czwartek, 27 czerwca 2013

Sven Nordqvist "Findus się wyprowadza"


Uwielbiam Pettsona i Findusa (tak pewnie zaczyna się większość recenzji książek z tymi bohaterami). Za poczucie humoru, dystans, ich wzajemną przyjaźń i wyrozumiałość. Uwielbiam też Nordqvista. Za przeogromną wyobraźnię, absurd, drobne szczegóły. Opowieść o staruszku i kocie to zaledwie wstęp do świata nieco zwariowanej fantazji Nordqvista. Upust temu, co mieści jego głowa, Sven dał chyba najmocniej w „Gdzie jest moja siosta?” – która jest jedną z moich ulubionych współczesnych książek dla dzieci. Także i w historii o wyprowadzającym się Findusie (mamy też „Pettsona na biwaku”) znajdziemy te intrygujące szczególiki, postaci tyci-tyci, które tworzą alternatywną opowieść. Czekając na lekturę Nordqvista, tak naprawdę czekam właśnie na ten świat „obok” akcji głównej.

Skoro byłam, by czytać w grupie córki, poszłam też czytać w grupie młodszego syna – cztero- i pięciolatkom. Zabrałam tę właśnie książkę. Ciekawe mam obserwacje! Po pierwsze, maluchom w tym wieku trudno puścić wodze wyobraźni. Na pytanie: jak myślicie, kto to? co oni robią?,



dają odpowiedzi bardzo racjonalne. Mam wrażenie, że trzeba im pomagać otwierać tę furtkę do krainy fantazji, gdzie wszystko może się wydarzyć. Zupełnie jakby nie wiedziały, że z książką tak można, że książki są także po to, by się (z nimi) bawić.

Po drugie, nie rozumieją, że tu kot został uchwycony w ruchu.


Dla nich ten obrazek przedstawia wiele kotów. Próbowałam im „po dziecięcemu” tłumaczyć, że Findus jest tak ruchliwy, że Pan Malarz nie zdążył go dobrze namalować na łóżku, gdy ten już był w powietrzu.

Marzyłyby mi się takie zajęcia w przedszkolu i w szkole (!!!) z pracy nad wyobraźnią. Tymczasem szczególnie w szkole tę wyobraźnię skutecznie w dzieciach zabijamy. Może gdybyśmy ją mieli lepiej rozwiniętą, nasze dorosłe życie byłoby ciekawsze i w jakimś sensie lepsze?

 Możesz kupić tutaj: Findus się wyprowadza

Wydawnictwo: Media Rodzina
Wymiary: 210 x 297
 Oprawa: twarda
 Ilość stron: 26
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7278-842-9

wtorek, 25 czerwca 2013

Annette Saugestad Helland "Stalpappan och Pele"

Rzecz znaleziona "na ciuchach" za złocisza.

Annette Saugestad Helland "Stålpappan och Pelé"
Fajna! Zdaje się o tacie, który miał zbyt wiele na głowie. A może ktoś potrafi przetłumaczyć?






















czwartek, 20 czerwca 2013

Rose Lagercrantz, Eva Eriksson "Moje serce skacze z radości"


Pamiętacie „Moje szczęśliwe życie”? My natychmiast po lekturze tamtej zabraliśmy się za czytanie „Moje serce skacze z radości”, czyli kontynuacji opowieści o Duni, której przyjaciółka wyprowadziła się do Uppsali. Z tą pierwszą pojawiłam się też w przedszkolu córki, aby czytać całej grupie w ramach akcji „Cała Polska Czyta Dzieciom”. Pomyślałam, że dzieci łatwo odnajdą się w losach Duni. Większość przedszkolaków z grupy Marty pójdzie we wrześniu do pierwszej klasy. Byłam też ciekawa, jak rozumieją pojęcia szczęście/nieszczęście. Dla jednych szczęście jest wtedy, gdy można grać na komputerze bez rodzicielskich limitów, a dla innych – gdy tata wraca z delegacji.



Druga część jest jeszcze ciekawsza i warta czytania. Autorka dotyka kolejnych – nieobcych dziecku w wieku szkolnym – problemów. Są to: osamotnienie, dokuczanie kolegom, agresja, odreagowanie złości, przepraszanie, rzucanie fałszywych oskarżeń. Lagercrantz tworzy sugestywną fabułę, która domaga się reakcji młodego czytelnika. Ten dopytuje: „a dlaczego one tak zrobiły?”.


Książka jest też ciekawa od strony stricte literackiej. Autorka wprowadza retrospekcję – zabieg w literaturze dziecięcej nieczęsty. Dunia, zamknięta we własnym pokoju, nieszczęśliwa, zła na tatę, wspomina te chwile, kiedy była z przyjaciółką, Fridą, i kiedy również złościła się na tatę. To wspomnienie rozpisano szczegółowo, poświęcając mu jeden rozdział. Poza tym wszystkim Dunia przeżywa tak wiele emocji! Ta postać jest najzwyczajniej w świecie prawdziwa, jak najbardziej realna. Dlatego dzieci mogą się z nią tak łatwo i szybko zidentyfikować.


Rok szkolny ma się ku końcowi, ale może i wy pomyślicie o tym, by czasem wpaść do przedszkola dziecka nie tylko po to, by odebrać latorośl, ale żeby po prostu poczytać. Dzieci bardzo „to lubią”! :)

Możesz kupić tutaj: Moje serce skacze z radości 

Wydawnictwo: Zakamarki 
Wymiary: 150 x 215 x 10
Oprawa: twarda
Ilość stron: 118
 Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7776-036-9

środa, 19 czerwca 2013

Sławomir Grabowski, Marek Nejman "Przygody kota Filemona" (audiobook)


Kiedy jakaś opowieść jest przez dzieci najpierw poznana w wersji filmowej, z czegoś zostają okradzione. Myślę, że ze świata wyobraźni znika jakaś potencjalna historia. Dobrze to widać na ilustracji, którą moja córka sporządziła w swoim Lekturniku do wysłuchanego audiobooka (tu opowieść nr 15 „Gwiazdka”).


Babcia ma tu z włosów zrobiony koczek, a Dziadek – kapelusz, jak to było w wersji Julitty Karwowskiej, autorki projektu plastycznego do bajki w wersji animowanej, ale także ilustracji do książeczki wydanej w 1977 roku przez Naszą Księgarnię. Bo kiedy słyszymy opowieść, którą wcześniej widzieliśmy, od razu nasuwają się nam obrazy gotowe.

(reprodukcje pochodzą z bloga "To dla pamięci")



Myślę, że z podobnym problemem musiał się zmagać Marian Opania, kiedy czytał „Przygody kota Filemona”. Z całą pewnością narzucała mu się charakterystyczna interpretacja Barbary Marszałek. Jeśli pamiętacie, w dobranocce to ona tworzyła głosem wszystkie postaci. Opania – jak na wytrawnego aktora przystało – opiera się sugestywnej interpretacji Marszałek. Daje Filemonowi, Bonifacemu, Dziadkowi i Babci nowe życie, nowy głos, zachęcając tym samym, by i wyobraźnia poszła nowym torem.

Możesz kupić tutaj: Przygody kota Filemona 

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Czyta Marian Opania
format nagrania: MP3
czas nagrania: 6 godz.
rok wydania: 2012
numer ISBN: 978-83-10-12245-2

środa, 5 czerwca 2013

Thierry Lenain, Delphine Durand "Zuza chce mieć dzidziusia"; "Czy Zuza ma siurka?"

Zuza to bohaterka serii. Wydawca sugeruje, że są to „opowiadania o perypetiach uczuciowych pary 7-latków”. Ja bym te określenia doprecyzowała: to opowiadania dotykające zagadnień związanych z miłością, seksualnością i płcią, a więc modną tematyką genderową. Póki co wydano dwa opowiadania – „Zuza chce mieć dzidziusia” i „Czy Zuza ma siurka?”. W przygotowaniu są: „Zuza chce pocałować Maksa”, „Zuza ma adoratorów”, „Zuza i sukienka dla Maksa”, „Zuza jest zazdrosna”.

Dużo się tego (uczuciowo-płciowo-seksualnego) u nas ukazuje. Wydaje się, że rynek się na tę tematykę mocno otworzył. Ale czy czytelnik się otworzył? Czy też wciąż jeszcze czytelnik jest otwierany?… mam wrażenie, że odpowiedź „tak” powinna paść przy pierwszym pytaniu.

„Zuza chce mieć dzidziusia” 


Opowieść zaczyna się intrygująco. Zuza kocha Maksa, on ją, więc naturalną konsekwencją tego jest „zmajstrowanie sobie dzidziusia”. Ho!, myślę sobie – odważne! Ciekawe, co dalej. Zuza zaprasza Maksa do łóżka. No! – nieźle – myślę sobie – co dalej? Maks sprawdza, czy drzwi są szczelnie zamknięte i kładzie się obok dziewczynki. Na kolejnej stronie obserwujemy dzieci mocno przytulone. Nazajutrz Zuza idzie do szkoły z wielkim brzuchem. Pani myśli, że to takie przebranie na bal karnawałowy, ale przecież się myli. A za kilka dni już Zuza prowadzi przed sobą wózek z dzidziusiem – prawdziwym! – by pokazać go ojcu, czyli Maksowi.

To sympatyczna opowieść. Z dziecięcego punktu widzenia bardzo prosta i oczywista! Do tego z poczuciem humoru opowiedziana. Idealna dla przedszkolaka! Interesująca jest perspektywa dorosłego odbiorcy. Bo Thierry Lenain prowadzi swoistą grę z dorosłym. Można rzec, że gra mu na nosie. Dla nas ta opowieść też jest oczywista i przewidywalna, dlatego jesteśmy „lekko przerażeni” tym, co na następnej stronie nam i dzieciom się odkryje. Czekamy może jakichś pikantnych szczegółów, bulwersujących obrazków czy skandalizującego tekstu… ale tego tu nie ma. Lenain i Durand podprowadzają nas pod granicę, jaką jest dla nas tabu. Uchylają furtki, ale jej nie przekraczają.

Interesująca jest też postać Maksa. Oczywiście wciąż z dorosłej perspektywy. Jeśli wierzyć, że dzieci odzwierciedlają w zabawach to, co widzą u dorosłych – wychodzi na to, że faceci są do ojcostwa przymuszani i potem ogromnie zdziwieni, że jednak z tego „coś” wyszło:)

„Czy Zuza ma siurka?” 


Podobnie (z tym podprowadzaniem pod granicę) ma się rzecz z opowiadaniem o siurkach. Zuza – która pojawia się w klasie Maksa – jest dziwna. Niby wygląda na Bezsiurkowca, a zachowuje się jak typowy Siurkowiec – skacze po drzewach i maluje mamuty zamiast kwiatków. Maks chce koniecznie sprawdzić, co Zuza ma pod spódnicą. Okazji ma ku temu kilka, ale się nie udaje. Dopiero gdy jadą razem na kemping i kąpią się na golasa. Wtedy już wiadomo, co Zuza ma.


Nie miałabym z tą książką problemu, gdyby nie jedno małe słowo. Zuza mówi do Maksa: „ja mam cipkę”. Będę się upierała, że to wulgaryzm. My mamy w domu określenia „siusiak” i „sisiula”. W moim przekonaniu są oddziecięce, znaczeniowo odsyłają do funkcji, którą te narządy dla dziecka spełniają (sikanie), nie są obciążone negatywnymi konotacjami, dalekie od wulgarności. I czytając „cipkę” na „sisiulę” dzieci podmieniły, bo ja głos zawiesiłam, ciekawa ich dopowiedzenia.

A teraz jak dzieci… Wpierw zainteresowanie poszło w kierunku „Czy Zuza ma siurka?”. Z ciekawością i oglądali obrazki (ich szczegóły) i słuchali tekstu. Po czasie jednak widzę, że chętniej sięgają po „Zuza chce mieć dzidziusia”. To ją przeglądają i chca, by im czytano. Być może kwestia siusiaka i sisiuli po prostu im się we wspólnej kąpieli opatrzyła i nie jest tak niezwykła, tajemnicza, jak ciąża, poród i niemowlę.

Ad rem - książeczki są sympatyczne. Szkoda tylko że stoi za nimi jakaś ideologia.

Możesz kupić tutaj: Zuza chce mieć dzidziusia i Czy Zuza ma siurka? 

Wydawnictwo: Entliczek 
Wymiary: 140 x 190 x 5
Oprawa: twarda giętka
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-63156-05-3; 978-83-63156-06-0