poniedziałek, 28 listopada 2011

Magdalena Zarębska "Kaktus na parapecie"

Recenzję napisała joangot!


Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy w sklepach nie było Nutelli, a dzieci spędzały popołudnia na podwórkach, nosząc klucze przy sobie i zostawiając krótkie wiadomości dla rodziców na kartkach? Bohater książki Kaktus na parapecie przenosi się w przeszłości do roku 1979. Podróż ta jest dla niego szokiem. Bo wyobraźcie sobie, że jesteście współczesnym dzieckiem i nagle świat, w którym się znaleźliście wydaje się szary (brak bilbordów na ulicach), komputer zajmuje całe pomieszczenie i można się do niego zbliżać jedynie w specjalnym kombinezonie, bo szkodzą mu zarazki (oczywiście nikt nie trzyma czegoś takiego w domu), a kiedy rodzice kupują nowy telewizor, za którym tato stał w kolejce ponad dobę, jest to powód do zaproszenia gości. Szkoła dla Mikołaja też nie jest miejscem zrozumiałym i znajomym. Za najmniejszy szept do kolegi można otrzymać uwagę, a podczas każdej niemal lekcji mówi się o przyjaźni polsko-radzieckiej. Dzieci jednak są o wiele bardziej niezależne i spędzają czas wspólnie na świeżym powietrzu, radząc sobie świetnie w tej dziwnej rzeczywistości.

Autorka przenosi nas też w przestrzeń miejską Wrocławia sprzed ponad 30 lat. Poznajemy okolice rynku, jedziemy drewnianym tramwajem, robimy zakupy w pedecie (PDT – Powszechny Dom Towarowy), pijemy wodę sodową z saturatora przy ulicy Świdnickiej. Większość ulic ma jednak zupełnie inne nazwy. Mikołaj mieszka na Lawendowej, ale w 1979 roku nosiła ona nazwę Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

Książka Magdaleny Zarębskiej bardzo mnie wciągnęła, czytałam niemal jednym tchem. Myślę, że młodego czytelnika fabuła przede wszystkim zaintryguje, warto się więc przygotować do udzielania odpowiedzi na liczne pytania, które mogą zrodzić się w dzieciach. Chwalone już przeze mnie Wydawnictwo Skrzat zadbało o czytelną i zgrabną czcionkę oraz wystarczające światło na marginesach. Ilustracje Agnieszki Siemaniszyn-Konat są czarno-białe, dobrze wkomponowane w tekst, a okładka dla odmiany przyciąga intensywnymi barwami.

Jestem przekonana, że Kaktus na parapecie sprawi naszym dzieciom dużą przyjemność czytania, ale nie tylko. Jest to również lektura, która uczy, opowiadając o życiu dzieci i dorosłych w czasach PRL. A może, tak jak w przypadku Mikołaja, pozwoli współczesnym dzieciom docenić pełne półki w lodówce i wybór towarów w sklepach oraz sprawi, że staną się bardziej przedsiębiorcze i otwarte na relacje społeczne.

Zainteresowani mogą także zajrzeć na blog Magdaleny Zarębskiej.


Możesz kupić tutaj: Kaktus na parapecie  

Ilustracje: Agnieszka Siemaniszyn-Konat
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 240
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Skrzat 
Wymiary: 14.0 x 18.5 cm
ISBN: 9788374376785

wtorek, 22 listopada 2011

„Świerszczyk” nr 22/2011


Dziś w swojej roli (matki) poczułam się bardzo zmęczona. Zajmuję się domem i dziećmi 24 godziny na dobę już od siedmiu lat. Jesienny czas to zawsze dla mnie pora trudna, bo mam wrażenie, że obowiązków mi przybywa i świat jakoś tak niemiłosiernie się skurczył. Chwile kryzysu wtenczas przychodzą i próbują mnie łamać. Dziś przydarzył mi się taki moment – dziecko gorączkuje od kilku dni, marudzi, obowiązków 1000… jak to wszystko ogarnąć? Z pomocą przyszedł mi „Świerszczyk”. Naprawdę. Jedno z opowiadań – Czary mamy – spowodowało, że się uśmiechnęłam. Mama głównego bohatera jest doskonała – nie tłucze szklanek, nie gubi zeszytów, nie rozsypuje cukru. Jej syn twierdzi, że to z pewnością jakieś czary. Kiedy pewnego dnia nic jej nie wychodzi, mąż mówi: „Nikt nie jest doskonały”. I rzeczywiście, ja też się często tak spinam, tak próbuję mieć świat dookoła świetnie zorganizowany… czasem jest tych spraw na mojej głowie za dużo. Czasem trzeba sobie po prostu odpuścić.


Jeszcze bardziej spodobała mi się notka w „Chcę wiedzieć więcej…” – „Wokół nas też żyją czarodziejki. (…) Potrafią wyczarować pyszne ciasta i fantastyczne zabawy w domu i w parku. Sprawiają, że alfabet i tabliczka mnożenia same wskakują do głowy, a stłuczone kolano przestaje boleć”. Właśnie! Jaką jestem wyjątkową osobą! Uwierzcie, że wszelkie smuty od razu mi minęły:)

Oczywiście w „Świerszczyku” znajdziemy też teksty o tradycyjnie rozumianych czarodziejkach, na przykład wiersz Rafała Witka Zaczarowany czy opowiastkę Małgorzaty Strzałkowskiej Kwiatki Irenki. Jest też instrukcja, jak zrobić filcowego nietoperza (to tak chyba obok tematu?).

PS
Cudowna okładka i wewnątrz (na wklejkach powyżej) ilustracje Joli Richter-Magnuszewskiej!!!!

Strona "Świerszczyka"

poniedziałek, 21 listopada 2011

Mario Vargas Llosa "Fonsito i księżyc"


Nie wiem, o czym dziś pisać recenzję – czy o książce Llosy, czy o szanownej blogosferze. Powinnam o tym pierwszym, ale niesie mnie ku temu drugiemu…

Obawiałam się tej książki. Jeśli przeczytaliście choć jedną książkę Noblisty, doskonale wiecie, że jego pisanie wyrasta z erotyzmu. Bohaterowie Llosy to postaci o pożądliwych oczach. Ha, żeby tylko… jego postaci bawią się seksem, wchodzą w wyuzdanie i perwersję. Autor wznieca ogień pożądania tak w bohaterach, jak i – koniec końców – w czytelniku. Trudno mi było sobie wyobrazić, że Llosa umie się powstrzymać, że potrafi zapanować na swoim rozbuchanym piórem, pisząc rzekomo dla dzieci. Dlatego z lękiem czytałam Fonsito i księżyc. Po lekturze pozostał mi pewien niesmak.

Jestem pewnie jedyną osobą na świecie, która nie będzie się rozpływała nad Fonsitem.... Z ogromną ciekowością przejrzałam blogosferę, aby zobaczyć, jak czytają inni. To, co mnie ruszyło najbardziej, to infantylizm czytających. Rozumiem, że można nie wyłapać kontekstów – nie wszyscy muszą znać twórczość Llosy. Bo spieszę tu donieść, że Fonsito… koresponduje z Pochwałą macochy i Dziennikami don Rigoberta. Że Fonsito, ten uroczy cherubinek (także ten z okładki), to niezły drań. Bo jeśli ktoś potrafił zbałamucić macochę, nawiązać z nią relację więcej niż czułą, to cóż może oznaczać chęć zdobycia pocałunku (w policzek) najładniejszej dziewczynki w klasie. Serce Fonsita bije w piersi i w jednym, i w drugim przypadku bardzo mocno…

Przecież nie trzeba tak czytać, przecież nie trzeba być wobec autora aż tak nieufnym i podejrzliwym – powiecie. Przesadzam – powiecie. Oczywiście, że mogłabym czytać na poziomie: „z miłości człowiek potrafi zrobić nawet to, co zdaje się niewykonalne” (o jakiej miłości w przypadku dziecka, które chce pocałować koleżankę mowa?) albo „autor zachęca nas do odkurzania własnych wspomnień”… I że to piękny podarunek dla osoby ukochanej. Dla mnie Llosa jest mistrzem prowokacji i wodzenia czytelnika za nos. Bo kiedy czytasz jego książkę, to wydaje ci się, że wszystko jest w najlepszym porządku, jest zabawnie i przyjemnie, a na końcu okazuje się, że siedzisz po uszy w szambie. Podobnie zresztą jak i jego bohaterowie.


Możesz kupić tutaj: Fonsito i księżyc 

Ilustracje: Katarzyna Borkowska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 40
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324017409
Tłumaczenie: Marzena Chrobak

Nominacje do IBBY 2011

14 listopada 2011 r. obradowało w Warszawie jury konkursu Książka Roku 2011, organizowanego przez Polską Sekcję IBBY. Członkowie jury zapoznali się z dorobkiem wydawniczym ostatniego roku (listopad 2010 – październik 2011).

Jury literackie w składzie: Ewa Gruda (przewodnicząca), Małgorzata Kąkiel, Weronika Kostecka

nominowało do nagrody literackiej:



1. Paweł Beręsewicz A niech to czykolada! (Stentor-Kora, Warszawa 2011)
2. Zofia Beszczyńska Jajko księżyca (Akapit Press, Łódź 2011)
3. Iwona Chmielewska Pamiętnik Blumki (Media Rodzina, Poznań 2011)
4. Joanna M. Chmielewska Neska i srebrny talizman (Amea, Liszki 2011)
5. Barbara Ciwoniuk Musisz to komuś powiedzieć (Literatura, Łódź 2010)
6. Joanna Jagiełło Kawa z kardamonem (Literatura, Łódź 2011)
7. Adam Jaromir Słoniątko (Muchomor, Warszawa 2010)
8. Olga Masiuk Lenka, Fryderyk i podróże (Literatura, Łódź 2011)
9. Jarosław Mikołajewski Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór (Egmont,
Warszawa 2011)
10. Katarzyna Pranić Ela-Sanela (Stentor-Kora, Warszawa 2011)
11. Katarzyna Ryrych Wyspa mojej siostry (Stentor-Kora, Warszawa 2011)
12. Barbara Stenka Masło przygodowe (Literatura, Łódź 2011)
13. Kazimierz Szymeczko Czworo i kości (Literatura, Łódź 2011)
14. Joanna Klara Teske Pies w Krainie Wędrującej Nocy (Mimochodem,
Lublin 2011)
15. Przemysław Wechterowicz Bum! Bum!! Bum!!! (G+J Gruner+Jahr Polska,
Warszawa 2011)

Jury graficzne w składzie: Małgorzata Cackowska (przewodnicząca), Tomasz Ciecierski i Maria Ryll
nominowało do nagrody:


w kategorii książka obrazkowa
1. Jan Bajtlik za ilustracje i tekst książki Europa pingwina Popo (wydawnictwo
Dookoła Świata, Kutno 2011)
2. Iwona Chmielewska za ilustracje i tekst Pamiętnika Blumki (wydawnictwo
Media Rodzina, Poznań 2011) w opracowaniu graficznym Doroty Nowackiej
3. Aleksandra Woldańska-Płocińska za ilustracje, projekt graficzny i tekst
książki Pierwsze urodziny prosiaczka (wydawnictwo Czerwony Konik, Kraków
2010)
4. Magda Wosik i Piotr Rychel za książkę autorską O, ja cię! Smok w krawacie
(wydawnictwo Bajka, Warszawa 2011)

w kategorii ilustracje
1. Maciej Buszewicz, Lech Majewski, Piotr Młodożeniec i Grażka Lange za
ilustracje tomu Brzechwa. Wiersze dla dzieci
z okładką i stronami tytułowymi projektu Grażki Lange (wydawnictwo Wytwórnia,
Warszawa 2010)
2. Gabriela Cichowska za ilustracje do Słoniątka Adama Jaromira (wydawnictwo
Muchomor & Gimpel Verlag, Warszawa 2010)
3. Ola Cieślak za ilustracje i opracowanie graficzne książki Powidoki z tekstem
Tiny Oziewicz (wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2010)
4. Joanna Concejo za ilustracje do książki Dym Antóna Fortesa w przekładzie
Beaty Haniec (wydawnictwo Tako, Toruń 2011)
5. Dominik Cymer i Rafał Szczepaniak za ilustracje do książki Kropka pe el.
Przewodnik po Polsce dla dzieci z tekstem Andrzeja Paulukiewicza (wydawnictwo
Dwie Siostry, Warszawa 2011)
6. Agata Dudek za ilustracje do książki Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem
Anny Czerwińskiej-Rydel (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2011 według
projektu graficznego Małgorzaty Frąckiewicz/Poważne Studio
7. Agata Dudek i Małgorzata Nowak za ilustracje i projekt graficzny książki Kto
to widział? Przewodnik dla dzieci po Łazienkach Królewskich z tekstem Izabeli
Koczkodaj (wydawnictwo Dwie Siostry i Ośrodek Edukacji Muzealnej Muzeum
Łazienki Królewskie, Warszawa 2011)
8. Marta Ignerska za ilustracje i projekt graficzny do książki Alfabet
Przemysława Wechterowicza (Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków
2011)
9. Marianna Oklejak za ilustracje do książek Janusza Korczaka Król Maciuś I i
Król Maciuś na wyspie bezludnej (wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011) oraz za
ilustracje i projekt graficzny książki Bum! Bum!! Bum!!! z tekstem Przemysława
Wechterowicza (wydawnictwo G+J Gruner+Jahr, Warszawa 2011)
10. Józef Wilkoń za ilustracje do książki Rzecz o tym, jak paw wpadł w staw do
tekstu Agnieszki Wolny-Hamkało (wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2011

Informacja pochodzi ze strony IBBY

piątek, 18 listopada 2011

Danuta Zawadzka seria "Tea Time Stories"

Rodzicom, którzy uczą swoje dzieci języka angielskiego od najmłodszych lat, proponuję dziś niewielkich rozmiarów książeczki z historyjkami w tymże języku. W zasadzie są to mini komiksy. Bohaterem prowadzącym serię jest imbryczek, który w porze "five o'clock" opowiada nam ciekawą historię. Do książeczki dołączona jest płyta - czyta Kevin Aiston.

Poniższe informacje pochodzą od wydawcy:

Benjamin the Bear Bakes a Cake 


Bohaterem tej czytanki jest miś Benjamin. Pewnego dnia postanawia zaprosić przyjaciół na popołudniową herbatkę. A ponieważ jest bardzo gościnny, chce upiec dla nich pyszne ciasto. Czy wszystko uda się tak, jak to sobie zaplanował?..

Cathy the Mouse Is Sad at Night 


Cathy jest małą wesołą myszką, która często się uśmiecha. Ale gdy nadchodzi noc, robi się smutna, bo… boi się ciemności! A Cathy bardzo nie lubi się bać. Pewnego dnia postanawia to zmienić i prosi o pomoc swoich przyjaciół...

George the Kitten Goes on Holiday


Kotek George wyjeżdża na wakacje i pakuje torbę podróżną. Wkrótce przyjeżdża taksówka, która ma zawieźć go na lotnisko. Kotek bardzo się spieszy. Nie chce spóźnić się na samolot. Żegna się z rodziną i pędzi do taksówki. Czy zabrał wszystko, co jest potrzebne w podróży, i czy udało mu się spędzić miłe wakacje?...

Milly the Monkey Likes Bananas 


Milly to mała sympatyczna małpka, która uwielbia banany. Niestety, banany nie smakują jej przyjaciołom. Małpka nie rozumie dlaczego. Martwi się, że skoro przyjaciele nie lubią bananów, to nie lubią także jej. Jak Milly poradziła sobie ze swoim zmartwieniem?...

Wydawnictwo SKRZAT

Możesz kupić tuta: Banjamin…
Cathy… George… Milly…

czwartek, 17 listopada 2011

Rolf Toyka "Uwaga, budowa! Jak się buduje i projektuje dom"


Wiem, że dziś dąży się do unifikacji płci i wielu z Was może się oburzyć na stwierdzenie, że książka, o której dziś napiszę, jest dla chłopaków. Możecie mówić, co chcecie, ale mojej córki ta książka jakoś na dłużej nie porwała. Mój syn natomiast nie tylko, że przegląda wnikliwie, to jeszcze przy okazji okazało się, że potrafi nazwać wiele narzędzi, sprzętów i maszyn. Skąd u niego ta wiedza? Myślę, że wyłapuje z rzeczywistości (telewizji, rozmów o remontach, które jego tata prowadzi ostatnio z robotnikami w naszym domu, itd.) to, co go najbardziej interesuje. I zapamiętuje! Marta ma ucho wyczulone na inne, babskie, tematy.

Kilkuletni Marek opowiada o tym, jak jego rodzice budują dom – właściwie to kamienicę. Zabiera nas ze sobą na plac budowy i pokazuje poszczególne etapy prac. Wyjaśnia, do czego służą różne narzędzia, dlaczego teraz trzeba wykonać tę a nie inna czynność, jak ona wpłynie na funkcjonowanie domu.

fot. MediaRodzina, autor prezentuje książkę

Książka ma ciekawą formę. Każda rozkładówka przedstawia aktualny stan budowy. Prawa strona to duża ilustracja szczegółowo obrazująca etapy powstawania domu. Na lewej stronie znajdziemy komentarz Marka. Dodatkowo odmykamy skrzydełko jednej ze stron i znajdujemy informacje, o pracy architekta i budowlańców oraz serię zdjęć. Są to szczegóły, które zadowolą nawet najbardziej ciekawe dziecko. Na przykład pokazuje się różne typy fasad (czy wiecie, co to jest dom szachulcowy?) albo budowę ściany zewnętrznej, sposoby ocieplania budynków. Naprawdę pouczająca lektura.

Prawdziwie męska rzecz:)

PS
A tu zdjęcia nadesłane na konkurs z okazji czwartych urodzin bloga przez Kasię.





Możesz kupić tutaj: Uwaga, budowa! 

Ilustracje:  Feren B. Regӧs, Heike Ossenkop
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wymiary: 29.5 x 22.8 cm
ISBN: 9788372785909
Tłumaczenie: Emilia Kledzik

wtorek, 15 listopada 2011

Andrew Steinhöfel "Rico, Oskar i głębocienie"


Mam problem, jakiego użyć terminu na opisanie głównego bohatera powieści Andrew Steinhöfela – upośledzony? z deficytem umysłowym? inny? nieprzystosowany? Żadne z tych pojęć nie oddaje charakteru ani tego, kim i jakim jest Rico (a także Oskar). Bo czy można powiedzieć, że jest upośledzony ktoś, kto potrafi połączyć fakty i złapać porywacza?

Rico ma w głowie kule bingo, które czasem niebezpiecznie zaczynają szaleć. Zwłaszcza wtedy, gdy trzeba zdecydować się, gdzie jest prawo a gdzie lewo (skąd ja znam ten problem?), lub wtedy, gdy trzeba wybrać, którą drogą dojść do domu. Dlatego ten „głęboko utalentowany” chłopiec woli kręcić się po bloku i zwiedzać mieszkania sąsiadów. Interesuje go w szczególności stara, waląca się oficynka i głębocienie. Rico tęskni za przyjacielem i pewnego dnia spotyka chłopca w kasku na głowie, który choć nie ma takich trudności jak Rico, to jednak jest jakoś w swej inności do niego podobny. Pewnego jednak dnia Oskar nie pojawia się na umówione z Rico spotkanie. Nasz bohater już wkrótce dowiaduje się, że jego przyjaciel został porwany…

Książka Steinhöfela to powieść ciepła i zabawna. Narracja prowadzona przez Rico pozwala czytelnikowi spoglądać na świat oczyma chłopca „głęboko utalentowanego”. Jego obserwacje dotyczące sąsiadów, ich sposobu na życie, wyglądu, zachowań bawią, ale jednocześnie trochę zmuszają do refleksji nad własnym życiem, zadają pytanie o sens tego, co na co dzień robimy.

Autor, podejmując też temat upośledzenia, dotyka stereotypów myślowych. Bo jest prawdą, że wielu z nas wciąż ma problemy z akceptacją dzieci nieprzystosowanych. Boimy się klas integracyjnych, niektórzy nawet opowiadają bzdury w stylu „moje dziecko mogłoby sie tym zarazić” (sic!). Steinhöfel pokazuje, że dzieci inne potrafią dostrzegać to, czego nie widzimy, to, co lekceważymy.

Powieść przyjemnie się czyta. Jestem pewna, że rozsmakują się w niej tak młodzi, jak i dorośli.
Możesz kupić tutaj: Rico, Oskar i głębocienie 

Ilustracje: Peter Schössow
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 210
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: WAM 
Wymiary: 14.6 x 20.2 cm
ISBN: 9788375058604
Tłumaczenie: Elżbieta Jeleń

niedziela, 13 listopada 2011

René Goscinny "Przepisy Mikołajka"


W tym roku chyba naprawdę się na mnie zaczniecie złościć. Wydaje się tyle fantastycznych książek, a ja co rusz będę zachęcała Was, abyście je kupili, bo są ciekawe, mądre, przydatne!!! Tak jak ta z Przepisami Mikołajka. A że gotowanie z maluchami to super sprawa, to pewnie sami wiecie. Czasem brakuje nam inspirujących, takich pod dzieci, przepisów. Zebrane w tej książce są proste, choć czasem nieco wykwintne (na przykład papryka faszerowana serem i kawiorem). Przepisy pogrupowane są po 10 w następujących kategoriach: dania jako takie, desery, przekąski, smakołyki, pomysły na piknik. A wszystko to okraszone ilustracjami i cytatami z Mikołajka. Mniam, mniam…








ZAJRZYJ DO KSIĄŻKI!


Możesz kupić tutaj w promocyjnej cenie: Przepisy Mikołajka 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 136
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak 
ISBN: 9788324017430

sobota, 12 listopada 2011

John Marsden "Jutro 3. W objęciach chłodu"

Recenzję napisała Igirisu!


Seria Jutro Johna Marsdena powstała w latach 90-tych. Pomyślana jako siedmiotomowy cykl dla młodzieży zyskała szerokie grono zagorzałych czytelników na całym świecie. Ostatnio liczba fanów powiększyła się o bywalców kin, jako że pierwszy tom doczekał się swojej ekranizacji.

Proza Marsdena zdobyła uznanie nie tylko młodych czytelników, ale także krytyków i przedstawicieli szeroko pojętych środowisk edukacyjnych. Poleca się ją jako wartościową lekturę, skutecznie przyciągającą uwagę młodzieży dzięki swej przystępnej w odbiorze formie, wartkiej akcji i niecodziennemu tematowi. Seria Jutro wprowadza bowiem czytelnika w świat diametralnie odmienny od znanej mu rzeczywistości, w której bezpieczeństwo i komfort życia codziennego nie podlegają zakwestionowaniu. Marsden wykorzystał te elementy do zarysowania tła powieści, postawił jednak swoich bohaterów w obliczu sytuacji granicznej, wystawiając na ciężką próbę każdy z możliwych aspektów ich człowieczeństwa. Umieszczając młodego człowieka na placu boju, zmusił go do gruntownej przemiany kierujących nim dotąd wartości i zapatrywań. Ta bolesna, bo całkowicie nagła i nieoczekiwana konfrontacja z brutalnym widmem wojny i rządzącej nią śmierci stanowi oś fabularną serii Jutro, gwarantując jej czytelniczy sukces tak wśród młodych odbiorców, krytyków, jak i edukatorów.

Akcja Jutra toczy się w Australii i skupia na losach grupy lokalnych nastolatków powiązanych ze sobą mniej lub bardziej trwałymi więzami przyjaźni. Bohaterowie stanowią typowy przykład małomiasteczkowej młodzieży, wychowani na odległych od siebie farmach od dziecka zaznajamiają się z pracą, wysiłkiem i naturą. Chodzą do szkoły, snują plany na przyszłość, targają nimi typowe dla ich wieku rozterki, radości i smutki. Wszystko to zmienia się pewnego dnia, kiedy wybierają się na górską wspinaczkę. Przez krótki czas ich pobytu w specjalnej kryjówce – „Piekle”, kraj zostaje najechany przez wrogą armię i rozpoczyna się krwawa okupacja. Młodzi ludzie zostają odseparowani od swoich rodzin i znanego im dotychczas świata. Unikając pojmania przez wrogich żołnierzy decydują się na podjęcie walki z najeźdźcą. Nowa rzeczywistość stopniowo przemienia każdego z nich z beztroskiego nastolatka w podlegającego rządzy przetrwania uciekiniera. Z czasem wyznawane przez nich do tej pory wartości zmuszone są ustąpić przed wszechwładnym instynktem przetrwania, który sankcjonuje używanie siły, okrucieństwa, przemocy, zadawanie śmierci. Skrywane dotąd głęboko w sobie namiastki tych skrajnych emocji wydostają się na powierzchnię, stawiając nastolatków wobec dylematu porzucenia moralności w obliczu zaprowadzonych przez wojnę nowych praw i wykształconych wzorców zachowań.

Trzecia część cyklu, W objęciach chłodu, podejmuje wątek z poprzedniego tomu. Bohaterom coraz trudniej ukrywać się w okolicach Wirrawee. Po przeprowadzonym przez nich zamachu i końcowej eksplozji nieprzyjaciel usilnie przeczesuje w góry w poszukiwaniu zbiegów. Z drugiej strony, piątka przyjaciół popada w swoisty stan odrętwienia. Zamknięci w swojej kryjówce oddają się bezczynności, którą dodatkowo wzmaga brak jasno wytyczonego celu przyszłych działań. W końcu postanawiają dokonać kolejnej akcji dywersyjnej, ale tym razem przeprowadzonej na dużo większą skalę. Wpadają na pomysł, aby wysadzić w powietrze port znajdujący się w Zatoce Szewca. W swej drodze do wyznaczonego celu natykają się na opuszczone farmy, zasiedlane teraz przez nowo przybyłych osadników. Dzięki niesamowitemu zbiegowi okoliczności odnajdują też jednego ze swoich przyjaciół – Kevina. Wspólnie udają się do portu, gdzie rozpoczynają realizację niezwykle ryzykownego i śmiałego przedsięwzięcia.

Pełne napięcia i niebezpieczeństwa przygody bohaterów stanowią tylko jeden z elementów W objęciach chłodu. Równie istotnie prezentuje się aspekt postępującego rozchwiania emocjonalnego i psychicznego dotykający każdego z nastolatków. Wobec przymusu odbierania życia swoim wrogom, młodzi bohaterowie popadają w coraz większe otępienie, wzbudzając w sobie niechęć jedni do drugich. Ciężkie próby nie przestają pojawiać się na ich drodze, nadwątlając pozostałe siły. Końcowa tragedia, która dotyka ich grupę stawia przed nimi pytanie o sens wszystkiego, co do tej pory robili.

W objęciach chłodu stanowi spójną kontynuację cyklu Jutro wprowadzającą młodego czytelnika w świat bólu i cierpienia wojny – nieoczekiwanej, nieracjonalnej i okrutnej agresji nienazwanego wroga na dom rodzinny bohaterów. Dramatyczna przemiana protagonistów poddanych temu ekstremum dostarcza wstrząsającej lektury i pobudza do refleksji nad jakże trudnym tematem. Usprawiedliwia to niejako specyficzny styl i język książki, przeznaczonej ściśle dla nastolatków.


Możesz kupić tutaj: Jutro 3 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 272
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324016488
Tłumaczenie: Anna Gralak

piątek, 11 listopada 2011

"Najpiękniejsze powiastki Beatrix Potter", opowiada Małgorzata Musierowicz


Wydawnictwo Wilga idzie za ciosem! Po tym jak dokładnie rok temu wydane zostały Powiastki Beatrix Potter, które można było kupić za kosmiczną cenę prawie 100 złotych, w tym roku wydano Najpiękniejsze powiastki Beatrix Potter – w nowej okładce, z nową, niższą ceną (60 złotych). Jest kwestią gustu oprawa. Mnie zdecydowanie bardziej podoba się okładka pierwsza. Ma w sobie klasę, jest skromna, ale w stylu opowieści Beatrix. Ta nowa jest nieco przesłodzona, zbyt świecąca, nastawiona na nęcenie blichtrem. Na szczęście wnętrze się broni! Na szczęście to Beatrix Potter!

W Najpiękniejszych powiastkach… pomieszczono dziesięć bajek, których bohaterowie to Piotruś Królik, Kaczka Tekla Kałużyńska, Typcio Drypcio czy Jaś Wielkomiejski. Jej postaci są psotne i uwielbiają ładować się w kłopoty. Zupełnie jak małe dzieci. Nie chcę się rozpisywać o powiastkach, bo uważam, że i tak nie oddałabym ich czaru. Naprawdę warto wydać te pieniądze, aby móc delektować się Potter.


Potter nie jest politycznie poprawna. Dziś kiedy nawołuje się do bezstresowego wychowywania, wsłuchiwania w potrzeby dziecka i reagowania na każde kwiknięcie, niektóre fragmenty mogą niektórych rodziców mocno rozdrażnić!

Poszłam do ogrodu; znalazłam Łatkę i Ciamcię, ryjące pośród mojej marchewki. Własnoręczni sprawiłam im lanie i wyprowadziłam za uszy.

:)

Język, jakim Małgorzata Musierowicz opowiada przygody zwierzątek, powoduje, że gdy czytam – wczuwam się na całego. Tekst jest pełen emocji, dużo tu się dzieje – wszak Potter opowiada o stworzonkach psotnych – więc lektura musi być też pełna ekspresji. Dzieci słuchają z rozdziawionymi buziami, a czasem wyrywa im się nawet lekko trwożliwe „yhhh”. Pomagają też ilustracje – drobne, ciepłe, miękkie. Moje zbóje chętnie książkę po prostu przeglądają.

Warto zrobić i dziecku, i sobie prezent! Okazji do tego w najbliższym czasie będzie co najmniej kilka!

Możesz kupić tutaj: Powiastki Beatrix Potter

Oprawa: Twarda z obwolutą
Ilość stron: 200
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Wilga
Wymiary: 20 x 26 cm
ISBN: 978-83-259-0331-2
Tłumaczenie: Musierowicz Małgorzata, Stokłosa Jacek M.

czwartek, 10 listopada 2011

„Świerszczyk” nr 21/2011


Czy Wasze dzieci potrafią poruszać się po Internecie? I czy w ogóle umieją obsługiwać komputer? Moje dzieci nie potrafią ani jednego, ani drugiego. No jedynie Marta czasem koloruje obrazki na Minimini.pl. Na więcej jej nie pozwalamy, bo widzimy, jak bardzo ją to wciąga. Nie mam obawy, że moje dzieci, gdy pójdą do szkoły, będą w kwestii komputerowej „do tyłu” w stosunku do rówieśników. Póki co najważniejsze jest dla nas ochronić nasze dzieci przed zagrożeniami, które czyhają w Internecie oraz przed uzależnieniem. Kiedyś dzieci potrafiły bawić się kamieniem i patykiem. Dziś w ogóle się bawić nie potrafią. Nie wiem, czy zauważyliście, że popołudniami na podwórkach domostw na placach zabaw nie widać starszych (w wieku szkolnym) dzieci. Gdzie są i co robią? Ja myślę, że większość siedzi przed komputerem.


Ten przydługi wstęp wiąże się z tematem nowego numeru „Świerszczyka”. Dotyczy on Internetu. Mam pewne obawy, czy napisano tu coś, co dla dzieci byłoby odkrywcze. W szczególności „Chcę wiedzieć więcej…” wydaje mi się tekstem dość naiwnym: „W Internecie nieustająco przybywa słów, zdjęć, filmów, muzyki czy gier” albo „Jest tu mnóstwo ciekawych wiadomości o słynnych bohaterach, podróżach i odkryciach, a nawet o tym, co się dzieje na drugim końcu świata dokładnie w chwili, kiedy jesteśmy przed komputerem”. Większość wierszy i opowiadań została napisana w tonie pochwalnym. Że przez Internet można się porozumiewać nawet z kimś, kto jest na innym kontynencie („Podróże gwiezdne”), że można tu znaleźć wiele ciekawych informacji („Z pamiętnika pewnego „Świerszczyka”). Zabrakło mi tu opowiadań, w których zwrócono by uwagę na zagrożenia, na to, że dzieci powinny surfować w necie pod okiem rodziców, że trzeba być ostrożnym, gdy zawiera się jakąś znajomość przez Internet. Znów – wydaje mi się naiwny taki hurraoptymizm.


Według mnie to najsłabszy numer „Świerszczyka” i mocno nieprzemyślany temat. Z tego wszystkiego zawiesiłam oko jedynie na reklamie Funduszy Europejskich! Przygotowano tu serię „Zagadek Maksa na Maksa”. Sympatyczne rebusy pozwalaja na rozruszanie szarych komórek. Celem reklamy jest zwrócenie uwagi na fakt, że dzięki Funduszom Europejskim można zrealizować swoje pomysły. Brzmi wyjątkowo ciekawie! Niestety w praktyce bywa z tymi funduszami dość różnie… wiem coś o tym!

Strona "Świerszczyka"

środa, 9 listopada 2011

"Ryms" 15

Ryms 15


SEDNO RYMSA
Eliza Piotrowska - Gałkiewicz ma rację! (ilustr. Agata Juszczak)
Monika Graban-Pomirska - Stara szkoła Edmunda Niziurskiego
Aneta Bohaczewska-Petryna - Eva Janikowszky o przedszkolu i szkole
Rafał Kleśta-Nawrocki - Dwója, pała, piątka i szóstka (dzieci kontra dorośli, dziewczyny kontra chłopcy)
Zuzanna Ziomecka - Forma kontratakuje
Agnieszka Wolny-Hamkało - Dwa księżyce, w tym jeden czerwony
Jan Bajtlik - Jan Cacek w trzech aktach
RECENZJE
Aleksandra Motyka - "Felix, Net i Nika oraz Bunt maszyn", "Szkoła strachu", "Filipek i szkoła", "Matylda"
Ewa Skibińska - "Korniszonek", "Zuźka D. Zołzik pierwszakiem. Pierwsze koty za płoty", "Kto wymyślił szkołę?", "Korczak. Próba biografii"
W CZTERY OCZY
Krystyna Romanowska - Jakość, a nie jakoś - rozmowa z socjologiem Tomaszem Sobierajskim (ilustr. Agata Juszczak)
Maria Borzęcka - Pomysły są ja podarunki - rozmowa z Eveline Hasler
MISTRZOWIE
Jacek Friedrich - Fakty i pamięć. Obraz Grunwaldu i Krzyżaków w ilustracjach do podręczników szkolnych sprzed czterdziestu lat jako pretekst do zastanowienia się nad kilkoma sprawami
MŁODZI ZDOLNI
Alesia Zawodzińska
ANTYKWARIAT
Janusz Pawlak - Strach czytać (o książce "Słuchaj rodziców i starszych. Książka obrazkowa o niegrzecznych dzieciach, z dodatkiem elementarza i różnych powiastek, przykładów, wierszy i pieśni)
OBCE STRONY
Monika Obuchow - Staruszka muszkę... (o książce "There was an Old Lady Who Swallowed a Fly")
CO W TRAWIE PISZCZY
Małgorzata Cackowska - Ula i książki - cz. szósta pamiętnika
RECENZJE
Maria Borzęcka - "Wyspa na ulicy Ptasiej"
Magdalena Świtała - "Baśniobór"
Ewa Skibińska - "Tata ucieka z cyrkiem", "Nowy Jork", "Tylko Tsatsiki", "Dar totemów. Baśnie indiańskie", "Zwierzyniec państwa Sztenglów", "ORWO", "Mali bohaterowie", "Król Maciuś Pierwszy", "Pamiętnik Blumki", "Rzecz o tym, jak paw wpadł w staw".
PATRONATY
Łucja Abalar - "W poszukiwaniu światła. Opowieść o Marii Skłodowskiej-Curie"
Ewa Skibińska - "Marchewka z groszkiem", "Samotny Jędruś", "Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem" – audiobook, "Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem" – książka, "Kropka pe el", "Dym", "Ratunku, marzenia!", "Kiedy kiedyś", "Niewidzialny Tonino"
AKCJA KREACJA
Dorota Matloch

wtorek, 8 listopada 2011

„Bluszczyk” 12/2011


Okładki „Bluszczyka” są zawsze interesujące. Zawierają niedomówienia, elementy humorystyczne, mają w sobie tyle radości i polotu. I oczywiście inspirują, zachęcają do chwytania ze kredki, farby i malowanie. Nie tylko dlatego że wewnątrz numeru znajdziemy zawsze pytanie, które zaprasza do „wzięcia okładki pod lupę”. Inspiruje tak po prostu! Ale jeśli jesteśmy już przy pytaniu, to tym razem brzmi ono tak:

Jak myślisz, jaki prezent na imieniny miesiąca przygotował Bluszczyk?


Redaktorzy numeru zapraszają: „Narysuj prezent imieninowy i prześlij obrazek w kopercie z dopiskiem „Bluszczyk” do 30 listopada na adres:

Elipsa Sp. z o.o.
Ul. Gwiaździsta 71
01-651 Warszawa”

Bohaterowie opowiadań listopadowego „Bluszczyka” wpadają w kłopoty. Filipek wspina się na drzewo, aby nauczyć kota, jak się z drzewa schodzi. Kot oczywiście sobie świetnie poradził, gorzej z Filipkiem:) A pan Waldemar, chwaląc się wieczny piórem, „coś musiał nacisnąć, bo z pióra wytrysnęła cienka strużka i zabarwiła na niebiesko nie tylko pana Waldemara, ale i wszystko wokół”. Do tego Kuba i Buba odkrywają, że ich dziadkowie czasem mówią po muzealnemu.

W rubryce „Pozdrowienia z…” poznajemy Annę, która mieszka w Anglii. Opowiada nam o Londynie i Cambridge i oczywiście zadaje zagadki związane z jej krajem. W „Czerwonych Księgach” (to taki spis zwierząt i roślin zagrożonych wyginięciem) czytamy o nietoperzu. W gruncie rzeczy to bardzo miłe i pożyteczne stworzonko. A ja jakoś się go boję…


Jest też rubryka „Zrób to sam”. W tym numerze znajdziemy instrukcję, jak zrobić konia i źrebaka. W tym celu przygotowano modele do wycinania i samodzielnego złożenia. Oprócz tego rebusy, zagadki i konkursy!
Prenumeratę można zamówić wysyłając maila: prenumerata@bluszcz.com.pl

Magazyn do kupienia w Empiku.

A dla mam – „Bluszcz”!

niedziela, 6 listopada 2011

Renata Opala "Słonecznikowa Dziewczynka"

Recenzuje joangot!

Istnieje taka kraina, która zwie się Słonecznikowe Królestwo… Król Słoneczny i Królowa Słoneczna bardzo pragną mieć dziecko i czekają na nie z wielką nadzieją. Pewnego dnia Królowa postanawia szukać pomocy u samego Słońca, wybiera się więc w daleką drogę na Smoku Pomarańczowym. Kiedy w końcu dostaje radę od Słońca jest zmartwiona jeszcze bardziej, bo musi podjąć niezwykle trudną decyzję zanim zostanie obdarzona wymarzonym maleństwem… Kiedy wreszcie dziecko przychodzi na świat, Królowa wie, że to będzie dziewczynka i nadaje jej imię Słonecznikowa Dziewczynka – Mirabelka. Córeczka władców rośnie, ale rodzice widzą, że jest rozpieszczona i niefrasobliwa, zaczynają więc zastanawiać się, co zrobić, aby wychować ją na mądrą następczynię tronu. Słoneczna Królowa wpada na pewien pomysł i Mirabelka zostaje na krótki czas oddana pod opiekę niani… Tuż przed szesnastymi urodzinami Mirabelka zostaje porwana przez Króla Smutek i Królową Ciemność na żonę ich syna Szarugi. Czy historia Słonecznikowej Dziewczynki skończy się dobrze? Czy uda jej się uciec z Królestwa Wiecznego Smutku spod mocy potężnego ROBOTRONA?


Jest to opowieść przeznaczona do czytania przed snem, utrzymana w konwencji baśniowej, gdzie dobro i zło przeplatają się wzajemnie, a dobro na końcu zwycięża. Historia Mirabelki uświadamia maluchom, że w życiu przeżywamy dobre i smutne chwile, że radość często jest okupiona dużym wysiłkiem lub przykrością. Bohaterka książki nie boi się wyzwań ani trudów, choć to księżniczka wychowana na zamku, gdzie obce jej było cierpienie i smutek. Julka słuchała dzielnie przez kilka wieczorów przygód małej księżniczki, oczywiście identyfikując się z nią i odgrywając dnia następnego sceny z książki. Ponadto piosenki wplecione w tekst mają swój zapis nutowy, co stanowi dodatkową wartość tej publikacji.

Słonecznikowa dziewczynka Renaty Opali została wydana przez wydawnictwo Skrzat w ramach serii „Bajki zasypiajki”. Po raz pierwszy ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego w 1988 roku. Niestety nie pamiętam tego pierwszego wydania z własnego dzieciństwa. Podejrzałam w sieci jedynie ilustracje i okładkę:

 Ilustracje pochodzą z bloga "To dla pamięci".

Jeśli chodzi o szatę graficzną to mnie osobiście bardziej podobają się ilustracje z pierwszego wydania i chociaż praca Marty Ostrowskiej jest bardzo dobra, to razi mnie słodycz niektórych rysunków. Jednak moja córka studiowała je wnikliwie po przeczytaniu kolejnego fragmentu książki, więc wnioskuję, że musiały się jej podobać.

Wydawnictwo Skrzat po raz kolejny zwróciło moją uwagę porządnie dopracowaną stroną edytorską książki. Czcionka jest ładna, zgrabna, czytelna, tekst solidnie złożony, dobrze włączone dialogi, teksty piosenek i zapisy nutowe. Ilustracje w większości występują na osobnych stronach, a te wplecione w tekst są starannie wkomponowane. Na Tragach Książki, w bibliotece czy w księgarni przeglądam dużo książek dla dzieci, wiele z nich odkładam niezadowolona z bylejakości samego wydania. Gratuluję więc Wydawcy wysokiego poziomu edytorskiego Słonecznikowej Dziewczynki.


Możesz kupić tutaj: Słonecznikowa Dziewczynka 

Ilustracje: Marta Ostrowska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 136
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Skrzat Wymiary: 17.0 x 24.0 cm
ISBN: 9788374376792

piątek, 4 listopada 2011

Iwona Chmielewska "Pamiętnik Blumki"


Bardzo chciałam napisać o tej książce w Dzień Zaduszny. Koresponduje bowiem ona z kwestią pamięci o naszych zmarłych. Ostanie zdanie Pamiętnika Blumki brzmi: „Bo pamiętnik jest po to, żeby nie zapomnieć”. Także ta książka i ten dzień są po to, aby nie zapomnieć.  

Pamiętnik Blumki to z jednej strony właśnie dzienniczek małej żydowskiej dziewczynki, która trafiła do Domu Sierot Janusza Korczaka. Jej opowieść to krótkie charakterystyki dzieci, które znalazły się na jednej z fotografii. Dziewczynka stara się wskazywać na cechy wyróżniające dane dziecko, pokazując jego wyjątkowość, nawet jeśli czasem są to cechy trudne do zaakceptowania przez otoczenie.

To jest Zygmuś, który ciągle jest głodny i lubi nawet tran. Zygmuś przez całą wiosnę pracował w kuchni i odkładał zarobione grosze. W Dzień Dobrych Uczynków Zygmuś za złotówkę kupił na targu żywą rybę. Zanieśliśmy ją w wiaderku nad Wisłę. I tam Zygmuś wypuścił ją na wolność. Pan Doktor pochwalił Zygmusia i dał mu na pamiątkę pocztówkę z dedykacją. 
 (...)
Brat Ryfki, Chaimek, jest jeszcze mały i Ryfka go broni. Chaimek czasem pluje na inne dzieci i psuje im zabawę. Kiedyś, gdy rozwalił kijem mrowisko, Pan Doktor bardzo się pogniewał i podał go do naszego dziecięcego sądu. Chaimek płakał i żałował, więc sąd mu wybaczył, a Pan Doktor go mocno przytulił. Chaim nie jest zły, ale miał trudne życie, choć jest taki mały. 

Z charakterystyk Blumki wyczytać można i dziecięce fascynacje, i prostotę myślenia, ale również cierpienie sierot. Przy historii Chaimka ilustratorka zamieściła rysunek przedstawiający dwoje małych żebrzących dzieci, a obok nich dobrze ubraną kobietę z córką. Kobieta odwraca wzrok od małych żebraków. Akty agresji niektórych dzieci są efektem właśnie bycia porzuconym, opuszczonym. To swoisty krzyk o zainteresowanie.

Druga część tej książki to rodzaj testamentu Doktora Korczaka spisany dziecięcą rączką. Ma więc formę krótkich zdań rozpoczynających się od słów: „Pan Doktor uczy…, Pan Doktor często powtarza…, Nasz Pan Doktor ustalił…” Piękny jest ten kodeks Korczaka i jaki mądry! Nie tylko wychowuje opuszczone dzieci, ale przede wszystkim uczy szacunku! Jednego dziecka do drugiego, ale chyba przede wszystkim szacunku dorosłych do dziecka, które ma prawo być szczęśliwe, jeść tyle, ile ma ochotę czy szaleć i hałasować („gdyby tego zakazać dziecku, to jakby nakazać sercu, żeby przestało bić”).

Pamiętnik Blumki dopowiadają ilustracje. Dla dorosłego kontekst wielu obrazów jest zrozumiały i oczywisty. Kiedy autorka pisze: „Potem przyszła wojna, która zabrała też pamiętnik Blumki”, rysuje wagon i wieczne pióro nań wskazujące. Dzieci nie zrozumieją, chyba że im wytłumaczymy. Dlatego książkę tę można czytać na kilku poziomach – po prostu jako pamiętnik małej dziewczynki, która wspomina swoich przyjaciół, jako testament Korczaka oraz jako opowieść o losie sierot i trudnym dla dzieci czasie II wojny światowej.


Bardzo gorąco polecam!

Możesz kupić tutaj: Pamiętnik Blumki

Ilustracje: Iwona Chmielewska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 50
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Media Rodzina
ISBN: 9788372785725

wtorek, 1 listopada 2011

Jarosław Mikołajewski "Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór"



Jestem przekonana, że dzieci można oswoić ze śmiercią i przedstawić im ją jako naturalną kolej rzeczy, coś, czego nie trzeba się panicznie bać lub udawać, że jej w ogóle nie ma. Ja mówię o śmierci dzieciom wprost. Jesteśmy wierzący, więc może jest nam łatwiej o tym rozmawiać. Śmierć niczego nie kończy, wręcz przeciwnie. Dziś, we Wszystkich Świętych znajduję ten wyjątkowy czas, by mówić bez strachu, a nawet i z radością, o odchodzeniu.

Jarosław Mikołajewski znalazł inny sposób na mówienie o śmierci. Jest nim metafora. Kasia jest małą dziewczynką, która codziennie spotyka pana Jana (Panjan) przed swoim domem i z którym przesiaduje na ławce, karmiąc gołębie. Panjan to starszy już człowiek – pewnego dnia nie ma włosów, a innego – trzęsą mu się ręce, a jeszcze innego – ma na rękach ślady jakby po ukąszeniu komara. Kasia te zmiany w wyglądzie dostrzega i jak każde małe dziecko, pyta Panjana, co mu się stało. Panjan odpowiada cudownie! Że włosy strząsnął mu wiatr, a dłonią nie trafia do torebki z pokarmem specjalnie, bo chce przechytrzyć gołębie. Któregoś dnia Panjan przychodzi na podwórko wyjątkowo wystrojony. Tego dnia tłumaczy Kasi, że bardzo chciałby spotkać Pangóra i że ten wkrótce – ale bez zapowiedzi – przyjdzie po niego. Musi więc każdego dnia być gotowy, aby z nim odejść i udać się w podróż. Tytułowe „kiedy kiedyś” to właśnie jego słowa: „kiedy kiedyś nie będzie siedział na ławce i karmił gołębi, to będzie znaczyło, że popłynął z Pangórem na wyspy”.


Ta niezwykle poetycka opowieść o umieraniu (ale też i o chorobie) robi na czytelniku niesamowite wrażenie. Jest w niej dużo szacunku dla najmłodszych, chęć ochronienia przed cierpieniem, zranieniem, ale jest też i wiara, że dzieci rozumieją więcej niż nam się wydaje. 

Przepięknie opowiedziana i cudownie zilustrowana przez Dorotę Łoskot-Cichocką książka zaprasza do refleksji, zadumy. Pangór rzeczywiście przychodzi i zabiera Panjana. I Kasia jest szczęśliwa, że spełniło się największe marzenie Panjana.


Tak, takie opowiadanie o śmierci bardzo mi się podoba.

                        

Ilustracje: Dorota Łoskot-Cichocka
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-5290-5