę radość życia. Mija nam ta konkretna chwila dnia, gdy marudzimy, że lepiej, szczęśliwiej dla nas byłoby, gdyby zdarzyło się jednak coś innego. Dla dzieci to chyba szczególnie ważna nauka w dzisiejszym dość materialistycznym świecie – cieszyć się tym, co mam, co jest teraz. Bratem, który robi bałagan, siostrą, która ciągle się o coś kłóci, starym piórnikiem, szkołą, jesienią, a nawet katarem! Prawdziwa sztuka życia!

Możesz kupić tu: Co za szczęście! Co za pech!

Ilustracje: Eva Eriksson
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 42
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: EneDueRabe
Wymiary: 20.0x21.5cm
ISBN: 9788392746270
Tłumaczenie: Anna Szmit

sobota, 25 września 2010

Interesujące nowości września

Wydawnictwa ruszyły do pracy pełną parą... Oto najciekawsze efekty:


Szymon Sławiński Solidarność - Krótka historia dla dzieci
il. Agnieszka Malmon i Marcin Strzembosz

" Trzydziestego pierwszego sierpnia podpisane zostało porozumienie. Olgierd był w sali BHP. Ze ściśniętym gardłem słuchał Lecha Wałęsy: Mamy rzecz najważniejszą : nasze niezależne, samorządne związki zawodowe."

"... Agata odprowadzała wzrokiem wojskowy gazik, który buksował po zasypanej śniegiem uliczce. Żołnierz wysiadł i z wysiłkiem pchał samochód. Po krótkim zmaganiu z koleiną odjechał. Zrobiło się przeraźliwie cicho i pusto. Herbaty wystygły. Z kuchni dochodziło bicie zegara. Minęła północ. Nastał 13 grudnia 1981 roku."

Agata wysoka ładna blondynka, po anglistyce, Olgierd przystojny matematyk o wyglądzie hipisa. Oboje współpracowali z KOR-em, współtworzyli struktury opozycji, byli przy narodzinach Solidarności. Zaangażowali się bez reszty w tworzenie Związku. Po 13 grudnia Olgierd został internowany, w filmowy sposób uciekł z więzienia. Ukrywali się przez pięć lat, cały czas pracując w "podziemnej" Solidarności. Do więzienia trafili w 1986 roku. Agata i Olgierd to Ewa Kulik i Konrad Bielioski. Książka jest oparta na relacjach współtwórców Solidarności. Tłumaczy czym były Solidarność, stan wojenny, strajk, milicja, kartki na mięso. Archiwalne zdjęcia, dokumenty, przedmioty pomagają choć w części zrozumieć rzeczywistość lat osiemdziesiątych.

Wydawnictwo Muchomor

Możesz kupić TUTAJ


Barbara Dubus Thekla i jej chłopakowy świat
oprac. graf. Anna Niemierko

Bohaterką książki jest Thekla. Ma 8 lat, mieszka w Warszawie. To dziewczynka, jeszcze nie panienka, a już niedługo kobieta. Także siostra trzech starszych braci, co na co dzień nie jest łatwe... Męskie rozmowy, tematy, zabawy, hałas i krzyki sprawiają, że czasem jest w tej dużej rodzinie bardzo samotna. A męski świat bywa twardy, brutalny, często przerażający, do bólu prawdziwy. I nie tam, gdzieś daleko, w innych kulturach, na innych kontynentach, ale tu i teraz. I to na co dzień! A jednak jej obecność wnosi do życia tej czwórki ulotną delikatność, refleksję. Thekla jest dla braci jak lustro.
Książka ma formę albumu fotograficznego. Autorka książki jest fotografem, mamą Thekli i jej starszych braci. Przez rok fotografowała córkę w różnych miejscach, sytuacjach. Powstał niezwykły i prawdziwy zapis chwil i emocji.

Wydawnictwo Wytwórnia


Erich Kästner Michałek z pudełka od zapałek
il. Zbigniew Rychlicki

Michałek Opałek jest najmniejszym chłopcem na świecie. Sypia w pudełku od zapałek, kąpie się w mydelniczce i z całego serca pragnie zostać wielkim artystą. Tylko jak to zrobić, gdy ma się raptem pięć centymetrów wzrostu?

Wydawnictwo Dwie Siostry

Możesz kupić TUTAJ


Adrianna Szymańska Taja z Jaśminowej
il. Lucyna Talejko-Kwiatkowska

Mieszkanie to takie okropne słowo! Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że z końcem lata trzeba będzie się tam przenieść i zostawić stary dom przy ulicy Jaśminowej 4. Taja nie wyobraża sobie życia w jakimś bloku. Jak będzie mogła zabrać ze sobą mieszkańców domu i ogrodu - kochające słoneczne poranki Zjawinki, śpiewające Tęczynki, kudłatego Słończyka rezydującego pod łóżkiem, stado Galopków, które w deszczowe dni biegają po dachu... Do tego jeszcze ten młodszy braciszek Daszo, pyzaty i nieznośny! Taja ma prawie siedem lat i bardzo poważne zmartwienie. W dodatku ciągle jeszcze nie spotkała swojego Rdenia, istoty, która - jak twierdzi Dziadek Filip - przybiera postać największego marzenia. A właśnie zbliża się Noc św. Jana, magiczny czas, kiedy w lesie kwitną paprocie i ludziom ukazują się właśnie Rdenie...
"Taja z Jaśminowej" to magiczna, poetycka opowieść o potędze wyobraźni, pięknie przyrody i urokach dzieciństwa.

Wydawnictwo W.A.B.

Możesz kupić TUTAJ


Zamek Soria Moria. Baśnie norweskie
il. Maria Ekier

Kolejny, czwarty już zbiór w kolekcji baśni z całego świata. Tym razem baśnie norweskie odsłonią nam sekrety skandynawskich tradycji bajarskich. Poznamy historie o królewiczach i księżniczkach o twardo i obco brzmiących imionach, też o groźnych trollach i smokach. Przypadkiem odkryjemy, że w norweskich opowieściach czai się niewybredny, zaskakujący humor i wreszcie zachwycimy się delikatnymi, klimatycznymi ilustracjami.
Ilustracje do tego zbioru wykonała uznana polska artystka, Maria Ekier, nazwana przez prof. Grzegorza Leszczyńskiego pierwszą damą polskiej grafiki książkowej.

Wydawnictwo Media Rodzina

Możesz kupić TUTAJ

czwartek, 23 września 2010

Ewa Ostrowska "Grześ, tatuś i dalekie wędrówki"


Wielokrotnie pisałam już o tym, że sporo książek dla dzieci pisanych jest z myślą o rodzicach, którzy w lekturach czytanych dzieciom przed snem (i nie tylko) mają się przejrzeć jak w lustrze. Tak jest i w przypadku książki Ewy Ostrowskiej, przy czym odnoszę wrażenie, że tym razem autorka jednak trochę przesadziła z wychowywaniem rodziców.

Grześ jest czterolatkiem. Już jutro obchodził będzie swoje urodziny, do których mama pieczołowicie się przygotowuje. Nie, nie!, nie robi z synem tortu, nie dmucha baloników ani nie przebiera się za klauna. Mama sprząta dom, szoruje (!) Grzesiowi uszy i generalnie nie dopuszcza do tego, by raz zaprowadzony ład miał ulec rozkładowi. Dlatego w dzień swoich urodzin Grześ siedzi samotnie w pokoju, aby się nie ubrudził i nie zrobił bałaganu. Ciocie i wujkowie przywożą prezenty – wszyscy dziwnym trafem zdecydowali się na puzzle i ołowiane żołnierzyki, mama daje mu praktyczne adidasy… I tylko tata zna marzenia synka, więc podarowuje mu piękny globus, a wieczorem także kompas i mapę terenową. Zaznacza przy tym, że od tej pory będą wspólnie urządzali sobie dalekie wędrówki. Ale mama ma oczywiście własną wizję – globus rekwiruje i z domu wychodzić nie pozwala.

Mam nadzieję, że to krótkie streszczenie pierwszego rozdziału pokazuje w czym leży problem. Postać matki Grzesia została tu przerysowana aż do bólu. Kobieta jest nieczuła nie tylko na potrzeby syna, ale i własnego męża – wykładowcy na uczelni, który pewnie poszedłby do kąta, gdyby żona mu kazała. Mama jest kobietą praktyczną, więc takie działania, jak słuchanie o potrzebach syna, przytulanie go, próba zrozumienia, są poza jej możliwościami. Dlatego wieczorem do snu tuli Grzesia jedynie ojciec. Co z tego wynika? Oczywiście wielka konspiracja! Syn i mąż okłamują, robią drobne przekręty, nie mówią wszystkiego, a wszystko po to, by uszczknąć choć trochę wolności. W dramatycznych momentach, kiedy wyjątkowo ułożony na moje oko Grześ ma już dość, po prostu ucieka z domu w ciemny las. A matka oczywiście nie robi nic, czego byśmy się spodziewali – na przykład nie biegnie za nim ani go nie szuka. Moja córka ma 4,5 roku. Gdyby wybiegła z domu zdenerwowana – to byłaby patologia. Gdybym do tego ja została w domu i czekała trzy bite godziny, sprzątając – odebrano by mi prawa rodzicielskie. Właśnie dlatego uważam, że Ostrowska przegięła. Oczywiście matka się w końcu zmienia… ale nawet sympatyczne sceny końcowe nie niwelują niesmaku, który zrodził się w trakcie lektury 2/3 książki. Drażni mnie też język – ubogi i zinfantylizowany. Dawno nie czytałam książki, w której nagromadzono by aż tyle wyrazów zdrobniałych.

Pomysł na książkę był ciekawy, natomiast jego realizacja się – wg mnie – nie powiodła.

Możesz kupić tu: Grześ, tatuś i dalekie wędrówki 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 176
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 14.0x19.0cm
ISBN: 9788374375023

środa, 22 września 2010

Lotta Geffenblad "Kamyki Astona"


Wiele lat temu zachowywałam się jak Aston, bohater książeczki obrazkowej Lotty Geffenblad. Może nie dosłownie, bo nie zbierałam kamyków i nie kładłam ich do łóżeczek ani nie przykrywałam kocykiem. Kamienie mnie fascynowały. Być może miało to jakiś związek z moim panieńskim nazwiskiem, które zawierało w sobie wyraz „kamień”. Z upodobaniem czytałam i wyszukiwałam wiersze o tychże. Fascynowała mnie ich istota :)

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
(…)
- Nie wejdziesz - mówi kamień. -
Brak ci zmysłu udziału.
Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia
nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
ledwie jego zawiązek, wyobraźnię.
(Wisława Szymborska Rozmowa z kamieniem)

Kamyk jest stworzeniem
doskonałym
równym samemu sobie
pilnujący swych granic
wypełniony dokładnie
kamiennym sensem
(Zbigniew Herbert Kamyk)

Lektura książki Kamyki Astona utwierdzam mnie w przekonaniu, że kamieniem można się zachwycić, można się nad nim pochylić. Tak jak zrobił to szczeniak Aston, który pewnego brzydkiego, jesiennego dnia znalazł na drodze kamyk – zupełnie samotny, opuszczony, przemoczony. Postanowił zabrać go ze sobą do domu i należycie się nim zaopiekować. Mijają dni i miesiące, a kamieni w domu Astona przybywa. W końcu tata wpada na wspaniały pomysł, by kamyki wywieźć na wakacje, na kamienistą plażę, gdzie w towarzystwie sobie podobnych będą mogły wygrzewać się na słońcu.

Książka Lotty Geffenblad bynajmniej nie traktuje o pasji, zbieractwie czy hobby małego bohatera. Autorka zwraca tu uwagę na kwestię współczucia i bezinteresownej troski o drugiego – nawet jeśli to tylko kamień. Moja córka odczytała ten tekst bezbłędnie – „mamo, te kamyki były takie samotne i smutne”. Aston po prostu musiał się nimi zaopiekować. Świetnie też reagują rodzice pieska. Po cichu i tylko przy czytelniku komentują co prawda, że wreszcie pokój uwolni się od kamiennych przyjaciół, ale do niczego synka nie zmuszają. Raczej pokazują mu, że wszystko w świecie ma swoje miejsce i dobre rozwiązanie. Że czasem trzeba oddać, opuścić, uwolnić to, do czego być może przywiązało się nasze małe serce.

Możesz kupić tu: Kamyki Astona

Oprawa: oprawa twarda
Ilość stron: 26
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: EneDueRabe
Wymiary: 20 x 27.5 cm
ISBN: 978-83-927462-4-9
Tłumaczenie: Hanna Dymel-Trzebiatowska

Mój tekst - "Walka o dziecięcy rząd dusz" na portalu fronda.pl

Zapraszam do lektury mojego tekstu, który został opublikowany na portalu fronda.pl



Zaczyna się tak:

Toteż ważna sprawa ta «dziecinna książka», gdyż SŁOWO w niej zaklęte to wielka siła kształtująca duszę dziecka, siła zła lub dobra. Więc trzeba wiedzieć, którą z nich się wybiera.
Ewa Szelburg-Zarembina

Czytając książki dla dzieci, a także recenzje krytyków, można odnieść wrażenie, że umysł młodego człowieka stał się swoistym polem bitewnym. Literatura dziecięca nie pełni dziś jedynie roli wyobraźniotwórczej. Baśń – jak podkreślają naukowcy – choć nadal ważna, coraz częściej zastępowana jest tak zwaną lekturą edukacyjną, o walorze zdecydowanie wychowawczym. Na księgarskich półkach znajdziemy gros publikacji skierowanych do najmłodszych czytelników, pokazujących, jak sobie radzić w życiu – począwszy od umycia zębów, na śmierci rodzica skończywszy. O wartości tego typu książek nie trzeba szczególnie przekonywać. Rzeczywiście, gdy pojawiają się trudności w wychowaniu malucha, dobra książka może pomóc oswoić problemy dziecka. Coraz częściej jednak dochodzi do skrajnej ideologizacji treści w literaturze dziecięcej. Wydawcy, którzy promują takie postawy, jak feminizm, homoseksualizm, swobodę seksualną czy w końcu ateizm, zdają się doskonale zdawać sobie sprawę, że czym skorupka za młodu nasiąknie… A że skorupka cienka jest i nie potrafi dobrze filtrować informacji, staje się wyjątkowo podatna na wpływy. Wydawcom przyklaskują recenzenci, którzy swoje teksty rozpoczynają od zdań uderzających w potencjalnego przeciwnika takich właśnie publikacji (de facto środowiska chrześcijańskie), określając go mianem zacofanego, zdecydowanie nieoświeconego czy zaściankowego. Nikt nie rozmyśla o konsekwencjach promowania „nowoczesnych postaw” tak dla jednostki, jak dla społeczeństwa.

resztę doczytacie tutaj:
Walka o dziecięcy rząd dusz

wtorek, 21 września 2010

"Świerszczyk" nr 18/2010


Minął weekend, kiedy to zaproszeni byliśmy do sprzątania świata, a my dopiero teraz czytamy „Świerszczyka”, który poświęcony został temu zagadnieniu. Myślę jednak, że dobrze się stało, wszak myśleć o ekologii i ekologicznie trzeba codziennie, a nie tylko od święta.

A zatem – jak „Świerszczyk” zachęca do dbania o środowisko? Numer otwiera wierszyk Marcina Brykczyńskiego o pewnym panu, który wyszedł na spacer z pieskiem. Zwierzak już „niebawem, tuż pod słupem, / zrobił kupę”. Jak możecie się domyślić, znając polskie realia, pan szybko zniknął z psiakiem za rogiem. Co na to ludzie i co na to sama kupa?



W dziale „Chcę wiedzieć więcej…” Alicja Biedronka pisze o recyclingu, ale temat ten ujmuje zupełnie inaczej niż byśmy się spodziewali. Pokazuje, że z odpadków – papierków po cukierkach, kapsli czy gumy do żucia – można tworzyć sztukę: rzeźby, obrazy, stroje czy nawet instrumenty muzyczne.

Maugo Domańska z kolei w opowiadaniu z cyklu "Wielkie czytanie" zwraca uwagę na zmianę nastawienia. Jeśli "nie posprzątasz głowy", na nic zdają się wszelkie ekologiczne zachęty i akcje. I słuszna uwaga!

Polecamy – na co dzień! Nie tylko od święta:)

Strona "Świerszczyka"

piątek, 17 września 2010

Michael Bond "Miś zwany Paddington" (audiobook)


Powieść Michaela Bonda o misiu Paddingtonie kupiłam około roku temu. Do tej pory nie doczekała się lektury, czego bardzo żałuję. Od kilku dni mamy jednak w domu audiobooka Miś zwany Paddington i w końcu poznajemy historię niedźwiadka czytaną nam przez Artura Barcisia.

Miś pojawia się pewnego dnia w Londynie na stacji Paddington (stąd jego przydomek), gdzie poznaje go rodzina Brownów. Postanawiają zabrać go do domu i się nim zaopiekować. I tak zaczyna się niezwykła przygoda rodzinki i niedźwiadka. Zwykłe czynności, takie jak kąpiel, wyprawa na zakupy czy wyjście do teatru, nabierają z Paddingtonem zupełnie nowego wymiaru. Bo miś – choć jest miły i sympatyczny – lubi pakować się w kłopoty. Zazwyczaj wtedy Judyta i Jonatan ratują go z opresji. Tych dwoje młodych ma więcej rezonu niż ich rodzice:) Paddington rzeczywiście szybko zyskuje sympatię czytelnika/słuchacza. Jego niesforność, podziurawiony kapelusz, własna wizja świata kontrastują ze sztywnością i umiłowaniem reguł państwa Brownów oraz innych dorosłych.

Audiobook, przygotowany przez wydawnictwo Auditus, to prawie trzy godziny słuchania. Lektura została jednak podzielona na rozdziały, więc można słuchać go partiami. Głos Artura Barcisia magnetyzuje i przyciąga uwagę, toteż słucha się z przyjemnością.

Strona misia

Kupić możesz na stronie wydawnictwa Auditus

środa, 15 września 2010

Barbara Gawryluk "Dżok. Legenda o psiej wierności"


Jestem zdecydowanie bardziej miłośniczką psów niż kotów. Chyba dlatego że psy tak bardzo potrafią przywiązać się do ludzi i kochać ich bez żadnego „ale”. Z kotami jest inaczej – to raczej one zachowują się, jakby należało je wciąż podziwiać. Choć mieliśmy kiedyś kotkę, która była wspaniała, pracowita i mądra… Moje dzieci też kochają psy, a w szczególności Muszkę, pinczerka moich rodziców. Dzieciaki trudno odgonić od psa. W szczególności Marta potrafi się wspaniale z Muszką bawić. A psina odwdzięcza się miłością do dzieci. Kiedy tylko ktoś z dorosłych w zabawie za bardzo wygłupia się z Martą czy Jankiem, Muszka gotowa jest do bronienia maluchów i atakowania przeciwnika. Zachowuje się tak tylko w stosunku do dzieci.

Dlatego z największą przyjemnością oddaliśmy się lekturze o Dżoku, psie, który mieszkał w Krakowie i ku pamięci którego postawiono pomnik. Dżok stał się symbolem psiej wierności. Pewnego dnia jego pan zasłabł przy ruchliwym rondzie i zabrała go karetka. To był atak serca i pan Nikodem nigdy już po psa nie wrócił. Dżok jednak z uporem maniaka czekał przy rondzie na swego pana. Barbara Gawryluk opowiada jednak nie tylko ten jeden, szczególny epizod. Dowiadujemy się, w jaki sposób nawiązała się znajomość Dżoka i pana Nikodema, jak pies poinformował mieszkańców kamienicy o pożarze, co stało się z nim po tym, gdy jednak w końcu opuścił rondo.

Fotografia znajduje się w Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów.

Książka o Dżoku zdecydowanie zachęca do tego, by odwiedzić Kraków i odszukać pomnik psa. Myślę, że fajnie byłoby przygotować wycieczkę do grodu Kraka pod kątem odszukiwania „bajkowych” miejsc. Do pomnika Dżoka można by dołączyć oczywiście odwiedzenie smoka wawelskiego i innych miejsc, które podpowiadają nam na przykład Legendy krakowskie. A może Wy znacie jakieś inne warte odwiedzenia miejsca w tym mieście nad Wisłą?

Możesz kupić tu: Dżok. Legenda o psiej wierności 

Ilustracje: Iwona Cała
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2007
Wydawnictwo: Literatura
Wymiary: 20.6x20.8cm
ISBN: 978-83-606-3888-0

Ponowne losowanie

Zgodnie z zapowiedzią losowałam drugi raz.
Wygrała Karolina.ja
Proszę o kontakt mailowy:)

wtorek, 14 września 2010

Anna-Louise Wheatherley "Odlotowe wakacje"


Tegoroczne wakacje dobiegły końca. Uczniowie wrócili do szkół, podejmując się swoich zwykłych, codziennych obowiązków. Jednak te pierwsze, wrześniowe dni nauki (swoista „rozgrzewka” przed nowym rokiem szkolnym) nieodmiennie stanowią czas opowieści i wspominania wakacyjnych przygód, wymiany zdjęć, prezentów i pocztówek z przebytych wojaży. Zdarza się, że jednym z poruszanych tematów jest wakacyjna miłość.

O wartości tego typu miłości (a raczej – zakochania, zauroczenia) można wiele dyskutować. Do jakiego stopnia stanowi ona rodzaj swoistej mody, podpatrywanego stylu dominujących w przestrzeni mediów seriali, powszechnie przyjętych współcześnie trendów? Czy udało się jeszcze przetrwać niewinności, tak niegdyś charakterystycznej dla młodych ludzi, która nieodmiennie towarzyszyła tym najwcześniejszym kontaktom między chłopakiem a dziewczyną. Jedną z odpowiedzi na tego typu rozważania stanowi lektura coraz liczniejszych ostatnio powieści dla nastolatek, w których świat młodocianych bohaterek zostaje odmalowany bogato i barwnie, jak gdyby przy użyciu tęczowego pióra (a raczej tęczowej klawiatury).

Książka Odlotowe wakacje autorstwa Anny-Louise Wheatherley porusza właśnie temat wakacyjnej miłości. A poniewaz rzecz dzieje się w wielkim świecie, tak i wakacje spędza się nie na koloniach, pod namiotem czy na bałtyckiej plaży, ale na słonecznej Ibizie. Tam właśnie wyjeżdża główna bohaterka, Lizzy razem z starszą siostrą i jej „fajowymi” przyjaciółkami. Takie właśnie babskie wakacje stanowią spełnienie marzeń szesnastoletniej bohaterki, która wreszcie ma szansę zakosztować wolności i przeżyć szalone chwile na licznych plażach hiszpańskiej wyspy. Wkrótce też doświadcza kolejnej atrakcji, spotyka przystojnego didżeja.

Fabuła powieści koncentruje się na opisie rozwijającego się związku Lizzy i didżeja Reksa. Problem stanowi różnica wieku między nimi (Reks ma 26 lat), co główna bohaterka ukrywa przed nowo poznanym chłopakiem. Nie mówi o nim także swojej siostrze, zmyślając różne kłamstwa, by móc swobodnie się z nim spotykać. Z biegiem czasu dociera do niej, że uczucia Reksa są niezwykle poważnie, młody mężczyzna wierzy, że Lizzy to jego prawdziwa miłość, pragnąłby spędzić z nią resztę życia. Lizzy czuje to samo, a raczej dochodzi do tego wraz z nieuchronnie upływającym czasem. Pod koniec wakacji decyduje się nie wracać do domu. Niestety, entuzjastyczne plany szesnastolatki krzyżuje niespodziewana tragedia – wypadek Reksa i przyznanie się Lizzy chłopakowi do swojego wieku. W tym momencie wakacyjna bajka dobiega końca, Lizzy wraca do domu pogodzona z nieuniknionym rozstaniem, we własnym mniemaniu wzbogacona przeżytymi doświadczeniami, dojrzalsza i gotowa na stawienie czoła przyszłości.

Odlotowe wakacje dobitnie ukazują, jak wygląda świat współczesnej zachodniej (?) nastolatki. Szczegółowe opisy codziennych rytuałów właściwych każdej dziewczynie, takich jak: nakładanie makijażu, wybór odpowiednich ciuchów, pseudo-intelektualne pogaduszki w gronie starszych, którzy obowiązkowo muszą być cool, przeplatają się z nieustającymi monologami głównej bohaterki, która stara się zrozumieć, czy to, co wokół niej się dzieje, to właśnie jest miłość. Radosną konstatację, gorącego uczucia na przekór wszelkim przeciwnościom losu, stanowi morał zawarty w kupionej przez bohaterkę książce zatytułowanej Krowa i pies, w której tytułowa para „zamieszkała razem wbrew wszystkim i wszystkiemu”. Tak oto prezentuje się kondycja współczesnych powieści typu love stories. Nie wiem, jak odnajdują się w nich polskie nastolatki. Z pewnością także doświadczają rozterek typowych dla bohaterki Odlotowych wakacji, mam tylko nadzieję, że mniej w ich świecie slapsticku i blichtru, a więcej normalności i pospolitej inteligencji.

Możesz kupić tutaj: Odlotowe wakacje

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 184
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: AKAPIT PRESS
Wymiary: 13.0x19.8cm
ISBN: 9788361635697
Tłumaczenie: Anna Błasiak

BeatoJ, odezwij się

Do tej pory wciąż nie odezwała się zwyciężczyni konkursu - BeataJ. Jeśli nie odezwie się dziś do 20.00, zrobię ponowne losowanie.

poniedziałek, 13 września 2010

Giamila Yehya "Przyjaciółki od pierwszego wejrzenia"


Ilaria ma już prawie 15 lat. Postanawia prowadzić swój własny blog w Internecie, gdzie, niby anonimowa (przyjmuje nick aria), ale jednak na oczach wielu, zamierza opowiadać o swoim życiu. Ma fajnych przyjaciół, są nimi bliźniaczki oraz chłopak o imieniu Luco. Do gronach tych sprawdzonych znajomych wkrótce dołącza nowa w klasie dziewczyna, Alicja. Dziewczyny zaprzyjaźniły się od pierwszego wejrzenia, rozumieją się bez słów. Wkrótce jednak – kiedy Luco decyduje się powiedzieć Ilarii o swych uczuciach – nić porozumienia między przyjaciółkami zostaje zerwana. Co dalej? Musicie przeczytać… :)

Króciutka opowieść Giamili Yehya prowadzona jest nowocześnie – ma formę blogu. Kolejne notatki są więc opatrzone datą i tytułem, na końcu "aria" zazwyczaj dołącza „piosenki” i gdyby książka była interaktywna, z pewnością usłyszelibyśmy sporo ciekawych kawałków. "Aria" wplata też wiele cytatów z książek, zwłaszcza wierszy Emily Dickinson.

To zdecydowanie powieść dla gimnazjalistek. Lektura sygnalizuje, że „przyjaźń to owoc, który dojrzewa powoli” i musi być wystawiona na próby, aby mogła dowieść swej wartości.

Możesz kupić tu: Przyjaciółki od pierwszego wejrzenia 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 112
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Bernardinum
Wymiary: 12.5x19.5cm
ISBN: 9788373807198
Tłumaczenie: Anna Beata Bagnowska

niedziela, 12 września 2010

Wyniki losowania

W tym oto konkursie wygrać mogliście książkę Juliusza Verne'a Pięć milionów hinduskiej księżniczki. nagroda została ufundowana przez wydawnictwo Zielona Sowa.

Wyniki już są:) Tym razem losował komputer :0
Program "po namyśle" podał tego nicka: BeataJ :)
Bardzo proszę, by szczęśliwa zwyciężczyni podała adres do wysyłki na mój adres mail: kamienna1@wp.pl

Ankieta

Mała zmiana na blogu. Zmieniłam układ - teraz wszystko wspiera się aż na trzech kolumnach:)

Dodałam też na boku ankietę, bo zwyczajnie jestem ciekawa, czy moja mrówcza praca się przydaje:)
Odpowiadajcie, proszę!

sobota, 11 września 2010

Emilia Kiereś "Srebrny dzwoneczek"


Książka Srebrny dzwoneczek Emilii Kiereś czekała na półce już od dłuższego czasu. Przeczytałam ją właśnie teraz, w – jak sądzę – najlepszym dla tej lektury momencie. Z miejsca więc polecam ją tym dzieciom i rodzicom, którzy debiutują w szkolnych ławach. Bo to z pewnością książeczka także i o nich. Ja już sobie w duchu obiecałam, że będę ją czytała z córą, gdy ta będzie miała pójść do szkoły.

U Marysi jeszcze trwają wakacje i dziewczynka wyjeżdża do cioci (ma to chyba też jakiś związek z faktem, że mama spodziewa się dziecka). Ciocia Ania mieszka na wsi, w dużym, trochę zarośniętym domu z ogrodem. Jest krawcową, więc bywają chwile, gdy Marysia sama sobą się zajmuje. Intrygują ją świat dookoła – zarośnięty ogródek sąsiadów, kot złotooki, dziewczynka o czarnych włosach. Marysia jest jednak nieśmiała, wielu rzeczy, sytuacji, a także nowych osób się boi. Przejmuje się na zapas – ot, choćby tym, czy ktokolwiek ją w szkole polubi. Nade wszystko jednak jest ciekawska i to właśnie ta cecha, pozwala jej walczyć z niepokojami. Dlatego decyduje się odwiedzić ogród Pani Wróżki, oswoić kota i odezwać do Dorotki.

Emilia Kiereś snuje przepiękną, delikatną opowieść o przełamywaniu własnych strachów, o odwadze, ale także i o śmierci – choć temat ten pojawia się w książce ukryty za zasłoną wyobraźni Marysi. Ujmuje mnie ta niespieszność historii i zwyczajność przygód Marysi. Świat przedstawiony składa się tu wielokrotnie z ulotnych wrażeń, które tworzą kołyszące się na wietrze dzwoneczki, pachnące słodyczą truskawki i czereśnie, odbłyski słonecznych promieni w kryształkach starego żyrandola. Akcja posuwa się raczej dlatego, że Marysia przemyśliwuje świat, a nie dlatego, że coś istotnego się wydarzyło. Jeśli więc macie nieśmiałe dzieci, które zasiadły właśnie w szkolnych ławach, podsuńcie im tę książkę o Marysi. Być może razem z nią odważą się wyjść do drugiego, oswoić świat.

Książkę zilustrowała Małgorzata Musierowicz (jej ilustracje są… niezwykle sentymentalne:)), Emilia Kiereś zaś jest jej córką! Tutaj możecie przeczytać wywiad z nimi. Panie rozmawiają o tym, jak książka powstawała.


Możesz kupić tu: Srebrny dzwoneczek 

Ilustracje: Małgorzata Musierowicz
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 120
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: AKAPIT PRESS
Wymiary: 21.0x19.0cm
ISBN: 9788362199204

Wydawnictwo Akapit Press wydaje  w tym miesiącu kolejną książkę w cyklu "W złotej ramce". To Matka Polka Zuzanny Orlińskiej.

czwartek, 9 września 2010

Sanna Töringer, Kristina Digman "O duchu, który się bał"


To naprawdę straszna książka! Przerażająca! Na jej stronach przebiegają potwór, wampiry, kościotrup i duch – te budzące autentyczną grozę wymysły fantazji. Ilustracje są na tyle sugestywne, że nawet jeśli wyobraźnia zawiedzie, ona dopomoże się przerazić. Duchowi odpada głowa, potwór wygląda jak Frankenstein, na podłodze leży plama krwi, tu i tam fruwają krwiożercze nietoperze… Brrrr… Strach się bać:) Wielu rodziców może mieć obiekcje przed zaserwowaniem tej lektury swemu przedszkolakowi na dobranoc. Mnie się jednak wydaje, że warto. Dlaczego?


Spróbujcie sobie przypomnieć, jak to było w dzieciństwie – wszyscy lubiliśmy straszne historie, coś nas ciągnęło w ciemne miejsca (na przykład stare opuszczone domy). Strach przed tym, co lubiła roić sobie nasza wyobraźnia, musiał być oswojony, dlatego instynktownie pchaliśmy się ku historiom budzącym trwogę.
Autorki tej książeczki obrazkowej wychodzą ze słusznego założenia, iż irracjonalne strachy trzeba obłaskawić. Najlepiej z pomocą mamy lub taty. W opowieści O duchu, który się bał Kruszynce pomaga w tym mama. Nie chroni córki ani przed ciemnością (np. zapalając jej światło na noc), ani przed strasznymi bajkami. Pozwala jej się bać, ale cały czas jest przy dziecku. Kruszynka czegoś się boi – ducha, wampirów… ale okazuje się, że i te strachy też czegoś się boją i tak jeden ucieka przed drugim. W końcu okazuje się, że potwór boi się małej myszki (to zupełnie tak jak ja:) ).

Dla szkatułkowej kompozycji tej opowieści ramy tworzy całkiem realna wieczorna scenka. Raz mama, raz Kruszynka wyzwala w wyobraźni straszne postaci, a te – jak w rosyjskich bajkach – gonią jedna drugą. I gdy wydaje się, że wszystko zostało oswojone, zajrzano we wszystkie kąty wielkiego domu i nie znaleziono nic, czego należałoby się bać – potwory zaczynają żyć własnym życiem i opowieść snuje się dalej.
Jestem pewna, że dzieci przy pierwszym zetknięciu z tą pozycją będą się nieco bały. Jestem też pewna, że będą do niej ciągnęły, aż w końcu zaczną się śmiać. Ważne tylko, by w lekturze im towarzyszyć.

Możesz kupić tu: O duchu, który się bał 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Zakamarki
Wymiary: 20.0x30.0cm
ISBN: 9788360963777
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska

poniedziałek, 6 września 2010

„Świerszczyk” nr 17/2010


Powrót do szkoły, powrót do codziennych zajęć, powrót także do „Świerszczyka” co dwa tygodnie… A w nim temat szkoły – potraktowany lekko, bo przecież „nasza szkoła to nie smok”!

Dziś opowiem tylko o dwóch propozycjach świerszczykowych, które mnie zauroczyły. Po pierwsze ilustracje, a w szczególności ta do wiersza Doroty Gellner, autorstwa Małgorzaty Bieńkowskiej. Na pomiętym papierze farbami namalowano szkołę i dzieci z mamą. Zachwyca mnie prostota tego obrazka – postaci są jakby dziecięcą ręka namalowane, użyto odważnych (odcienie zieleni i różu) kolorów, które przywodzą mi na myśl rysunki mojej córy. Najbardziej chyba jednak zatrzymuje mój wzrok faktura papieru, od razu chciałoby się jej dotknąć.

Utwierdziłam się też w przekonaniu, że bardzo lubię ilustracje, które tworzy Piotr Rychel, współpracujący chyba często z Grzegorzem Kasdepke. I tym razem tworzy obrazy do opowieści tegoż o koledze w „Wielkim czytaniu” (swoją drogą historyjka wymyślona przez GK wprawiła mnie w zdziwienie...). Charakterystyczne wysokie, o długich nogach i wielkich głowach postaci robią wrażenie połamanych:)

Jest w „Świerszczyku” jeszcze jeden typ ilustracji, który uwielbiam. Towarzyszy on zawsze opowiastkom Małgorzaty Strzałkowskiej w cyklu „Litery znam, więc czytam sam”. Beata Zdęba szyje ze skrawków materiałów bohaterów bajek, aby potem do nich coś domalować – zazwyczaj jedynie czarnym mazakiem. Te własnoręcznie zrobione przytulanki mogą stanowić inspirację dla dzieci i ich rodziców, by sami uszyli takowe.
Druga propozycja „Świerszczyka” to wskazówki, jak zrobić biurkowarownię. O!, taką:



Strona "Świerszczyka"

sobota, 4 września 2010

Konkurs z Verne'em

Już wiemy, dlaczego warto przeczytać Verne'a i mieć go we własnej biblioteczce. Wydawnictwo Zielona Sowa postanowiło podarować czytelnikom tego bloga Pięćset milionów hinduskiej księżniczki. Aby wziąć udział w losowaniu tej książki, wystarczy w komentarzu odpowiedzieć na pytanie:
gdybyś otrzymał (człowieku) olbrzymi spadek, na co byś go wydał? :P

Na odpowiedzi czekam do niedzieli, 12 września, do godziny 21.00.

Powodzenia:)

PS
Anonimowych proszę o podpisywanie się imieniem lub pseudonimem:)

Juliusz Verne "Pięćset milionów hinduskiej księżniczki"


Wydawnictwo Zielona Sowa zdecydowało się na dość odważny krok przypomnienia sylwetki i twórczości Juliusza Verne’a. Seria zatytułowana „Podróże z Verne’em” liczy 14 powieści, wśród których znajdziemy tak znane utwory jak 20 000 mil podmorskiej żeglugi, Dzieci kapitana Granta czy W 80 dni dookoła świata. Poznajemy jednak i mniej popularne utwory, a wśród nich ten, o którym chcę dziś opowiedzieć – Pięćset milionów hinduskiej księżniczki.

Wpierw jednak chciałabym się skupić na warstwie zewnętrznej tej książki i całej serii. Co dostajemy? Przede wszystkim rzucają się w oko oryginalne, dość stonowane okładki. Przypominają pocztówki wysyłane z podróży, które odbyły się wiele lat temu. Już to pierwsze wrażenie odsyła czytelnika w jakieś sentymentalne, ciepłe rejony. Otwarcie książki rodzi kolejne pozytywne skojarzenia. Papier, szorstki, przypomina książki wydawane za czasów komuny – w tym przypadku jest to swoisty komplement. Na najtańszym, byle jakim w gruncie rzeczy, papierze wydawano najwspanialsze powieści, drukowano naprawdę wartościowe słowa. Ja w każdym razie tak czytelnictwo za komuny zapamiętałam:) Książka jest porządnie zszyta i zaopatrzona w zakładkę.

Otwieram na pierwszej stronicy i czytam... wzdycham po raz trzeci... ten język, ten styl, to tłumaczenie! Od razu zastanawiam się, komu z młodych tę książkę podrzucić, by mógł się rozsmakować w słowie! Chylę czoła przed tłumaczem – Andrzejem Zydorczakiem, tym bardziej z uwagi na fakt, iż jego wykształcenie nie ma nic wspólnego z przekładem. Jak czytam na stronie Polskiego Towarzystwa Juliusza Verne’a, francuski pisarz i jego twórczość były pasją Zydorczaka od zawsze. To właśnie z jego zbiorów pochodzą ilustracje, ryciny Léona Benetta, które zdobią książkę i od których trudno nieraz oderwać oko.

Akcja Pięciuset milionów... wbrew temu, co sugerowałby tytuł, nie dzieje się w Indiach, ale w Europie, by potem przenieść się do Ameryki Północnej. Pewnego dnia doktor Sarrasin, wspaniały lekarz, który w swej pracy badawczej zajmuje sie problemem higieny, dowiaduje się, że otrzymał olbrzymi spadek. W jego głowie natychmiast rodzi się myśl, by majątek spożytkować na stworzenie doskonałego miasta France-Ville, gdzie ludzie żyliby w warunkach higieny fizycznej i moralnej. Wkrótce jednak pojawia się drugi spadkobierca, niemiecki uczony Schulze. Ten z kolei nie wyobraża sobie, by tak duże pieniądze mogły trafić w ręce francuskie i nie przysłużyć się umocnieniu oraz panowaniu rasy germańskiej. Majątek podzielono na pół. Sarrasin dopiął swego i zbudował utopijne miasto u wybrzeży Oceanu Spokojnego. Schulze zaś robi wszystko, by France-Ville znieść z powierzchni ziemi. Jako potentat stali, największy wytwórca wyrobów żelaznych, producent dział tworzy antyutopijne Stahlstadt – miasteczko otoczone murami, w którym pracownicy muszą się podporządkować ścisłej kontroli oraz władzy jednego tylko człowieka – Schulzego. Co z tego konfliktu wyniknie? Co planuje Schultze? Od książki trudno się oderwać, a zakończenie okazuje się wyjątkowo zaskakujące.

Cieszy mnie, że przypomniano klasycznego przecież Verne’a. Czy dziś młodzież jeszcze go czyta? I czy znajduje w jego twórczości coś fantastycznego, odkrywczego, inspirującego? Jeśli macie w domu nastolatków, a zwłaszcza tych czytających, sprezentujcie im Verne’a. Może zamarzą o całej kolekcji?

Możesz kupić tu: Pięćset milionów hinduskiej księżniczki 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 208
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Wymiary: 13.5x20.5cm
ISBN: 978-83-7623-231-7

piątek, 3 września 2010

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak "Basia i Dziadkowie"


Przeczytałam niedawno artykuł Ludwiki Bandury, który został opublikowany w 1930 roku w magazynie „Przyjaciele Szkoły”. Zdumiała mnie trafność obserwacji poczynionych prawie sto lat temu. Powołując się na wiedeńską badaczkę, Charlottę Bühler, zauważa Bandura, że dziecko przechodzi przez trzy okresy fascynacji czytelniczych.

W pierwszym okresie (Struwelpeteralter) zainteresowanie dziecka zwrócone jest na zjawiska dnia codziennego, na rozmaite opowiadania o Jasiach-brudasach itd. Drugi okres – okres baśni (Märchenalter) – wkracza już w dziedzinę fantazji. Jest to okres romantyzmu dziecięcego, po czym następuje wtórny okres realizmu (Robinsonalter), w którym dziecko rozczytuje się w książkach treści awanturniczej, historycznej, a także popularnonaukowej. („Przyjaciel Szkoły”, nr 20/ 1930)

Z obserwacji wnoszę, że podział ten jest prawdziwy. Dowodzi tego choćby ogromna ilość propozycji książkowych, które odpowiadają na potrzeby pierwszego okresu. Serie o Martynce, Franklinie, myszce Zuzi, Kamyczku... to krótkie historyjki opowiadające o zwykłych czynnościach i problemach dnia codziennego (wizyta u dentysty, młodsze rodzeństwo, nauka nocnikowania).

Zdaje się, że polscy wydawcy w którymś momencie zapragnęli przedstawić rodzimego bohatera, który miałby swoje własne dylematy. Do stworzenia takiej serii zostały zaproszone Zosia Stanecka i Marianna Oklejak, dwie młode dziewczyny, które nie bały się pójść w stronę oryginalności. Dlaczego? Jeśli porównać wyżej wymienione serie z Basią, od razu zauważymy, że świat polskiej bohaterki jest mniej różowy (i bynajmniej nie mam na myśli koloru), mniej poprawny, bardziej refleksyjny i bardziej skomplikowany. Już same ilustracje – Basia z piegami, dziadek z wypryskami na twarzy i rękach, w dodatku całkiem łysy, dorysowane ołówkiem przedmioty w tle, a także czerwone i czarne kontury postaci – odżegnują się od przesłodzonych wizji, które znajdziemy choćby w Martynce czy Franklinie. A kiedy przeczytamy tekst, okazuje się, że zwyczajne grypsko Basi może stać się pretekstem do refleksji o chorobach jako takich i śmierci. W omawianej tu części bowiem do szpitala trafia Dziadek dziewczynki, który choruje na serce. I choć wszystko tym razem kończy się dobrze, ziarno zostaje zasiane. Książeczek o Basi nie da się od tak tylko przeczytać na dobranoc. O Basi trzeba z dzieckiem podyskutować, trzeba jej przygody przemyśleć.

Do tej pory powstały książeczki: Basia...

... i Boże Narodzenie
... i przedszkole
... i nowy braciszek
... i upał w zoo
... i mama w pracy
... i biwak
... i Dziadkowie
... i bałagan
... i taniec
... i pieniądze

Tam możesz kupić książeczki o Basi

Ilustracje: Marianna Oklejak
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: LektorKlett
Wymiary: 21.5x25.5cm
ISBN: 978-83-7608-174-8

czwartek, 2 września 2010

Kate Forsyth "Cygańska korona. Siła magii"


Cygańska korona. Siła magii to pierwszy tom trylogii fantasy, przeznaczonej dla młodszego czytelnika, autorstwa australijskiej pisarki Kate Forsyth. Książka przedstawia historię dwójki cygańskich dzieci: Emilki i Luki, ich krewnych oraz towarzyszących dzieciom w podróżach zwierząt.

Akcja powieści toczy się w Anglii czasów Olivera Cromwella (wiek XVII), burzliwego okresu przewrotów i przemian ustrojowych. Surowe rządy lorda protektora, wspieranego przez nie mniej srogich wyznawców purytanizmu, pogrążają społeczeństwo w postępującym strachu, niepewności i obawie przed narażeniem się bezlitosnym przywódcom religijnym. Anglicy zmuszeni są wieść życie obwarowane licznymi zakazami i w dużej mierze pozbawione dotychczas znanych im przyjemności (jak choćby taniec, śpiew, kuglarstwo). W tej niesprzyjającej rozrywce atmosferze życie Romów nie jest łatwe. Należą oni bowiem do jednej z najbardziej prześladowanych przez pastorów oraz żołnierzy mniejszości. Z powodu otwartej wrogości władz zmuszeni są do życia w lasach, na uboczu miast, gdzie nie sposób zarobić.

Także rodzina Emilka znajduje się w równie trudnym położeniu. Historia Siły magii rozpoczyna się w chwili, gdy zdesperowani Cyganie decydują się na odwiedzenie miasta i zaprezentowanie swych artystycznych umiejętności by zdobyć pieniądze na jedzenie. Niestety, mimo ostrzeżeń cygańskiej królowej – Maggie Finch, Romowie udają się do miasta, gdzie zostają schwytani przez mściwego pastora i skazani na śmierć. Teraz ich przeżycie zależy wyłącznie od Emilki i Luki, którym udaje się zbiec, i magicznym amuletom, tytułowej cygańskiej koronie. Emilka, w której powoli budzą się magiczne zdolności, musi odnaleźć cztery talizmany będące w posiadaniu licznych krewnych rozsianych po całej Anglii. Jednakże przyjdzie jej zmierzyć się nie tylko z nienawistnym jej pastorem, wysłaną w ślad za dziećmi pogonią, ogólną niechęcią społeczeństwa angielskiego ale także nieoczekiwaną wrogością własnych krewnych, którzy niechętnie udzielają pomocy nawet członkom własnej rodziny. By zdobyć talizmany Emilka zmuszona jest do dokonywania przeróżnych transakcji, nieraz tracąc w ten sposób najbliższych przyjaciół. Największy problem stanowi jednak uciekający czas, gdyż rodzina Emilki zostanie wkrótce stracona.

Siła magii charakteryzuje się wartką i nieprzewidywalną akcją. Ucieczka dzieci, a następnie ich podróż nie ustają ani na moment. Na swej drodze napotykają liczne trudności i niespodziewanych prześladowców. Autorka ogranicza niezbędne opisy do minimum, przerzucając swoją uwagę na dialogi i rozbudowę skomplikowanego świata spisków i przewrotów, jakie planują przyczajeni przeciwnicy lorda protektora. Szalona gonitwa Emilki i Luki prowadzi ich od jednego taboru do kolejnego, gdzie zmuszeni są do podejmowania wciąż nowych negocjacji.

Trochę żałuję, że autorka Siły magii nie skupiła się na bardziej wiarygodnym odwzorowaniu XVII-wiecznej Anglii. Przy tego typu powieściach to właśnie umiejętne odmalowanie współczesnych realiów życia stanowi o specyficznym klimacie opowiadanej historii. Niemniej wybrany przez nią temat (prześladowanie Romów) nadaje Cygańskiej koronie… oryginalności i rozbudza w czytelniku ciekawość odnośnie kolejnych części cyklu.

Możesz kupić tutaj: Cygańska korona

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 156
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: AKAPIT PRESS
Wymiary: 13.0x20.0cm
ISBN: 9788361635611
Tłumaczenie: Iwona Żółtowska