poniedziałek, 31 stycznia 2011

Conn Iggulden "Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci"


Za dni panowania króla Jerzego V w pewnej niewielkiej angielskiej wiosce dokonano niezwykłego odkrycia: zdołano pozyskać odpowiednie substancje do wyrobu kolorowych fajerwerków. Przy zastosowaniu związków chlorku miedzi, azotanu sodu i węglanu strontu sztuczne ognie mogły wreszcie rozbłyskiwać barwą żółtą, błękitną i czerwoną. Wydarzenie to odbiło się głośnym echem w prasie i na dworze królewskim. Znacznie mniej jednak wiedziano o źródłach samego odkrycia. Całą sprawę zdawała się otaczać subtelna aura tajemnicy. I nic dziwnego skoro kolorowe fajerwerki wynalazły tak naprawdę Toliny. Należałoby zatem zapytać: kto to jest Tolin?

Toliny to stworzenia latające (aczkolwiek na bardzo niskich i ograniczonych dystansach) wielkością przewyższające duszki ale wciąż ledwo zauważalne dla ludzkiego oka. Mieszkają w wiosce o nazwie Szerłudkowo. Ich głównym zajęciem jest unikanie ludzi, wylegiwanie się na nagrzanych płatkach kwiatów i prześladowanie Bogu ducha winnych duszków, których używają do rozmaitych czynności oraz posług. Charakter mają nie zawsze przyjemny, zwłaszcza kiedy szykanują słabszych. Na czele społeczności Tolinów stoi Arcytolin, wszyscy zaś zmuszeni są do przestrzegania najważniejszego z praw Tolinów – nigdy nie rozmawiać z człowiekiem. Niestety, nieoczekiwany rozwój wydarzeń sprawia, że skrzydlaty ludek dostaje się w ludzką niewolę a jedynym wyjściem z tragicznej sytuacji jest bezpośrednia próba komunikacji z krzywdzicielami. Kto jednak odważy się złamać Pierwsze Prawo Tolinów? I czy ujdzie mu to płazem? Zdecyduje się na to Iskrzak, młody Tolin będący zupełnie nietypowym przedstawicielem swojego gatunku. I nie, nie ujdzie mu to płazem.

Conn Iggulden napisał książkę dla dzieci przesiąkniętą typowo angielskim humorem. Dlatego można w niej spotkać uzdrowiciela Grzebulę, któremu jako lekarstwo na grzybicę zaaplikowano amputację stopy. W innym zaś miejscu bohaterowie z zajęciem rozprawiają nad szczegółami grożącej im egzekucji zastanawiając się jaki odgłos wyda spadający na ich głowy topór. Przykładów takich jak te można w książce znaleźć wiele. Lekturą Tolinów powinny więc zająć się raczej starsze dzieci. Przemawia za tym również lekko naukowy charakter książki. Autor bowiem równoważy szalone przygody Tolinów z ich dociekaniami badawczymi, takimi jak np. zagadnienie ciężkości powietrza, budowy pompy parowej czy balonu. Klimat opowieści dobrze oddają ciekawe ilustracje Lizzy Duncan ilustrujące każdą stronę książki.

Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci to z pewnością oryginalna pozycja zwłaszcza dla polskiego czytelnika. Stanowi przykład opowieści dla dzieci i młodzieży często spotykanych w angielskiej literaturze, łączących w sobie wątki sensacyjne, fantastyczne i naukowe. Książka zawiera w sobie wszystko to w czym lubują się wyspiarze: specyficzny humor, komizm sytuacyjny, satyryczne odwzorowanie narodowych wad i przywar. Lektura ma być bowiem nie tylko zabawna ale i pożyteczna.

Możesz kupić tutaj: Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 172
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Świat Książki
Wymiary: 19.5 x 25.5 cm
ISBN: 978-83-247-1867-2
Tłumaczenie: Patryk Gołębiowski

"Wyspa Skarbów" - audycja radia WNET

"Wyspa Skarbów" to audycja, która miała swoją premierę w radiu WNET.
Tutaj podcast!


Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Justyną Mahboob, malarką i ilustratorką:
"Wypożyczalni babć" Marii Marjańskiej-Czernik oraz "Cukierka dla dziadka Tadka" Ivony Březinovej, Wydawnictwa STENTOR.


Gorąco zachęcamy do wysłuchania fragmentów książek:
"Babcia na jabłoni" Miry Lobe, Wydawnictwa Dwie Siostry oraz wspomnianej "Wypożyczalni babć" Marii Marjańskiej-Czernik w interpretacji Karoliny Marchlewskiej.


Prowadzenie
Sylwia i Dominik Jabs

czwartek, 27 stycznia 2011

Renata Bik "Tajemnice Białego Lasu"


Tajemnic ciąg dalszy…

Tajemnice Białego Lasu to książka, która ma szansę spodobać się wielbicielom Narnii. Główni bohaterowie, Kamila i jej mama, Gabriela, a także Mateusz, zwany Śmigaczem, trafiają do niezwykłej krainy. Dziewczynka z mamą wpadają w zaspę, a chłopiec wchodzi do ośnieżonego szałasu. Te miejsca to swoiste wrota przenoszące ludzi do innego świata. Świata, którym zawładnęła Ptasia Wiedźma. Odebrała ona władzę Królowej Lasu i skrywając się pod jej postacią, ciemięży lud, a sprzeciwiających się zamienia w ptaki. Kamilka została wybrana, aby uwolnić tę krainę spod władzy złej wiedźmy. Mateusz zaś, miłośnik przyrody, ma jej pomóc wypełnić misję. Oboje podejmują to wyzwanie i w ten sposób rozpoczyna się dla nich niezwykła przygoda w świecie zamieszkałym przez gadające kawki, rusałki, Władcę Gór czy Słonecznikowe Potwory. Jest jeszcze „wątek dla dorosłych”:) Gabriela, która zostaje odłączona od córki, zostaje zamieniona w ptaka. Kiedy potem odzyskuje ludzką postać, robi niesamowite wrażenie na Franciszku, któremu Ptasia Wiedźma kazała ją zabić...

Choć w powieści Renaty Bik możemy odnaleźć podobieństwa do książek C.S. Lewisa, tak naprawdę ich styl zupełnie się różni. Lewis nie komplikował akcji. W powieści rodzimej autorki dzieje się bardzo dużo, czasem odnoszę wrażenie, że zbyt dużo. Liczba dziwnych postaci, miejsc oraz wydarzeń powoduje, że czytelnik – zwłaszcza na początku – trochę się gubi. W którymś momencie jednak akcja zaczyna być na tyle interesująca, że chcemy po prostu poznać ciąg dalszy.

Szczególnie interesujące wydały mi się wskazówki wychowawcze, które autorka przemyca w książce. Gabriela, która oddzielona od córki, bardzo się o nią niepokoi, jest zachęcana do tego, aby uwierzyć w swoje dziecko i nieco odciąć pępowinę. Córka zaś, „uwolniona” od matki i jej zarzutu: „nie masz wyobraźni”, okazuje się wspaniałą osobą, która potrafi „uratować świat” i rozumie drugiego.

Chciałbym zobaczyć tę książkę z innymi ilustracjami. Bo te są okropne, zupełnie bez wyobraźni. Twarze postaci zostały jakoś wykoślawione i nie budzą żadnej sympatii. W tekście pojawia się też trochę literówek i błędów interpunkcyjnych. To wszystko nie sprzyja swobodnemu odbiorowi książki.

Możesz kupić tutaj: Tajemnice Białego Lasu


Ilustracje: Mateusz Stefanko
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 144
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Novae Res
ISBN: 9788377221006

środa, 26 stycznia 2011

Danuta Zawadzka "Tajemnica zaczarowanego klasera"


Tajemnicę zaczarowanego klasera czyta się wybornie. Wyobrażam sobie, że młody czytelnik w wieku szkolnym przewraca kolejne strony zaciekawiony tym, co może wydarzyć się za chwilę. Bo w książce tej czają się i typy spod ciemnej gwiazdy, i trzeba rozwiązać kilka zagadek, i dzieją się sprawy zupełnie magiczne… Innymi słowy, rzecz dobra do czytania pomiędzy jedną a druga lekturą!

A wszystko to za sprawą tego, że tata Aleksa stracił pracę i chłopiec nie będzie mógł wyjechać na wakacje nad morze. Ukochany dziadek jednak ratuje wnuczka przed nudą i podarowuje mu piękny klaser ze znaczkami. Aleks i dwójka jego przyjaciół – Kamil i Zuzka – już wkrótce odkrywają, że album ten jest niezwykły. Mianowicie to, co widzą na znaczkach, rusza się, a nawet „wychodzi poza ramy”. Panujący wśród znaczków chaos jest efektem pewnej kradzieży, która dokonała się w znaczkowym królestwie. Czy Aleks i jego przyjaciele znajdą usta króla? Czy odkryją, kto się czai w krzakach? Czy odnajdą igłę w stogu siana? I w końcu – czy powróci ład do znaczkowego królestwa? Mam nadzieję, że te pytania zaintrygowały was na tyle, aby sięgnąć po książkę.

Spośród publikacji Zawadzkiej, które mogłam przeczytać do tej pory, ta wydaje mi się najciekawsza. Sprawnie napisana, naprawdę wciąga. Autorka unika infantylizowania. Przygody trójki przyjaciół są oryginalne, osadzone mocno w realiach współczesnych (np. poszukiwanie informacji o utraconych znaczkach w Internecie). Zawadzka próbuje też w zawoalowany sposób przemycić wiedzę z dziedziny filatelistyki i zaintrygować młodych. Być może po lekturze niejeden młody czytelnik zdecyduje się kupić swoją pierwszą serię znaczków?

Powieści towarzyszą nieco zabawne ilustracje Agnieszki Semaniszyn. Możemy w nich odnaleźć kreskę Bohdana Butenki.

Możesz kupić tutaj: Tajemnica zaczarowanego klasera

Ilustracje: Agnieszka Semaniszyn
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 248
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 14.0 x 18.5 cm
ISBN: 978-83-7437-626-6

"Ryms" nr 12




SEDNO RYMSA:

Małgorzata Cackowska, Andrzej A. Patalon – Religijna książka z obrazkami dla dzieci w Polsce

Adriana Dobrzyńska-Suchy – Tyrania ateizmu (recenzja książki „Boga przecież nie ma”)

Anita Wolanin - Nagle sfrunął anioł biały… (o motywie anioła w książkach dla dzieci)

Eliza Piotrowska – Święci uśmiechnięci

Hanna Diduszko – Dobrze, kiedy dzieci się dziwią… (o książkach pomagających filozofować)

Agnieszka Wolny-Hamkało – Życie i śmierć w Dolinie Muminków

Aneta Bohaczewska-Petryna – Bromba i psychologia - recenzja

Hanna Dymel-Trzebiatowska – O czym marzymy. Pippi Pończoszanka z perspektywy filozofii

Ewa Skibińska – recenzje: „Co oznacza ta ryba?”, „Książeczka o owieczce”, „Rozmowy z dziećmi. Kazania niecodzienne”, „Stworzenie”, „Wielkie pytanie”, „Debata filozoficzna królika z dudkiem o sprawiedliwości”, „13 bajek z Królestwa Lailonii dla dużych i małych”, „Niezbędnik ateisty”, „Jest wiele wiar”, „Bóg się rodzi”, „Ewangelia dla dzieci”, „A czy Boga można o coś zapytać? Odpowiedzi biblijne na pytania ciekawskich dzieci”, „Czy Bóg istnieje? Wielkie problemy religii. Dzieci pytają – naukowcy odpowiadają”, „Matka Teresa z Kalkuty”, „Moja pierwsza Biblia”, „Biblia dla dzieci na każdy dzień”, miesięcznik „Mały Pielgrzym”

W CZTERY OCZY

Jezus dzieckiem podszyty - Krystyna Romanowska rozmawia z biskupem Antonim Długoszem

CO W TRAWIE PISZCZY

Jacek Friedrich – 45 gawęd na tysiąclecie państwa polskiego (o zapomnianej serii wydawniczej z czasów PRL) – cz. II

Małgorzata Cackowska – Ula i książki - cz. III

RECENZJE

Beata Kęczkowska – Bez tabu dla dorosłych

Ewa Skibińska - „Moje Bullerbyn”, „Przygody rodziny Mellopsów”, „Małe Instrumenty grają Chopina”, „Wyszedł z domu”, „Paproch”, „Co z ciebie wyrośnie?”, „Maleńki król Grudzień”

PATRONATY

„Wszyscy na Ciebie czekamy”, „Poradniczek Gabrysi i Kajtka”, „Mój przyjaciel Szymon”, „Za niebieskimi drzwiami”, „Andrzej Kruszewicz opowiada o ptakach”, „Podręczny nieporadnik. Rękawiczka”, „Pierwsze urodziny prosiaczka”, „Kiedy byłam mała – Joanna Olech/ Kiedy byłem mały – Michał Rusinek”, „Żożo i Lulu”, Mity greckie – „Opowieści z zaczarowanego lasu” – cz. 4

MŁODZI ZDOLNI

Dobrawa Borkała

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Astrid Lindgren "Dzieci z Bullerbyn"


Od jakiegoś czasu czytamy z Martą Dzieci z Bullerbyn. Naprzemiennie z Pippi Pończoszanką. Nie wiem, którą książkę Marta pokochała bardziej. Jestem jednak pewna, że zakochała się w tych tekstach równie mocno, jak i ja przed wielu, wielu laty! Mogę dziś śmiało powiedzieć, że Dzieci z Bullerbyn stały się najczęściej czytaną przeze mnie książką. Tęsknota, z jaką powracałam do lektury, nie mogła się niczemu innemu równać. Czytałam ją, gdy już w końcu nauczyłam się dobrze składać litery. Wracałam do niej jako nastolatka. I na studiach. I wracałam zawsze do tego samego wydania, do tej samej fizycznie książki, którą odnajdywałam w bibliotece. Z żółtą okładką, oprawioną w folię, z pożółkłymi kartkami, postrzępionymi na brzegach. Na czytanie wybierałam okres wakacji, kiedy nic nie mogło mi przerwać lektury i kiedy mogłam się stać Lisą, i wybrać na łąki czy nad jeziorko położone w lesie, aby realizować swoje Bullerbyn. Tak, bo po przeczytaniu książki zawsze czułam się Lisą. Dwie moje koleżanki z podstawówki, które mieszkały na tej samej ulicy co i ja, przybierały imiona Britta i Anna. Ja, podobnie jak Lisa, miałam dwóch braci, którzy nieźle potrafili mi zagrać na nerwach. Mieszkałam też w zasadzie na wsi. Mój rodzinny dom otoczony był od przodu łąkami, a z tyłu – lasem. To był (jest!) ostatni dom przy tej ulicy. Nie trudno więc było mi się z bohaterką, jej przygodami, wygłupami – zidentyfikować.


Dzieci z Bullerbyn to sen każdego z nas o doskonałym dzieciństwie. Ja mogę się cieszyć tym, że moje właśnie takie idealne było. Z dziećmi sąsiadów stanowiliśmy paczkę pięciorga dzieci, które całe dnie spędzały puszczone samopas. Organizowaliśmy sobie proste zabawy – wojna w paprociach czy budowanie własnego królestwa w lesie (do dziś za domem rodziców rośnie sosna, która przypomina mi tron – około 40cm od podłoża pień rozchodzi się na trzy odnogi, dając wygodne siedzisko). Zbieraliśmy też co roku jagody, porzeczki, agrest, łowiliśmy ryby w stawach, zbieraliśmy z rodzicami siano, karmiliśmy małe owieczki butelką mleka, wędziliśmy kiełbasy i deptali kapustę. Być może więc kiedy wracam do tej książki, tak naprawdę wracam do krainy swojego dzieciństwa i czytam hymn pochwalny, który Lindgren napisała za mnie.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że będę czytała tę najważniejszą książkę okresu dzieciństwa z własnymi dziećmi. Teraz to czas dla mnie niezwykły, prawie mistyczny, bo sztafeta pokoleń właśnie ma miejsce. Przekazuję coś ważnego, coś mojego swojej córce. Ach, jakże chciałabym, aby i dla niej ta książka stała się wyjątkowa!

Możesz kupić tutaj:
wydanie kolekcjonerskie z ilustracjami Hanny Czajkowskiej


Oprawa: Twarda
Ilość stron: 376
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 12 x 18.5 cm
ISBN: 978-83-10-11619-2

wydanie z ilustracjami Ilon Wikland

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 14.0 x 20.4 cm
ISBN: 978-83-10-11777-9
Tłumaczenie: Irena Wyszomirska

Polecam też film. Wczoraj z Martą obejrzałyśmy na DVD . Jest uroczy i oddaje klimat książki. Choć książka oczywiście lepsza:)

piątek, 21 stycznia 2011

"Grzegorz Kasdepke dzieciom"


Na Fejsbuku Grzegorz Kasdepke wspomina swoje spotkania z małymi czytelnikami. Czytamy:

Z cyklu „Pytania od czytelników”.
Miejscowość Łazy, nieopodal Warszawy.
Pierwszoklasistka:
- Pan pisze tylko Kasdepke, czy jeszcze coś?
 Trudno się dziwić pytaniu, skoro autor wydał książkę, która nosi tytuł Grzegorz Kasdepke dzieciom (i żeby było jaśniej – na okładce tytuł stoi dużymi literami). Kto? – Grzegorz. Komu? – dzieciom. Co? – kasdepke? Cóż się musiało roić w głowie pierwszoklasistki, na myśl o „kasdepke”? Myślę i myślę, wymyślić nie mogę…

Grzegorz Kasdepke dzieciom to książka wydana, obok Poczytaj mi, mamo oraz Agnieszka Osiecka dzieciom, z okazji 90 lat istnienia Naszej Księgarni. W zbiorze znajdziemy niektóre pozycje wydane przez autora pod skrzydłami NK. Jest więc Bajkolandia, Bodzio i Pulpet, Maja i Filip, Przygody detektywa Pozytywki, Uczucia, Nieznane przygody Kacpra. Historie zostały bogato zilustrowane przez Marcina Piwowarskiego i Piotra Rychela.

Zanurzenie się w opowieści pana Grzegorza to uczta pierwsza klasa. Uwaga, uwaga! Grozi bólem brzucha! Ale nie z przesytu, tylko od niesamowitej porcji dobrego humoru. Autor uwielbia oddawać głos dzieciom, a te okazują się nieco krnąbrne (Maja i Filip) i ciut przemądrzałe (Bodzio i Pulpet). Dorośli zawsze mają z nimi co robić (Przygody detektywa Pozytywki). Uwielbiam te dzieciaki, choć zapewne gdybym je spotkała, szybko na mej głowie pojawiłyby się siwe włosy. Kasdepke stawia też w swoich bajkach tezy (a czasem pytania), przy których dorosły myśli sobie: „no tak, oczywiście” albo „w sumie dlaczego nie!?” (Bajkolandia). Nade wszystko zaś świat przedstawiony jest niesłychanie kolorowy – to wrażenie jest pewnie zasługą ilustracji, które zrosły się z postaciami stworzonymi przez autora tak mocno, że trudno sobie wyobrazić je w innym wydaniu.


Nie ukrywam, że jestem wielką fanką twórczości Kasdepke. Pisałam już o jego książkach kilkakrotnie (Z piaskownicy w świat, Bon czy ton. Savoir vivre dla dzieci, Słodki rok Kuby i Buby, Horror!, czyli skąd się biorą dzieci) . Dlatego dla mnie takie wydanie zbiorcze to rewelacyjny pomysł.

Możesz kupić tutaj: Grzegorz Kasdepke dzieciom

Ilustracje: Piotr Rychel, Marcin Piwowarski
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 16.5 x 21.5 cm
ISBN: 978-83-10-11895-0

czwartek, 20 stycznia 2011

Elsa Beskow "Słoneczne jajo"


Książka Elsy Beskow o córce elfów i słonecznym jaju zauroczyła nas od pierwszego wejrzenia na okładkę. Długowłosa, ruda dziewczyneczka, przyglądająca się ze zdziwieniem pomarańczy, stoi w centrum obrazka. Ilustracja (ta i pozostałe!) przyciąga wzrok oglądającego subtelnością i delikatnością. Na obrazy Słonecznego jaja składają się dwa plany. Z jednej strony oglądamy realistyczne przedstawienie lasu i jego mieszkańców – ptaków, wiewiórki, żab. Spoglądamy na las „od podszewki”, okiem małego dziecka, które będąc blisko ziemi, widzi świat w szczegółach – mech, igiełki świerku, szyszki, drobne kwiatki… Z drugiej zaś strony, pośród tego, co rzeczywiste, umieszczone zostają elementy baśniowe, jak córka elfów, Szyszka, skrzat Korzonek. Obecność tego drugiego planu ma swoje znaczenie. Sprawia bowiem, że to, co zwyczajne, ale odrobinę niezrozumiałe, staje się magiczne. Beskow zresztą wyjaśnia to czytelnikowi:

Jeśli kiedykolwiek zimą natrafisz na nieco mniej soczystą pomarańczę, nie smuć się, tylko pomyśl, że może to jeden z tych owoców, z których sok piła córka elfów! To byłoby niesamowite, prawda?

Zdarzyło wam się kiedyś jeść taką mniej soczystą pomarańczę? No właśnie! Beskow ćwiczy więc wyobraźnię czytelnika. Zachęca go do bajania i spoglądania na rzeczywistość przez specjalne okulary fantazji. Dzięki temu świat wydaje się bardziej niezwykły!


Obrazkom oczywiście towarzyszy opowieść. W gruncie rzeczy jest to dość prosta historia, bez fajerwerków. Córka elfów znajduje w lesie pomarańczę, ale myśli, że to jajo zniesione przez słońce. Pokazuje je swoim przyjaciołom – Szyszce, żabom, sowie, wiewórce… Dopiero zięba wyjaśnia, że to owoc, z którego można pić sok. Jak się okazuje przepyszny! Pomarańczę porywa jednak sroka, co doprowadza córkę elfów do łez. Zięba pociesza maleńką dziewczyneczkę i obiecuje zabrać ją ze sobą do ciepłych krajów, gdzie cytrusów jest pod dostatkiem. Tak też się dzieje! A więc, za sprawą tego, że mały chłopiec o imieniu Lasse zgubił w lesie pomarańczę, córka elfów mogła przeżyć wielką przygodę.

Książki obrazkowe Elsy Beskow (1874-1953) to klasyka literatury szwedzkiej. Spodobało mi się co na stronie Ambasady Szwecji pisze Birgitta Fransson:

Elsa Beskow kształciła się na malarkę w Akademii Sztuk Pięknych, ale po wyjściu za mąż zarzuciła malarstwo oddając się tworzeniu książek dla dzieci. Beskow miała czwórkę dzieci, samych chłopców, pozujących do ilustracji swej matki, która, zajmując się jednocześnie gospodarstwem, dziećmi i mężem, zdążyła stworzyć ponad 30 książek obrazkowych, wiele zbiorów bajek i podręczników. Nigdy nie miała własnej pracowni, lecz zwykła siadać na rogu stołu w jadalni i malowała, wyposażona w małe pudełeczko akwareli i pędzelek, otoczona gromadką bawiących się dzieci. Był to pewnie dość typowy obraz sytuacji kobiet w tamtych czasach.


W książkach Elsy Beskow wyraźnie widać chęć dotarcia do dzieci i zyskania ich zrozumienia. Autorka solidaryzuje się z dziećmi, nie idealizując ich jednak ani nie upiększając, lecz szkicując ich takimi, jak rzeczywiście wyglądały - i nic dziwnego: rysowała przecież swych własnych synów. Musieli pozować także, gdy Beskow rysowała dziewczynki, choć niespecjalnie im się to podobało.

Słoneczne jajo jest pięknie wydane. Nieco pożółkły typ papieru, twarda okładka z materiałowym grzbietem sprawiają, że czujemy, jakbyśmy trzymali w rękach książkę sprzed wielu, wielu lat… Książkę naszego cudownego dzieciństwa!

Możesz kupić tutaj: Słoneczne jajo

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Zakamarki
Wymiary: 20.0 x 24.0 cm
ISBN: 9788360963883
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska

wtorek, 18 stycznia 2011

„Świerszczyk” nr 02/2011


Doczekaliśmy się karnawału! My, wraz z przyjaciółmi, którzy też mają dzieci, przygotowujemy dla naszych pociech bal. Rodzice również będą się przebierali, aby bawić się wspólnie z maluchami. Bale karnawałowe to, obok możliwości przebrania się, także taniec! Jemu właśnie poświęcono numer drugi „Świerszczyka”. Lektura czasopisma może osłodzić czas oczekiwania na wielki bal!

Rafał Witek proponuje nam Szybki kurs tańca towarzyskiego. Oczywiście w dwóch wersjach – dla dziewczyn i dla chłopców. Mnie spodobała się instrukcja napisana pod płeć brzydszą:

Tańczyć jest łatwo. Każdy potrafi.
To tak jak judo albo karate.
Trzeba być szybkim, nie dać się zmylić (…)

Zofia Stanecka i jej tanczący Troll sugerują, że dobrze jest robić to, co się lubi – nawet jeśli niektórzy mówią, że nie wypada. A Bajetan Hops odkrywa radość płynącą z tańca, która jest ważniejsza niż technika czy umiejętności. Dzieci mogą też dowiedzieć się, jakie funkcje może pełnić taniec, oprócz tej rozrywkowej.


W związku ze zbliżającym się Dniem Babci i Dziadka zaproponowano też instrukcję zrobienia sympatycznej podkładki na okulary:)

Strona "Świerszczyka"

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Maria Konopnicka "Szczęśliwy światek"; "W domu i w świecie"

Być może niektórzy z was pamiętają, że jakiś czas temu zamieściłam na Czytankach-przytulankach link do Cyfrowej Biblioteki Narodowej, gdzie zebrano „kopie klasyków literatury dziecięcej, w pięknie ilustrowanych wydaniach z końca XIX i początku XX wieku”. W komentarzach zachwyciliście się wówczas projektem… A co dziś powiedzielibyście na to, aby te wirtualnie zebrane pozycje trzymać w rękach, móc czytać, przeglądać? Otóż znaleźli się pozytywni szaleńcy, którzy wydali wiersze Konopnickiej. Reprinty książek z końca XIX wieku prezentują się wyjątkowo solidnie i godnie. Przedruk techniką fotooffsetową wydania z 1892 roku (W domu i w świecie) oraz z 1895 roku (Szczęśliwy światek) daje możliwość prześledzenia XIX-wiecznej ortografii oraz przyjrzenia się kwestiom edytorskim (pierwotnie książki wydano nakładem Księgarni Michała Arcta). W końcu też ktoś sięgnął po Konopnicką, w której obronie chcę dziś stanąć.


Nie lubię nachalnego dydaktyzmu w literaturze. Choć twórczość Konopnickiej jest zdecydowanie nastawiona na wychowywanie młodych pokoleń, nie jest w tym namolna… Ale może w ogóle powinnam zacząć od tego, że w moim przekonaniu dzieciom trzeba pokazywać różnicę między tym, co dobre, a co złe. Także w kwestii zachowania. Dlaczegóż by nie w literaturze dziecięcej? A zatem: dydaktyzm – tak, nachalność – nie!

Ujęła mnie autorka wierszem Pan Franciszek. Pewnie przede wszystkim dlatego, że bohaterami scenki są bracia – Franciszek i Jaś. I oczywiście zobaczyłam w nich moich synów. Tytułowy pan Franciszek ma 9 lat i chodzi już do szkoły.

Nic milszego, powiem szczerze,
Jak widok pana Franciszka,
Kiedy się do książki bierze,
Aby uczyć z niej braciszka.

Ale nie zawsze tak było… Konopnicka spogląda w przeszłość, aby odkryć przemianę, jaką przeszedł chłopiec. Motywacją do zmiany zachowania stała się ambitna myśl, aby być wzorem dla młodszego brata.

Marcie bardzo spodobała się opowiastka Lekcja Emilki. Mała bohaterka jest tu nauczycielką, która uczy alfabetu swoje lale oraz pewnego niegrzecznego Chińczyka. Opowiada im o tabakierze, kichaniu, rumianych truskawkach, niani, przy okazji dając wykład o dobrych manierach. Chińczyk zamiast słuchać, ciągle się wygłupia, więc Emilka co rusz go strofuje. Konopnicka stosuje więc ciekawy zabieg – moralizuje tu mała dziewczynka!

A więc staję w obronie dydaktyzmu. Dlaczego niby nie odwoływać się do doświadczeń dzieci i wpływać na ich zachowanie, zachęcać do nauki, szanowania ojczyzny (Jałmużna myśli) i przyrody (U okienka), miłowania Boga (Chrystus i dzieci)? No tak, wielu uważa, że te kategorie to już przeżytek, a literatura powinna podążać za życiem i jego problemami. Gdzie tam ojczyzna, jak matka w depresji głębokiej... Bóg się dziś tak dobrze nie sprzedaje jak geje… Stąd i Konopnicka jest bardzo passe ze swym „szczęśliwym światkiem” i bogoojczyźnianymi zapędami.

Ja jednak stawiam na Konopnicką! Kto odważny?

Możesz kupić tutaj!

czwartek, 13 stycznia 2011

Francesca Simon "Koszmarny Karolek i koncert Szczurów"


Nie zaprzyjaźniłam się z Karolkiem. Wcale nie dlatego, że nie lubię niegrzecznych dzieci i chciałabym się otaczać tylko Doskonałymi Damiankami... Koszmarny Karolek według mnie zwyczajnie nie ma nic do powiedzenia!

Koszmarny Karolek cieszy się jednak sporą popularnością – która tym bardziej, po lekturze książki, jest dla mnie niezrozumiała. Owszem zgadzam się, że to śmieszne i zabawne, na przykład taka akcja z pisaniem autobiografii i publikowaniem ich w gazetach, przy czym podmienia się biografię Wrednej Wandzi i cieszy z własnej przebiegłości, po czym okazuje się, że Wredna Wandzia była równie przebiegła… no ale co z tego! Od śmiechu brzuch może rozboleć czasem. A kiedy Karolek na koncercie Tereski i Tulipanków zaczyna wydzierać się na całe gardło: „Leżę w kostnicy / Mojej ciemnicy / Nic już nie muszę / Nie jem, nie kruszę / Jak tylko wejdziesz / To cię uduszę” – to sobie myślę, że tyle pięknych i mądrych książek stoi na półce i że można było im czas poświęcić.

Dziś więc krótko! Znam osobiście kilku Koszmarnych Karolków i Karolinek. Żaden z nich jednak nie jest aż tak koszmarny jak ten książkowy.

Jeśli jednak chcesz kupić, możesz to zrobić tu: Koszmarny Karolek i koncert Szczurów

Ilustracje: Tony Ross
Ilość stron: 98
Rok wydania: 2010
Wymiary: 12 x 19.5 cm
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 978-83-240-1436-1

wtorek, 11 stycznia 2011

Maria Ewa Letki "Diabełek"


Zachwyciłam się kiedyś Zaczarowanymi historiami Marii Ewy Letki. Dziś równie gorąco będę zapraszała do lektury Diabełka tejże autorki. To świetny towar eksportowy (mam nadzieję, że pisarka się nie obrazi na to określenie). Jeśli dziś tak wiele wydawnictw decyduje się wydawać literaturę skandynawską ze względu na tematy, które podejmuje i sposób, w jaki to robi, oto mamy u siebie coś równie dobrego i mądrego. Książka jest przeurocza!

Autorka snuje w gruncie rzeczy prostą opowieść o diablątku, które pewnego deszczowego wieczora puka do chaty bezdzietnej pary. Kobieta i mężczyzna przygarniają zziębnięte i mokre stworzenie niby na chwilę, ale z czasem zaczynają go lubić coraz bardziej. Odkrywają jego dobre cechy (cierpliwość, pracowitość), ale też i te negatywne (skłonność do wybuchów złości, okradanie innych). Pewnego dnia diabełek informuje ich, że mogą mu pomóc w wielkiej przemianie – diablik stanie się małym dzieckiem, jeśli tylko człowiek naprawdę go polubi ze wszystkimi zaletami, ale i wadami. Para bardzo się stara, ale przemiana nie następuje. Aż pewnego dnia diabełek znika…

Bajka o diabełku to piękna metafora. Ja wyczytuję z niej historię swoich dzieci, które bywają jak ten diabełek. Czasem dają ostro popalić, wpadają w furię, zamieniają się w potwory, zieją ogniem złości. Sąsiadka, podobnie jak ta bajkowa, może pomyśleć, że przecież te dzieci to istne diablęta i że nie chce mieć z nimi do czynienia (zwłaszcza gdy słyszy nad głową tup-tup-tup i dzikie wrzaski przez cały dzień). Ale kiedy bliżej im – tym moim dzieciom – się przyjrzeć, można bez problemu zauważyć, że są też wrażliwe (zwłaszcza na krzywdę innych), dbają o siebie nawzajem, chętnie pomagają w pracach domowych… A kiedy mama lub tata się z nimi bawią i poświęcają im swój czas, to wtedy można usłyszeć coś wyjątkowego – najcudowniejszy pod słońcem dźwięk. Śmiech dziecka!


Moje dzieci, moje diabełki, słuchały z zaciekawieniem. Oczywiście nie odebrali tej historii tak jak ja:) Dla nich była to przesympatyczna bajeczka o Złośniku, Chciwusku, Mądralinku, Smętniaku i niesamowitej przemianie, jaka dokonała się za sprawą miłości.

Możesz kupić tutaj: Diabełek

Ilustracje: Agnieszka Żelewska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 20.5 x 27 cm
ISBN: 978-83-61824-25-1

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Mariusz Niemycki "Zuzia na tropie Makusynów"


Tytuł powieści Mariusza Niemyckiego sugeruje, że oto Zuzia trafiła do Ameryki, gdzie tropi jakieś indiańskie plemię. Nic bardziej mylnego! Makusyny to szczep harcerski, działający w latach 60-tych, który swą nazwę wziął od Kornela Makuszyńskiego. Makusyny i Makucórki byli charakterni, mieli niesamowite pomysły. Wśród nich jeden w szczególności wzbudził zainteresowanie ludzi żyjących czterdzieści lat później. Ukryty na zamku w Siedlisku skarb. Akcja powieści dzieje się bowiem współcześnie. A nastolatka Zuzia wcieli się w rolę młodego detektywa, by rozwikłać, kto ów skarb ukradł. Żeby podsycić nieco ciekawość, dodam, iż Makusyny działały naprawdę!

Szósta część przygód dzielnej Zuzi spodoba się bez wątpienia tym czytelnikom, którzy lubują się w powieściach detektywistycznych, cenią Nienackiego, Makuszyńskiego czy Nizurskiego. Obok zagadki do rozwiązania, mamy tu zbiór motywów i elementów typowych dla powieści kryminalnych. Są i szyfry, i hasła, i sekrety z przeszłości, i stare zamczysko, i pułapki oraz typki spod ciemnej gwiazdy. Razem z Zuzią możemy na chwilę wcielić się w rolę inspektora, który ma za zadanie złapać złodzieja. Na chwilę! Bo akcja powieści biegnie błyskawicznie i nim się porządnie rozejrzymy dookoła, Zuzia już wie, kto i jak ukradł skarb. Dla mnie to jedyny minus tej powieści – wszystko zbyt szybko zmierza do finału.

Niemycki świetnie portretuje bohaterów. Choć jego styl i w tym przypadku jest bardzo oszczędny, postaci zostają obdarzone wyrazistymi charakterami. Mają ciekawe nazwiska (na przykład dentyści to Wyrwał i Kozik), intrygujący wygląd (Zenon Pacan), ich język zdecydowanie się wyróżnia (wypowiedzi Pacana i jego żony). Autor nie szczędzi swoim bohaterom cech, które wywołują na twarzy czytelnika uśmiech.

Lektura książek detektywistycznych Niemyckiego przygotowuje nastoletniego czytelnika do lektur, po które zacznie sięgać już za kilka lat – Christie, Conan Doyle, Chesterton… Mnie zaś nasunęła się myśl, że nazwisko autora ładnie wpisuje się w szereg pisarzy gatunku – Niziurski, Nienacki, Niemycki…:)

Możesz kupić tutaj: Zuzia na tropie Makusynów

Ilustracje: Elżbieta Śmietanka-Combik
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 188
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 13.5 x 19.5 cm
ISBN: 978-83-7437-518-4

Inne książki Niemyckiego

piątek, 7 stycznia 2011

Ewa Nowak "Niewzruszenie"


Ewa Nowak trafiła na moją listę ulubionych autorów literatury dziecięcej i młodzieżowej. Uwielbiam styl tej pisarki – lekki i niezwykle dowcipny. Przygody stworzonych przez nią bardzo wyrazistych i charakternych bohaterów wciągają mnie bez reszty. Czasem naprawdę trudno mi się oderwać od lektury i tylko wrodzone poczucie obowiązku przywołuje mnie do porządku. Pokochałam też fabuły Nowak za ich bycie o czymś. Autorka nie pisze tylko dla rozrywki. Z drugiej jednak strony, nie udaje też przed czytelnikiem znawczyni spraw wszelkich. Raczej stawia pytania, zachęca do refleksji i samodzielnego opowiadania się za lub przeciw.

Niewzruszenie to powieść dla młodzieży. Jedenasta z kolei w serii „miętowej”. Jej bohaterami (podobnie jak w przypadku książki Skorpion i koń Dziąsło) jest rodzeństwo – osiemnastoletnia Marianna i piętnastoletni Lew. Ci dwoje wspaniale się ze sobą dogadują, dlatego w zasadzie nie potrzebują przyjaciół. Tworzą wspólny front przeciwko światu i rodzicom, którzy czasem się zapominają i zachowuję nieodpowiedzialnie. Czegóż jednak oczekiwać po tacie, który gra w zespole na weselach i po mamie – profesjonalnej wróżce (i nota bene doktor psychologii). Tematem powieści stają się przede wszystkim jednak rozterki sercowe brata i siostry. On zakochuje się w starszej o trzy lata Gabi, ona nie zakochuje się, choć bardzo by chciała, w Tomku, który ubóstwia ją i jej nadskakuje. Próbę dojścia do ładu ze swoimi uczuciami obserwujemy z narastającym napięciem...

Co w książce Ewy Nowak może znaleźć młody człowiek? Przede wszystkim będzie mógł przyglądać się różnym wizjom tego, jak traktuje się związek i miłość. Wielu bohaterów, którym udziela się tu głosu bądź których historię poznajemy (zwłaszcza dzięki wróżce Annie), wypowiada swoje zdanie, niejednokrotnie mało romantyczne! Autorka zachęca więc, by o uczuciu między dwojgiem ludzi pomyśleć nieco poważniej, wskazuje na potencjalne problemy. Inteligentny czytelnik wyczyta z tej historii wiele praktycznych rad.Na całe szczęście Nowak pisze o miłości bez napuszenia.

Doskonałe poczucie humoru przede wszystkim zjednuje tej ksiażce czytelnika. Uśmieszek rodzi na twarzy docinająca Annie sąsiadka z dołu, bezbronny wobec żony Janusz, nawet chorujący na Alzheimera dziadek! Autorka odmalowuje charaktery swoich postaci tak sugestywnie, że moglibyśmy uwierzyć, iż mieszkają sobie gdzieś na warszawskiej Białołęce. Już po kilku stronach jesteśmy z bohaterami serdecznie zaprzyjaźnieni i kiedy kończymy książkę czytać, od razu chcemy pobiec do biblioteki po kolejne części tej „miętowej” serii.


Możesz kupić tutaj:  Niewzruszenie

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 208
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Egmont
Wymiary: 14.5 x 21.5 cm
ISBN: 978-83-237-7882-0

środa, 5 stycznia 2011

„Świerszczyk” nr 01/2011


„Na dobry początek / nie tylko dla orlątek” – tak brzmi tytuł pierwszego numeru „Świerszczyka” w tym roku. Tym razem więc teksty dotykają tematu trudnych początków. Bohaterka wiersza Natalii Usenko nie zraża się źle rozpoczętym dniem i na przekór wszystkiemu postanawia odmienić swój los. Dzień okazuje się koniec końców idealny, bo przecież:

Ważne jest, jak się SKOŃCZY dzień.
Nieważne, jak się ZACZNIE!

Do tego, by się nie zrażać, zachęca też Bajetan w swoim pamiętniku oraz orzeł Jerzy z opowiadania Piotra Olszówki. Redaktorzy „Świerszczyka” podsuwają nam również listę słynnych osób, jak Thomas Edison, Albert Einstein czy Sean Connery, aby utwierdzić czytelnika w przekonaniu, że pozory bardzo mogą mylić i nawet jeśli coś ci się nie udaje bądź idzie jak po grudzie, nie wolno się poddawać.


Nowy numer zaskakuje przede wszystkim jednak liczbą stron z przeróżnymi zagadkami i zadaniami do rozwiązania. Oprócz rubryk, które dobrze znamy, znalazły się tu nowe: „Ćwiczenia z myślenia”, „Żabawy z Endo”, „Radzę sobie coraz lepiej”. My takie zabawy bardzo lubimy, ale… ja wolałabym jednak, żeby „Świerszczyk” pozostawał zdecydowanie czasopismem literackim, w którym więcej będzie ciekawych opowiadań, wierszyk, bajek, a nie zagadek.

Strona "Świerszczyka"

wtorek, 4 stycznia 2011

Renata Opala "Rudzielec"


Na mroźne, zimowe wieczory nie ma to jak książeczka ciepła, pogodna opatrzona barwnymi ilustracjami, z których wyziera do czytelnika pyzata twarzyczka dziewczynki, niezmiennie otoczona dwiema rudymi kitkami. Dziewczynka to Joasia, a kitki to jej znak rozpoznawczy, podobnie jak schludne sukienki w groszki i pasujące do nich wyprasowane kołnierzyki. Joasia ma siedem lat, mieszka w domu z ogródkiem razem z mamą, tatą, babcią i dziadkiem. Jest pilna i uczynna, chociaż czasami też uparta i marudna. Bardzo marzy o tym, żeby opiekować się jakimś zwierzątkiem. Początkowo mama obawia się, że córka będzie traktować żywą istotę jak jeszcze jedną ze swoich zabawek, postanawia więc poddać Joasię próbie. Dziewczynka musi zajmować się rosnącymi w salonie kwiatami. Zabiera się do tego z prawdziwym zapałem. Nie mija jednak kilka dni, kiedy w domu niespodziewanie pojawia się „coś żywego”, na dodatek rozpaczliwie potrzebującego pomocy i opieki.

Książka Renaty Opali opowiada historię przygarniętego przez rodzinę Kowalskich rudego kota perskiego (tytułowy ‘Rudzielec’), jego przygód oraz sposobu, w jaki wpłynął na życie domowe swojej nowej rodziny. Autorka nie skupia się jedynie na opisywaniu emocji i myśli rodzących się w głowach ludzkich bohaterów, ale także stara się zaprezentować punkt widzenia kociego protagonisty. Prywatnie właścicielka perskiego kota, Opala niezwykle głęboko wczuwa się w sytuację przez siebie odmalowaną – sytuację zaniedbanego i poddanego zapomnieniu swych najbliższych kota. Opisuje poszczególne etapy, przez jakie przechodzi świeżo przygarnięte zwierzę: poczynając od obezwładniającej je apatii, poprzez nieufność, psotność i zuchwałość aż wreszcie zaakceptowanie swojej nowej rodziny.

Niezwykle ciepły ton narracji nadaje książce niepowtarzalny klimat, w sam raz odpowiadający naturze serii, do której Rudzielec należy (‘Bajki zasypianki’). Co więcej, autorce udało się wytworzyć wyjątkowo naturalną i wiarygodną atmosferę. Opowiedziana przez nią historia charakteryzuje się swojskością i – tak rzadką w dzisiejszych czasach – pozytywnością. Opala udowadnia, że czas rodzin wielopokoleniowych, w których każda osoba posiada swą przyrodzoną i niezbywalną wartość, nie przeminął.


Możesz kupić tutaj: Rudzielec

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 118
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 17.0x24.5 cm
ISBN: 9788374375283

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Paweł Beręsewicz "Ciumkowie w szkocką kratę"


Seria o rodzinie Ciumków zyskała sobie uznanie. W 2005 roku Co tam u Ciumków? nagrodzono „Guliwerem w krainie Olbrzymów”, w 2008 roku Beręsewicz za Ciumkowe historie w tym jedna smutna otrzymał Ogólnopolską Nagrodę Literacką im. K. Makuszyńskiego, a w roku minionym książka Warszawa. Spacery z Ciumkami zdobyła uznanie w konkursie na Nagrodę Literacką Miasta Stołecznego Warszawy. Ciekawe więc, jak powiedzie się najnowszej propozycji Beręsewicza.

Tym razem rodzinka Ciumków wyrusza w podróż do Szkocji. Grzesiek, Kaśka i ich rodzice na rowerach będą przemierzali krainę Rob Roya. Na ich trasie, którą możemy śledzić dzięki mapce, pojawią się najważniejsze miejsca, które warto odwiedzić, zobaczyć, będąc w Szkocji. Podróż Ciumków to także okazja, by poznać lokalne legendy – jak tę o Rob Royu czy potworze z Loch Ness, dowiedzieć się czegoś o lokalnej faunie (historia rudych wiewiórek, drabiny dla łososi) czy też zdobyć informacje o tym, jak zorganizować wyprawę rowerową.

Sympatyczna opowieść o Ciumkach może stanowić inspirację tak dla dzieci, jak i czytających im rodziców. Pomysł na aktywne, rodzinne spędzanie wakacji po lekturze książki wydaje się nader kuszący. Czytelnik myśli sobie od razu, gdzie sam chciałby się wybrać, zastanawia się, gdzie leży stary namiot i czy przypadkiem nie przecieka (jak ten Ciumkowy), skąd wziąć fundusze i w ogóle jak to wszystko zorganizować… Lubię takie mobilizujące do działania lektury. Lubię też styl Beręsewicza – dowcipny, puszczający oko do czytelnika, prowadzący z nim grę i wciągający go do wypowiadania opinii.

Możesz kupić tutaj: Ciumkowie w szkocką kratę

Ilustrował: Suren Vardanian
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 160
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 14.5 x 19.0 cm
ISBN: 978-83-7437-616-7

Książka Beręsewicza, którą miałam okazję czytać:
Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek?

sobota, 1 stycznia 2011

Kalendarze na 2011 rok

Oczywiście inspirowane książkami:)

Muminki
Pettson i Findus

Pan Kuleczka


Mikołajek

Kot Simona

Nasze ulubione książki w 2010 roku

2010 rok obfitował w naszym domu w książkowe nowości. Mieliśmy okazję obejrzeć i przeczytać wspaniałe opowieści, baśnie, wiersze właśnie dzieki temu blogowi. Wiele wydawnictw zdecydowało się rozpocząć ze mną współpracę i przesłać mi „świeżynki” do recenzji. Muszę przyznać, że większość przesłanych mi lektur to były pozycje naprawdę godne zauważenia i przeczytania. Kilkanaście książek zrobiło na nas (na mnie i dzieciach) szczególne wrażenie. Chcę więc wymienić te, do których wciąż wracamy. Dzieci same sięgają sobie na półkę i zdejmują ich ulubione czytanki.

Oto one:

Ulubiona książka Jasia:

Gdzie jest tort? Książka bez tekstu. Niemal zamaltretowana przez Janka. Przeglądana tysiąc razy!

Ulubione książki Marty:

Szkoła rysowania. Zwierzęta z kreskówek Zeszyt do rysowania zapełnia się nadal i systematycznie:)
Wszyscy na Ciebie czekamy Towarzyszyła nam przez cały Adwent. Marcie najbardziej podobała się możliwość tworzenia szopki.
Poczytaj mi, mamo Z tą książką po prostu musiało tak się stać.. kto by nie pokochał tej serii???

Książki, które na mnie zrobiły duże wrażenie:

Blady Niko
Czarny ptak
Gdzie jest moja siostra?
Jaśki
Opowieść
Piaskowy Wilk
Rok z Linneą
Wychowanie przez czytanie