wtorek, 31 stycznia 2012

Giovanna Zoboli, Camilla Engman "Zbyt późno"

Jeszcze trwa Zakładkowy konkurs!!!!

Kiedy mój syn chce czegoś ode mnie (na przykład kanapkę), a ja w danym momencie jestem zajęta innymi czynnościami (na przykład wyrabiam ciasto na chleb), zastanawiam się, co mu odpowiedzieć. Wybieram pomiędzy „zaraz” i „musisz chwilę poczekać” – jednak czuję, że żadna z odpowiedzi nie jest dobra. Bo to „zaraz” potrafi się czasem nieźle rozwlec w czasie, a „chwila” wydaje mi się pojęciem, które mojemu synowi jeszcze dość trudno ogarnąć. Chwila to za 5 minut czy za 15? I w ogóle 5 minut to szmat czasu, a 15 to już po prostu wieczność.

Piszę o tym, bo rozumiem Riccardo, bohatera książki Zbyt późno. Kiedy rodzice odpowiadają mu, że teraz jest „zbyt późno” na wyjście z domu, dla chłopca jest to całkowicie dziwna optyka. I kiedy dorośli powtarzają jak mantra „jest zbyt późno” – owo zbyt późno zaczyna urastać do rangi czegoś upragnionego, pożądanego, interesującego i tajemniczego. Całkowicie dla dziecka abstrakcyjne „zbyt późno” (bo niby dlaczego na cokolwiek miałoby być „zbyt późno”) zaczyna jawić się jako nieosiągalna kraina. A może osiągalna? Bo od czego dziecko ma wyobraźnię i sen? Zbyt późno może być na przykład miejscem, w którym wszystko jest „zbyt” – zbyt dużo mieszkańców, zbyt głośno, zbyt dużo świateł…


Riccardo wraca z sennej krainy Zbyt późno uszczęśliwiony. Dla mnie to bardzo ciekawe spostrzeżenie o naturze dziecka. Kiedy uważnie się przyjrzeć pierwszemu obrazkowi, widzimy, że rodzice chłopca mają swoje zajęcia – mama objada się tortem, a tata czyta książkę. Nie widać, żeby jakoś szczególnie interesowali się dzieckiem, raczej pochłonięci są swoimi aktywnościami. Mały Riccardo potrafi usprawiedliwić rodziców. Kiedy ci mu odmawiają, malec nie buntuje się, bierze sprawę (potrzebę) we własne ręce (sen o Zbyt późno) i koniec końców jest zadowolony. Może nadinterpretowuję, ale coś mi się wydaje, że psychologia by tę uwagę potwierdziła.

Tekstowi Giovanny Zoboli towarzyszą ilustracje Camilli Engman. Są proste, oszczędne, w stonowanej kolorystyce. Tu i ówdzie rozsiane są intrygujące szczególiki, które pozwalają dopowiadać coś do historii – a to nakręcany ptaszek, to znów krecik (?) ryjący pod ziemią swoje tunele…


Zbyt późno to debiut Entliczka. Już wkrótce napiszę o nowej książce tego wydawnictwa – Mój dom.



Możesz kupić tutaj: Zbyt późno

Ilustracje: Camilla Engman
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Entliczek
Wymiary: 23.5 x 26.5 cm
ISBN: 978-83-63156-01-5

piątek, 27 stycznia 2012

"Jan Brzechwa dzieciom"


Brzechwa ma ostatnio bardzo dobry czas. Mianowicie w końcówce 2011 roku ukazały się dwa bardzo szczególne, bardzo dobre wydania z jego twórczością. Pisałam już o zbiorze Sto bajek. Dziś trochę więcej o wydanej w ramach serii "Z Biblioteki Wydawnictwa Nasza Księgarnia" książce Brzechwy.

W tomie znajdziemy dłuższe formy, jak Pchła Szachrajka czy Szelmostwa lisa Witalisa (w sumie sześć bajek). Po nich następuje kilka rozdziałów z Akademii Pana Kleksa – niewiele, ale wystarczająco, by dać obraz całości. W pozostałej części tomu znajdziemy wiersze posegregowane ze względu na rodzaj bohatera (ludzki – Różni tacy; zwierzęcy – Plotki, smutki, opowieści; przedmiotowy – Entliczek-pentliczek). Książkę zilustrowała Joanna Rusinek.


Skupiłam się na lekturze dłuższych bajek. Pchła Szachrajka zdobyła sobie moje serce:) Przeczytałam też Pana Kleksa, którego jako dziecko nie znosiłam. Znałam go co prawda tylko z wersji filmowej – i może to dlatego. Na ów czas Pan Kleks był dla mnie zbyt odjechany, zbyt dziwny… Być może poznałam tę postać, gdy już byłam za duża na to; jak by powiedział Gombrowicz – byłam dorosłym podszyta. W każdym razie czytałam sobie i Marcie. Wygląda na to, że jej się spodobało. Te piegi, szpak Mateusz i pompka do powiększania Pana Kleksa… Bardzo mi się podoba wizualizacja tej postaci w wersji Rusinek. Czuję potrzebę przeczytania całości!

Myślę też o Brzechwie i dziś ma on dla mnie twarz Pana Kleksa:)


Możesz kupić tutaj: Jan Brzechwa dzieciom 

Ilustracje: Joanna Rusinek
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Wymiary: 21.5 x 16.5 cm
ISBN: 9788310121455

„Animal Planet” nr 1/2012


Wydawnictwo Egmont wypuszcza właśnie na rynek nowe czasopismo dla dzieci w wieku szkolnym. To „Animal Planet”! Wydawca pisze:

Bohaterowie magazynu są mieszkańcami różnych zakątków świata, ale wśród nich nie zabraknie również domowych ulubieńców. Gazeta ma za zadanie przybliżyć dzieciom świat natury i środowisko, w jakim żyją zwierzęta oraz zaangażować najmłodszych do poznawania otoczenia. Podział każdego numeru na stałe rubryki ułatwia dotarcie do ulubionych informacji, ciekawostek czy zadań. Wśród nich będą: Twórz, Odkrywaj, Ucz się i Poznawaj. Zadania, łączące umiejętności logicznego myślenia, sprawdzające spostrzegawczość i wiedzę z zakresu świata zwierząt (eksperymenty, krzyżówki, puzzle, zagadki, quizy) znajdą się na stronach Twórz. W sekcji Odkrywaj będą ciekawostki dotyczące zwierząt z całego świata, czy interesujące miejsca, które warto odwiedzić. Rubryka Ucz się zawiera oryginalne i przystępnie podane informacje dotyczące różnych gatunków zwierząt, ich środowiska i zwyczajów. Natomiast artykuły przedstawiające osoby, którym nie obcy jest los zwierząt, listy czytelników czy zdjęcia ich zwierzaków znajdą się na stronach Poznawaj
Czasopismo mam przed sobą i jesteśmy – ja i Marta, miłośniczka zwierząt – bardzo zadowolone. Nie znajdziemy tu rozbudowanych artykułów. Raczej krótkie notki z interesującymi wiadomościami. Do tego sporo quizów, wykreślanki, zadania… czyli coś, co służy utrwaleniu wiedzy poprzez zabawę. Czasopismo rzeczywiście zawiera fotografie, niektóre duże, w formie plakatów, które można wykorzystać w dowolny sposób. Myślę, że dla uczniów szkoły podstawowej to świetny dodatek do materiałów lekcyjnych. Czasopismo polecam bez najmniejszego wahania! Aa!! W tym numerze moc naklejek ze zwierzętami:) Miodzio:)


Strona czasopisma „Animal Planet”.

czwartek, 26 stycznia 2012

"Ryms" 16


Nowy, zimowy, biało-czarny z akcentem pistacji na okładce "Ryms" nr 16 tuż tuż, bo w pierwszej połowie lutego! W sednie piszemy o rodzinie: tradycyjnej i nietradycyjnej, gościmy nowych i stałych autorów.
Ilustrację na okładkę zrobił w tym numerze Jan Bajtlik, którego jest więcej także w środku i na końcu kwartalnika:)
Polecamy spis treści:
SEDNO RYMSA
Monika Graban-Pomirska - Szczęśliwa rodzina – mit, marzenie, spełnienie?
Agnieszka KruszyńskaRodzina podróżuje w czasie, czyli "mores rzecz pierwsza"
Agnieszka Suchowierska - Wzruszający pomnik Matki Praczki, Kucharki i Sprzątaczki, czyli obraz rodziny w podręcznikach do języka polskiego
Anna Czyńska - Kiedy rodzina jest do kitu... (na podstawie "Królowa porządków i Sedes Zagłady" Vanessy Curtis)
Anna Wiśniewska-Grabarczyk - Po co małpce żółty kapelusz? (o serii "Ciekawski George")
Joanna Sanecka - Adopcja małych i dużych ("Jeż" Katarzyny Kotowskiej oraz "Czy umiesz gwizdać, Joanno?" Ulfa Starka i Anny Höglund)
Łucja Abalar - Tata wśród ufoludków, Wikingów, ślimaków. Szkic o ojcostwie w oparciu o najnowszą literaturę dla dzieci i młodzieży
Justyna Sobolewska - Dzieci ma się po to, żeby mieć z kim czytać (felieton gościnny)
Szymon Kloska - Dysfunkcjonalna jak marzenie, czyli o tym jak dobrze być sierotą
Rafał Kleśta-Nawrocki - Polityka prorodzinna
Agnieszka Wolny-Hamkało - Rodzina - na dywanik!
Jan Bajtlik - komiks "Jan Cacek..."
Agata Juszczak (ilustracje do felietonów Justyny Sobolewskiej i Agnieszki Wolny-Hamkało)
recenzje
Magdalena Świtała - "Saga rodu Klaptunów", "Parawan z obrazkami", "Kraina Patalonków"
Ewa Skibińska - "Zuzanka z pistacjowego domu", "Wyspa", "Mama, która zagderała się na śmierć"
MISTRZOWIE
Zygmunt Januszewski - Pracownia skłonności do ostrości
MŁODZI ZDOLNI
Jan Bajtlik
ANTYKWARIAT
Janusz Pawlak - "Mały Rob" - A. Kardaszowa
OBCE STRONY
Monika Obuchow - Ręczne robótki Komagaty
CO W TRAWIE PISZCZY
Małgorzata Cackowska - Z pamiętnika mamy Uli - cz. 7
Małgorzata Cackowska - Relacja z konferencji o książce obrazkowej
Aneta Bohaczewska-Petryna - Afryka w książkach dla dzieci, książki dla dzieci w Afryce. Relacja z 6. Bałtyckich Spotkań Ilustratorów
PATRONATY
"Chiński Kot", "Złe sny", "Kacperiada. Kacper z szuflady. Zestaw urodzinowy", Wszystko gra", "Bajki Ezopa", "Był sobie król" (audiobook), "Zbyt późno", "O królewnie, która chciala jeździć koparką", "Juniper Berry i tajemnicze drzewo", "Cyferki", "Maryna, gotuj pierogi!", "Ciepło - zimno. Zagadka Fahrenheita"
RECENZJE
"S.Z.T.U.K.A.", "Co było potem", "Biegnij, dynio biegnij", "Zimowa wyprawa Ollego", "Psie życie", "Dziadek do orzechów i Król Myszy", "Jajko księżyca"
AKCJA KREACJA
Dorota Matloch

środa, 25 stycznia 2012

Renata Piątkowska „Paluszki...”

Recenzuje joangot! 


Właściwie na okładce znajduje się jeszcze podtytuł …czyli o dziesięciu takich, co nigdy się nie nudzą. I rzeczywiście maleńcy bohaterowie tej historii zawsze znajdują sobie jakieś zajęcie, nawet kiedy mały Marcinek śpi:

…leżą sobie pod ciepłą kołderką zwinięte w piąstki i śnią o wielkim, ponurym smoku. A jeżeli czasem się ruszają przez sen, to znaczy, że właśnie łaskoczą go po brzuchu. 

Renata Piątkowska w piękny sposób relacjonuje dzień małego przedszkolaka poprzez pryzmat jego dłoni. Przygody paluszków zaczynają się rankiem, kiedy ich właściciel zostaje obudzony przez mamę, następnie udają się do łazienki i na śniadanie, potem są niezwykle zajęte w przedszkolu, podczas spaceru z mamą i zabaw z tatą w domu. W całą historię został zgrabnie wpleciony wiersz Gdybym miał dziesięć rąk Joanny Kulmowej.

Książka w przyjazny sposób przedstawia świat przedszkolaka. Julia we wrześniu dołączy do tego grona, więc bardzo się cieszę, że trafiłam na ten tytuł. Córka słuchała z wielką uwagą wpatrzona w piękne ilustracje. Widzę, że TO miejsce, które oglądamy przez płot, chodząc na spacery jeszcze bardziej zyskało na atrakcyjności. Zobaczymy jak to będzie jesienią :)

Autorką ciepłych, barwnych i sympatycznych ilustracji jest Jola Richter-Magnuszewska. Tak bardzo zachwyciły nas jej prace, że zaczęłam poszukiwać informacji o artystce. Ilustratorka prowadzi znany czytelnikom czytanek-przytulanek blog Z Innej Bajki oraz stronę o tej samej nazwie. Znajdziemy tam wszystko to, czym twórca chce się podzielić z odbiorcami oraz pooglądamy piękne rzeczy, do czego serdecznie Was zachęcam. Krótki biogram Joli Richter-Magnuszewskiej można znaleźć tutaj.


Uwagi edytorskie. Wydawnictwo Bis bardzo starannie wydało tę niewielką książeczkę: świetnej jakości papier, twarda oprawa, duża czcionka – dobrze wkomponowana i korespondująca z grafiką. Moją uwagę przykuła także okładka, która ma szansę, by zauważano książkę na półkach księgarskich z powodu grafiki i kolorów, ale również ze względu na skojarzenia. Dla mnie przekaz jest jasny i czytelny – to książka adresowana do przedszkolaka: tytuł złożony z literek na osobnych kartonikach, informacje o autorce i ilustratorce wypisane czerwonym kolorem na białych kartonikach, jak w metodzie Domana. Rodzice szukający literatury oswajającej malucha z przedszkolem nie zawiodą się – już sama okładka zachęca do poznania zawartości.


Możesz kupić tutaj: Paluszki… 

Ilustracje: Jola Richter-Magnuszewska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Bis 
Wymiary: 16.4 x 21.6 cm
ISBN: 9788375512267

wtorek, 24 stycznia 2012

Irène Colas, Magali Fournier "Jak być genialną dziewczyną"


Jeśli macie córkę nastolatkę i wygląda mniej więcej tak, jak ta z obrazka poniżej, może warto zastanowić się nad kupieniem jej książki Jak być genialną dziewczyną.


Chociaż mam wiele zastrzeżeń co do tej publikacji (co to w ogóle jest ta „genialna dziewczyna”, nazywanie pewnych zachowań bardzo wprost, ilustracje), to sądzę, iż z punktu widzenia młodzieży, książka może się przyjąć. Jest w niej sporo luzu!!! Z jednej strony odnosi sie wrażenie, że autorki zupełnie zlewają świat dorosłych, właśnie nie robiąc sobie zbyt wiele z tego, jak się powinno pisać dobre książki dla młodzieży, zdecydowanie podążają za młodzieżowymi gustami, stylistyką, z drugiej jednak – jest to publikacja o dobrych manierach!!! Autorka o bon ton opowiada w taki sposób, aby młoda dziewczyna poczuła, że jest jej to koniecznie do życia potrzebne, zupełnie nie skojarzy sugestii o tym, że nie powinno się bekać przy stole, z tym, że to jakaś anachroniczna zasada.


Uczyłam swego czasu w szkole średniej. Można by pracę magisterską napisać o tym, jak dziewczyny się zachowują, jak ubierają, jaką postawę ciała przyjmują. Kiedyś zrobiliśmy klasowe zdjęcie… naprawdę trudno było rozpoznać, gdzie jest wychowawczyni klasy. I to wcale nie dlatego, że byłam taka młoda, ale dlatego że dziewczyny starały się zrobić wszystko, aby dodać sobie lat… Myślę, że ta książka by im się spodobała.


Możesz kupić tutaj: Jak być genialną dziewczyną 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 64
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Book House 
Wymiary: 17.0 x 24.0 cm
ISBN: 9788376123653
Tłumaczenie: Natalia Jaskuła

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Joanna Guszta "Jak się poznaliśmy"


Jak się poznaliśmy to maciupeńka książeczka, która nie zawiera tekstu. W zasadzie nie byłoby przesadą z mojej strony, gdybym napisała, że to taki notatniczek. O!, jeśli pamiętacie, jaki format miały kiedyś dzienniczki ucznia, to Jak się poznaliśmy ma właśnie takie wymiary. Maciupeńka to rzecz, prawda?

I ten brak tekstu… Autorka zaproponowała serię ilustracji będących szmacianymi kolażami, na których prezentuje historię, nieco absurdalną (przynajmniej wtedy, gdy ja ją werbalizuję!), jak to wpadli na siebie pewien pan i pewna pani.

Ta książeczka to nic szczególnego, jednak jeśli właściwie ją dziecku zaprezentować, może stać się początkiem wielkiej przygody. Nie tylko tej polegającej na dopowiadaniu historii do tekstu. Przede wszystkim tej, kiedy to dziecko bierze mały notatniczek, ścinki materiałów, włóczki, małych przedmiocików (na przykład guzików) i wymyśla własne światy, własne opowieści. Bo zwłaszcza do tego zachęca ten niepozorny format książeczki - sugeruje, że między jednym a drugim zajęciem można coś sobie wyklejać… i dobrze się bawić!


Oprawa: Miękka
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Ładne Halo
Wymiary: 10x15 cm
ISBN: 978-83-62856-44-2

piątek, 20 stycznia 2012

"Świerszczyk" 2/2012


Miś. Czy jest kto taki, kto nie miałby choć jednego misia, który w dzieciństwie poznał wszystkie dziecięce troski, towarzyszył w zabawach, był najwierniejszym przyjaciele? Chyba nie ma nikogo takiego... Miś jest potrzebny dziecku jak szklanka ciepłego mleka! Dlatego nie dziwi pomysł, aby jeden z numerów "Świerszczyka" poświecić właśnie misiom - pluszowym (Wojciech Widłak Miszka), podbiegunowym (wiersz Tomasza Plebańskiego), koalom (Z pamiętnika pewnego świerszczyka)...

A wszystko zazwyczaj zaczyna się tak:
Kacper nie pamiętał dokładnie tego momentu, kiedy dostał Miszkę. Nic dziwnego, bo jak opowiadała Kacprowi mama, było to jeszcze wtedy, kiedy Kacper mieszkał w jej brzuchu. I brzuch, i Kacper byli już całkiem sporzy. (...)
– Musiałam dużo leżeć – opowiadała mama. – Do góry brzuchem, jak to się mówi, choć wolałam raczej na boku. Pewnego dnia tata wrócił z pracy i wszedł do naszego pokoju z jakimś niedużym pakunkiem. Przytulił mnie, a potem rozpakował pakunek i położył mi coś na brzuchu. To coś miało brązowe futerko, pasiastą koszulkę i niepewną minę. Na moim brzuchu leżał pluszowy miś!
– To jest Miszka – powiedział tata. – Pierwszy przyjaciel naszego syna. Powinni się poznać.
/Miszka Wojciech Widłak/

Strona "Świerszczyka"



czwartek, 19 stycznia 2012

Zakładkowy konkurs:)

Już dawno nie robiliśmy tutaj żadnych konkursów:)

A zatem propozycja zwłaszcza dla dzieci! Zakładka do książki - rzecz arcyważna!
Proponuję, abyście zachęcili Wasze dzieci, by zrobiły zakładkę do książki. Następnie sfotografujcie pracę (na zdjęciu może znaleźć się również autor projektu). Zwycięzcę wybiorą moje dzieci - Marta i Janek. Jeśli zwycięzca się zgodzi, chcielibyśmy, aby przesłał zakładkę moim maluchom.

Nagrodą będzie książka Poczytaj mi, mamo. Księga druga (bądź inna z serii Z Biblioteki Wydawnictwa Nasza Księgarnia).

Na zdjęcia projektów (wysyłajcie na mail: monika.moryn@gmail.com w temacie wpisując "zakładkowy konkurs") czekamy do 5 lutego, do godziny 20tej.W mailu napiszcie imię autora zakładki oraz jego wiek.


PS

A to ciekawa zakładka, którą znalazłam w sieci:


Pierdomenico Baccalario "Kod Królów"

Recenzję napisała joangot!


Uwielbiam książki o starych woluminach, księgarzach-bibliofilach, poszukiwaniu wydawniczych białych kruków, dawnych językach i zagadkach do rozwikłania. Odzywa się wtedy moje wewnętrzne dziecko pragnące przygód i niesamowitości na płaszczyźnie, w której czuję się pewnie – czyli w świecie ksiąg i literatury. Choć klimat Kodu Królów przywołuje mi nieco wspomnienie lektury Cień wiatru Zafóna zupełnie mi to nie przeszkadza. Tutaj dla odmiany akcja toczy się w pięknym Turynie. Miasto jest jednym z bohaterów, poznajemy je o różnych porach dnia i nocy, klucząc uliczkami, korytarzami podziemnymi, wpadając na podwórka i słuchając, prawie zapomnianych przez wszystkich, opowieści w Muzeum Egipskim. Oczywiście nie brak także antykwariatów, osobliwych postaci współczesnego miasta i krótkich podróży m.in. do Pragi.

Główna bohaterka, Beatrycze, spędza swoje wakacje z wujkiem Glauco, który prowadzi antykwariat w centrum miasta. Nie jest specjalnie zachwycona tą perspektywą, ale postanawia poznać tajemniczy świat książek i cierpliwie czekać na powrót rodziców. Jej ojciec jest poważnie chory i przebywa na leczeniu w Stanach Zjednoczonych. Akcja płynie wartko, a autor krętymi uliczkami snującej się opowieści pokazuje nam Turyn, różne osobliwości miasta, zaprasza do kawiarni, restauracji, muzeów. Na kolejnych kartach powieści Baccalario kreśli nowe postaci, o oryginalnym stylu życia, każdą niezwykle barwnie. Poznajemy niebezpiecznego kolekcjonera – Zakhara, jego asystentkę – Audrey, malarza – Bientota, Hrabię, Profesora, intrygującego Ramę. Czytelnik stara się nadążyć za wszystkimi zwrotami i zrozumieć, jakie występują zależności pomiędzy uczestnikami intryg i sytuacji, które stają się coraz bardziej niebezpieczne.

To moje pierwsze spotkanie z Pierdomenico Baccalario, ale jestem przekonana, że nie ostatnie. Autor jest pisarzem i podróżnikiem, wychował się w Piemioncie. Jego zamiłowanie do książek, któremu dał wyraz w Kodzie Królów, zaczęło się w rodzinnym starym domu z ogromną biblioteką, liczącą obecnie ponad 10 000 woluminów. W Polsce znany głównie z serii Ulysses Moore (Firma Księgarska Olesiejuk).

Książka składa się z trzydziestu dwóch rozdziałów, których tytuły są jednocześnie terminami szachowymi. Początek każdego rozdziału został zaopatrzony w ex libris. Autor, mając na uwadze wiek odbiorcy, w dyskretny sposób tłumaczy pojawiające się w opowiadanej historii terminy:

– A jak odróżnisz książkę, która należała do Bena, od innego egzemplarza? 
– Te ze zbiorów Bena mają charakterystyczny ex libris. 
– Ex libris? – spytała Beatrycze. 
– To coś w rodzaju etykietki, którą opatruje się książki. Podpis, pieczęć, logo, które świadczą o tym, że ta konkretna książka weszła w skład twojej kolekcji… 

Uwagi edytorskie. Ilustracje Matteo Piany do mnie osobiście nie przemawiają i na okładkę też nie zwróciłabym szczególnej uwagi, ale zdaję sobie sprawę, że młodzież będzie miała zupełnie inne odczucia. Tekst został złożony ładną, czytelną, dużą czcionką. Wystarczające światło na marginesach sprawia, że książkę czyta się dobrze i sprawnie. Narzędzie techniczne, jakie otrzymamy od wydawcy ma znaczenie podczas procesu czytania, a tutaj edytor zadbał o czytelnika jak należy.

Kod Królów wart jest czasu, który mu poświęcimy i tak naprawdę wiek odbiorcy nie ma większego znaczenia. Polecam!

Możesz kupić tutaj: Kod Królów 

Oprawa: Kartonowa
Ilość stron: 336
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Zielona Sowa 
Wymiary: 20.5 x 14.5 cm
ISBN: 9788326501555

wtorek, 17 stycznia 2012

Anna Nowacka-Devillard "Apetyt na Maroko. Tadżin"


Autorzy serii Apetyt na… chcą przybliżyć nieznane naszym dzieciom kręgi kulturowe. Jednak nie jest ich celem zapoznanie z największymi zabytkami, legendami czy historią danego kraju. Tutaj odkrywa się dany zakątek nosem, językiem, oczami, a także – dzięki wyobraźni – dotykiem. W trakcie lektury Apetyt na Maroko aktywują się zmysł smaku, powonienia i wzroku.

Abdullah wrócił z targu z pełnym koszem. Czego tam nie było: świeży imbir, szafran, cynamon, kurkuma, suszone śliwki, pomidory, rodzynki, szalotki. Gdy Sumija przyniosła wodę, mama zarządziła gotowanie. 

Gdy weszłam do pracowni, moim oczom ukazał sie najcudowniejszy widok – tadżin. Ale jaki tadżin!!! Mieniący się wszystkimi odcieniami błękitu: błękit nieba nad górami splatał się z błękitem nieba nad pustynią, błękit oceanu wtapiał w błękit lazuru, wszystkie te kolory niczym zaklęte przenikały się na lśniącej, ceramicznej powierzchni naczynia. 

Czujecie już te smaki, te zapachy? Choć Tadżin jest prostą opowieścią mamy o tym, jak poznała tatę, autorce udało się przemycić ten lokalny koloryt.


Książka zawiera też przepis na zrobienie tadżin w warunkach polskich (można wykorzystać naczynie żaroodporne) oraz propozycję przygotowania tradycyjnej marokańskiej miętowej herbaty. Oprócz tego kilka interesujących zadań dla dzieci. Mnie najbardziej zaciekawiła odpowiedź na pytanie, dlaczego cyfry arabskie mają taki a nie inny kształt. Czy wiecie dlaczego? Spróbujcie odpowiedzieć w komentarzach:)

Podoba mi się ta propozycja wydawnictwa Widnokrąg. Wkrótce ma pojawić się część Apetyt na Meksyk oraz Apetyt na Wietnam – zapewne równie oryginalne:)

Możesz kupić tutaj: Apetyt na Maroko. Tadżin 

Ilustracje: Justyna Styszyńska
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 34
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Widnokrąg 
Wymiary: 27.5 x 20.5 cm
ISBN: 978-83-93284-1-9

Fundacja Cała Polska Czyta Dzieciom szuka książki...


Drodzy Czytelnicy - Dzieci, Rodzice, Opiekunowie, Nauczyciele! 

Z okazji 10-lecia kampanii czytania Fundacja „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom” chciałaby wybrać przy Państwa pomocy 10 najważniejszych książek dla dzieci i młodzieży, napisanych przez polskich autorów wydanych po raz pierwszy w latach 2001-2011 spełniających fundacyjne kryteria dobrej książki do czytania dzieciom. Kryteria: http://cpcd.pl/ckfinder_pliki/files/Jubileusz/kryteria%20fundacyjne.pdf 

Pragniemy przedstawić i nagrodzić książki oraz ich autorów podczas Jubileuszowego X Finału kampanii „Cała Polska czyta dzieciom”, który odbędzie się pod koniec marca 2012. Zwracamy się do Państwa z prośbą o mailowe przysyłanie nam swoich sugestii: tytuł wraz z nazwiskiem autora, nazwą wydawnictwa i rokiem wydania; 1-2 zdaniowe uzasadnienie wyboru będzie mile widziane; można podać maksymalnie 10 tytułów. Mail z tematem "najważniejsze książki" prosimy przesyłać na adres mchmielewska@cpcd.pl do 10.02.2012 (piątek). 

Wśród osób, które odpowiedzą na naszą prośbę, rozlosujemy atrakcyjne nagrody książkowe. Prosimy, żeby nadesłane tytuły były wybrane w oparciu o osobiste doświadczenie z daną książką (samodzielne jej przeczytanie lub głośne przeczytanie jej swoim lub znajomym dzieciom lub uczniom). Serdecznie dziękujemy i liczymy na miłą współpracę! 

Fundacja ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom

środa, 11 stycznia 2012

Cornelia Funke "Potilla"

Napisała joangot!


W październiku 2011 roku Wydawnictwo Egmont opublikowało kilka tytułów w ramach nowej serii dla młodzieży zatytułowanej „Księżycowy kamień”. Projekt graficzny i logo serii opracowała Dorota Nowacka. Miękka okładka z szerokimi skrzydełkami, barwna, z wyczuciem dobrana kolorystyka – opakowanie, które przyciąga wzrok. Jak się zdążyliście zorientować, przywiązuję uwagę nie tylko do zawartości książek, ale i ich strony zewnętrznej. Uważam, że wykonanie graficzne ma za zadanie cieszyć nasze oczy, a jeśli nie – to przynajmniej intrygować na tyle, aby zachęcić czytelnika do pochylenia się nad irytującym z zewnątrz woluminem.

Poniżej filmik promujący projekt „Księżycowy kamień”:



Dodam jeszcze, że seria jest opatrzona znakiem „Literacki Egmont”, który w założeniu ma pełnić rolę marki. Jakiś czas temu pisałam o książce Czerwień rubinu objętej tym logo. Jestem ciekawa, czy oficynie uda się wzmocnić pozycję wykreowanego przez siebie znaku graficznego, rozszerzyć go na inne literackie wydarzenia, tworząc silną markę. Intrygują mnie ciekawe inicjatywy na rynku wydawniczym, a działania Egmontu do nich należą jak najbardziej.

Książka Cornelii Funke sprawiała mi przyjemność przez trzy wieczory pod rząd. Początkowo trochę marudziłam, że znowu książka o wróżkach (czy nie ma innych tematów?) i pierwsze rozdziały były jakby słabiej przetłumaczone (albo mniej sprawnie napisane?). W każdym razie po niepewnym starcie Potilla wciągnęła mnie do swojego świata tak, że było mi żal się z nią rozstawać. Maleńka wróżka jest energiczna, zadziorna, potrafi okazywać zniecierpliwienie, otwarcie i rzeczowo mówi to, co myśli. Młodzież na pewno ją polubi za jej niezależność, determinację i odwagę. Poza królową Potillą i innymi istotami z jej świata, bohaterami są dzieci – Artur, jego przyjaciółka, Esterka oraz dwaj nieznośni bliźniacy (kuzyni Artura).

Autorka w niebanalny sposób przedstawiła świat i życie tajemniczych istot leśnych, ich zwyczaje, miejsce zamieszkania i powód, dla którego przenikają do naszego ziemskiego bytu. Wiedzieliście, że w rzeczywistości wróżek nie ma nocy? A one wprost uwielbiają tańczyć przy świetle księżyca i gwiazd. Ciekawe, czy znają się na astronomii...

Cornelia Funke sama zilustrowała swoją książkę. Numer każdego rozdziału jest wkomponowany w czarnobiały rysunek, ponadto co kilka stron pojawiają się inne szkice. Tom wydano na broszurowym papierze, z czytelną, zgrabną czcionką i porządnym światłem wokół tekstu. Sam techniczny proces czytania odbywa się więc bez niepotrzebnych barier. Pozostaje mi jedynie zachęcić Was do zapoznania się z Potillą, bo naprawdę warto:)

Możesz kupić tutaj: Potilla

Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 152
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323752332

wtorek, 10 stycznia 2012

Katarzyna Wojtas "Wirtualny nieprzyjaciel"


Książka Wirtualny nieprzyjaciel została opublikowana w ramach serii Błękitny laptop, która to ma opowiadać o królewnie Amelii zafascynowanej Internetem. Jej przygody w założeniach mają stanowić pretekst do rozmowy o zagrożeniach związanych z siecią. Oczywiście pomysł jest szlachetny, mądry i bardzo go popieram, jednak wykonanie wydaje mi się mocno chybione.

Królewna Amelia jest izolowana od świata przez rodziców. Żyje w pałacu, pośród służby, bez przyjaciel i możliwości chodzenia choćby do szkoły. Zamiast tego ma wszystko inne, przede wszystkim bogactwa, a wkrótce także własnego laptopa. Oczywiście z ograniczonym dostępem do Internetu. Jak się jednak okazuje, rodzicom tylko sie wydaje, że zabezpieczyli komputer córki. Ta odkrywa w niedługim czasie możliwości jakie dają jej fora internetowe i skrzynka mailowa. Nawiązuje przyjaźni z rówieśnikami, przede wszystkim z Zosią, która już wkrótce ma obchodzić urodziny. Amelka prosi ogrodnika o pomoc w wymknięciu się z pałacu, co jej się udaje. Niestety ogrodnik okazuje się podłym szantażystą, który porywa dziewczynkę, aby żądać okupu.

Co jest trudne do zaakceptowania to pewna sztuczność i nieprawdziwość świata przedstawionego. Z jednej strony mamy Amelkę-królewnę, pałac, służbę, ogrody – a więc to wszystko co dzieciom nieodłącznie kojarzy się z bajkami i, jeśli już, światem zamierzchłej przeszłości, z drugiej zaś – nowoczesność w postaci laptopów, szybkich samochodów, systemu alarmowego i komórek. Mnie to potwornie zgrzyta, a dzieci będą jeszcze bardziej bezlitosne. Nie rozumiem, dlaczego autorka nie mogła akcji umieścić w świecie dzisiejszym, a bohaterka nie jest zwykłą dziewczynką, która na przykład jest bardzo nieśmiała. Domyślam się, że chodziło o kwestię porwania dziecka dla okupu, ale przecież i to łatwo przełożyć na dzisiaj, dając zwykłej dziewczynce niezwykłych rodziców (gwiazdy filmowe). Wystarczyłoby.

Razi mnie też warstwa ilustracyjna. Nie lubię tego typu obrazków, które nieudolnie naśladują rzeczywistość.


Możesz kupić tutaj: Wirtualny nieprzyjaciel 

Ilustracje: Andrzej Krawczak
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 70
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Sztuka i Wiedza 
Wymiary: 15 x 21 cm
ISBN: 978-83-63261-04-7

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Agnieszka Stelmaszyk "Kroniki Archeo. Sekret Wielkiego Mistrza"


Sekret Wielkiego Mistrza od pewnego czasu leżał na mojej półce z książkami. Okładka ma potężną moc – przyciąga czytelnika bądź zniechęca. Tej nie udało się mnie oczarować. Jednak – ponieważ mam ostatnio czytelniczy głód – przyszła kolej i na tę fabułę. Otwierałam książkę z pewnym zastrzeżeniem. „Przeczytam kilka stron i zobaczymy co dalej” – pomyślałam. Jednak gdy zobaczyłam (!) pierwszą stronę, a potem drugą i trzecią, stanęłam jak wryta. „Cóż to za dziwna książka?” – przemknęło mi przez myśl i zaczęłam czytać… I oczywiście wsiąknęłam bez reszty.

Co mnie w tej książce tak zadziwiło, a potem co mi się ogromnie spodobało to forma tej powieści. Autorka stosuje różnorakie techniki narracyjne oraz gatunki mowy. Jej książka jest niczym przebogaty notatnik odkrywcy, z którego wysypują się wycinki z gazet, fiszki, listy od znajomych, notki na chusteczkach papierowych… a wszystko niezmiernie ważne i pomocne, aby odkryć coś niezwykle ważnego. Ten zabieg autorki, a więc definicje pojęć, notki o niektórych postaciach historycznych, opisy miejsc, listy pisane językiem średniowiecza, kartki z prywatnej Kroniki Archeo, a także szkice i rysunki z opisami (na przykład strojów średniowiecznych), mają na celu wciągnięcie odbiorcy w świat pełen przygód i fascynujących historii z przeszłości. Stelmaszyk kusi młodego czytelnika, bo – jak mniemam – doskonale wie, że nie wystarczy dziś napisać dobrej fabuły. Trzeba ją jeszcze ze smakiem podać, na złotym, świecącym się talerzu, który wzbudzi podziw.




Sekret Wielkiego Mistrza to trzecia część przygód Bartka i Ani Ostrowskich oraz Mary Jane, Jima i Martina Gardnerów. Po tym jak bohaterowie odkrywali światowe tajemnice w Grecji i Egipcie , kolej przyszła na nasze lokalne sekrety i skarby. Akcja dzieje się w Zalesiu Królewski oraz na zamku w Malborku. Dzieci poszukują zaginionego relikwiarza, ale już wkrótce okazuje się, że stawka jest o wiele większa, bo idzie o odnalezienie skarbca Zakonu Krzyżackiego. Dzieci, żadne przygód, angażują się w odnalezienie tychże. Oczywiście nie one jedyne zainteresowane są skarbem. Po piętach depcze im ktoś jeszcze…


Autorka prowadzi narrację na kilku planach. Z jednej strony wraz z dziećmi bierzemy udział w turnieju, kibicujemy im w ich odkryciach, z drugiej – bacznie przyglądamy się nieco tajemniczej opiekunce dzieci, pannie Ofelii, śledzimy też wątek nieco romantyczny Mary Jane i Tomasa, a także – koniec końców – zastanawiamy się, czy Austriacy i jeden Brazylijczyk dopną swego. Oczywiście z czasem te różne wątki coraz bardziej się do siebie zbliżają. Śledzimy je coraz bardziej ciekawi tego, co wydarzy się za chwilę.

Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, jak młodzież przyjmuje tę serię. Jest wciągająca, interesująca, świetnie napisana i wewnętrznie zorganizowana, w dodatku wydano ją na świetnej jakości papierze. Jeśli nie wiecie, co dać gimnazjaliście do czytania, oto propozycja!

Możesz kupić tutaj: Sekret Wielkiego Mistrza 

Ilustracje: Jacek Pasternak
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 248
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Zielona Sowa 
Wymiary: 15 x 21 cm
ISBN: 978-83-265-0020-6

niedziela, 8 stycznia 2012

Wilhelm i Jakub Grimm "O wilku i siedmiu koźlątkach"

Napisała joangot!

Wydawnictwo Media Rodzina w ramach serii „Mistrzowie Klasyki Dziecięcej” opublikowało kilka baśni H.CH. Andersena i W. J. Grimm. Seria jest pięknie zaprojektowana przez Iwonę Rybczyńską. Dotychczas ukazały się m.in. takie tytuły, jak: Calineczka, Brzydkie kaczątko, Księżniczka na ziarnku grochu, Dzikie łabędzie, Królowa Śniegu, Mała Syrenka (H. CH. Andersen), Stary szewc i krasnoludki, Jaś i Małgosia (W. J. Grimm).

Tom O wilku i siedmiu koźlątkach został zilustrowany przez Ewę Poklewską-Koziełło. Te ilustracje są wielkim bogactwem niniejszego wydania. Moja córka nie odrywała wzroku, kiedy czytałam jej baśń, a później po szczegółowej analizie zaczęła „czytać” na głos. Ilustratorka za pomocą barw oddała emocje, które towarzyszą lekturze tekstu. Jasne, soczyste kolory, kiedy koźlątka wesoło bawią się przed domem zanim mama je zostawi przed wyprawą do lasu:


Odcienie szarości i granatu, cień wilka zamiast jego postaci, kiedy ten wpada do domku i… wiadomo sceny drastyczne…, a ilustratorka genialnie oddała klimat i napięcie, które towarzyszą takiej scenie…


 Wspaniale zastosowana zasada kontrastu! Rysunki mówią same za siebie. Tutaj nie potrzeba wielu słów, aby odbiorca wiedział, o co chodzi:


  Wilk kupuje kredę

 Wilk wpadł do studni

Tak dużo miejsca poświęciłam warstwie graficznej, ponieważ to ona stanowi o wyjątkowości tej książką na tle innych wydań baśni o wilku i koźlątkach. A z własnego doświadczenia wiem, że nie tak łatwo kupić w księgarni ładnie opracowane teksty braci Grimm.

Pozwolę sobie jeszcze kilka słów o przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej. Trudno jest przystępnie odtworzyć baśnie spisane przez niemieckich uczonych w pierwszej połowie XIX wieku. Autorce czasem zdarza się rymować i te nagłe rytmy nieco drażnią. W moim odczuciu tekst jest nierówny, momentami płynny, momentami bardzo prosty, jakby jedno zdanie miało cel streszczenia kilku z oryginalnego dzieła. Zdarzają się słowa, które nasuwają dorosłemu czytelnikowi zupełnie niepasujące skojarzenia, np. "W końcu pełna boleści wyszła z domu, a najmłodsze koźlątko pobiegło razem z nią". Oczywiście to są odczucia osoby dorosłej i nieco wymagającej, mojemu dziecku warstwa językowa nie przeszkadza (tak sądzę) i książka będzie po wielokroć ściągania z półki i czytana :)

Ta piękna edycja ma jeszcze jedną zaletę. Do książki dołączono płytę, na której historię o koźlątkach i złym wilku czyta Jerzy Stuhr.


Możesz kupić tutaj: O wilku i siedmiu koźlątkach  

Ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Media Rodzina 
Wymiary: 19.5 x 26.0 cm
ISBN: 9788372784957
Przekład: Eliza Pieciul-Karmińska

środa, 4 stycznia 2012

Monika Kowaleczko-Szumowska "Gupikowo"

Recenzję napisała joangot! 


Wzięłam sobie Gupikowo wczoraj jako lekturę przed snem i gdyby nie to, że Julka przutuptała do nas tuż przed północą, pewnie czytałabym do końca, tak mnie wciągnęło! Dokończyłam dzisiaj rano. Ta niepozorna książeczka Wydawnictwa BIS przeczytała się właściwie sama. Bohaterami jest czwórka rodzeństwa: Wojtek, Marysia, Mikołaj i Zosia, ich rodzice oraz opiekunka Madzia. Fabuła jest niezwykle prosta – Marysia pragnie mieć własne akwarium. Podczas wszelkich wycieczek interesują ją tylko oceanaria, akwaria i inne obiekty, w których może obserwować ryby. Długo przekonuje rodziców, aby się zgodzili na założenie akwarium w domu. Ma już nawet przygotowane na ten cel oszczędności. Dzięki pomysłowości jej młodszego brata, Mikołaja projekt po wielu perypetiach zostaje zrealizowany. Dzieci kupują gupiki, do których na krótki czas dołączają żałobniczki. Ich hodowla nosi nazwę Gupikowo i cieszy się zainteresowaniem wszystkich domowników. Niestety akcja książki ma również swoje tragiczne momenty, ale nie będę Wam zdradzała szczegółów.

Gupikowo Moniki Kowaleczko-Szumowskiej jest sprawnie napisaną fabułą, wciągającą nawet dla osób zupełnie niezainteresowanych akwarystyką, a może być świetnym prezentem dla wtajemniczonych w te arkana. Autorka pisze lekko, z dużą dawką humoru, ładną polszczyzną. Edytorsko książka ma atrakcyjną, barwną okładkę, blok książki jest wydany na broszurowym papierze. Całości dopełniają czarno-białe ilustracje Przemysława Liputa dobrze korespondujące z treścią.

Książka ma swojego własnego bloga, gdzie możemy zagłosować na naszego ulubionego bohatera, kupić książkę, zaprosić autorkę do swojej szkoły lub biblioteki oraz zobaczyć fotoreportaże ze spotkań autorskich.


Myślę, że uczniowie podstawówki i gimnazjum będą mieć prawdziwą przyjemność podczas lektury Gupikowa. Właśnie takie książki mają szansę rozbudzić w początkujących czytelnikach potrzebę spędzania czasu nad słowem drukowanym, a przy okazji można jeszcze zdobyć trochę wiedzy o hodowli rybek akwariowych… Jestem niezwykle ciekawa kolejnych książek tej autorki.

Możesz kupić tutaj: Gupikowo

Ilustracje: Przemysław Liput
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 120
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Bis 
Wymiary: 12.3 x 19.5 cm
ISBN: 9788375512076

wtorek, 3 stycznia 2012

Vladimír Hulpach "Dar totemów. Baśnie indiańskie"


W ostatni weekend przeglądałam z dziećmi album ze zdjęciami mojego męża, gdy był dzieckiem. Były tam fotografie z przedszkola, z balu karnawałowego. Kogóż tam nie znalazłam – i pielęgniarkę w czepku, i Zorro, i Czerwonego Kapturka, i żabkę, i kowboja i oczywiście Indian. Od razu w mej głowie zapaliła się czerwona lampka. A dziś? Księżniczki i Spidermani. Nuda! Po raz kolejny w ostatnich dniach wraca do mnie ta refleksja, że dzieci dziś potwornie ubogie w wyobraźnię. Ale czyja to wina?

Zastanowiło mnie też tych dwóch Indian ze zdjęcia. Dzieci, które znam, nie bawią się w Indian, nie robią wigwamów z koca, nie proszą taty o wystruganie tomahawka, nie wiercą mamie dziury w brzuchu z prośbą o zrobienie pióropusza czy wojennych barw… Ale czyja to wina? Kto by czytał Ostatniego Mohikanina czy Złoto Gór Czarnych. Dzieci nawet na Dr Quinn w telewizji się nie załapały. Może czas do tej kultury wrócić?


Dar totemów to swoiste kompendium wiedzy o świecie Indian. Oczywiście to przede wszystkim zbiór baśni, ale daje on dobry wgląd w kulturę czerwonoskórych. Zebrane tu teksty zostały podzielone na trzy części. Pierwsza – Co było na początku – to indiańska mitologia, czyli opowieści, które tłumaczyły świat i odpowiadały na podstawowe pytania, a więc skąd wzięło się słońce, kto przyniósł ogień, skąd przyszła śmierć. Druga część – przepiękna i mądra! – to historie o świecie zwierząt, zaś trzecia opowiada o indiańskich bohaterach. Zapewne będziecie zdumieni w trakcie lektury. Niektóre historie bowiem (na przykład Zaczarowany jeleń) wydają się dziwnie znajome. To zaskakujące, że na różnych kontynentach, w różnych kulturach mieliśmy zupełnie te same opowieści.

Baśni zostały dopełnione przez ilustracje przez Josefa Kremláčka. Są kolorowe jak indiański totem. Ich prostota zachęca do wnikania w głąb i do – wbrew pozorom – uważnego przyglądania się znakom, symbolom, zestawieniom kolorów. A przecież właśnie takie wpatrywanie się budzi zainteresowanie, fascynację, chęć naśladowania, przedstawienia...


Media Rodzina proponuje czytelnikowi baśnie z różnych regionów świata. Mogliśmy poznać do tej pory baśnie afrykańskie ( Czarownica Nanga ), celtyckie ( Czerwonobrody czarodziej ), chińskie ( Żółty smok ) oraz norweskie ( Zamek Soria Moria ). W przygotowaniu baśnie rosyjskie – nie możemy się doczekać!


Możesz kupić tutaj: Dar totemów 

Ilustracje: Josef Kremláček
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 500
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Media Rodzina 
Wymiary: 17.0 x 19.0 cm
ISBN: 9788372785701
Tłumaczenie: Lenka Vitiva. Martyna Lemańczyk