piątek, 29 lipca 2011

Smakowite ilustracyjne kąski:)

Niby sezon ogórkowy, a tymczasem praca nad nowymi książkami po cichutku, ale jednak wre!!!! Oto efekty:

Wydawnictwo Media Rodzina przygotowuje nowego Pinokia. Nowego, czyli w nowym przekładzie autorstwa Jarosława Mikołajewskiego. Ilustratorem jest włoski artysta, Roberto Innocenti, znany z pełnych detali ilustracji do literackiej klasyki. Premiera "Przygód Pinokia" zaplanowana jest już na październik tego roku!

Druga ciekawa publikacja tego wydawnictwa to Dar Totemów, czyli już piąty  - po baśniach chińskich, afrykańskich, celtyckich i norweskich - zbiór, który pojawi się w kolekcji baśni z całego świata.
Tom będzie gotowy jesienią, tymczasem dla Was kilka wybranych ilustracji autorstwa Josefa Kremlàčka.


Wydawnictwo BIS informuje, że powstają już ilustracje do nowej książki dla przedszkolaków Renaty Piątkowskiej Paluszki, czyli o dziesięciu takich, co nigdy się nie nudzą. Książkę ilustruje Jolanta Richter-Magnuszewska.



Pracuje też wydawnictwo Bajka. Czy muchy mogą być sympatyczne, zabawne i wzruszające? Okazuje się, że tak! Przekona się o tym każdy, kto sięgnie po nową książkę Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel i Jony Jung Bzyk Brzęk. Tak będzie wyglądała okładka:


We wrześniu Wytwórnia wyda nową książkę Anny Czerwińskiej-Rydel Wszystko gra, z ilustracjami Marty Ignerskiej.

czwartek, 28 lipca 2011

W GW rozmowa z Joanną Papuzińską, książkową Asiunią

Zapraszam do lektury wywiadu z Joanną Papuzińską. A także do lektury książki Asiunia tej autorki.



Mistrzyni polskiej literatury dla dzieci Joanna Papuzińska napisała autobiograficzną książkę o wojnie przeznaczoną dla najmłodszych czytelników. "Asiunia" to niezwykła, subtelna opowieść o dziewczynce, która dorastała w bardzo trudnym czasa.ch.

Pani profesor, co dziecko zapamiętuje z wojny?

- To trochę trudno sprecyzować, bo na pamięć własną nakładają się opowieści rodzinne. Na to jeszcze wpływa bardzo ważny element - stare fotografie, do nich też wyobraźnia doprawia własne historie. Co jest zatem tym moim pierwszym pamiętaniem? Mogę ręczyć za opisane w "Asiuni" słuchanie wiatru. Z nikim nie mogłam tego skonfrontować, bo to ja sama tego wiatru słuchałam. Jak zmienia się jego głos, kiedy wieje z różnych kierunków. Zapamiętałam też nocny tramwaj, który widziałam na suficie. To był taki efekt camery obscury, on przejeżdżał po torach, obraz się w czymś odbijał i ja widziałam tramwaj na suficie. Wszyscy mi mówią, że to jest zmyślenie, że to mi się śniło. Nikt mi nie wierzy. Miałam wtedy pięć lat.


A ten dramatyczny moment, kiedy hitlerowcy zabierali mamę, pani zapamiętała?

- Mgliście. Pamiętam, jak mnie ubiera i wysyła do sąsiadów, a ranni chłopcy, którzy znaleźli się wtedy w naszym mieszkaniu, wołają: "Proszę pani, proszę pani", a mama mówi do nich: "Zaraz, zaraz do was przyjdę". Pamiętam strzały, reszta to już może być moja konfabulacja. Bo to zatrzymanie mamy to była dziwna sprawa. Jest wprawdzie kilka opisów tego wydarzenia, ale nikt, kto brał w nim udział, nie przeżył. To było jakieś nieporozumienie, coś poszło nie tak. Podobno była zbiórka Szarych Szeregów gdzieś w pobliżu, chłopcy robili ćwiczenia z bronią, ktoś ich zauważył, zaczęli uciekać i przybiegli do nas na Mątwicką. Ściągnęli za sobą jakichś szpiclów, których próbowali rozbroić. Wtedy wywiązała się strzelanina, trzech chłopców zostało rannych. Mama wypchnęła mnie i braci do sąsiadów, a rannych usiłowała ukryć na strychu. Jak zmywała ślady krwi ze schodów, przyjechało gestapo. Zabrali ją i tych trzech chłopców. Wszyscy zginęli na Pawiaku.
 Treść wywiadu TUTAJ!

Wanda Chotomska "Flipek szuka mamy"; "Flipek znajduje przyjaciół"


Wanda Chotomska nie jest mamą Flipka, króliczka, który pewnego dnia został porwany przez wiatr sprzed domu. Flipkowi literackie życie dała Anna Casalis – ta sama, spod której pióra wyłonił się Tupcio Chrupcio, ale także – może mniej znany – Miś Edi. Książki o tych trzech bohaterach pisane i wydawane są na podobnych zasadach. Przygody postaci zebrano w kilku książeczkach, które tworzą tak dobrze się dziś sprzedające serie. Dominujący bohater albo ma problem (Flipek), albo musi się czegoś nauczyć (Tupcio Chrupcio).

Jednak oddanie pióra Wandzie Chotomskiej to świetne posunięcie. Tekst Casalis został bowiem przetłumaczony z angielskiego przez Karolinę Golbę, ale swój własny, indywidualny szlif nadała mu właśnie Wanda Chotomska. To widać! Słychać! Szczególnie w partiach tekstu, w których wypowiada się narrator. Autorka pozwala sobie na rymy, co sprawia, że tekst płynie i jednocześnie zyskuje element humoru.

Ale teraz już nie gadamy, tylko lecimy do misiowej mamy. Do ciepłej niedźwiedziej chaty na kubek gorącej herbaty.


Opowieść o Flipku jest dość drastyczna (podobne obiekcje miałam w przypadku Tupcia Chrupcia). Oto króliczek zgubił mamę i tatę. I szuka ich, i szuka. W jednej książeczce, w drugiej… Nie znajduje… Czasem płacze, nade wszystko tęskni. Znajduje co prawda życzliwe zwierzątka, które mu pomagają, przygarniają do siebie. Jestem pewna, że dzieci do trzeciego roku życia (a dla ich kategorii wiekowej jest ta publikacja przygotowana) będą bardzo się o Flipka martwiły i bały. Ach, ja sama się o niego martwię… tak sympatycznie wygląda… Musicie sie przygotować na to, że dzieciom będzie trzeba pomóc „przejść” przez traumę sieroctwa Flipka.

Możesz kupić tutaj: Flipek szuka mamy; Flipek znajduje przyjaciół

Oprawa: Gąbka
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 24.0 x 26.0 cm
ISBN: 9788325903138

środa, 27 lipca 2011

Muminki w Radio Dzieciom

Codziennie od 1 do 26 sierpnia o godzinie 19.00 na antenie Programu 1 Polskiego Radia, w audycji "Radio Dzieciom" będzie można słuchać fragmentów audiobooków: "W Dolinie Muminków", "Opowiadania z Doliny Muminków", "Lato Muminków" i "Zima Muminków" w mistrzowskiej interpretacji Krzysztofa Kowalewskiego.





.

Alicja Ungeheuer-Gołąb "Przygody Jeżyka spod Jabłoni"


Przygody Jeżyka spod Jabłoni to jeden z lepszych współczesnych tytułów polskiego autorstwa, który trafił pod nasz dach. Pani Alicja napisała ją tak, że nawet mały człowiek niecierpliwi się, gdy kończę czytać rozdział i prosi o kolejny.

Jest to zbiór piętnastu krótkich opowiadań o kolczastym przyjacielu, który znalazł zimowe mieszkanie w pewnym ogrodzie (Nowy dom). Julka uwielbia Kolczatka Heleny Bechlerowej i od razu zapałała sympatią do Jeżyka. Nasz bohater postanowił zamieszkać w ogrodzie pod Jabłonią, ale żeby jego domek stał się przytulny musi poprosić kreta, aby pomógł mu wygrzebać norkę pod drzewem. Potem wytrwale szuka kawałka celofanu lub przezroczystego szkła, aby zrobić okno. Kiedy mu się to wreszcie udaje jest z siebie niezwykle dumny i bardzo szczęśliwy (Okno, Wyprawa druga). W ogrodzie zaprzyjaźnia się miedzy innymi z wróblami (Nowi znajomi), psem o imieniu Kundel (Sąsiedzi) i Jeżynką (Jeżynka). Na początku potrzebuje wparcia innych mieszkańców, ale już po krótkim czasie sam angażuje się w akcję ratowania białego Kogucika, którego porwał lis (Kogucik, Poszukiwania, Nora Lisa, Spotkanie). Towarzyszą mu wróble, Zajączek i Jeżynka. Zwierzątka boją się stawić czoło niebezpieczeństwu, ale Jeżyk znajduje w sobie odwagę i zachęca przyjaciół do współpracy. Bardzo ujęła nas za serce historia małej Biedronki (Zguba), która leciała z mamą w stronę róż i gdzieś po drodze zgubiła mamę. Oczywiście nasz kolczasty bohater nie zostawia jej bez pomocy. Nie wszyscy mieszkańcy ogrodu są uprzejmi i chętni do współpracy, ale nawet dla nich Jeżyk stara się być przyjazny (Wiewiórka). Przygód jest więcej, jednak resztę pozostawiam waszej ciekawości.

Uważam, że ta książka jest ważna, ponieważ uczy nasze dzieci wrażliwości na potrzeby tych, którzy żyją w naszym sąsiedztwie i z którymi spotykamy się na co dzień. Pokazuje, jak można się o siebie nawzajem troszczyć i sobie pomagać oraz jak nawiązywać przyjaźnie. Warto zaaplikować maluchom taką dużą dawkę empatii. Jeżyk także nieustannie zachwyca się otaczającym go światem, zauważa bogactwo przyrody, cieszy się ze swoich małych sukcesów, na które musiał czasem ciężko zapracować. To uzmysławia dzieciom, że nie wszystko w życiu przychodzi łatwo, ale może bardzo ucieszyć, kiedy się to osiągnęło wspólnie z bliskimi. Zaszczepia także w młodym człowieku wiarę w siebie, we własne możliwości i odkrywa przed nim potencjał, jaki tkwi w przyjaźni.

Bardzo podoba mi się wydanie tego niewielkiego zbiorku. Prawie na każdej stronie są ciepłe i dobrze współgrające z tekstem ilustracje autorstwa Kazimierza Wasilewskiego.


Ładna, sporej wielkości czcionka, świetnie skomponowana z grafiką, sprawia, że książka jest znakomitym materiałem na pierwszą samodzielną czytankę dzieci, które znają już tajemny kod liter. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak książka wygląda w środku, to zapraszam na stronę Wydawnictwa Skrzat, gdzie zamieszczono dwa pierwszy opowiadania. Jednak imię psa w opublikowanej książce brzmi Kundel, nie Ronald :)

Niestety, choć Przygody Jeżyka spod Jabłoni ukazały się w 2011 roku, na stronie edytora przeczytamy, że nakład został wyczerpany. Na szczęście można je znaleźć w innych księgarniach. Ponieważ moja trzyletnia córka od dwóch tygodni zasypia po lekturze kolejnych rozdziałów Jeżyka… pewnie jeszcze długo się z nim nie rozstaniemy. I dobrze, bo ile razy można czytać o Kopciuszku, Kocie w butach i Calineczce…

Książkę możesz jeszcze kupić tutaj: Przygody Jeżyka spod Jabłoni

Ilustracje: Kazimierz Wasilewski
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 88
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 17.0 x 24.5 cm
ISBN: 9788374376488

wtorek, 26 lipca 2011

W GW wywiad z prof. Grzegorzem Leszczyńskim

Kolejny wywiad. Tym razem prof. Grzegorz Leszczyński opowiada o miłości do literatury dla dzieci.

Co powinien wiedzieć rodzic, nim da swojemu dziecku książkę do ręki?

- Książka jest dziełem sztuki, ma nie wychowywać, tylko wywoływać emocje. Muzyka też nie wychowuje ani obraz, ani balet. Największym błędem rodziców jest to, że szukając dobrych książek, wybierają takie, które ich zdaniem przynoszą "pożytek". Tymczasem gdy sami sięgają pamięcią do lektur własnego dzieciństwa, wspominają nie te, które owiewał "smrodek dydaktyczny" (śliczne określenie Wańkowicza), lecz te, których lekturę naprawdę przeżywali. Nawet chłopcy płakali nad losem Nemeczka i małego pisarczyka z Florencji - cóż w tym złego? Książka ma się podobać dziecku, nie rodzicowi. Roald Dahl, jeden z najwybitniejszych pisarzy brytyjskich, autor m.in. "Wielkomiluda" i "Matyldy", powiedział kiedyś, że książka, która podoba się rodzicom, jest najgorszą książką dzieciństwa. W rozwoju ma pomagać szkoła, w wychowaniu - ksiądz proboszcz, a książka jest jak muzyka: lektura to czysta radość czytania.

Na lepsze? Na gorsze? Co się zmieniło w ostatnich latach na półkach z książkami dla dzieci?


- Mamy za sobą tsunami kiczu spod znaku Disneya, pojawiło się wiele książek, które są prawdziwymi dziełami sztuki, książek z grafikami doświadczonych artystów: Wilkonia, Ekier, Kiliana, Butenki, a także twórców młodszego pokolenia: Pawalaków, Wasiuczyńskiej, Lipki-Sztarbałło, Bieńkowskiej, Ekier, Lange, Żelewskiej. Mogłyby znaleźć miejsce w galerii współczesnego malarstwa. I tak powinno być: książka wprowadza dziecko w żywioł sztuki współczesnej, daje mu klucz do rozumienia Dudy-Gracza, Hasiora czy Nowosielskiego.

Mamy ważny nurt antyestetyczny, który zwykle nie podoba się dorosłym, ale znajduje upodobanie dzieci - należą tu książki takie jak "O małym krecie, który chciał się dowiedzieć, kto mu narobił na głowę" czy "Koszmarny Karolek". No i wreszcie ekspansja powieści grozy, niosących bardzo silne emocje czytelnicze, których nie może wyzwolić ani film, ani gra komputerowa. Myślę o książkach Gaimana i Pullmana. Mocna lektura, od której nie odwiodą żadne pokusy świata.
Bardzo ciekawy wywiad! Polecam całość!

poniedziałek, 25 lipca 2011

Rakesh Satyal "Błękitny chłopiec"



Recenzję napisała Igirisu!

Literatura postkolonialna jest dziś jednym z najpoczytniejszych odłamów literatury współczesnej, co jasno obrazują wpadające w oko promocje książek coraz to nowych i przeważnie młodych autorów, niekoniecznie fachowo związanych z pisarstwem. Klimatyczne opowieści o, odległych myśli i wyobraźni Europejczyka, krajach i kulturach przyciągają swoją oryginalnością zarówno treści, jak i formy. Eksperymentowanie z językiem należy bowiem do kluczowych składników tego rozciągniętego już w czasie ruchu intelektualnego i literackiego, zapoczątkowanego przez takich weteranów idei jak Edward Said. Tematem najczęściej poruszanym przez postkolonialnych pisarzy jest sytuacja jednostek i całych pokoleń imigrantów oraz mieszkańców byłych kolonii skonfrontowanych ze światem ogólnie pojętego ‘Zachodu’, w którym zmuszeni są do redefinicji pojęcia własnej tożsamości.

Podobny klimat wyziera ze stron debiutanckiego Błękitnego chłopca, autorstwa amerykańskiego redaktora w wydawnictwie Harper Collins, Rakesha Satyala. Należąca do zmagającej się z problemami emigracji kulturowej książka prezentuje losy 12-letniego Kirana, którego rodzice przybyli do Stanów Zjednoczonych z Indii. Po latach asymilacji udaje im się kupić dom i osiągnąć zadowalający poziom życia. Nie ulegają jednak całkowitej amerykanizacji. Zachowują własne zwyczaje oraz religię, co sprawia, że w znacznym stopniu wyróżniają się ze społeczeństwa. Autor opisuje ich regularne wizyty w jedynej świątyni w okolicy, gdzie zbierają się wierzący Hindusi, by później do woli socjalizować się we własnym gronie. Świat społeczności induskiej okazuje się być niezwykle hermetyczny, wyraźnie opierający się na statusie społecznym i z góry narzucanych oczekiwaniach. Dzieci zwykły podążać drogą wyznaczoną im przez rodziców, starając się osiągnąć jak najwyższą pozycję wśród rówieśników. Do takiej właśnie ostro rywalizującej ze sobą grupy dzieci należy także Kiran – główny bohater książki.

Losy chłopca poznajemy na dwóch płaszczyznach – szkoły oraz domu (społeczności induskiej). W obu przypadkach Kiran wyraźnie odróżnia się od innych („odstaje od normy”). Mimo że jest chłopcem. uwielbia śpiewać i tańczyć, ubierać się kolorowo i z polotem. Dużo wagi przykłada do swojej aparycji. Z czasem popada w nałóg skrytego malowania się wykradzionymi matce kosmetykami. Prędko zyskuje miano dziwaka, staje się obiektem kpin i żartów. Chłopiec wyraźnie nie potrafi znaleźć swojego miejsca w żadnej z grup, do których należy. Czując, że jest „inny”, próbuje dociec przyczyn owej odmienności. Pewnego dnia doznaje nagłego „olśnienia” – wszystko wskazuje na to, że Kiran jest wcieleniem Kriszny. Od tego momentu chłopiec postanawia w pełni upodobnić się do mitycznego bóstwa, w której to decyzji utwierdza go niespotykane zjawisko – skóra Kirana niepostrzeżenie nabiera niebieskiej barwy, dokładnie jak skóra Kriszny.

Błękitny chłopiec to jednak przede wszystkim opowieść o odkrywaniu przez głównego bohatera świata seksualności i własnych, ukrytych dotąd preferencji. „Edukowany” przez szkolnych kolegów Kiran zaczyna odczuwać silne oddziaływanie nieznanego mu dotąd uczucia pożądania. Kiedy pewnego dnia odkrywa, że najładniejsza dziewczyna w grupie jego hinduskich rówieśników potajemnie całuje się z najprzystojniejszym z induskich chłopaków, fascynacja Kirana sferą erotyki jedynie wzrasta. Główny bohater pragnie stać się legendarnym kochankiem, niczym sam Kriszna. Chłopiec wierzy, że ta rola jest mu przeznaczona. Czuje jednak, że obiektu jego pożądania nie stanowi wyłącznie płeć piękna.

Autor Błękitnego chłopca stworzył opowieść, której głównym celem jest zarysowanie maksymalnie opresyjnego środowiska, przepełnionego nietolerancją i uprzedzeniami w każdej możliwej sferze życia. Główny bohater cierpi z powodu niezrozumienia tak własnej rodziny (grupy etnicznej), jak i świata kultury zachodniej. Problemy asymilacji kulturowej stanowią jednak jedynie patynę, która pokrywa główny wątek forsowany przez autora – kwestię recepcji homoseksualizmu przez społeczeństwo. Opinia Satyala w tej sprawie jest jednoznaczna. Napisana przez niego powieść to swego rodzaju apel o pełną tolerancję w tej dziedzinie. Bulwersującym jest fakt, że pisarz czyni bohaterem swojej powieści dziecko, wmawiając czytelnikowi, że jest ono świadome wyboru swojej orientacji, więcej, że nie ma na to wpływu, gdyż taka jest jego natura. Rodzicom pozostaje więc tylko dzielnie wspierać jego odmienność, przeciwstawiając się drwinom i ostracyzmowi otoczenia. Na tym polega, według Satyala, „szczęśliwe” zakończenie powieści.

Błękitny chłopiec na pierwszy rzut oka wiele obiecuje czytelnikowi: klimat dyskusji o problemie asymilacji w obcym etnicznie społeczeństwie; rozterki wewnętrzne nadmiernie wrażliwego dziecka nierozumianego przez ślepą na indywidualizm szkołę; motyw wiary we własną nadprzyrodzoność. Niestety, wszystko to niknie przysłonięte przez irracjonalny pomysł ukazania 12-letniego dziecka-homoseksualisty odkrywającego stopniowo swoją orientację poprzez zaznajamianie się ze sferą erotyki najgorszego rodzaju. Zauważyłam, że w ostatnich latach powstaje coraz więcej książek o podobnej tematyce. Zjawisko to w najwyższym stopniu niepokojące i stawiające przed rodziną kolejne trudne wyzwania.

Możesz kupić tutaj: Błękitny chłopiec

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 312
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak
Wymiary: 14.0 x 20.5 cm
ISBN: 9788324015092
Tłumaczenie: Anna Gralak

czwartek, 21 lipca 2011

W GW rozmowa z Katarzyną Bogucką

Zachęcam do przeczytania kolejnego wywiadu z cyklu "ludzie od książek"!

 Ilustracja Katarzyny Boguckiej do książki "M.O.D.A." Katarzyny Świeżak (wyd. Dwie Siostry)

Przed tygodniem doświadczony wydawca, dziś autorka ilustracji, które przebojem zdobywają serca i oczy czytelników - Katarzyna Bogucka. To już druga wakacyjna rozmowa z cyklu "Ludzie od książek.

Co panią w ilustracjach denerwuje?

- Chyba większość rodziców, a i wydawców niestety też, uważa, że dziecko jest kimś infantylnym. Trzeba więc je zarzucić ładnymi kwiatkami i oby tych kwiatków było więcej, żeby były jeszcze większe oczy i szerszy uśmiech, no i oby żywsze kolory. Koniecznie żółte i czerwone. Tego najwięcej się produkuje. Ale na szczęście nie wyłącznie. Jadąc z Torunia, miałam w głowie te wielkie wydawnictwa, o których marzyłam, aby być w nich wydana - Wytwórnia, Dwie Siostry. Tymczasem na miejscu okazało się, że to są jedno-, dwuosobowe oficyny, które działają, bo mają taką potrzebę, a nie dlatego, że to się opłaca. Naprawdę byłam tym zaskoczona. Wchodząc na stronę internetową, oglądając książki, wydawało mi się, że to zatrudniające mnóstwo osób firmy. Tym większego nabrałam dla nich szacunku.

Podejrzewam, że część rodziców wychodzi z założenia, że po co kupować drogą książkę, skoro są takie po 5 zł. Tak naprawdę to nie mam z tym problemów, niech kupują książki po 5 zł, ale niech także wybierają dla swojego dziecka rzeczy wartościowsze. Żeby było różnorodnie, żeby dziecko mogło wyrobić swój gust.

Książki z czyimi ilustracjami trzyma pani na półce?


- Nazwiska hasła: Witwicki, Stanny. Niedawno moi rodzice przeprowadzali się, wszystkie swoje książki z dzieciństwa przytuliłam i przygarnęłam wtedy do siebie. Z tych nowszych natomiast śmietankę - książki z ilustracjami Marty Ignerskiej, Moniki Hanulak, Agaty Dudek. W tym roku miałam przyjemność pojechać na targi do Bolonii, cudownie było. Ale znów się zdziwiłam - tym jak dużo jest na nich książek gadżetów. Stoją wielkie smerfy, hallo Kitty, a gdzieś tam książeczka z boku. Ale ciekawych rzeczy też jest całkiem sporo, oczywiście zrobiłam zakupy, a teraz od czasu do czasu coś sobie wyciągam i oglądam.


Treść wywiadu znajdziesz TUTAJ!

Megan McDonald "Hania Humorek idzie na studia", "Hania Humorek. Mały detektyw"


Seria przygód Hanii Humorek została przygotowana z myślą o dzieciach rozpoczynających samodzielne czytanie (w szczególności – ze względu na postać głównej bohaterki – dla dziewczynek). Duże litery powiny sprzyjać trudnym przecież początkom.

Młodym czytelnikom powinna spodobać się też ta nieco zwariowana Hania Humorek. Dziewczynka ma zdecydowany charakter, choć nie jest ideałem. Ma na przykład problemy z matematyką i posłuszeństwem wzgledem nauczycieli, ale to tylko dla niej na plus. Hania ma własną wizję wszystkiego i w zasadzie jedyna osoba, która może jej zaimponować to starsza koleżanka, studentka. Amelia pomaga Hani w matematyce, wprowadzając ją przy tym w arkana studenckiego życia (część Hania Humorek idzie na studia). Albo innym razem (część Mały detektyw) – zachwycona bohaterką powieści kryminalnych, Nancy Drew, postanawia zostać detektywem. W tym celu zabiera na przykłąd mamine kosmetyki – bo szminka jest po to, by napisać SOS, a puder po to, by wykryć odciski palców. Hania Humorek wpierw odkrywa, gdzie zginęły jej gumisie, potem pomaga odnaleźć okulary pana Łopucha, aby wreszcie zabrać się za poważniejsze zadanie – odnaleźć policyjnego psa Czoko.


Plusa dostanie autorka powieści pewnie za „wyluzowany” język. Bohaterowie nie jedzą, ale raczej wrzucają na ruszt, kiedy coś im się spodoba – rzucają krótkie „rewelka”, „wypas” czy „mega”, o niektórych (zwłaszcza o swoim bracie, Smrodku) Hania mówi po prostu krótkie PCN (pomiędzy spółgłoski wstaw A). Mnie to „nie kręci”, a nawet mocno drażni. Chciałabym, żeby literatura stawiała wymagania czytelnikom i żeby nie zniżała się do pewnych poziomów. Ta powieść (seria) jest jednak nastawiona na rozrywkę i radosną zabawę przy czytaniu. Myślę, że raz na jakiś czas można dać dziecku do czytania i coś w tym guście.

Możesz kupić tutaj: seria Hania Humorek

Tłumaczenie: Aldona Możdżyńska
Ilustracje: Peter H. Reynolds
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 150
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont

ISBN: 9788323774600

środa, 20 lipca 2011

Kerstin Gier „Czerwień rubinu. Tom 1. Trylogia czasu”

Recenzję napisała joangot!


Zapoznanie się z tym tytułem zajęło mi dosłownie chwilę. Zanim się spostrzegłam, już przewróciłam ostatnią stronę i jak się okazało na drugi tom Trylogii czasu muszę poczekać do jesieni. Czerwień rubinu ukazała się w ramach nowej serii „Literacki Egmont”.

Książka urzeka zwartą akcją, sprawnymi dialogami i licznymi nawiązaniami do historii. Autorka prowadzi narrację w sposób wiarygodny i wciąga w szaloną historię o podróżach w czasie. Pomysł na fabułę jest atrakcyjny także ze względu na wymiar historyczny, bohaterowie mogę udawać się jedynie w przeszłość – w czasy sprzed swoich narodzin. Koncepcja spotkania praprababci, o której opowieści są wciąż żywe wśród najstarszych domowników wydaje się być intrygująca, prawda? Poza tym zderzenie rzeczywistości XXI wieku z wiekiem XVIII lub początkiem XX wieku, uwzględniające m.in. stroje z epoki czy poglądy na prawa kobiet w społeczeństwie ma dla młodych czytelników również wymiar edukacyjny. Autorka zadbała także o opisy przestrzeni miejskiej. Kiedy bohaterowie znajdują się w XVIII-wiecznym Londynie starają się odnaleźć obiekty znajome z czasów ich młodego życia. Oczywiście nie brak tutaj wątku miłosnego, tajemnic i intryg, ale to już pozostawiam do odkrycia zaciekawionym czytelnikom.

Myślę, że młodzież także przyjmie powieść z entuzjazmem, zwłaszcza że jej nastoletni bohaterowie mówią językiem jak najbardziej współczesnym. Szesnastoletnia Gwendolyn Shepherd zupełnie nieoczekiwanie dowiaduje się, że jest obdarzona genem podróży w czasie. Jest przeciętną dziewczyną, o zwyczajnej urodzie i inteligencji, ale ma w sobie pewną siłę – nie wykonuje ślepo powierzonych jej zadań, zadaje pytania, słucha rodzących się w niej wątpliwości. Natomiast dwa lata starszy, niezwykle przystojny, Gideon de Villiers, odbywający razem z nią wyprawy w przeszłość, wydaje się być arogancki i bezczelny. Jest za to świetnie przygotowany do swojej roli i świadomy zadania, jakie mu powierzono. Ta dwójka ma wypełnić misję zaplanowaną przez pewne bractwo, na czele którego stoi następca hrabiego de Saint Germain. Istnieją jednak podejrzenia, że nie wszyscy członkowie mają dobre intencje.

Lektura książki Kertin Gier jest przyjemna i świetnie nadaje się na czas letni, a po przeczytaniu pozostawi nam apetyt na kolejne dwa tomy. Mam nadzieję, że równie udane. Zainteresowanych odsyłam do strony Wydawnictwa Egmont (u dołu strony), gdzie można posłuchać fragmentu książki, który czyta Małgorzata Lewińska.

Możesz kupić tutaj: Czerwień rubinu

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 344
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont
Wymiary: 14 x 21 cm
ISBN: 978-83-237-3438-3

piątek, 15 lipca 2011

W piątek z przymrużeniem oka...:)

Kabaret Ani Mru Mru dołącza się do akcji "Cała Polska czyta dzieciom"... interpretując "Lokomotywę" Tuwima zupełnie po swojemu:)


środa, 13 lipca 2011

Dorota Gellner "Dzieci w ogrodzie"

Recenzję napisała joangot!



Dzieci w ogrodzie to zbiór dwudziestu trzech wierszy poetki Doroty Gellner i tyluż obrazów artystki Wiesławy Burnat opowiadających o ogrodzie. Podczas pierwszej lektury towarzyszyły mi dziewczynki – moja córka wraz z przyjaciółką. Obie skończyły trzy lata i uwielbiają, kiedy możemy wspólnie pochylić się nad książką. Ta była wyjątkowa!

Tekst i ilustracje wspaniale ze sobą współgrają. Książka jest solidnie wydana i cieszy oczy szatą graficzną. Wiersze nie tylko opisują ogród o różnych porach dnia i nocy czy roku, przy zmiennej pogodzie , ale także jego nastroje, emocje i kolory. Dzięki niezwykle barwnym, ciepłym ilustracjom, których bohaterką jest najczęściej mała dziewczynka o dużych błękitnych oczach, mamy wrażenie, że utwory opowiadają o jej uczuciach i wrażeniach. Czasem jest wesoła jak w wierszu Pod kasztanem, który kończy się słowami:

Nagle – co to? W trawie łzy? Spadły
z drzewa. I to trzy! Lalka płacze na orzechu.
Popłakała się ze śmiechu!

Czasem podczas przechadzek ogród wydaje się jej nieco straszny (wiersz Ścieżką poplątaną):

Ścieżką dziką, poplątaną idę z lalką
rozczochraną. Drzewa złoszczą się i trzeszczą,
włosy dziwnie nam szeleszczą…

W ogrodzie można spotykać niezwykłych gości – ogrodowego duszka, pawie, wróżkę. Teksty, mimo że są adresowane do dzieci, nie kłują w oczy nachalnym rymem, mają swój rytm, swoją energię i bije od nich taki spokój, że leniwie przerzucamy następną stronę ciekawi atmosfery kolejnego utworu.

Dziewczynkom najbardziej spodobał się wiersz Pranie:

Rozwiesiły ciotki pranie. Gdzie? Na sznurze.
Przy altanie. Prześcieradła i sukienki, biel
i czerwień, róż i błękit, skrawki złota
i zieleni… Nagle sznur się w tęczę zmienił!
(…)
A po tęczy ciotki człapią i obydwie zgodnie
sapią:
– Cóż… Do słońca stąd tak blisko.
Dobrze wyschnie nam tu wszystko!

Musiałam go przeczytać trzy razy, a wieczorem córka upomniała się o niego ponownie. Mnie z kolei utkwił w pamięci wiersz Wśród ostów, który pokazuje, jak nasza mała bohaterka o wodnitych oczach radzi sobie ze złością:

Postałam, podumałam, wśród ostów złość
schowałam. W gęstwinie ją ukryłam, na kolcu
zawiesiłam. (…)

Jeszcze jedno słowo o ilustracjach, które ułożone w mozaikę tworzą okładkę książki i we fragmentach pojawiają się na wyklejce. Córka potraktowała te miniatury ilustracji jak spis treści i w ten sposób wskazuje mi, który wiersz mam jej przeczytać. Aż żałuję, że nie ma tam wszystkich wzorów…


Na okładce znalazł się obraz Władysława Podkowińskiego Dzieci w ogrodzie z 1892 roku, który wspaniale nawiązuje do atmosfery tomiku. Jeśli chcemy wprowadzać dzieci w świat poezji, to książka Doroty Gellner jest zdecydowanie warta uwagi. Zachęcam do lektury!

Możesz kupić tutaj: Dzieci w ogrodzie

Ilustracje: Wiesława Burnat
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 23.5 x 28.0 cm
ISBN: 9788325902698

wtorek, 12 lipca 2011

Claire Gaudriot, Sophie de Mullenheim "Mała wróżka Amelka. Detektyw z bajki"


Mała wróżka Amelka jest może trochę zbyt słodka, może okładka za bardzo się świeci, a ilustracje są zbyt mocne kolorowe, ale… i tak zdobyła moją sympatię. Bo że córka zakochała się w świecie wróżek, skrzydełek, czarodziejskich różdżek, wizji szkoły w starym ulu czy kupce słodkości, która wysypała się z brzuszka misia – to mnie w ogóle nie dziwi!

Wróżka Amelka i jej nieodłączny przyjaciel chochlik Gucio to interesująca para. Amelka – jak dowiadujemy się z pierwszego opowiadania zamieszczonego w tomie Detektyw z bajki – zamarzyła o zostaniu detektywem. Swe pragnienie zrealizowała zaraz po tym, jak dowiedziała się, że ma moc spełniania życzeń. Odtąd wróżce przychodzi rozwiązywać różne zagadki. Pomaga oczywiści Gucio, który co prawda nie potrafi czarować, ale ma za to inne ciekawe pomysły. Amelka pomaga znaleźć dzieciom Dudusia i cukierki, które znikają w tajemniczych okolicznościach. Ale także idzie do szkoły dla wróżek i przeprowadza się do własnego domku, a co za tym idzie spędza tam pierwszą noc i walczy z nocnymi strachami.

Amelka – ta z ilustracji – ma okrągłą buźkę, duże oczy i fantastycznie ufryzowane włosy. Trochę przypomina moją córkę:) Nosi też kwieciste sukieneczki. Wokół jej głowy zazwyczaj fruwa kilka gwiazdek magicznego pyłu.

Wróżki to temat topowy dla małych dziewczynek, takich jak moja córka. Jak myślicie, za kogo chcą się przebrać, gdy idą na bal? No i żałujcie, że nie słyszeliście pisku małej dziewczynki na widok skrzydełek, które można przypiąć do pleców:) Ja uważam, że z tymi dziewczęcymi fascynacjami nie ma co walczyć... to nawet dość rozkoszne:) Czasem i ja daję się przekonać do jakiejś wróżki – tak jak to jest w przypadku Amelki:)

Na koniec jeszcze tylko dodam, że Detektyw z bajki to zbiór pojedynczych opowiadań. Jest ich w tomie osiem i każde można też kupić osobno.

Możesz kupić tutaj: Mała wróżka Amelka. Detektyw z bajki

Opowiada: Natalia Usenko
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 196
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Papilon
Wymiary: 20.0 x 20.0 cm
ISBN: 9788324596652

poniedziałek, 11 lipca 2011

W GW rozmowy z "ludźmi od książek"

Stołeczna "Gazeta Wyborcza" rozpoczyna publikację cyklu wywiadów z "ludźmi od książek". Rozmawia Beata Kęczkowska.

Ponad 40 lat pracy, setki tytułów przygotowanych do druku. Rozmową z Bronisławem Kledzikiem z wyd. Media Rodzina rozpoczynamy cykl wakacyjnych rozmów z "ludźmi od książek"


Bronisław Kledzik wiele lat przepracował w nieistniejącym już Wydawnictwie Poznańskim, wspólnie z Amerykaninem Robertem Gamble założyli 19 lat temu wyd. Media Rodzina. To w tej oficynie ukazał się m.in. cykl książek o "Harrym Potterze", nowe tłumaczenia baśni Andersena i braci Grimm. 

Udało się też panu wydać książkę dla młodych czytelników, która bodaj najmocniejsze wzbudziła emocje w ostatnich 11 latach.

- I największe za nią dostawałem baty. "Harry'ego Pottera" Joanne Rowling uznawano nie raz za książkę szatańską, deprawującą. I to przez całkiem poważne osoby. Pamiętam na przykład taką osobę zacną - siedziałem z nią przy tym samym stole, bo to było oficjalne spotkanie, dla której fakt, że w tomie czwartym scena walki z Voldemortem na cmentarzu jest na stronie 666, to najbardziej namacalny dowód na satanizm tej książki.


No, sami się podłożyliście. Mogliście opuścić tę stronę.

- Wtedy byśmy usłyszeli, że najbardziej namacalnym dowodem na satanizm książki jest ominięcie tej strony. To było parę lat temu, a kilka dni temu odebrałem telefon, który jeszcze bardziej mnie zmroził. Pewna pani postanowiła nas zrugać za promowanie diabła i piekła. Poszło o książkę "Mały Asmodeusz" Ulfa Starka. Życie w wydawnictwie ma swoje ciekawe strony, prawda? Miała prawo ta pani tak książkę tę przeczytać, w końcu mały diabełek jest pozytywnym bohaterem. Tylko w normalnym świecie to się w głowie nie mieści!

Całość czytaj TUTAJ!

Zdjecia pochodzi ze stronyGW.

Alicja Ungeheuer-Gołąb "Dookoła Ciebie"

 

W tomie wierszy Dookoła Ciebie znajdziemy wiersze i lepsze, i słabsze. Autorka pisze świetnie, kiedy nie trzyma się regularności – gdy nie rymuje, gdy wersy są różnej długości. Wtedy jakby dostaje skrzydeł i po prostu zaczarowuje świat. Tego przykładem może być choćby wiersz O wiośnie.

Dzisiaj zobaczysz wiosnę,
jak rośnie,
jak się w łodyżce trawy podnosi,
jak się chwieje,
i w deszczu pięknieje.
Wiersze, w których głos oddaje dziecku, a zatem i te, w których stawia na rymy, kuleją. W trakcie czytania odbiorca daje sie ponieść rytmowi utworu i rozpędza się, aby – najczęściej w finalnym wersie – po prostu się przykro potknąć. Zresztą wiersze te są jakby wymuszone, pisane pod dyktando rymu, a zatem i brakuje im polotu. Niektóre fragmenty wierszy są wręcz niedopracowane. Może trzeba było poczekać jeszcze z ich publikacją. Może gdyby poleżały chwilę w szufladzie, autorka miałaby czas, aby je doszlifować.
Taki dziwny (jego budowę wymusił rym jest-pies) wiersz to według mnie Portret przyjaciela.

To jest portret mojego przyjaciela.
Mojego przyjaciela to jest portret.
Portret mojego przyjaciela to jest.

Mama mówi, że przyjaciół ma się wielu,
ale ja mam jednego.

To mój PIES.

Całkowicie nieudane są ilustracje do tekstu. Jaskrawe, komputerowe, sztuczne, bez pomysłu. Napis na okładce jest nieczytelny. Ja bym komuś za coś takiego nigdy nie zapłaciła.

Możesz kupić tutaj: Dookoła Ciebie

Ilustracje: Magda Kapela
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 24.0 x 16.0 cm
ISBN: 9788374376198
Dołączono płytę CD.

piątek, 8 lipca 2011

„Bluszczyk” 8/2011


Bluszczyk wyjechał na wakacje i przesyła nam pocztówkę z pozdrowieniami. Ta pocztówka została umieszczona na okładce najnowszego numeru. Jednocześnie też Bluszczyk zachęca nas do wzięcia udziału w okładkowym konkursie „Weź pod lupę…”. Pytanie konkursowe tym razem brzmi:

Jak myślisz, jakie morskie zwierzęta spotka Bluszczyk?

Narysuj odpowiedź i prześlij na adres:
Elipsa Sp. z o.o.
Ul. Gwiaździsta 71
01-651 Warszawa
Z dopiskiem „Bluszczyk” do 31 lipca.


Najlepsze prace zostaną nagrodzone płytą „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem”, z serii Mistrzowie wyobraźni.

Czasopismo oczywiście pełne jest wakacyjnych klimatów, choć i wątków szkolnych nie zabrakło. Pan Waldemar podstępem uczy Kubę i Bubę nowych słów (na literę E). Podstęp polega na zatrzymaniu windy:) Marysia i papuga Ambrozja też się uczą – o trójkątach. Jednak naukę przerywa pojawienie się kogoś niezwykle dziwnego i groźnego.

Mnie najbardziej spodobał sie ciąg dalszy opowieści o tym, jak Filipek i jego kumple (i kumpelki) urozmaicają sobie wakacje. Ich Biegi Urozmaicone Podwodne ubawiły mnie setnie – być może zbyt mocno popracowała moja wyobraźnia:)

„Bluszczyk” podpowiada też, jak zorganizować sobie wakacyjny czas. Proponuje przygotowanie teatru podwórkowego, przypomina też, co trzeba koniecznie zabrać na plażę.

Dobre wrażenie zrobił też na mnie list czytelniczki opublikowany na ostatniej stronie. Marika w swej epistole (ach, ci Kuba i Buba) wymienia inne wartościowe czasopisma – „Misia” i „Świerszczyka”. Widać, że „Bluszczyk” nie boi się konkurencji! To świetnie!

Prenumeratę można zamówić wysyłając maila: prenumerata@bluszcz.com.pl
Magazyn do kupienia w Empiku.

A dla mam – „Bluszcz” z poezją jako tematem głównym!

środa, 6 lipca 2011

Magda Wosik, Piotr Rychel "O, ja cię! Smok w krawacie!"

Fotorecenzja mojej córki:)












Książka jest gigantycznych :) rozmiarów. Chyba braknie wakacji na jej całkowite zapełnienie!


Możesz kupić tutaj: O ja cię! Smok w krawacie!

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 368
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Bajka
ISBN: 9788361824374

Jujja i Tomas Wiesalander, Sven Nordqvist "Mama Mu na rowerze i inne historie"


Na widok nowych przygód Mamy Mu Janek wpadł w zachwyt. Na półkach stoi Mama Mu na huśtawce i dzieci bardzo tę książkę lubią – czytać i po prostu przeglądać. Duży format i sporo obrazków to swoisty lep dla najmłodszych, którzy dopiero wprawiają się w słuchanie. Obrazek pozwala przykuć ich uwagę na tyle długo, by rodzic zdążył przeczytać tekst. W przypadku antologii Mama Mu na rowerze i inne historie jest nieco inaczej. Zebrano tu dwanaście opowieści o szalonej krowie i jej wronim przyjacielu. Tekst zdecydowanie przeważa. Do każdej historyjki dołączono tylko jedną, większego formatu, ilustrację. Poszczególne strony (brzegi stron) są co prawda okraszone krowio-wronimi detalami, ale to już jednak nie to samo. Janek przyzwyczajony do obrazków nie mógł się skupić na słuchaniu, pewny tego, że na następnej stronie będzie kolejna ilustracja przedstawiającą bohaterów. Starsza czytelniczka nie miała już takich problemów, co oznacza mniej więcej tyle, że ma wyrobioną fantazji potrafi sobie scenki namalować w głowie.

Jak już wspomniałam, możemy poznać dwanaście nowych przygód. Podzieliłabym je tematycznie na dwie grupy. Część (Mama Mu na rowerze, Mama Mu nurkuje, Mama Mu tańczy) skupia swoją uwagę na krowie, która chce doświadczać czegoś nowego, która ma dość skubania trawki. Mama Mu odważnie i z wielką ciekawością wchodzi w nowe przygody. Podgląda dzieci, a potem sama próbuje. Jedzie nawet do miasta i do biblioteki! Oczywiście od pomysłów odwodzi ją Pan Wrona, który twierdzi, że po prostu krowy nie potrafią i nie powinny pewnych rzeczy robić. I to zrzędzenie jest swoistym młynem na wodę. Im bardziej wrona uważa, że się nie da, tym bardziej krowa udowadnia, że jednak się da. Myślę, że przygody te zostały pomyślane tak, aby dodawać dzieciom odwagi. Jeśli Mama Mu mogła nauczyć się jeździć na rowerze, nurkować, to dlaczego ja-przedszkolak bym nie mógł.


Druga część przygód skupia się bardziej na postaci Pana Wrony (co uwidacznia się już w tytule – Tyrysowron, Szary, Latająca Rybka). Okazuje się, że i on ma swoje tęsknoty (chce na przykład zdobyć odznakę) oraz dziwactwa (twierdzi uparcie, że jego mama była tygrysem, więc i on powinien się skradać na kaczki). Te opowiadania są zdecydowanie bardziej absurdalne, przy czym jest to absurd słowny, a nie sytuacyjny. Nie tyle tutaj coś się dzieje, co raczej rozmowy dwojga bohaterów zjeżdżają w dziwne rejony:)

Starsze dzieci, które lubią malować, możemy zainspirować, by stworzyły własne ilustracje do książki. W ten sposób mogłyby powstać autorskie książeczki:) Zachęcam!

Możesz kupić tutaj: Mama Mu na rowerze i inne historie

Ilustracje: Sven Nordqvist
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 128
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Zakamarki
Wymiary: 16 x 21.5 cm
ISBN: 978-83-7776-003-1

wtorek, 5 lipca 2011

Czesław Janczarski "Miś Uszatek"


Misia Uszatka znałam do tej pory jedynie z wersji animowanej. Nie ukrywam, że była to jedna z moich najulubieńszych dobranocek (obok Reksia i Pszczółki Mai). Co mnie w nim zachwycało to swojskość. Uszatek miał problemy na miarę moich dziecięcych, ogromnie mi się podobał jego domek – te PRL-owskie sprzęty, zasłonki, kołderki… chyba marzył mi się wtedy taki domek dla lalek. I w ogóle Miś Uszatek był taki polski, co – dziwne! – było też wówczas dla mnie jakoś wyjątkowe (dziecięcy patriotyzm?). Moje dzieci też znają animowanego Misia Uszatka. Bardzo go lubią. Dlatego chętnie słuchają też przygód książkowego Uszatka.

Uszatek animowany i książkowy to jednak dwaj różni bohaterowie. Ten znany nam z dobranocek jest dojrzalszy, rzadko się myli i nie przypominam sobie, by popełniał jakieś błędy. Pełni raczej rolę wychowawcy, opiekuna zwłaszcza wobec niesfornych Króliczków. W bajce nie ma postaci ludzkich, są jedynie lalki. Uszatek Janczarskiego pewnego dnia opuszcza sklep i daje się odnaleźć Jackowi i Zosi. To z nimi zamieszkuje na wsi i poznaje stopniowo – psa Kruczka, Zajączka, Kogucika, a w końcu także i Prosiaczka (który tu zachowuje się jak zwyczajna świnka, ten dobranockowy jest wyjątkowo dobrze wychowany). Uszatek jest trochę gapowaty, chętnie jednak zwiedza miasto, świat, aby móc wrócić do dzieci z prezentami.
Jego przygody to zaledwie jednokartkowe opowiastki. Świetne do czytania przed snem, bo właściwie można przerwać w dowolnym momencie bez uszczerbku. Kolejne historyjki nawiązują do poprzednich jednak na tyle luźno, że nie trzeba sobie przypominać „na czym to wczoraj skończyliśmy?”.

Wydanie Naszej Księgarni – jubileuszowe, w moich ulubionych aksamitnych okładkach – zawiera cztery części przygód Misia Uszatka. Są to: Przygody i wędrówki Misia Uszatka, Nowi przyjaciele Misia Uszatka, Gromadka Misia Uszatka, Bajki Misia Uszatka. Opowiastkom towarzyszą ilustracje kultowego Zbigniewa Rychlickiego, więc to dodatkowa gratka!

Obrazki pochodzą z bloga "To dla pamięci"

Kiedy czytajam przygody Misia Uszatka, odzywa się we mnie jakaś tęsknota za czasem PRL-u. Oczywiście nie w sensie politycznym. Raczej estetycznym, gdzie wszystko było proste, nie było wielkiego wyboru, zatem liczyła się fantazja. I gdzie wszystko krążyło wokół naszych polskich klimatów. Trudno mi opisać, co mam na myśli. Poczuć można to w tym fragmencie wiersza:

Jedzie Miś, skrzypią koła,
gwiazda w górze mruga.


Wesoło parska, biegnąc,
Osiołek Filipian.
wiatr szeleści w topolach,
szumi w złotych lipach.


Spadają lekkie liście,
gwiazda oczy mruży.
Do widzenia, Uszatku,
szczęśliwej podróży!

W promocyjnej cenie kupisz tutaj: Miś Uszatek

Ilustracje: Zbigniew Rychlicki
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 248
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 16.5 x 21.5 cm
ISBN: 9788310120786

„Świerszczyk” nr 13-14/2011


Rozpoczęły się wakacje, więc nasz „Świerszczyk” staje się miesięcznikiem (tylko na chwilę). Warto przed wyjazdem na kolonie (nad morze, nad jezioro) zaopatrzyć się w ten numer, jako że poświęcony jest pływaniu!

Wszystkim tym, którzy boją się wejść do wody, polecam opowieść Bajetana Hopsa Raz kozie śmierć. Świerszczyk też był się skoków do basenu, ale pod czujnym okiem instruktora zdecydował się zmierzyć ze swoim strachem.

Jak zachować się na plaży, aby nie denerwować ratownika? – dowiemy się z nieco zabawnej historyjki Małgorzaty Strzałkowskiej Na ratunek.

Wakacje rozpoczęli też w swoim stylu Bodzio i Pulpet. Pani Troć – wychowawczyni chłopców – ma ewidentnie pecha, bo zgłosiła się jako wychowawca kolonijny i kazało się, że „milusińscy” są w jej grupie. Chłopaki nie marnują czasu – Bodzio jedzie autokarem przygotowany, by od razu wskoczyć do wody (dlatego założył na podróż kombinezon piankowy, okulary i rurkę), a Pulpet korzysta z faktu, że koledzy przechodzą chorobę lokomocyjną i podjada ich bułki.

W nowej rubryce (zdaje się, że stałej) objawiają się Kacper Dudek i Marcin Przewoźniak oraz ich Kotek Mamrotek. Autorzy stworzyli prosty komiks z dołączonymi do niego pytaniami (pokoloruj..., policz...,zgadnij...). To się może przyjąć, bo Kotek Mamrotek daje się poznać jako bohater wyjątkowo sympatyczny.


Poza tym kilka związanych z morską tonią zagadek, zadań (w kolorowych zabawach instrukcja, jak wykonać morskie skarby z krepiny) i propozycji na interesujące spędzenie czasu.

Strona "Świerszczyka"

piątek, 1 lipca 2011

Eliza Piotrowska "Tupcio Chrupcio. Mam rodzeństwo"


Seria o Tupciu Chrupciu to książeczki dla najmłodszych dzieci. Duży format, gąbkowa (miękka) okładka, duże litery i wyraźne obrazki – kolorowe, ciepłe, czyli książka do wielokrotnego oglądania, czytania i rozmawiania. Bo część Mam rodzeństwo może się przydać, gdy nasz mały czytelnik czekał będzie na siostrę lub braciszka. Odpowie na pytania, dlaczego warto mieć rodzeństwo, jakie zadania ma starszy brat oraz czym jest odpowiedzialność.

Dwie sceny nieco mnie zdziwiły. Pierwsza to ta, w której na kołyskę runął dach domu mysiej rodziny. Mnie włosy na rękach się zjeżyły ze strachu. Okrutny pomysł! A druga to ta, w której Tupcio w nagrodę za uratowanie siostry dostaje samochód… pomoc i odwaga nie muszą być od razu przeliczane na dobra materialne!

Możesz kupić tutaj: Tupcio Chrupcio. Mam rodzeństwo

Ilustracje: Marco Campanella
Oprawa: Gąbka
Ilość stron: 25
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 24 x 26 cm
ISBN: 978-83-259-0268-1

Katarzyna Prudło "Bo widzisz, mamusiu i inne wierszyki"


Dorośli w zetknięciu z maluchami dziecinnieją. W negatywnym tego słowa znaczeniu. Zaczynają szczebiotać, ciuciać, zdrabniać i generalnie robi się landrynkowo. Ja tego nie lubię. Dlatego z wierszami Katarzyny Prudło jakoś nie jest mi po drodze. Na wyżyny infantylizacji autorka wznosi się w wierszu Magiczny syrop:

W pewnej aptece na końcu świata,
w zaułku przytulnym i ślicznym,
stoi na półce syrop różowy
słodziutki i… magiczny.

Zaskoczeniem ogromnym był też dla mnie wiersz o… kotlecie! Autorka musiała mieć potężny brak weny twórczej!

Co tak pachnie z naszej kuchni? O rety!
To mamusia złote piecze kotlety!
Obtaczane w bułce tartej i mące,
okrąglutkie i soczyste, chrupiące!

Jak widać, same rymy to za mało. Nie każdy rymowany tekst jest dobrym wierszykiem (że też użyję spieszczenia!). Niestety!

Ale… możesz kupić tutaj: Bo widzisz, mamusiu...

Ilustracje: Marta Ostrowska
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 24.0 x 21.0 cm
ISBN: 9788374376808