czwartek, 18 sierpnia 2011

"Bajki dla odważnych"; seria Disney


W światku rodziców, którzy sporo książek czytają swoim dzieciom, książeczki opatrzone logo Disney są bardzo passe. Odbierane są jako kiczowate, bez morału, bez pomysłu, byle jakie po postu. Ja się w dużej mierze z tą opinią zgadzam. Wolę książki, które cieszą także moje oko, które niosą w sobie jakieś przesłanie. W domu mamy przede wszystkim takie wartościowe książki. Ale... moje dzieci Disney’owskie serie bardzo lubią i czasem (nawet często; zwłaszcza w przypadku najmłodszej czytającej pociechy) wybitny ilustrator przegrywa ze stylistyką bajek wytwórni Walta Disneya. Janek woli Kubusie Puchatki, a Marcie spodobały się Bajki dla odważnych. W książce tej pomieszczono opowiadania będące rozwinięciem bajek, które dobrze wszyscy znamy – Aladyn, Piotruś Pan, Kubuś Puchatek, Auta, Potwory i S-ka, Śpiąca Królewna, Wróżki, 101 Dalmatyńczyków, Gdzie jest Nemo. Dlaczego więc „dla odważnych”? W założeniu króciutkie historyjki mają zawierać elementy budzące strach. W opowiadaniu z Piotrusia Pana będzie to straszny cień Kapitana Haka, który prześladuje Misia (w bajce animowanej to Michaś, a nie Miś – być może tłumaczka nie oglądała…), w historii z Aladyna dżin stroi sobie nieprzyjemne żarty z Aladyna i Dżasminy, a w Śpiącej Królewnie zła Czarownica próbuje zemścić się po raz kolejny (jak pamiętamy z bajki, została pokonana raz na zawsze, tu jednak okazuje się, że tylko nam się wydawało).

Na książkę spoglądam niechętnie, ale – jak już wspomniałam – córka raz po raz ją wyciąga i przegląda. Myślę, że bardzo lubi bajki w wersji animowanej, a ta książeczka to dla niej przedłużenie dobrze znanych historii.



Możesz kupić tutaj: Bajki dla odważnych

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 160
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323738862

2 komentarze:

  1. Piękności pokazujesz i wyrabiasz, dlatego postanowiłam obdarzyć Cię wyróżnieniem. Zapraszam pod odbiór na www.masosolnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś jest w tych książkach, że dzieci chętnie po nie sięgają. Coś, czego my nie widzimy:))) Pamiętam Alladyna z serii D. - mój syn kazał sobie czytać bez końca. Najpierw zasypiał na stronie 68 (tak kilkanaście razy:)) A potem już się tak wprawił, że wytrzymywał do końca. My nie - bezczelnie schowałam na górnej półce:( Ale sentyment pozostał - u Tomka - nie u mnie. Mamy po wujach i po ciociach pokaźną kolekcję i od czasu do czasu jest życzenie, by czytać właśnie te książki. Ale na maraton Alladynowy nigdy się już nie zgodzę:)

    OdpowiedzUsuń