czwartek, 28 kwietnia 2011

David McKee "Elmer"


Ponoć Elmer jest ulubieńcem przedszkolaków. Słyszałam też, że zaraża pozytywnym nastawieniem do świata. Wcale się temu nie dziwię. Elmer bowiem jest słoniem w kolorową kratkę. To dzięki niemu inne słonie są radosne. Gdy gdzieś znika, nagle wszystkie szare słonie stają się ciche i poważne.

Zastanowiło mnie, jak to jest aż tak bardzo różnić się od innych. Elmer co prawda jest wyjątkowy i lubiany, bo potrafi dowcipkować, dzięki niemu wszyscy potrafią się śmiać do rozpuku i po prostu jest sympatycznie, ale też słoń ma czasem po prostu tego wszystkiego dość. Bo czy ktokolwiek słyszał o słoniu w kratkę? To jednak dziwne! Dziwnie być innym. Dlatego Elmer chce być taki, jak wszyscy. Niczym się nie wyróżniać. I udaje mu się. Jednak i to bohaterowi w końcu przestaje odpowiadać.

Historyjka o słoniu w kolorową kratę przynosi naukę o tym, że warto akceptować innych, warto też akceptować siebie takim, jakim się jest. Ilustracje przedstawiające kolorowego Elmera nastrajają optymistycznie. Przywodzą na myśl wizję gorącej, pełnej radości krainy. Ostatnia ilustracja, na której stado obłędnie kolorowych słoni gra na instrumentach, wyzwala w czytelniku potrzebę szaleństwa.

Opowieść McKee przeznaczona jest dla dzieci w wieku do trzech lat, choć i przedszkolaki chętnie do niej zajrzą. Bogato ilustrowana, z niewielką ilością tekstu zaprasza do wielokrotnego, nawet i samodzielnego przeglądania.


Możesz kupić tutaj: Elmer

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Papilon
Wymiary: 24.5 x 28.0 cm
ISBN: 9788324596614
Tłumaczenie: Dominika Dominów


Wcześniej Elmera wydawały Dwie Siostry.

Darmowa wysyłka w Selkarze cd.!

Uwaga! Jeżeli ktoś nie zdążył skorzystać z Darmowej Dostawy w dniu 27 kwietnia, to nic straconego! Przedłużamy Światowy Dzień Książki do końca kwietnia! Przez te kilka dni można otrzymać rabat wysokości 5% na zakupy w naszej księgarni!

Informacje o promocji:
1. Bon rabatowy obejmuje zamówienia złożone tylko i wyłącznie na stronie selkar.pl i dotyczy zarówno przesyłek kurierskich jak i paczek wysyłanych Pocztą Polską, niezależnie od formy płatności.
2. Przy zakupie na kwotę powyżej 200 zł koszt przesyłki przy wpłacie na konto wynosi 0 zł.
3. Liczy się data złożenia zamówienia.
4. Promocji nie łączymy.
5. Kodu można użyć tylko raz.
6. Kod należy wpisać w specjalne pole "Kod rabatowy" przy składaniu zamówienia (krok 2, zakładka: Płatność).
7. Kod rabatowy: 3ea5cb (znajduje się także w bannerze).

środa, 27 kwietnia 2011

Grzegorz Kasdepke "Romans palce lizać"


Romans palce lizać Grzegorza Kasdepke to dziecięca książka dla dorosłych. Albo książka dla dorosłych dzieci. Czyli gdy czyta ją dorosły, czuje się z nią swojsko. Bliskie są mu podjęte problemy i fabularne rozwiązania. Gdy czyta ją dziecko, znajduje swojego dziecięcego bohatera, daje się złapać na specyficzne poczucie humoru tego autora, ale sposób prowadzenia narracji chwilami może mu się wydać obcy. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt przetykania kolejnych epizodów przepisami kucharskimi. Ja widzę w tym chęć uaktywnienia odbiorcy, do którego autor zwraca się wprost. Dzięki temu zabiegowi czytelnik może się poczuć dostrzeżony. Przypominając powiedzenie „przez żołądek do serca”, zachęcając do przygotowania prostych potraw celem poderwania obiektu uczuć, autor książki jakby mówił: „Wiem, że masz takie same problemy, jak bohaterowie”.


No ale jakież to problemy mają ci bohaterowie? Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że to mężczyźni. Trzech Felicjanów! Najstarszy to dziadzio Feluś. Zdrobnienie imienia bardzo tu pasuje, bo dziadziuś jest najmniej poważny ze wszystkich trzech. Ponieważ podkochuje się w pewnej lekarce, wymyśla zwariowane pomysły, aby ją poderwać, na przykład udaje zawał serca w miejscu publicznym. Potem jest tata Felicjan – bardzo poważny astronom, który wpatruje się tylko w gwiazdy. Dlatego to żona postanowiła od niego odejść. Od niego i – niestety! – także od syna Felka, który przeżywa swoje pierwsze zauroczenie.


Kasdepke, mimo że obdarza swoje postaci cechami (chwilami) komicznymi, traktuje czytelnika poważnie. Dlatego pisząc o trudnych relacjach damsko-męskich próbuje psychologizować. Analizuje przyczyny rozpadu małżeństwa Felicjana i Anny, opowiada o samotności doktor Skowrońskiej, pokazuje nam młodzieńczą nieśmiałość i szczeniackie zachowania wobec płci pięknej. I choć to wszystko – zdaje się – zmierza do szczęśliwego finału, zakończenie książki pozostaje otwarte. Ten zabieg pozwala uniknąć banału. Z ostatniej strony dowiadujemy się, że ten kto chce poznać dalsze losy bohaterów, może się skontaktować z autorem przez mail (romans@kasdepke.pl).


Dodam jeszcze, że książkę interesująco, lekko, ze swadą zilustrowała Ola Cieślak. Kasdepke swego czasu o książce Oli Cieślak „Love story” napisał: „Zazdrość jest brzydkim uczuciem, ale nie ma co ukrywać - zazdroszczę Oli Cieślak, i to jak! Po pierwsze napisała romans, jakiego bym w życiu nie wymyślił. Po drugie genialnie go zilustrowała”. To już chyba nie zazdrości:)

Możesz kupić tutaj: Romans palce lizać

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 128
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: G+J
Wymiary: 19.0 x 21.0 cm
ISBN: 9788362343560

Nowe "Martynki"

Czas świąteczny zbiegł się z urodzinami Marty. Dużo prezentów w związku z tymi wydarzeniami pojawiło się w naszym domu. Między innymi nowe "Martynki".


Od kolegów i koleżanek z przedszkola "Martynka i jej świat" i cudnymi dedykacjami. Sami spójrzcie!


A od zająca "Martynka. Wielka księga ćwiczeń i zadań".







A tak przedstawia się nasza kolekcja Martynkowa.


Książki o Martynce możesz kupić TUTAJ!

Starsze wpisy o Martynce: hop i siup

Dziś darmowa wysyłka na Selkarze!

W tym roku tradycyjny Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich wypadł nam w Wielką Sobotę. Przychylając się do prośby Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, Stowarzyszenia Księgarzy Polskich, Stowarzyszenia Wydawców Katolickich, Stowarzyszenia Wydawców Szkół Wyższych, Izby Księgarstwa Polskiego oraz Polskiej Izby Książki, postanowiliśmy przenieść świętowanie na 27 kwietnia 2011.


Informujemy, iż w ramach Światowego Dnia Książki wszystkie zamówienia złożone 27 kwietnia 2011 od godziny 00:00:00 do godziny 23:59:59 objęte są darmową dostawą na terenie całej Polski.

Informacje o promocji:
1. Darmowa wysyłka obejmuje zamówienia złożone tylko i wyłącznie na stronie selkar.pl i dotyczy zarówno przesyłek kurierskich jak i paczek wysyłanych Pocztą Polską, niezależnie od formy płatności.
2. Kwota zamówienia musi wynosić minimum 20 złotych.
3. Użycie kodu rabatowego przy zamówieniu na kwotę powyżej 200 złotych nie spowoduje zmniejszenia kwoty do zapłaty, gdyż wysyłka takiego zamówienia z góry jest ustalona jako darmowa.
4. Liczy się data złożenia zamówienia.
5. Promocji nie łączymy.
6. Kodu można użyć tylko raz.
7. Kod należy wpisać w specjalne pole "Kod rabatowy" przy składaniu zamówienia (krok 2, zakładka: Płatność).
8. Kod rabatowy znajduje się w bannerze.

wtorek, 19 kwietnia 2011

„Świerszczyk” nr 08/2011


Jeszcze zdążycie przed Wielkanocą kupić świąteczny numer „Świerszczyka”. Zatytułowano go „Zajączkowo, pisankowo… wielkanocne to i owo!” i rzeczywiście na łamach pisma przewijają się różne świąteczne motywy. O magii świąt i wielkanocnym koszyczku traktuje otwierający „Świerszczyka” wiersz Ewy Kosmali-Landzińskiej Powiedz, mamo, czy to czary. Małgorzata Strzałkowska w rubryce „Litery znam, więc czytam sam” razem z wujem Ernestem podaje przepis na białkowy mazurek. Bajetan i jego przyjaciele polewają się wodą jak szaleni. A w ramach „Wielkiego czytania” Bajka wielkanocna Anny Onichimowskiej o tym, jak pewien zając marzył, aby latać.


„Świerszczyk” jak zwykle jest niesamowicie sympatyczny, a do tego kolorowy. Jednak… mnie tu czegoś zdecydowanie zabrakło. Bo jeśli już numer o Wielkanocy, to dlaczego sprowadzać święta tylko do cukrowych baranków, zajączków i pisanek. Przecież za tą Wielkanocą coś stoi! Przecież nie chodzi tylko o puste tradycje! Przecież nie można świąt aż tak zinfantylizować. Dzieciom należy się prawda. Więc zabrakło mi chociaż jednego tekstu o tym, dlaczego Ta Noc jest Wielka? Co takiego innego jest w Tej Nocy? Co się wydarzyło? I po co w ogóle świętujemy? A jeśli na te pytania odpowiedzieć nie potrafimy, to darujmy sobie pisanie o Wielkanocy. Po prostu.


Choć nieco się zawiodłam, „Świerszczyka” nadal lubię bardzo:)

Strona "Świerszczyka"

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Zdjęcia z pracowni Wilkonia na FB

Media Rodzina zamieściła na fejsbukowej stronie zdjęcia z pracowni Józefa Wilkonia. Artysta pracuje nad ilustracjami do książki Ulfa Starka Mały Asmodeusz :)

Koniecznie zobaczcie!!!

Annie Schmidt "Pluk z wieżyczki"


Recenzję napisała Sylvuszka

Oj, lubimy Pluka z wieżyczki, lubimy. Był czas, że czytaliśmy z synem tę książkę na okrągło. Za każdym razem myślałam, że już nie dam rady jej przeczytać ponownie (ile razy można?), ale czytałam, bo lektura Pluka… to wielka przyjemność.

Muszę przyznać, że z niepewności wzięłam tę książkę z księgarnianej półki, ponieważ wcześniej zakupione Julki autorstwa Annie Schmidt kompletnie nie przypadały nam do gustu. Jednakże, jak się okazało, próżno szukać w Pluku julkowych klimatów. Mamy tu żywą narrację, barwnych bohaterów, ciekawe przygody toczące się wartkim tempem, a wszystko to zamknięte w dłuższych, rozbudowanych rozdziałach. Była to nasza pierwsza tego typu książka i uważam, że jest doskonała na wprowadzenie dziecka w fabułę powieściową.

Główny bohater – rudowłosy Pluk – to, jak dla mnie, postać nieco tajemnicza. Nie wiadomo, skąd przybył, gdzie są jego rodzice, dlaczego nie ma domu (naprawdę mnie to nurtuje :). Ma za to wspaniały atrybut – prawdziwy, czerwony dźwig! Ma również zdolność zjednywania sobie mniej lub bardziej osobliwych przyjaciół, wielkie serce i jeszcze większą odwagę. I tak Pluk szybciutko znajduje mieszkanie w Wieżyczkowcu, zaprzyjaźnia się z karaluchem Zazą, gołębicą Gercią, mewą Karolem, panem Piórowskim i bandą dzieciaków z bloku – rozbrajającymi braćmi Tupalskimi i małą Agatką. A dalej mamy już wszystko czego potrzeba – przygodę, humor słowny i sytuacyjny, a nawet dreszczyk... I stale się coś dzieje – a to trzeba ratować Zazę, a to Gercia jest w niebezpieczeństwie, a to dzieciaki nad morze wyjeżdżają (z przygodami oczywiście!), a to Pluk znajduje gadającą muszelkę, albo dziwne jajko, z którego wykluje się jeszcze dziwniejsze stworzenie... Akcja ratowania Ogrodu Turkawek, którego chcą się pozbyć władze miasta, trzyma w napięciu. Nie mniej emocji dostarcza nam historia Kędziorka - ptaka na wyginięciu, któremu grożą szklane oczy... Na kartach książki spaceruje wiele barwnych postaci – koń Długoń o ciętym języku, Pani Czyścicka ze swoim spryskiwaczem, której wszyscy się boją i która potrafi zaleźć nieźle za skórę, Wilkopłaczek, który niewiele wspólnego ma z wilkołakiem, za to przejawia zdolności dekoracyjne, Pustednik, który jakby urwał się z innej bajki, zrzędliwa mewa Lenka, której – a jakże! – też trzeba pomóc, bo inaczej jej dzieci wylądują w biszkoptach...


Muszę przy tym dodać, że nasz Pluk nie jest w tym całym pomaganiu jakiś irytujący, a promowanie ratowania świata nie jest tu jakieś nachalne (choć nie powiem – na miarę Greenpeace :) Pluk to po prostu taki chłopak z piętra wyżej, który ceni sobie przyjaciół. Bo właśnie głównie o przyjaźni jest to książka. O przyjaźni w wielkim blokowisku, w bezdusznym mieście, które chce być jeszcze bardziej betonowe... Na szczęście dzieci, często bywają mądrzejsze od dorosłych...

Książka jest pięknie wydana, podobają mi się bardzo ilustracje Fiep Westendorp na kredowym papierze. Doskonały pomysł na prezent dla każdego przedszkolaka! I mała humorkojeżyna dla dorosłych ;)

Możesz kupić tutaj: Pluk z wieżyczki

Ilustracje: Fiep Westendorp
Ilość stron: 168
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Hokus-Pokus
Wymiary: 195 x 255 mm
ISBN: 9788361245643

"Ryms" 13/2011


SEDNO RYMSA

Hanna DiduszkoWyławianie pereł. O prawdziwych uczuciach w prawdziwych książkach
Hanna Dymel-Trzebiatowska - W tyglu uczuć. Emocje we współczesnej książce obrazkowej
Monika Graban-Pomirska - Małe-wielkie radości i smutki w książkach dla dzieci Agnieszki Osieckiej
Łucja Abalar Na kłopoty... Bednarski. A na nudę? Basia!
Aneta Bohaczewska-PetrynaKjersti – studium emocji pewnego dziecka
recenzje:
Łucja Abalar – „Mała szansa”
Ewa Skibińska: "Miś Maksa", "Mela na zakupach", "Mela rowerze", "Ja nie chcę iśc spać", "Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze", "Kazio i nocny potwór", "O Anielce, w którą wstąpił diabeł", "Dzikus", "Wilki w ścianach", "Lato Garmanna", "Ulica Garmanna","Czy wojna jest dla dziewczyn?", "Czynnik miłości", "Wiewiór wystraszny".

W CZTERY OCZY

Emocje i emocyjki - z Justyną Święcicką, psychologiem dziecięcym, rozmawia Krystyna Romanowska
MISTRZOWIE
Brzechwa" dobrze zaprojektowany - z Grażką Lange i Maciejem Buszewiczem rozmawia Joanna Olech

MŁODZI ZDOLNI

Magdalena Sawicka

ANTYKWARIAT

Janusz Pawlak Dwóch klasyków (Brzechwa „Śmiechu warte”)

CO W TRAWIE PISZCZY

Małgorzata CackowskaUla i książki – cz. 4 o książce "Nachts" Wolfa Erlbrucha
Bologna Ragazzi Award 2011
Konkurs "Trzynastka Rymsa"
Janusz Towpik - przyroda zaczarowana
Warsztaty EneDueRabe o emocjach

PATRONATY

„Grzeczna” Gro Dahle/Svein Nyhus (EneDueRabe), „A niech to czykolada” Paweł Beręsewicz/Piotr Fąfrowicz (Stentor), „Czarny młyn” Marcin Szczygielski (Stentor), "Zwierzaki cudaki" Bibi Dumon Tak (Dwie Siostry), "Julek i Maja w labiryncie" Ałena Grabowska-Grzyb (Akapit Press), "Poradniczek Gabrysi i Kajtka. Bezpieczeństwo i wychowanie" Joanna Krzyżanek (Św. Wojciech)

RECENZJE

"Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem", "Zamek Soria Moria", "Kukuryk", "Wyspa mojej siostry", "Burzliwe dzieje pirata Rabarbara", "Zaczarowane kółko Misia Uszatka", "Generał Ciupinek", "Raz czterej mędrcy", "Kuba Guzik i maszynista Łukasz", "Słoneczne jajo"

niedziela, 17 kwietnia 2011

Wyniki konkursu z Kotem Protem

Wylosowana osoba to KAMI:):)
Gratuluję i proszę o podanie adresu, na który wyślemy śliniak:)

A tak brzmi blogowa wersja "Kota Prota"

(kami) Dalej! Wdziewać kalosze! Pięknie Was o to proszę. 
I kurtkę ciepłą z kapturem.
Czekają na nas kałuże - te małe oraz te duże.
By zbadać ich brzegi z kocurem ;) 


(vienx) Pierwsza kałuża na trasie
Wydaje się niezbyt głęboka
Kot Prot wskoczył dziarsko do środka
Bryzgając wodą jak foka.  


(jjon) Tak mu się spodobało,
że mało mu było, wciąż mało.
Do następnej więc pobiegł
i miauknął: "Poskaczę sobie!" 



(mamba30) I tak skacząc jak zając,
nucił sobie Kot Prot
zabawy nie przerywając
pośród kałuż i błot :) 


(vienx) Wtem stanął i oczom nie wierzył
Kałuża to? Staw? Czy jezioro?
Spotkała go zagadka nie lada
Lecz Kotu trudzić się nie wypada
Więc sprawdził... czy ryby tam biorą! 


 (manta22) Kot Prot ryby wszak jada,
kłamać nam nie wypada,
wszak amator ryb z niego jest wielki.
Ale lubi on nieraz zbierać muszelki
i teraz w tym deszczu ochoczo
nad morzem chce ciut wypocząć.
Nie przeszkodzą mu deszczu kropelki! 


(vienx) Zdjął z głowy kapelusz, a z niego
Wyciągnął swój ręcznik plażowy
Materac, parasol i ponton
Do wodnych figli gotowy!
Już pędzi na fali, roześmiany
I miauczy z radością ogromną
Lecz nuda szybko się wkradła
Kot Prot ma już myśl, wiekopomną... 


 (Fantazjana) Chce jezioro zwojować
i postrachem być mórz,
więc swój ręcznik roztargał, by
piracką chustkę i przepaskę wdziać już!
Resztę nadział na patyk,
by banderę swą wznieść.
"Ponton, flaga i pirat
burzy hałas potrafią znieść!"-
krzyczy kocur szczęśliwy
i szelmowsko wąs zwraca w stronę ryb.
"Znajdę skarb, co na fali
błyszczy pośród pian jak rudawy grzyb!".
Oj, już rybki się tłoczą
pośród toni jeziora- na dnie,
a piracki ponton Prota odważnie fale tnie. 

Dziękuję serdecznie za Wasz udział:)

czwartek, 14 kwietnia 2011

seria "Radzę sobie coraz lepiej" i "Chcę wiedzieć więcej"; Nowa Era


Jestem ambitną mamą (czasem może zbyt ambitną). Mam też zapędy kwocze – trzymać pisklaki pod swoimi skrzydełkami i nie wypuszczać ich w świat. Konieczność wysłania córki w wieku pięciu lat do tak zwanej zerówki (dziś nazywa się to obowiązkowym przygotowaniem do szkoły) napawa mnie lękiem. Bynajmniej nie obawiam się, że córka sobie nie poradzi. Raczej trudno mi się z nią rozstać i puścić ją w świat, który – muszę to przyznać – jawi mi się jako wrogi małym dzieciom. 

W każdym razie staram się jak mogę. Kupujemy przeróżne zeszyty edukacyjne, które pozwalają ćwiczyć spostrzegawczość, grafomotorykę i inne umiejętności. Zeszyty te dość szybko zostają zapełnione, bo moje maluchy – pięciolatka i trzylatek – uwielbiają zabawy z kredkami, farbami, plasteliną, krepiną, itp. Teraz mamy coś trochę ambitniejszego – pakiety Radzę sobie coraz lepiej i Chcę wiedzieć więcej. Każdy liczy po 3 zeszyty. Są to co prawda materiały przeznaczone do edukacji wczesnoszkolnej, ale niektóre zadania może wykonać już pięciolatek. Co ważne, są to przede wszystkim materiały do pracy w domu – rodzica z dzieckiem. Można je jednak wykorzystać również na zajęciach wyrównawczych czy kółkach zainteresowań. Wykonujemy zadania bez ciśnienia, że musi być perfekcyjnie, w końcu przecież Marta do szkoły jeszcze nie chodzi i niczego nie musi! Dlatego jest to dla mnie świetna szkoła przed szkołą – aby nie wisieć nad dzieckiem i nie poprawiać każdej krzywej kreski. Ot, po prostu się bawimy z kartkami!

Pozwolę sobie zacytować opisy z okładek każdego zeszytu, abyście mieli rozeznanie, co i w którym można znaleźć.


Radzę sobie coraz lepiej
Zeszyt A – „zawiera zabawy, które usprawniają funkcje grafomotoryczne, doskonalą orientację w przestrzeni i przygotowują do kształtowania pojęć matematycznych”.
Zeszyt B – „to ćwiczenia umożliwiające dziecku doskonalenie analizy i syntezy słuchowo-wzrokowej wyrazów, utrwalenie poznanych liter oraz opanowanie techniki czytania i poprawnego pisania”.
Zeszyt C – „służy do doskonalenia orientacji na kartce i wykorzystywania w zadaniach praktycznych wcześniej opanowanych umiejętności. Są tu też ćwiczenia doskonalące czytanie i pisanie, uczące uogólniania i formułowania wniosków”.


Chcę wiedzieć więcej
Zeszyt A – „to ćwiczenia rozwijające spostrzegawczość, sprawność grafomotoryczną i percepcję wzrokową na materiale obrazkowym i wyrazowym”.
Zeszyt B – „pomaga dziecku doskonalić analizę i syntezę słuchową wyrazów oraz spostrzegawczość. Zawiera dużo rebusów, krzyżówek, eliminatek i zakodowanych informacji”.
Zeszyt C – „doskonali umiejętność czytania ze zrozumieniem i utrwala znajomość zasad poprawnej pisowni oraz zachęca do samodzielnego zdobywania wiadomości z różnych dziedzin”.

Ćwiczenia zostały podzielone na tygodnie. W każdym ćwiczymy trochę inne umiejętności – na przykład.: rysujemy według instrukcji, poznajemy figury geometryczne, utrwalamy nazwy owoców, rozwijamy wyobraźnię ruchową. Informację o tym, na czym w danym tygodniu skupia się nasza uwaga, podane są w spisie treści. Podział na tygodnie ma związek z założeniem, że zeszyty do pracy z dzieckiem stanowią jedynie wstęp czy zaproszenie do wspólnego, twórczego spędzania czasu. Innymi jeszcze słowy chodzi o to, aby umiejętności, które kształcimy, miały swoje praktyczne zastosowanie w życiu dziecka. Do każdego zeszytu dołączono poradnik, w którym rozpisano jeden tydzień na przykładowe zabawy połączone z nauką (a w nim na przykład przepisy, zabawy wykorzystujące wszystkie zmysły).

Na pewno zainteresuje Was fakt, że nad pakietami pracowali także najlepsi ilustratorzy i autorzy. Są wśród nich Małgorzata Strzałkowska, Wojciech Widłak, Elżbieta Wasiuczyńska, Agnieszka Żelewska czy Marcin Bruchnalski.

Teoretycznie pakiety można kupić w księgarniach, ale niestety przede wszystkim na początku roku szkolnego. Zainteresowanych odsyłam zatem do sklepu internetowego Nowej Ery.

środa, 13 kwietnia 2011

Marcin Szczygielski "Czarny Młyn"


Czarny Młyn potrafi zmylić czytelnika. Gdyby nie dopisek małym druczkiem na okładce książki, uznałabym, że to powieść dla dorosłych. Pierwszym mącącym w głowie elementem tej książki jest okładka albo raczej ilustracja na niej autorstwa Józefa Wilkonia. Utrzymana w czarno-srebrnej tonacji, przedstawiająca jakieś przedsiębiorstwo, trakcje elektryczne sugeruje dorosłego odbiorcę i nudno-męczącą tematykę. A jednak! Kolejnym zaskakującym składnikiem powieściowego świata jest bohater. Tu – prawda! – dziecięcy, bo jest nim przede wszystkim prowadzący narrację jedenastoletni Iwo, ale także jego ośmioletnia siostra-karlica Melka i czworo innych (Justa, Karol, Natalka i Piotrek). Z Iwo mamy jednak pewien problem. Sposób postrzegania świata, język, którym się posługuje, bynajmniej na jedenastolatka nie wskazują. Iwo jest zbyt dorosły, zbyt mądry – ta konstrukcja jest po prostu fałszywa. Szczygielski stworzył też powieść pełną relacji intertekstualnych (literackich, komiksowych, filmowych) – czy możliwych do zidentyfikowania przez młodego człowieka w wieku 10-14 lat (bo w tę kategorię wiekową została wpisana)? Napisał książkę, za której nieco mroczną, fantastyczną fabułą ukryty został interesujący przekaz. Znów – czy to się wyda gimnazjaliście warte zainteresowania, doszukania? czy zechce zajrzeć pod przykrywkę?

Co zatem może tu gimnazjalistę zaintrygować? Szczygielski wychodzi, jak mniemam, z założenia, że książka będzie się czytała, jeśli młody odbiorca znajdzie w niej to, co lubi. Musi być nowoczesna technologia – najlepiej ożywiona, walki, nastrój – niczym w romantycznej balladzie – tajemniczości i grozy, ukazanie niemądrego dorosłego i „odjechane” zakończenie. To wszystko w Czarnym Młynie się znalazło. Gimnazjalista odnajdzie się w świecie X-menów, pełznących niczym wąż suszarek, morderczych pralek czy – zwłaszcza – samochodów (choćby to był tylko nasz skromny maluch) przechodzących transformację w wojownicze roboty. I oczywiście sam Czarny Młyn, którego bijące, chore serce mami dorosłych, zamieniając ich w zombie.

Ale jak już wspomniałam, książka Szczygielskiego nie jest głupawym tekstem, w którym szłoby tylko o rozrywkę. O nią chodzi też, oczywiście, ale przy okazji autor próbuje przemycić ważkie treści. Przede wszystkim wchodzi w dialog z tęsknotą za dzieciństwem, która jest w każdym z nas. Wychowani na Dzieciach z Bullerbyn, ale i dorastający w przestrzeni miejskiej – wielu z nas odczuwa dyskomfort między tym, czego pragnie, a co miało. Szczygielski pokazuje swoiste anty-Bullerbyn. Sześcioro powieściowych dzieci wychowuje się bowiem w tak zwanym martwym trójkącie, którego ramionami stają się: autostrada, rozlewiska i bagna, linie elektryczne, i którego wierzchołek stanowi spalony przed rokiem kombinat z „ocalałym” Czarnym Młynem straszącym sześcioma żelaznymi ramionami. Nie przeszkadza to jednak dzieciom wylegiwać się na trawie, a przede wszystkim zżyć się ze sobą i wspólnie wchodzić w przygodę. Autor Za niebieskimi drzwiami staje się więc apologetą dzieciństwa spędzonego w zasmrodzonych dymem samochodowym miasteczkach, dzieciństwa pośród murów i blokowisk, obok których wiszą smętne ramiona słupów wysokiego napięcia. Bo Bullerbyn jest w środku, w człowieku. Nie w warunkach zewnętrznych.

Szczygielski dotyka też niepełnosprawności. Melka-karlica nie chodzi, mówi rzadko, jest brzydka i ciężka. A jednak to ona ratuje Młyny przed ostateczną zagładą. To ona podpowiada, jakimi narzędziami walczyć z Czarnym Młynem. Bo Czarny Młyn – ciemny, dziwny, budzący przerażenie – jest metaforą strachu przed innością, niepełnosprawnością, chorobą. I każdy z bohaterów musi z nim stoczyć osobistą walkę…

Interesująca powieść Marcina Szczygielskiego zdobyła Grand Prix konkursu literackiego im. Astrid Lindgren na książkę dla dzieci i młodzieży. Z całą pewnością warto po nią sięgnąć!!!

Możesz kupić tutaj: Czarny Młyn

Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 248
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Stentor Kora
Wymiary: 14.0 x 20.0 cm
ISBN: 9788361245643

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Konkurs-zabawa z "Kotem Protem"

Dziś chcę Wam zaproponować konkurs i zabawę jednocześnie. Konkurs, ponieważ będzie można tu coś wygrać. Zabawa, ponieważ zadanie konkursowe będzie wymagało inwencji twórczej.

Napiszmy blogową wersję Kota Prota.
Początek będzie z oryginału i biegnie tak:

Chwilę potem
Z łoskotem
Głośnym prawie jak grzmot
Drzwi się same otwarły
I kto stanął w nich?
KOT!
Był to Słynny Kot Prot,
Specjalista od Psot!
Nie tknąwszy wycieraczki,
Przeszedł dziarsko przez próg
I rzekł basem: „Robaczki!
Cóż to? Na miły Bóg!
Wiem, że mokra dziś trawa,
Niemożliwa zabawa
(Chyba żeby wsiąść w łódź),
Ale deszcz nie ma prawa
Dziś humoru nam psuć!

Zadanie polega na tym, aby dopisać swoje wersy, biorąc pod uwagę treść poprzednich wpisów- komentarzy tak, aby ze wszystkich Waszych wypowiedzi utworzyła się jedna całość. Jeden uczestnik może napisać co najmniej dwa wersy (rymowane) lub, jeśli ma ochotę, ciut więcej.


Wśród osób, które wezmą udział w zabawie rozlosuję śliniak (rozmiar junior) Cat in The Hat firmy Bumkins Inc.. Nagrodę przygotował sklep internetowy mymonki.pl.

Śliniak:

- jest wodoodporny
- jest odporny na zabrudzenia
- pochłania brzydki zapach
- ma regulowane zapięcie na rzep
- ma kieszonka na okruszki
- można prać w pralce i powiesić do wysuszenia

Wymiary - 36,8 cm, długość 35,6 cm, posiada rękawki, Rozmiar - od 1 do ponad 3 lat; Nie zawiera bisfenolu (BPA free).


Konkurs trwa jak zwykle do niedzieli, do 17 kwietnia 2011, do godziny 20tej.

To do dzieła!

Dr. Seuss (Theodor Seuss Geisel) "Kot Prot"


Kot Prot jest nieznośny, zwariowany, szalony, dorośli mieliby z nim nie lada problem. Nawet dzieci-bohaterowie w końcu mówią mu: „basta!”. Bo Kot Prot to Specjalista od Psot. Jak już zacznie pokazywać swoje sztuczki, to nie może się zatrzymać i wszystko musi skończyć się jakąś megakatastrofą. Rzeczy dookoła – tort, talerze, akwarium z rybką, sukienka mamy – latają dosłownie! Statyczne pozostają dzieci, które wpatrują się w Kota Prota z rozdziawiona buzią. Tylko rybka za Specjalistą od Psot nadąża, strofując go i przywołując do porządku. Koniec końców Kto Prot znika z domu równie szybko jak się pojawił, pozostawiając – zaznaczmy to! – idealny porządek!

Bajeczka Dr. Seussa to utwór wierszowany. Na język polski przełożył go nie kto inny, a Stanisław Barańczak – najwybitniejszy tłumacz poezji anglojęzycznej (W. Szekspir, E. Dickinson, S. Heaney, T.S. Eliot, E.E. Cummings). Możemy być w tym przypadku pewni dwóch rzeczy. Po pierwsze, otrzymamy dość wolne tłumaczenie tekstu Dr. Seussa. Wystarczy, że zestawię tu pierwsze cztery wersy, abyście sami się przekonali.

Dzień od rana był szary, [The sun did not shine.]
Zimny, mokry, ponury. [It was too wet to play.]
Słońce ani na chwilę [So we sat in the house]
Nie wyjrzało zza chmury. [All that cold, cold, wet day.]

Zawsze w takich sytuacjach powstaje pytanie, czy to jeszcze utwór Dr. Seussa czy już Barańczaka :)

Po drugie, utwór przetłumaczono z finezją. Notka na okładce informuje, że książka „złożona zaledwie z 220 podstawowych słów zapoczątkowała w USA serię książeczek do nauki czytania”. Polskim poczatkującym czytelnikom zdecydowanie naukę składania liter na Kocie Procie odradzam. Prędzej połamaliby język i mocno się zniechęcili. Sami przeczytajcie:

Całe to widowisko
Dodatkowo wzbogacę:
Popatrzcie tylko – ot,
Biorę grabie lub gracę,
Ustawiam gracę z gracją
Na nosie, tak by zgrać ją
Ze skocznym rytmem polki,
Po czym słój z parasolki
Przerzucam wprost na gracę –
I powtarzam tę pracę,
Przerzucając to tacę,
To tort, to tom powieści,
To znów (jeśli się zmieści)
Garnek, donicę, szprotki,
Filiżanki i spodki:
Podziwiajcie kuglarza!
 lub posłuchajcie:



Dlatego wyzwaniem staje się czytanie dzieciom tej zabawnej książeczki. Jeśli ktoś miałby trudności z interpretacją głosową, może wspomóc się płytą dołączoną do książki. Oryginał czyta Robert Gamble (właściciel wydawnictwa Media Rodzina), natomiast tekst polski – Zbigniew Grochal.

Możesz kupić tutaj: Kot Prot

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 77
Rok wydania: 2003
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wymiary: 16.5 x 22.5 cm
ISBN: 83-7278-085-4
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak

niedziela, 10 kwietnia 2011

dzielesieksiazkami.pl

Podaję info ze strony akcji "Dzielę się książkami!"


Z kim chcemy się dzielić?

Podczas I edycji Akcji będziemy zbierać książki dla dzieci przebywających w domach dziecka, szpitalach oraz tych, które spędzają czas w świetlicach środowiskowych.

Jak wziąć udział w Akcji?

Wystarczy w dniach 3-5. czerwca 2011 przybyć na Targi Książki dla Dzieci w Krakowie, odwiedzić stoisko portalu Qlturka.pl (numer podamy wkrótce) i przekazać nam książkę dla dzieci - nie ma znaczenia wiek odbiorcy, ważne, by książki były w dobrym stanie. Na wszystkie dzieci, które odwiedzą nas i przyniosą książkę dla swoich rówieśników, czekać będą niespodzianki - spotkania z autorami i ilustratorami, twórcze działania. Czekamy na wszystkich chętnych w godzinach otwarcia Targów. Naprawdę warto dzielić się książkami!

piątek, 8 kwietnia 2011

Astrid Lindgren "Mio, mój Mio"


Kiedy byłam mała, miałam notatniczek, w którym zapisywałam tytuły książek do przeczytania. Najdłuższa lista oczywiście stała przy nazwisku Lindgren. Spisywałam tytuły z notek o autorce umieszczonych na okładkach. Niestety wielu książek z tej listy nie przeczytałam. Zwyczajnie nie znalazłam ich w bibliotekach, do których byłam zapisana. Karlson z dachu, Zwierzenia Britt-Marii, Lotta z ulicy Awanturników czy Mio, mój Mio. Tytuły te pamiętam po dziś dzień, bo choć książek nie czytałam, to nieraz wyobrażałam sobie, o czym mogłyby być. Najbardziej intrygował mnie tytuł Mio, mój Mio, bo zdawał mi się wyjątkowo tajemniczy. Kim lub czym był Mio? To on czy ona? Tytuł sugerował coś ciepłego, miłego. Nie potrafiłam albo nie chciałam dopowiedzieć do niego historii.

Po latach zrobiłam sobie przyjemność, czytając Mio, mój Mio. Jak bardzo jestem zdumiona fabułą i po raz kolejny zachwycona geniuszem Lindgren. To niesamowita książka! Dla dzieci to pewnie historia, która czasami będzie mocno przerażała, ale jednocześnie – jestem tego pewna! – mocno pociągała. Autorka dotyka tu jakichś pierwotnych lęków człowieka (nie tylko dziecka!) przed samotnością, śmiercią, cierpieniem. Jak odważnie na rodzące się w związku z nimi pytania Astrid odpowiada… jak się nie waha mroku… jak gotowa jest popchnąć czytelnika w otchłań, pewna tego, że ratunek przybędzie! Cudowna, cudowna, cudowna!

Bo Wilhelm Olsson jest sierotą. Wychowują go opiekunowie – ciotka Edla i wuj Sixten. Są dla chłopca nieprzyjemni, dokuczają mu, sugerują, że świat byłby lepszy bez niego, upokarzają go. Bo ma przyjaciela Benkę, a ten wspaniałego ojca. Bo bardzo tęskni za rodzicami. Pewnego dnia, wysłany przez ciotkę Edlę po sucharki, siada na ławce w parku Tegnera… magiczne okoliczności sprawiają, że trafia do Krainy Dalekiej, gdzie królem jest jego własny ojciec. Bo nie nazywa się odtąd Bo. Jego imię to Mio. Ale i ta cudowna kraina naznaczona jest cierpieniem. Dzieci porywane są przez okrutnego rycerza Kato. Mio jest tym, który ma misję ocalenia dzieci przemienionych w ptaki.

Czytam Mio, mój Mio jako alegorię. To opowieść – podobnie zresztą jak Bracia Lwie Serce – o śmierci, o tym, co po niej. To również wyjątkowa baśń o ojcu (Bogu?), którego miłość potrafi uleczyć ze zranień, i przyjaźni, która nie waha się przed niczym. Lindgren, opowiadając o Krainie Dalekiej, jest tak niesłychanie poetycka, melancholijna, smutna, choć przecież pełna wiary i nadziei. Zauroczył mnie fragment o Ptaku Żałoby:

Tylko na wierzchołku najwyższej topoli siedział samotnie wielki czarny ptak i śpiewał. Śpiewał piękniej niż wszystkie białe ptaki razem wzięte i wydawało mi się, że śpiewa właśnie dla mnie. Ale ja nie chciałem go słuchać, bo śpiewał tak, że sprawiało to ból. (…) W tym momencie nadszedł mój ojciec król. Wziął mnie za rękę i razem ruszyliśmy przez różany ogród w stronę pałacu. Ptak Żałoby śpiewał dalej, ale trzymałem ojca za rękę, jego śpiew nie był już bolesny, przeciwnie, chciałem, żeby wciąż śpiewał i śpiewał.

Lindgren, która potrafiła w Emilu, Dzieciach z Bullerbyn, Pippi Pończoszance rozbawić, objawiła mi się w Mio, mój Mio jako autorka niesłychanie mocna, filozofująca i dotykająca duszy. Prawdziwa rozkosz czytania!

Możesz kupić tutaj: Mio, mój Mio

Ilustracje: Ilon Wikland
Oprawa: miękka
Ilość stron: 192
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 122x190 mm

„Bluszczyk” nr 05/2011


Bluszczyk jest chłopcem. Ma zielone włosy. Pięknie podkręca mu się loczek. Nosi czerowną koszulkę z literką B. Łatwo go namalować. Albo wykonać z modeliny. Bluszczyk jest swoistym przewodnikiem. Nie tylko oprowadza nas po włościach swojego pisma, ale też podpowiada (na przykład co warto przeczytać – w tym numerze opowiada o książkach nagrodzonych w Konkursie Literackim im. A. Lindgren) czy zaprasza (na przykład na małe Warszawskie Spotkania Teatralne). Od razu widać, że dzieciom przypadł do gustu ten bohater, dlatego z upodobaniem malują go w swoich listach.

W każdym numerze Bluszczyk organizuje też konkurs „Weź pod lupę okładkę”. Trzeba przyjrzeć się uważnie okładce i odpowiedzieć (rysunkiem!) na pytanie konkursowe, które tym razem brzmi:

Czy domyślasz się na co czeka ten maleńki kurczaczek? 


Zachęćcie swoje pociechy, by wzięły udział w tej zabawie. Rysunek trzeba przesłać na adres redakcji, który podam na końcu, do 30 kwietnia. Nagrody czekają!

A o czym możemy czytać w kwietniowym numerze. Przede wszystkim poznamy szkolnych kolegów Filipka, którzy zachorowali na książkową ospę. Z opowiadania wynika niezbicie, że „czytający Polacy są gorzej traktowani od nieczytających”. Z Kubą i Bubą poznajemy kolejne arcytrudne słowa, spod literki B i są to między innymi „bałamucić”, „binokle”, „bukinista” i „basałyk”. Mnie się bardzo spodobał fragment, w którym bliźniakom zabłysły oczy na myśl o binoklach. Wiecie dlaczego zabłysły? Nie? Binokle… bionicle… kwestia przestawienia liter:)

W „Bluszczyku” można spotkać jeszcze jedną bohaterkę – to Dora, która pomaga poznać język angielski. To w gruncie rzeczy postać z serialu („Dora poznaje świat” emitowanego na kanale Nickelodeon), ale widziałam też w kiosku gazetkę z Dorą. Lekcja z tego numeru dotyczy wycieczki pod namiot.


Do odkrywania tajemnic zachęca opowiadanie „Muzeum bez wystawy”. Mowa tu o Muzeum Książki Dziecięcej, gdzie można zobaczyć najstarsze książki dla maluchów. I jeszcze dziwne opowiadanie Małgorzaty Strękowskiej –Zaremby o popapranych papugach (rzeczywiście „Zaczarowane pudełko” to cykl).

Prenumeratę można zamówić wysyłając maila: prenumerata@bluszcz.com.pl

Adres redakcji:
Elipsa Sp. z o. o.
ul. Gwiaździsta 71
01-651 Warszawa
z dopiskiem „Bluszczyk”

Możecie też polubić "Bluszczyka" na Facebooku.

Nominacje do nagrody Dong 2010


DONG 2010 – nominacje jury dorosłego

1. BAJKA „Diabełek” M. E. Letki , il. A. Żelewska i „Zając” D. Gellner, il.
Piotr Rychel
2. CZARNA OWCA „Szczęście wg Niny” O. Brenifier, il. I.de Mouy, tł. M.
Wałachowska-Sobczak
3. DWIE SIOSTRY „D.E.S.I.G.N” E. Solarz, il. A. D. Mizielińscy
4. EGMONT „Opowieści grozy wuja Mortimera” C. Priestley, il. D.
Roberts, tł. B. Górecka
5. ENEDUERABE „Włosy mamy” G. Dahle, il. S. Nyhus, tł. H. Garczyńska
i „Kamyki Astona” L. Geffenblad, tł. H. Dymel-Trzebiatowska
6. FORMAT „Małe instrumenty grają Chopina” D. Hartwich, il. M. Ożóg i
„Przygody Rodziny Mellopsów” T. Ungerer, tł. D. Hartwich
7. LATARNIK „Za niebieskimi drzwiami” M. Szczygielski
8. NASZA KSIĘGARNIA „Agnieszka Osiecka dzieciom” , il. E.
Wasiuczyńska
9. ZAKAMARKI seria „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” M.
Widmark, il. H. Willis, tł. Barbara Gawryluk

DONG 2010 - Nominacje jury dziecięcego

1. AKAPIT PRESS „Moje Bullerbyn” B. Gawryluk, il. N. Talarek
2. AMEA „O snach” S. Baussier, il. I. Green, tł. A. Drotkiewicz
3. BAJKA „Diabełek” M. E. Letki , il. A. Żelewskiej
4. DWIE SIOSTRY „D.E.S.I.G.N” E. Solarz, il. A. D. Mizielińscy
5. EGMONT „Opowieści grozy wuja Mortimera” C. Priestley, il. D.
Roberts, tł. B. Górecka
6. FORMAT „Małe instrumenty grają Chopina” D. Hartwich, il. M. Ożóg
7. LATARNIK „Za niebieskimi drzwiami” M. Szczygielskiego
8. NATIONAL GEOGRAPHIC “WOW! Ilustrowana encyclopedia”, tł. H.
Turczyn-Zalewska
9. ZAKAMARKI seria „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” M.
Widmark, il. H. Willis, tł. Barbara Gawryluk
10.ZNAK „Jaśki” J.P. Arrou-Vignod, il. D. Corbasson, tł. J. Schoen

Informacje ze strony: IBBY

czwartek, 7 kwietnia 2011

Richard Paul Evans "Szukając Noel"


Szukając Noel to amerykański bestseller sprzedający się w milionach egzemplarzy, jak niemal każda z powieści pióra R.P. Evansa. O pisarzu tym śmiało można powiedzieć, że kroczy szlakiem przetartym przez, w wielu względach pokrewnego mu, brazylijskiego guru nastrojowych opowieści – Paulo Coelho. Jednakże ilość sprzedanych egzemplarzy to nie jedyna wspólna cecha łącząca tych autorów. Obaj promują świat pozytywnych wartości, które można odnaleźć w zbrukanym i wrogim człowiekowi otoczeniu. Zarówno Evans jak i Coelho poddają swoich bohaterów licznym (czasem nadliczbowym) cierpieniom i próbom, które należy pokonać w celu znalezienia odpowiedzi na pytania nękające zagubione dusze protagonistów. Czytelnik śledzący te wzruszające zmagania często identyfikuje się z bohaterami, którzy są do niego podobni z powodu okazywanej przez nich słabości, uleganiu pokusom, niestałości i ogólnie przyjętej chwiejności ludzkiego charakteru. Nieraz łzawe zakończenia tych historii dowodzą tego, że nawet nie do końca szczęśliwy finał może przynieść wytchnienie głównemu bohaterowi, jeśli tylko dojdzie do zgody z samym sobą.

Nigdy nie przepadałam za powieściami wychodzącymi spod pióra P. Coelho. Uważam, że takiego typu literatura jest niezwykle problematyczna. Często bowiem prezentuje pustotę intelektualną ukrytą za fasadą usilnie promowanej pozytywności i optymizmu. Wykreowany przez nią świat to fabrykacja korzystająca z najbardziej oklepanych i wytartych frazesów zamykająca czytelnika w hermetycznym świecie narzucanych poglądów – rzeczywistości współcześnie przewartościowanej. Nie podoba mi się promowanie wartości o których decyduje większość, co stawia autora, bohaterów i samego czytelnika w sprzeczności z forsowaną przez owe książki ideą nakłaniającą do indywidualnego i niezależnego rozwoju. Ważne jest bowiem, by czytelnik zachował własne spojrzenie na prezentowane przez autora zagadnienia, nie dając się złapać w pułapkę zwykle prostych i powierzchownych odpowiedzi.

Powieść R.P. Evansa Szukając Noel można zakwalifikować do wyżej wymienionego typu literatury. Książkę przenika melodramatyzm, który z jednej strony nie jest niczym nowym dla XX-wiecznej prozy i dramatu amerykańskiego. Tutaj jednak zdecydowanie przypomina jakością niewysokich lotów sitcomy. Z drugiej strony sama opowieść warta jest uwagi, co może potęgować fakt jej potwierdzonego autentyzmu. Na wstępie książki autor zaznacza, że postać głównej bohaterki Macy była wzorowana na osobie i losach jednej z jego znajomych.

Macy to postać wysoce tragiczna, pochodząca z rozbitej rodziny (za co w dużej mierze odpowiadają władze opieki społecznej) zmuszona do życia w znęcającej się nad nią rodzinie zastępczej. Co najgorsze, dziewczynka została rozdzielona ze swoją młodszą siostrą i straciła z nią wszelki kontakt. Kiedy po latach próbuje ją odnaleźć okazuje się, że nie pamięta nawet jej imienia. Wtedy to w jej życiu pojawia się Mark, były student, poróżniony ze swoim ojcem. Kiedy spotyka Macy po raz pierwszy właśnie zmierza do domu, by poddać się próbie samobójczej. Od tego momentu dwójka bohaterów rozpoczyna wspólne poszukiwania zaginionej siostry Macy przez co zbliża się do siebie i nabiera sił do walki z własnymi słabościami i zaszłymi urazami. Po wielu wzlotach i upadkach na protagonistów czeka w miarę szczęśliwe zakończenie, aczkolwiek nie pozbawione lekkiej dozy goryczy.

Szukając Noel zdecydowanie porusza ciekawe problemy, które nieraz nawiedzają życie człowieka. Osobiście spodobał mi się wątek odważnej krytyki systemu opiekuńczo-prawnego istniejącego w Stanach Zjednoczonych, który często zamiast wspomagać rodziny niszczy je w najbardziej okrutny i nieracjonalny sposób. Nie wystarczy to jednak by uczynić z Noel książki jakościowo dobrej. Zarówno język, sposób prowadzenia narracji jak i prezentacja bohaterów nie znamionują wysokiej klasy. Książkę Evansa czyta się jak próbny scenariusz do familijnego dramatu obyczajowego z jakich produkcji słynie kinematografia amerykańska. Nie umniejsza to jednak popularności jego prozy. Dogodnie oswaja bowiem lęki i cierpienia ludzi, przekuwa tragedię w jeden z epizodów, który może przydarzyć się w życiu człowieka, ale zawsze znajdzie swoje szczęśliwe zakończenie. Emanuje typowym dla tej prozy przesadnym optymizmem i schematycznością. Czytelnik musi więc sam zdecydować, czy odpowiada mu takiego rodzaju literatura.

/Recenzję napisała Igirisu/

Możesz kupić tutaj: Szukając Noel

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 304
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak
Wymiary: 123 x 174
ISBN: 9788324016167
Tłumaczenie: Bartosz Gostkowski

wtorek, 5 kwietnia 2011

Katarzyna Kotowska "Jeż"

Dziś zapraszam Was do lektury recenzji napisanej przez Sylvuszkę:)

--------------------------------------------------------------------------------------


„Mężczyzna i kobieta zbudowali dom. Zadbali, żeby było dużo nieba nad głową, żeby blisko był las z konwaliami, jagodami i grzybami. Żeby niedaleko płynęła rzeczka z zaroślami dla słowików i było pole i łąka pełna kwiatów.
Szykowali ten kawałeczek świata, by stał się dobrym miejscem na szczęśliwe dzieciństwo, ale dziecka nie mieli i martwili się tym bardzo”.
Kiedy wreszcie w tym oczekiwaniu świat kobiety i mężczyzny stracił wszystkie kolory zrozumieli, że „ich Dziecko urodziło się całkiem innym rodzicom”.

Katarzyna Kotowska napisała Jeża dla swojego synka Piotrusia. Napisała, gdy ten pewnego dnia zapytał: „mamusiu, czy ja byłem u ciebie w brzuszku?”. Nie był. „Byłeś wtedy u innej mamy”, odpowiedziała.

Jeż to przepiękna opowieść o miłości. Banalnie to brzmi, ale taka właśnie jest. Za każdym razem kiedy ją czytam, wzrusza mnie i zachwyca. Zachwyca pomysłem, sposobem, w jaki autorka tłumaczy dziecku problem adopcji, problem niewątpliwie trudny, delikatny, o którym niewiele się mówi, bo i do końca nie wiadomo jak... A autorka mówi tak – czasem może się tak zdarzyć, że dziecko urodzi się nie swoim rodzicom. Wtedy ci obcy rodzice oddają je do Domu Dzieci, żeby prawdziwi rodzice mogli je odnaleźć... Tak jak rodzice odnaleźli swojego Piotrusia. A raczej Synka- Jeża, bo taki na początku był chłopiec. Pokryty kolcami, bo nikt go nie przytulał, nie głaskał, nie kochał... Nieufny, niespokojny, ze złymi snami... Sam zraniony, ranił innych. Ale jego rodzice nie poddawali się, mimo kolców, kochali i przytulali. Rozumieli i byli cierpliwi. Bardziej niż niejedni biologiczni rodzice... Kolce miękły, odpadały, aż pewnego dnia wszystkie zniknęły.

Mój pięcioletni syn nie do końca rozumie symbolikę tej książki, ale zawsze po jej lekturze zadaje wiele pytań, np. ostatnim razem na temat kolców. Dlaczego chłopiec miał kolce? Czy ja miałem takie kolce?... Jest więc okazja do porozmawiania o „rzeczach ważnych” i przytulenia :)

I jeszcze jedno zwraca uwagę w książce – rodzice prócz miłości, troski i ciepła dają dziecku wolność. Jakże to trudne jest dla nas rodziców pozwolić dziecku rosnąć, dorosnąć, potem odejść i żyć własnym życiem... Choć chyba jeszcze trudniejsze, wydaje mi się, jest wychować dziecko tak, by nie bało się latać...

Możesz kupić tutaj: Jeż

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wymiary: 17.5 x 25 cm
ISBN: 978-83-7278-416-2

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

„Świerszczyk” nr 07/2011


Bardzo mnie zainteresowały informacje zamieszczone w rubryce „Chcę wiedzieć więcej… o śmiechu”. Czy wiedzieliście, że:

• „zaśmiewając się do łez, pobieramy do płuc nie pół, ale aż półtora litra tlenu”?
• teoria śmiechu to gelatologia?
• profesor Yoji Kimura wymyślił maszynę do mierzenia śmiechu?

Kto by pomyślał, że śmiech można traktować w kategoriach naukowych… Dzieci wiedzą jednak co dobre i zdrowe! Dlatego nie tracą czasu i tak chętnie się bawią, tak często się śmieją, po prostu żyją beztrosko! Lubią spotkania z klaunem, uwielbiają wesołe miasteczka i parki rozrywki. O tychże traktują opowiadania Cyrkowy popis Małgorzaty Strzałkowskiej i Bardzo wesołe miasteczko Dobromiły Smolak. Co ciekawe, w obu tekstach mocno podkreśla się, że nie wszystkich musi bawić i cieszyć to samo. Niektórzy upatrują rozrywek zupełnie w czym innym (to chyba jeszcze echa ostatniego numeru o tolerancji).

A gdyby komuś było mało zrywania boków ze śmiechu, rubryka, o której chyba jeszcze do tej pory nie wspominałam, „Uśmiech numeru”. Na stronie znajdziemy kilka dowcipów oraz żarty w obrazkach. Próbowaliście kiedyś przetestować dowcipy na małych dzieciach? Czy złapią, o co chodzi i dlaczego można się pośmiać?


Bardzo nam się też podoba rubryka „Szukamy… i już mamy!”. Na rozkładówce ilustratorzy Anita Andrzejewska i Andrzej Pilichowski-Ragno stworzyli obrazek różnych dziwnych stworzeń, insektów, przedmiotów, liter z tak zwanych odpadków. Jest na przykład pająk zrobiony z kokosa (odwłok), metalowego czegoś (głowotułowie) i nitek (odnóża). Albo chyba bocian zrobiony z koperty (korpus?), starej drewnianej klamerki (dziób), starych kabli (nogi), metalowego czegoś (głowa). Bardzo to inspirujące!!! Zadanie polega na tym, aby odnaleźć odpowiednie elementy czy całości (na przykład muchę, baranie rogi czy rybę i ości).

Polecam! Ja sama zawsze chętnie trochę przy „Świerszczyku” główkuję!

Strona "Świerszczyka"

Wyniki losowania konkursu ze świnką Halinką

Dziękuję wszystkim za ciekawe odpowiedzi:) Sympatycznie się je czyta!

A w losowaniu szczęście miała Bluejanet i to ona otrzyma książkę "Rozmowy ze świnką Halinką" Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel.
Proszę o podanie adresu na mój mail: kamienna1@wp.pl

Od razu też informuję, że jeśli zwycięzca nie zgłosi się do środy, to w czwartek przeprowadzę nowe losowanie.
Pozdrawiam!