wtorek, 28 lutego 2012

„Świerszczyk” nr 4/2012



Bardzo cieszy mnie fakt prowadzenia tego bloga (wolę tę formę zamiast „blogu”). Między innymi dlatego że pozwala mi wracać do dzieciństwa – do wspomnień, marzeń, przypomina mi o refleksjach, wrażeniach i sposobie odbierania świata wówczas. Więc gdy byłam małą Moniką kochałam słonie i misie koala. Zaczęło się od tej zawieszki, którą dostałam z jakiejś okazji. Ten „złoty” słoń obiecywał mi mnóstwo niesamowitych przygód – intrygował mnie czerwono-żółty dywanik i zielone nakrycie łba. I oczywiście oczarowało mnie „świecące” cyrkoniowe oko. A potem było W pustyni i w puszczy. Och, to biedne zwierzę – takie bezbronne, choć takie silne. I jak się cieszył na widok Nel…


Uwielbiam słonie do dziś – za ich majestatyczność i spokój. Tym, którzy darzą to zwierzę podobną atencją, polecam „Świerszczyka” ze słoniem:)

Strona "Świerszczyka"

poniedziałek, 27 lutego 2012

Roksana Jędrzejewska-Wróbel "Bzyk Brzęk"


Roksana Jędrzejewska-Wróbel używa sprawdzonych formuł. Florka 1 i Florka 2, Aurelka, świnka Halinka i teraz Bzyk Brzęk mają ze sobą tak wiele wspólnego. Opowieść zbudowana jest z krótkich „odcinków” będących zdaniem sprawy z jakiejś przygody bohatera. Przygody te z jednej strony powinny być bliskie każdemu przedszkolakowi (imieniny, choroba, święta), z drugiej strony – wyzyskują dany temat na nowo, z innej strony. Zazwyczaj jest w tych opowieściach dawka humoru. Książki te mają też swój charakterystyczny format (odwrócone A4 – jeśli mogę się tak wyrazić) i swojego ilustratora – Jonę Jung. To wszystko sprawia, że – choć autorkę bardzo lubię, a jej opowieść o Bzyku Brzęku jest sprawnie napisana i dzieci moje chętnie jej słuchają – to ja czuję zmęczenie (jego zapowiedź możecie wyczytać już w pierwszym akapicie recenzji świnki Halinki) i wrażenie, że czytam wciąż jedną i tę samą książkę.

Chciałabym, żeby Roksana Jędrzejewska-Wróbel odnalazła się w jakiejś nowej formule, żeby zrezygnowała z prowadzanie odcinkowej fabuły na rzecz czegoś bardziej rozbudowanego. Żeby jednostkowego, odzwierzęcego bohatera zastąpił jakiś ludzki, realnych kształtów i osobowości (bo Aurelka jednak jawi się mocno nieprawdziwie) osobnik.

Trochę mi z tej recenzji wyszedł list z uwagami do autorki, ale czasem i to jest potrzebne.

Zatem, Pani Roksano, bycie epigonem samego siebie nigdy nie kończy się dobrze! Pozdrawiam serdecznie.



Możesz kupić tutaj: Bzyk Brzęk  

Ilustracje: Jona Jung
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 76
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 24.0 x 20.5 cm
ISBN: 9788361824398

piątek, 24 lutego 2012

Bobbie Pyron "Droga do domu"

Recenzuje Asia Sąsiadek! 


Wygodny fotel, samotność i dużo chusteczek higienicznych. Taki zestaw proponuję przygotować przed lekturą Drogi do domu. Nie pamiętam, kiedy, czytając książkę, leciały mi po policzku łzy. Teraz tak było, ponieważ miałam niezwykłą przyjemność przeczytać uwspółcześnioną wersję światowego bestsellera Lassie, wróć!. Książka ta wywołała we mnie takie emocje nie tylko ze względu na wzruszającą historię, ale także ze względu na to, że rozterki, problemy i perypetie przeżywają pies – Tam i dziewczynka – Abby Whister. Zarówno dzieci, jak i psy są mi bardzo bliskie. Mam małego wspaniałego synka, a po domu moich rodziców biega radosny kundelek, który tego synka ogromnie kocha. Ze wzajemnością zresztą. Widzą się niemal codziennie i są ze sobą bardzo zżyci. Dlatego bardzo łatwo było mi zrozumieć przyjaźń między psem i człowiekiem, zatopić się w opowieść i poznać uczucia bohaterów.

Droga do domu opowiada historię wyjątkowego psa, owczarka szetlandzkiego, który wabi się Tam oraz jego dziewczynki o imieniu Abby. Pies jest zapatrzony w swoją panią, kocha ją bezgranicznie, jest jej posłuszny i wierny. Jest bardzo piękny i utalentowany. Zdobywa liczne nagrody i wyróżnienia w konkursach zręcznościowych. Jest niesamowity. Któregoś dnia, podczas powrotu krętą górską drogą z zawodów, samochód, którym wracają z zawodów, ulega wypadkowi. Zwierzę i jego właściciel zostają rozdzieleni przez los. Nieprzytomną dziewczynkę niezwłocznie przewieziono do szpitala. Natomiast klatka z Tamem wypada z samochodu. Psiak jakoś się z niej wydostaje i… tu zaczyna się prawdziwie dramatyczna walka o jedzenie, o życie, o odszukanie dziewczynki. Pies pokonuje wiele mil, wiele przeciwności, żeby odnaleźć Abby. Zmierza się brutalnym światem, z dziką i nieokiełznaną przyrodą, której nie znał. Stawia czoła światu i człowiekowi. Błąka się po nieznanych terenach Kalifornii. Jest głodny i wycieńczony, ale siły dodaje mu ogromna tęsknota, miłość, nadzieja i wiara, że w końcu przytuli się do swojej dziewczynki! Abby, nie wie, co dzieje się z jej pupilem, nie wie, czy coś mu się stało, czy żyje. Ale wierzy, że pies przeżył, że gdzieś tam jest i kiedyś się odnajdzie. Dziewczynka nie zaprzestaje poszukiwań. Jak owczarek pokona dziką naturę? Jak poradzi sobie z głodem i dzikim instynktem łowcy? Czy pies znajdzie drogę do domu? Czy Abby i Tom się w końcu spotkają? Odpowiedzi znajdziecie w tej niezwykle wzruszającej historii.

Droga do domu to opowieść o sile przyjaźni. Ale nie byle jakiej. Takiej prawdziwej, na dobre i złe, na całe życie. O przyjaźni, dla której można poświęcić wszystko, nawet własne życie. To opowieść o sile więzi, jaka tworzy się między człowiekiem a psem. O więzi, która sprawia, że można pokonać wszystkie trudności.

Jest to również książka o niezmiernej chęci przetrwania. Ukazuje, jak wiele można zrobić, by dotrzeć do upragnionego celu. Jak uczucie budzi skrywane pokłady energii i siły! Polecam wszystkim, bez wyjątku! Każdy znajdzie coś dla siebie, bo lektura Drogi do domu sprawia, że otwieramy się bardziej na świat, inaczej patrzymy na zwierzęta, na przyjaźń i na przeciwności. Zdajemy sobie sprawę, że nie ma takich przeszkód, których nie da się pokonać. A wszystko dzięki sile i potędze przyjaźni.

Poza opowieścią samą w sobie w książce podoba mi się zabieg dwutorowej narracji. Autorka wprowadziła taki środek, dzięki któremu historię widać zarówno oczami dziewczynki, jak i psa. Zdarzenia są opisywane z dwóch perspektyw. Sprawia to, że czytelnik lepiej poznaje bohaterów i jest w stanie zrozumieć ich odczucia, a opowieść wydaje się być bardziej jasna i wyrazista.

„Wzruszająca historia owczarka szetlandzkiego, który przemierzył góry, by odnaleźć swoją dziewczynkę” – właśnie o tym jest ta opowieść, o zwierzęciu, które kocha bezgranicznie!



Możesz kupić tutaj: Droga do domu 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 376
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Bis 
Wymiary: 20.5 x 13.5 cm
ISBN: 9788375512250
Tłumaczenie: Anna Pajek

czwartek, 23 lutego 2012

"Zmorojewo" do ściągnięcia za darmochę:)

Wydawnictwo Nasza Księgarnia rozpoczęła akcje promocyjną (tylko do końca marca) umożliwiającą ściągnięcie za free (mówiąc językiem młodzieży:) ).

Ścigajcie stąd:)

Rafał Witek "Dzieciaki kontra Fobia"

Recenzuje joangot! 


Czasami zdarza się, że spotykamy się z książką, która nie przypada nam do gustu. Ludzie są różni – lubią wybrane kolory, uwielbiają specyficzne potrawy, otaczają się różnymi przedmiotami. Podobnie jest z literaturą. Dzieciaki kontra Fobia dostały ode mnie kilka szans na przeczytanie. Niestety nie dałam rady dotrzeć dalej niż do pięćdziesiątej strony. Drażni mnie język, słownictwo, styl, zupełnie nie rozumiem, jaką historię autor ma mi do zaproponowania. Ilustracje Daniela de Latour również nie ułatwiały sprawy.

Możecie mi zarzucić, że skoro nie przeczytałam, to nie mam prawa do słów krytyki. Otóż to nie tak. Pozwólcie, że zacytuję Pennaca: "Czasownik „czytać” nie znosi trybu rozkazującego" [Daniel Pennac w „Jak powieść”: fragment 1 i fragment 2]. Wykazałam dobrą wolę podchodząc do powieści Rafała Witka kilkukrotnie, o różnych porach dnia i w różnych sytuacjach, starałam się spojrzeć oczami młodzieży… Nie potrafię. Być może wielu z Was uzna, że to jest fantastyczna lektura i zapewne macie rację, bo pamiętajcie, że jesteśmy różni i różne rzeczy lubimy. Jednak pomiędzy mną a tym dziełem nie ma chemii i nie sądzę, aby z czasem coś się zmieniło.

Od naczynie_gliniane: Ja również próbowałam kilkakrotnie podejść do tej książki. Nigdy z sukcesem! Dla mnie ta książka jest wyjątkowo bełkotliwa.



Możesz kupić tutaj: Dzieciaki kontra Fobia  

Ilustracje: Daniel de Latour
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 308
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont 
ISBN: 9788323752967

środa, 22 lutego 2012

Tomi Ungerer "Księżycolud"


Kiedy byłam mała i moi rodzice nie mieli samochodu, z odwiedzin u znajomych wracaliśmy na piechotę. Oczywiście wieczorową porą. Pamiętam te powroty do dziś ze względu na księżyc. Zimą, rozłożona na sankach, mogłam bez problemu zadzierać głowę do góry i przyglądać się księżycowi w pełni. Byłam przekonana, że ma twarz. Zresztą do dziś tak uważam:) Dlatego pierwsze zdania książki Tomiego Ungerera natychmiast odnalazły we mnie tę małą dziewczynkę na saneczkach.


Twórczość Tomiego Ungerera pełna jest gorzkich refleksji. Księżycolud wydaje mi się jeszcze smutniejszy niż Otto, dlatego, że puenta wcale nie jest radosna. Sugeruje, że Ziemia nie jest przyjaznym miejscem, gdzie warto mieszkać, że mogą nas tu spotkać same nieprzyjemności i choć może jest tu ciekawie, to jednak na dłużej nie warto się zatrzymywać.


Strasznie mi przykro po lekturze tej książki, tym bardziej, że uwielbiam Księżycoluda od dzieciństwa i chciałabym, ta mała dziewczynka we mnie chciałaby, żeby polubił Ziemię tak, jak ona ją lubiła (lubi).



Możesz kupić tutaj: Księżycolud  

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 44
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Format
Wymiary: 21.5 x 30.0 cm
ISBN: 9788361488682 Tłumaczenie: Michał Rusinek

wtorek, 21 lutego 2012

Petra Finy "Biała księżniczka i Złoty Smok"


Petra Finy jest autorką węgierską, ale jej opowieść o księżniczce Bai została osadzona w chińskich realiach. Być może dlatego, że tylko na Dalekim Wschodzie coś takiego mogłoby się przydarzyć, a pewne postawy, o których napiszę niżej, są możliwe tylko tam.

Księżniczka Bai ma twarz „białą jak ryżowy krochmal” i, mimo że jest przecudnej urody, niestety stanowi to jej przekleństwo. Bo choć na dworze chińskiego cesarza wszystkie damy bielą twarz, to jednak dla każdego mężczyzny istotna jest świadomość, że pod warstwą pudru znajduje się skóra równie żółta jak ich własna. Biała księżniczka cierpi z powodu swojej inności. Z pomocą przychodzi Złoty Smok, który zaprowadza ją w kilka miejsc, gdzie dziewczyna powinna odnaleźć oblubieńca.


Opowieść Petry Finy bardzo mnie zdumiała i sprawiła, że zachwyciłam się jej przekazem. Bo kiedy bohaterka odnajduje swojego Białego Księcia, okazuje się, że jest w nim ciemność, że pielęgnuje on w sobie nienawiść „do przeciętnych i zwykłych”.

Czym prędzej wskoczyła na grzbiet smoka i w rozpaczy szepnęła mu do ucha: 
- Zabierz mnie, proszę, do Mistrza Smoków. 

Niesłychane, prawda?! Odrzucić miłość, ponieważ w oblubieńcu jest ciemność. Skazać się na samotność, bo bratanie się ze złem zwyczajnie nie wchodzi w rachubę. Cóż to za nauka – można zapytać? Nie jesteśmy przywykli do tego, żeby tak wyraźnie odrzucić bycie z człowiekiem, który żyje w grzechu. Cóż to jest w ogóle ta ciemność?

Absolutnie wyjątkowa książka! Jedna z tych, które stoją na pierwszym miejscu w mojej osobistej liście książek ważnych i mądrych!


Tekstowi Petry Finy towarzyszą ilustracje Mari Takács, o których trudno byłoby nic nie napisać. Moja córka, kiedy otwarłam pierwszą stronę z obrazkiem przedstawiającym Bai, zawołała zachwycona: „Wow, ale ona piękna”:) W ilustracjach Takács jest i tajemnica, i emocje, zostały wydobyte dzięki zbliżeniem i niepełności (ukazany tylko fragment twarzy). Stroje postaci pokryte są orientalnymi zdobieniami, które przykuwają wzrok i autentycznie zachwycają.



 Możesz kupić tutaj: Biała księżniczka i Złoty Smok 

Ilustracje: Mari Takács
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Namas
ISBN: 9788362537068

poniedziałek, 20 lutego 2012

Urszula Kozłowska "Jak jeżyk z jerzykiem odkryli Afrykę"

Recenzuje Asia Sąsiadek!


Prawdziwa przyjaźń jest wyjątkowym uczuciem. Jednym z najważniejszych na świecie. Dzięki niej wszystko jest możliwe. Bo prawdziwy przyjaciel wspiera, poświęca się, akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy, jest bezgranicznie szczery i ufny. Gdy mamy kłopoty, pomaga się z nimi uporać. Nie mówi tylko tego, co chcemy usłyszeć, ale to, co naprawdę myśli. Przyjaciele dzielą się radościami i smutkami. Powierzają sobie najskrytsze sekrety i tajemnice. Robią wszystko dla drugiej osoby. Znaleźć takiego prawdziwego kompana nie jest wcale łatwo. Trzeba czasu, cierpliwości, pokory.

Każdy śni o przyjacielu -
to normalna w końcu rzecz. 
Znaleźć chciałoby go wielu, 
wielu chciałoby go mieć...

O przyjaźni właśnie, o trudnej sztuce poszukiwania i zdobywania przyjaciela, opowiada niezwykle ciepła książka Jak jeżyk z jerzykiem odkryli Afrykę Urszuli Kozłowskiej. Jeżyk to jeż. Jerzyk to ptak.

 Mały jeżyk Ignacy pragnie mieć przyjaciela. Prawdziwego, takiego od serca, takiego, z którym będzie mógł „przenosić góry”. Poszukuje go bardzo intensywnie. Każdego dnia wychodzi na spacer, żwawo maszeruje przez las, zagląda pod każdy krzaczek, zerka za każdy kamień. Szuka, szuka, szuka… marzy o wspólnie spędzanych chwilach, o zabawie i przygodach. Nagle z nieba, wprost pod nóżki jeżyka, spada jakaś pierzasta kuleczka. Próbuje się wznieść i znów spada. To ptak, jerzyk Dziubek. Okazuje się, że Dziubek uczy się latać. Mimo wielu różnic zwierzaczki zaczynają się wspólnie bawić, odnajdują wspólny język, wspólnie spędzają coraz więcej czasu. Między jeżem i jerzykiem rodzi się wspaniała i piękna przyjaźń.


Jeżyk Ignacy odkrywa, że marzenia się spełniają. Często w nieoczekiwany sposób i w nieoczekiwanym momencie. Przyjaciel spadł mu przecież z nieba. I to dosłownie! Jakie przygody przeżyją zwierzęta? Jak poradzą sobie w najtrudniejszych momentach? Czy przyjaźń będzie w stanie pokonać wszystkie przeszkody? Czy przetrwa mimo przeciwności? Jakie przeciwności ich spotkają? Jakich rzeczy doświadczą? Co jeszcze odkryją? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znaleźć można w książce.

Opowiadanie czytałam z ogromną przyjemnością. Urszula Kozłowska ciepło opisała przygody oraz historię wielkiej przyjaźni, którą przeżywa dwóch łobuziaków. Opowieść sprawia wrażenie nieco banalnej, ale skierowana jest do dzieci w wieku przedszkolnym. Jest genialna w swojej prostocie. Pokazuje dzieciom, jak należy dbać o koleżeństwo, jak je pielęgnować, jak wiele trzeba z siebie dawać, żeby nie popsuć relacji. Uświadamia również, że przyjacielem może być ktoś, kto jest od nas zupełnie różny. Nie trzeba przyjaźnić się tylko z tymi, którzy są tacy jak my, tak samo się zachowują, tak samo wysławiają, są z tej samej gliny. Odbieram to jako próbę wyczulenia dzieci na różnorodność, inność oraz próbę nauki tolerancji.


Jak jeżyk z jerzykiem odkryli Afrykę Urszuli Kozłowskiej to niezwykle ciepła opowieść o prawdziwej przyjaźni, o przygodach i o zwierzętach. Ogromnym plusem książki jest zabieg przeplatania opowiadania zabawnymi wierszykami i ilustracjami. Sprawia to, że książka jest wyjątkowa, inna niż wszystkie, wyróżnia się. Ponadto czyta się ją niezwykle ciekawie i lekko. Cała historia napisana jest ciepłym i prostym językiem.

Mój synek jest jeszcze za mały, żeby zrozumieć mądry przekaz opowiadania, ale poznaje nazwy zwierząt, słucha doskonale napisanej historii i ogląda obrazki, które na mnie robią ogromne wrażenie. Rzadko spotyka się książki, w których ilustracje są tak realistyczne, a jednocześnie pogodne i sympatyczne. Ilustratorka, Agnieszka Kuglasz, wykonała dobrą pracę.

 Chociaż książka przeznaczona jest dla dzieci od czwartego roku życia, które dzięki dużej czcionce ”przebrną” przez całą historię z radością i dumą, to duży format i sztywne kartki sprzyjają już dwulatkom. Tekstu jest co prawda dużo, ale czyta się go zaskakująco szybko. Nie wiem, czy to dzięki dużym literkom czy wspaniałej opowieści. Wiem, że wciągnęła mnie ta książka dla dzieci. Wartka, ciekawa akcja, interesująca opowieść, wspaniali bohaterowie, jakich lubią dzieci, mądry morał i przekaz oraz piękne ilustracje, sprawiają, że polecam tę książkę z pełnym przekonaniem zarówno maluchom, przedszkolakom, jak i starszym dzieciom.


Możesz kupić tutaj: Jak jeż z jerzykiem odkryli Afrykę 

 Ilustracje: Agnieszka Kuglasz
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Dreams
Wymiary: 26.0 x 20.0 cm
ISBN: 9788393383108

sobota, 18 lutego 2012

Joanna Kulmowa "Mysz jak nie mysz"

Recenzuje joangot!


Mam przyjemność recenzować kolejną, po Krasnoludkach Pucybutkach, pozycję wydaną w ramach serii "Perełki Mili". Mysz jak nie mysz jest pięknie opowiedzianą historią, która przydarzyła się pewnej myszy. Otóż wiatr hulający nocą po sadzie zaplątał się w konary starej jabłoni. Jego płacz usłyszała bohaterka tej niezwyklej, poetyckiej opowieści i postanowiła mu pomoc. Niestety myszka jest mała i jej możliwości jeszcze mniejsze, udała się zatem po pomoc…

– Pobiegnę wyżej niż moje wołanie – powiedziała myszka. 
– Jestem mysz prawie odważna. Mysz, której chciałoby się fruwać. Mysz jak nie mysz. 

Joanna Kulmowa pisze językiem poetyckim, melodyjnie, barwnie, jej opisy są sugestywne i działają na wyobraźnię dziecka. Przywołuje z pamięci takie słowa, jak rżysko, konary, kępa, łykowaty, macierzanka, ściernisko. Julia słuchała w skupieniu, pochylona nad tomikiem obok mojego ramienia. Na końcu książeczki znajduje się wiersz autorki Po niczemu.

Piękny tekst został oprawiony w niesamowite, lekkie, metaforyczne rysunki Elżbiety Krygowskiej-Butlewskiej. Podobają nam się jako całość – w kompozycji z tekstem, ale również jako pojedyncze obrazy. Zobaczcie sami!


Charakterystyka typograficzna serii znajduje się w recenzji dotyczącej tekstu Joanny Papuzińskiej. Dodam tylko, że format wybrany przez wydawcę świetnie się nadaje do tomików poetyckich, a Mysz jak nie mysz w moim odczuciu jest właśnie taką liryczną miniaturą. Seria „Perełki Mili” otrzymała Wyróżnienie Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych „Książki Wiosny 2011”. Gratulujemy!


Możesz kupić tutaj: Mysz jak nie mysz 

Ilustracje: Elżbieta Krygowska-Butlewska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Mila
Wymiary: 12.5 x 18.5 cm
ISBN: 978-83-926565-3-1

czwartek, 16 lutego 2012

Elżbieta Wasiuczyńska "Mój pierwszy alfabet"


Dzięki książce Elżbiety Wasiuczyńskiej literki objawiły mi się jako coś niezwykle ciepłego. A to za sprawą ilustracji wykonanych z polaru. Zapraszają one do co najmniej kilku czynności. Pierwsza, to poznawanie liter – ich graficznego zapisu (zawsze powyżej obrazka znajduje się egzemplifikacja) Druga, to nauka brzmienia głoski oraz rozpoznawanie jej na początku wyrazu. Tu można się zabawić w odgadywanie – dziecko mówi, co jest na obrazku, a potem odgaduje, jaka literka jest bohaterem strony. Trzecia to inspirowanie do wycinania ze skrawków materiału i zszywanie tak, aby powstały obrazki. (Ja zabieram się za to, by nauczyć Martę szyć już od dłuższego czasu. Może natknęliście się gdzieś na jakiś fajny zestaw do nauki szycia dla dzieci?)






Książka jest porządnie wydana – kartonowe strony, duży format … Pozostaje tylko korzystać:)

Możesz kupić tutaj: Mój pierwszy alfabet 

Oprawa: Kartonowa
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788323753148

wtorek, 14 lutego 2012

Rafał Klimczak "Nudzimisie i przyjaciele"

Recenzuje Asia Sąsiadek!


Lektura obowiązkowa dla każdego przedszkolaka, nawet tego, który się nie nudzi – to moja pierwsza myśl po przeczytaniu książki Nudzimisie i przyjaciele.

Umiejętnie dobrana książka to taka, która kształtuje w dziecku dobre postawy, uczy rozróżniać dobro od zła, rozbudza wyobraźnię, pomaga panować nad własnymi emocjami. Książka Rafała Klimczaka, według mnie, spełnia te wszystkie kryteria. Ponadto porusza niezwykle ważne problemy wieku przedszkolnego jak odkrywanie własnych emocji, przechwalanie się, przezywanie, rywalizacja wśród dzieci oraz inne.


„Nuuuudzi mi się! Nuuuudzi mi się!” Kiedy jakiś maluch wykrzyczy te słowa, to na niebie w Nudzimisiowie pojawia się chmurka, która wciąga nudzimisia, by ten pojawił się przy dziecku. Nudzimiś ma za zadanie odnudzić przedszkolaka, który go zawołał. Dzięki dobrej zabawie i wyobraźni małe stworki, które przypominają skrzaty czy też krasnoludki, bardzo szybko i skutecznie rozprawiają się z najnudniejsza nudą. Gdy dzieci przestają się nudzić, nudzimisie natychmiast wracają tam, skąd zniknęły. Pewnego dnia „Nuuuudzi mi się! Nuuuudzi mi się!!” słyszane w krainie było wielokrotnie. Bardzo dużo stworków zostało wezwanych przez dzieci do walki z nudą. W Nudzimisiowie nie pamiętano, żeby dzieci potrzebowały aż tylu zabawiaczy naraz! Okazuje się, że to Szymon, bohater pierwszej części książki, rozpowiedział innym przedszkolakom o nudzimisiach. Te zawołały, żeby sprawdzić czy chłopiec mówi prawdę. Okazuję się, że nie tylko o to chodzi. Świat Nudzimisiów jest powiązany w pewien tajemniczy sposób ze światem przedszkolaków i pewnymi tajemniczymi zdarzeniami … Poza odnudzaniem dzieci stworki zajmują się swoimi codziennymi obowiązkami, do których należy na przykład sprzątanie świata, rozprawienie się ze strasznym smokiem Łaskotem czy też ratowanie lemoniadowego źródełka.


Opowieść przenosi dzieci w krainę wyobraźni, w której codzienne, zwykłe sprawy, przydarzające się niemal każdemu przedszkolakowi, opisane są w niezwykły i ciepły sposób. W tej bajkowej krainie udaje się rozwiązać każdy problem dzięki wzajemnej pomocy, dobrej zabawie i wyobraźni. Nie ma tu przemocy i brzydkich słów. Jest to naprawdę mądra i piękna książka dla dzieci w wieku od 4 do 6 lat. A dorośli będą nią równie zachwyceni jak ja. Nie tylko ze względu na jej przekaz, ale także z uwagi na lekkość tej opowieści i mnóstwo pozytywnej energii pomieszczonej w słowach tej historii.

Podoba mi się również nowe słownictwo oraz sformułowania, które wymyślił i wprowadził do opowiadania Klimczak. „Niezwykle niezwykła niezwykłość”, „odnudzanie”, „nudzimisie”, to wszystko sprawia, że lektura jest jeszcze bardziej ciepła i barwna.


Cały tekst wspaniale uzupełniają ilustracje wykonane przez Agnieszkę Kłos-Milewską. Są nasycone kolorami, ekspresyjne i bardzo wiarygodne. Wyglądają, jakby narysowały je maluchy zwykłymi kredkami. Doskonale oddają emocje zawarte w tekście. Kolejnym plusem książki są szyte strony i twarda oprawa. Sprawi to na pewno, że książka „starczy na dłużej”, bo jestem pewna, że sięgnę po nią jeszcze nieraz, czytając synkowi chociaż małe fragmenty.

 Minusy? Nie widzę. No może jeden malutki. Autor za często używa słowa „fajnie”, ale to chyba twór naszych czasów, który musimy zaakceptować i się z nim pogodzić. Żałuję, że książka wcześniej nie wpadła mi w ręce.

Z przyjemnością przeczytam, sobie i synkowi, pierwszą część Nudzimisiów i z niecierpliwością czekam na trzecią, bo ma się ukazać już niedługo.



Możesz kupić tutaj: Nudzimisie i przyjaciele 

Ilustracja Ilustracje: Agnieszka Kłos-Milewska
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 142
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Skrzat 
Wymiary: 17.0 x 24.5 cm
ISBN: 9788374377089

środa, 8 lutego 2012

"Cudaczek" - nowe czasopismo


Na rynku pojawiło się nowe czasopismo - "Cudaczek i przyjaciele". Wydawca pisze:
Cudaczek i przyjaciele to czasopismo dedykowane dzieciom w wieku od 6 do 8 lat.
Cudaczek to dwumiesięcznik dla mądrych dzieciaków i ich rodziców, którzy pragną, by ich dzieci spędzały czas na pysznej zabawie, która wspomoże rozwój ich wrodzonych talentów, umiejętności i zainteresowań.
Tytułowy bohater to wesoły i ciekawy świata stworek, który chciałby się dowiedzieć jak najwięcej na temat otaczającego go świata. Na łamach magazynu z Cudaczkiem dzieci odkrywają ciekawostki z różnych dziedzin życia i nauki. A także rozwijają nabyte umiejętności postrzegania i logicznego myślenia rozwiązując pouczające zadania.
Starannie dobrane kategorie tematyczne stanowią lekkie i przyjemne uzupełnienie nie tylko szkolnej edukacji ale także są wsparciem dla codziennej nauki życia i umiejętności społecznych w zaciszu naszych ognisk rodzinnych.
Przystępnie tworzone treści, dopasowane do poziomu percepcji młodych adresatów czasopisma zachęcą do pogłębienia dziecięcych pasji, wyobraźni i kreatywnego myślenia.
Pomysły na efektowne, a zarazem nieskomplikowane eksperymenty ułatwiają opiekunom ciekawie spędzać czas z podopiecznym, poszerzając jego umiejętności rozumowania, zaszczepiając prawdziwą pasję do nauki w praktyce.
Barwne, przyjemne dla oka ilustracje stanowią doskonałe wsparcie dla wizualizacji i interpretacji wielu zjawisk i zagadnień z naszego życia, nauki i kultury, często trudnych dla nas rodziców do wytłumaczenia prostym zrozumiałym dla dziecka językiem.
Dla młodych literatów Cudaczek przygotował bajki, wierszyki i komiksy. Znajdziemy także coś dla pasjonatów kulinariów. Proste i szybkie przepisy zainspirują do wspólnego pichcenia, a może nawet zachęcą do samodzielnego przygotowywania posiłków dla siebie i rodzeństwa.
Mali poligloci są zapraszani na lekcję angielskiego.
Cudaczek podpowie, drodzy rodzice także jakie gry i zabawy ruchowe zagospodarują wspólny czas oraz będą sprzyjać rozwojowi sprawności motorycznych waszych dzieciaków.
Jeśli Nasza latorośl na zapędy do prac technicznych i plastycznych Cudaczek dostarczy nie tylko pomysłów ale także materiały do wykonania różnych układanek, wycinanek i modeli.
W każdym numerze nasze ciekawskie pociechy znajdą oczywiście stałe elementy zabawy takie jak kolorowanki, quizy, gry pamięciowe, na spostrzegawczość oraz zabawne łamigłówki. Pojawi się też gra i plakat niespodzianka.
Dwumiesięcznik proponuje mądrą rozrywkę i uczy przez zabawę. W przychylny i nienachalny sposób stymuluje rozwój intelektualny oraz społeczny swoich czytelników. Uaktywnia w dziecku potrzebę eksplorowania i poznawania świata w teorii i praktyce. Dzięki wspólnej lekturze Cudaczek umili czas wolny dzieci i ich rodziców w domu w plenerze czy podczas zajęć w świetlicy szkolnej.
 TUTAJ możesz zajrzeć do środka!

Holly Webb "Kora jest samotna"

Recenzuje Asia Sąsiadek!


Helenka bardzo kocha zwierzęta. Kilka lat temu w miejskim parku dziewczynka za bardzo zbliżyła się do pewnego buldoga, który ze strachu chwycił zębami rękaw jej bluzki. To wydarzenie tak bardzo utkwiło jej w pamięci, że od tego czasu boi się psów. Gdy rodzice kupują dla niej i jej brata, Waldka małego szczeniaczka rasy border collie, cieszy się ogromnie, jednak nie jest w stanie zapomnieć zdarzenia sprzed lat. Zakochuje się w pupilku od pierwszych chwil, ale nie potrafi nawiązać z nim kontaktu. Dziewczynka sprawia wrażenie, jakby nie lubiła psów. Prawdziwa więź miłości i przyjaźni wytworzyła się między pieskiem Korą a bratem Helenki, Waldkiem. Jednak pewnego dnia Waldek ma wypadek, łamie nogę i trafia na jakiś czas do szpitala. Kora pozostaje bez swojego ukochanego opiekuna. Jest nieszczęśliwa. Dziewczynka również czuje się samotna bez swojego brata. Postanawia przełamać swoje lęki i zaopiekować się pieskiem. Czy jej się uda? Czy przezwycięży lęk? Czy piesek ją zaakceptuje? Czy się zaprzyjaźnią?

Kora jest samotna to niesamowicie wzruszająca książka Holly Webb. Ukazuje, jak mimo wcześniejszych uprzedzeń i traumatycznych przeżyć rodzi się miłość między człowiekiem a psem. Autorka sugestywnie przedstawia uczucia zarówno czworonoga, który tęskni za swoim opiekunem, jak i Helenki, która pokochała pieska, stara się walczyć ze strachem i zaprzyjaźnić ze zwierzęciem. Jest to idealna lektura dla wszystkich, którzy przepadają za zwierzętami. Pokazuje, ile radości niesie z sobą posiadanie psa, ale również uczy odpowiedzialności, obowiązków. Prezentuje, jak pies zmienia życie, sprawia, że staje się ono barwniejsze i pełniejsze. Przygotowuje do posiadania własnego pupila. Sięgnąć po nią powinien każdy, kto planuje zakup lub wzięcie ze schroniska pieska.

Każdy, kto czytał chociaż jedną książkę autorki, wie, że historie, które porusza są pełne ciepła, miłości i przyjaźni. Uczą prawidłowych zachowań, przełamywania słabości, własnych lęków, przedstawiają cudowną więź między człowiekiem a zwierzęciem. W dzisiejszych czasach opanowanych przez bohaterów, którzy mają wspaniałe moce (Spidermana, Supermana i tym podobnych), których umiejętności są nierealne i fikcyjne, pisarka udowadnia, że zwykli ludzie, dzieci i zwierzęta też mogą być bohaterami. Bohaterami, z których można brać przykład. Wzorcami, które można pokazywać młodym czytelnikom jako warte naśladowania.

Zarówno Kora jest samotna jak i pozostałe pozycje autorstwa Holly Webb przeznaczone są dla dzieci i młodzieży w różnym wieku, ale ze względu na dużą czcionkę i rysunki, które przypominają dziecięce szkice, polecam dzieciom dopiero opanowującym sztukę czytania. Jestem przekonana, że poradzą sobie z tą historią.

Może warto tu zauważyć, że 1% ze sprzedaży książek Holly Webb przeznaczany jest na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce. Zapraszam również do odwiedzenia strony, na której znaleźć można wiele ciekawych informacji na temat całej serii książek autorki.


Możesz kupić tutaj: Kora jest samotna 

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 132
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Zielona Sowa 
Wymiary: 18.9 x 12.8 cm
ISBN: 9788326501371

poniedziałek, 6 lutego 2012

Zakładkowy konkurs - wyniki!

Moje dzieci - Marta i Janek - wybrały zakładki, które spodobały im się najbardziej. Jak mogłam się spodziewać, Buzz Astral jest nie do pobicia:) Oczy zaświeciły się nie tylko Jankowi! Także Marta była pod wrażeniem, choć koniec końców wybrała księżniczkę również przysłaną przez Dominika i Nikosia.

Prace są rzeczywiście piękne. Mnie podobają się wszystkie, bo wiem, że stoi za nimi serce małego dziecka. Dlatego nagrodę dostaną wszyscy, którzy stanęli w konkursowe szranki. Nagroda główna, czyli Poczytaj mi, mamo, powędruje do Dominika i Nikodema. Dla pozostałych uczestników konkursu przygotujemy książkowe niespodzianki, dostosowane do wieku odbiorców.

Dziękujemy Wam za zabawę i pozdrawiamy:)

niedziela, 5 lutego 2012

Zakładkowy konkurs - prezentacja:)

Moi Drodzy,
zakładkowy konkurs właśnie się zakończył. Moje dzieci już śpią, więc na wyniki musimy poczekać aż jury się zbudzi:)
Dziś jednak chcę Wam zaprezentować prace, które zgłoszone zostały drogą mailową. Kolejność poniższych prac według daty zgłoszeń (od pierwszego do ostatniego).

Pierwszą pracę przysłała Pani Agnieszka w imieniu swojej 8-letniej siostry Ani. Pani Agnieszka ma półrocznego synka! Oto propozycja - co ważne - gwiazdki na zakładce są fosforyzujące!


Druga propozycja to zakładka przesłana przez Panią Monikę. Pracę wykonał 3-letni Szymuś.

Kolejną pracę wykonała 5-letnia Kesja z  niewielką pomocą mamy, Pani Kai. Mama pisze: "To musiała być księżniczka ! ;)Książka o Gryzmole okazała się idealnym tłem dla tej zakładki". Sami zobaczcie:





W sobotę zakładki przysłała Pani Iza, tak pisząc: "Pomysł Dominika, wykonanie wspólne, czyli Dominik (6 lat), Nikodem (3 lata) i mama. Chłopcy głównie przyklejali i wycinali wzorkowymi nożyczkami. Zakładki w dwóch wersjach - dla chłopca i dziewczynki - skoro dwóch jurorów, aby każdy mógł wybrać coś dla siebie".





Dziś swoją propozycję przysłała Pani Daniela i jej córka Malwinka (8 lat). "Jesteśmy szczęśliwymi posiadaczkami świetnych dziurkaczy, które tu posłużyły do zgrabnego dziurkowania;)".


Rzutem na taśmę zdjęcia z pracy przy zakładce przysłała Pani Sylwia. Zakładkę wyklejała Lilianka, która ma 21 miesięcy.



Wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie, jeszcze raz serdecznie dziękuję!!! Mam nadzieję, że zabawa Wam się podobała:)

Wyniki już jutro rano:)


Pozdrawiamy, Monika i dzieci:)

czwartek, 2 lutego 2012

Czas na nowy regał...



A oto zawartość z bliska:

góra




i dół...

Zofia Beszczyńska "Moje najpiękniejsze bajki"

Nadal aktualny Zakładkowy konkurs!!


Recenzuje joangot!


Odkąd zaczęłam wprowadzać córeczkę w świat książek, poszukiwałam właśnie takiego zbioru baśni. Bardzo się cieszę, że książka wydawnictwa Arkady trafiła w nasze ręce, bo muszę przyznać, że straciłam już nadzieję… Powiecie, że przesadzam? Mam na półce kilka antologii bajek, które Julia otrzymała w prezencie i żadna z nich nie nadaje się do powtórnej lektury. Przeczesałam też dokładnie półki biblioteczne i nie znalazłam tytułu, który chciałabym zakupić, a uważam, że warto mieć w domu porządnie wydane i pięknie opowiedziane wersje klasycznych bajek braci Grimm i Charlesa Perraulta w jednym tomie. Moje najpiękniejsze bajki napisane przez Zofię Beszczyńską ujmują za serce. Wersje poszczególnych historii są dość obszerne, co nas cieszy, bo Julia wyraźnie oczekuje tekstów dłuższych i chętnie słucha opisów strojów i przyrody. Widzę, że samo zgrabne streszczenie kolei rzeczy przestało jej wystarczać. Znała większość baśni zamieszczonych w tym tomie, ale smakuje je nadal z rosnącą ciekawością i poczuciem bezpieczeństwa. Dzieci przecież uwielbiają, kiedy się im czyta coś, co już oswoiły.

Arkady zamieściły na 160 stronach wybór szesnastu znanych utworów Charlesa Perraulta, braci Grimm oraz najpopularniejszych bajek i legend polskich. Zwłaszcza te ostatnie czytałyśmy w ostatnich dniach powielekroć: Kwiat paproci, Boruta, Pan Twardowski, Smok Wawelski, Szklana Góra, Waligóra i Wyrwidąb, Żywa woda, Złota kaczka. Oczywiście wśród pozostałych tytułów są najważniejsze teksty o księżniczkach – Kopciuszek, Piękna i Bestia, Królewna Śnieżka i Śpiąca Królewna – co jak się domyślacie, ma dla nas wielkie znaczenie, podczas podróży do krain za górami za lasami :)

Jak opowiada Zofia Beszczyńska? Używa pięknego, czystego języka, nie udziwnia, nie zdrabnia, nie cuduje, nie obawia się opisów i pozwala sobie zrobić krótkie wprowadzenie, zanim przejdzie do jądra baśni. Opowiada malowniczo i sugestywnie, nie rozmija się z powszechnie znaną wersją. Czytając córce, czułam, że autorka budzi we mnie emocje empatii i wrażliwości.

Teksty zilustrował Marek Szal. Mogę sobie jedynie wyobrażać, jak trudno jest zrobić egzemplifikacje do tekstów funkcjonujących w wyobraźni tylu pokoleń. Julii się podoba i koniecznie pragnie mieć takie sprężyste blond loki, jak Kopciuszek w wydaniu Marka Szali. Poniżej ilustracje pobrane ze strony artysty:


Uwagi edytorskie. Książka jest wydana bardzo starannie, nad czym czuwała Barbara Legut. Twarda oprawa, gładkie (śliskie) kartki, szyta, tekst ułożony w chorągiewkę, ładny krój czcionki, a kolor odpowiednio dobrany do tła (biała na ciemnym, czarna na jasnym). Marek Szal odpowiadał także za opracowanie graficzne, dzięki czemu na wyrazistości nie stracił ani tekst, ani ilustracje. Słabą, a zarazem mocną, stroną tej publikacji jest absolutnie marketingowa okładka. Po zastanowieniu, doszłam jednak do wniosku, że jej wymowna symbolika ma szansę przyciągnąć więcej czytelników – wnikliwy i wymagający rodzic analizuje całą książkę, nie pozostając jedynie przy opakowaniu. Przedszkolaki i starsze dzieci będą miały wielką radość z lektury baśni opowiedzianych przez Zofię Beszczyńską, a młodsze maluchy skupią uwagę na ilustracjach i opowieści ubranej w słowa dorosłego:)



Możesz kupić tutaj: Moje najpiękniejsze bajki

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 160
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Arkady 
Wymiary: 21.5 x 26.5 cm
ISBN: 9788321347318

środa, 1 lutego 2012

Tomi Ungerer "Otto. Autobiografia pluszowego misia"

Nadal aktualny Zakładkowy konkurs!!!

Przeczytałam co najmniej dwie książki, których koncept fabularny jest identyczny jak ten w Otto. Autobiografii pluszowego misia. Ów schemat fabularny zasadza się na pomyśle przedstawienia dziecięcej przytulanki, która ożywiona opowiada czytelnikowi o swoim losie, a los ten był zdecydowanie niewesoły. Zabawka trafiała z rąk do rąk, coraz bardziej zniszczona, aby w końcu trafić tam, gdzie jej miejsce – w ramiona pierwotnego właściciela. Książki, o których myślę, to Aksamitny królik Margery Williams (tu zakończenie jest nieco inne) i Cudowna podróż Edwarda Tulana Kate DiCamillo. I choć fabuła wydaje się tak bardzo podobna, to jednak opowiadana rzecz, a co za tym idzie i przesłanie, jest zupełnie różne. Polecam lekturę wszystkich książek – świetnie napisanych i mądrych.

Otto... – śmiem twierdzić – jest najtrudniejsza. Autor nie boi sie umiejscowić akcji tej opowieści w czasach II wojny światowej. Jej ludzkimi bohaterami są dwaj chłopcy – Niemiec Oskar i Żyd Dawid. Ci dwaj razem się bawią właśnie misiem Otto. Łobuzują przy tym, czego efektem jest zaplamione atramentem uszko misia. Otto, który jest tu narratorem, opowie nam i o żółtej gwieździe przyszytej do marynarki Dawida, i o wywózce Żydów, i o strzelających żołnierzach… Ungerer-ilustrator z odwagą przedstawia wojnę, pokazując i krwawiącego żołnierza i trupy, i spalone budynki, i przygnieciony ruinami domów dziecięcy wózek…


Ungerer-autor opowiada o okrucieństwie wojny, ale także i okrucieństwie człowieka. Nie tylko w czasie wojny.

Pewnego dnia Jasmin zabrała mnie na spacer po okolicy i zostałem porwany przez dwóch łobuzów. Traktowali mnie jak piłkę: kopali i bili kijem. Potem wrzucali mnie w błoto. Słyszałem, jak Jasmin wzywa pomocy. Na próżno. Na wpół ślepy (bo straciłem jedno oko), sponiewierany, wytarmoszony i utytłany w błocie wylądowałem w koszu na śmieci. 

Tomi Ungerer jawi mi się zatem jako autor, który wziął na siebie misję opowiadania o ciemnej stronie życia. Mogą rodzić wątpliwości te ilustracje i ta historia. Ja jednak jestem zdania, że dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje, rozumieją i nie należy udawać przed nimi, że w świecie nie ma cierpienia czy śmierci. Doceniam tę książkę, która stojąc na półce księgarni obok literatury szczęśliwych księżniczek i dziarskich rycerzy ma odwagę mówić: „świat jest inny! prawdziwe życie ma swoje cienie – chodź, opowiem ci o tym”.



Możesz kupić tutaj: Otto 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 34
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Format 
Wymiary: 21.5 x 30.0 cm
ISBN: 9788361488729
Tłumaczenie: Michał Rusinek