czwartek, 29 sierpnia 2013

Jennifer Yerkes "Zabawny ptaszek"


„Zabawny ptaszek” jest książką, którą można czytać (czasem niekoniecznie czytać!) z dziećmi w różnym wieku.

Jeśli masz w domu 2-3 latka, możecie bawić się w tropienie głównego bohatera. Bo ptaszek niby jest, ale tak naprawdę go nie ma. Wtapia się w tło. Maluchom spodoba się obrysowywanie paluszkiem kształtu ptaszka, właściwie to nadawanie kształtu bohaterowi – bo przecież go nie ma. Niektóre dzieci może będę musiały wpierw odszukać na obrazku tę intrygującą postać. Dla tych najmłodszych czytelników ptaszek będzie rzeczywiście zabawny, choć niektórzy recenzenci burzą się mocno, że tytuł źle przetłumaczono i nic tu nie jest zabawne, ale raczej dziwne (ja się trochę z nimi zgadzam).


Jeśli macie w domu przedszkolaka, tropienie również będzie dla nich ogromną frajdą. Oprócz tego przeczytawszy oszczędny tekst, możecie rozmawiać. Problem poruszony w książce nie jest jakoś nowy czy oryginalny. Kwestia inności, odmienności, a co za tym idzie cierpienia to przecież tematy stare jak sama literatura. Mnie od razu przypominają się ostatnio czytane „Niebieska niedźwiedzica” czy „Dziwne zwierzęta”. Myślę, że dla przedszkolaków to ważne i aktualne zagadnienie… ta odmienność – okulary, rude włosy, otyłość, zespół Downa… wymieniajcie, co chcecie. Yerkes przychodzi z pomocą. Pokazuje, że dobre jest to, jacy jesteśmy. Pokazuje jeszcze, że to marzenie, który nosi chyba w sobie każdy z nas, aby być wielkim i wyjątkowym, może nam kompletnie zrujnować życie (i to nauka dla dorosłych czytelników! :P)


Jeśli macie w domu dziecko w wieku szkolnym, możecie pokazać mu „Zabawnego ptaszka”, aby go zainspirować. To, co Yerkes robi w obrazie, jest niezwykłe. Kilka maźnięć, trzy kolory i jest wyjątkowe dzieło, nad którym można się pochylać i pochylać. I do tego ten oszczędny tekst… i szyty grzbiet książki przypominający zwyczajny zeszycik. Czyż to nie zaproszenie do tego, by zacząć tworzyć własne historie, książki?

Mała wielka rzecz ten „Zabawny ptaszek” :) W dodatku w takiej cenie, że nic tylko kupować :)

Możesz kupić tutaj: Zabawny ptaszek 

Wydawnictwo: Widnokrąg 
Wymiary: 180 x 235 x 4
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 40
Rok wydania: 2013
 ISBN: 9788393298471

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Danuta Gellnerowa "Cukrowe miasteczko"


Czy poezja jest skazana na zapomnienie? Czy poezja dla dzieci ma szansę się jakoś przebić? Niech podniosą rękę ci, którzy swoim pociechom czytają wiersze... Żyjemy w czasach fabuły. Poezja ma dziś marne szanse. Zbyt krótkie to formy, by miały szansę zatrzymać się na dłużej w naszych głowach, w których myśl goni myśl i w ogóle wszystko tam pędzi. Zbyt delikatne to twory, by zdołały nas jakoś mocniej poruszyć, nas-głodnych wciąż nowych, silnych wrażeń.


A tymczasem Dorota Gellner – jedna z ważniejszych autorek piszących dla dzieci, poetka – wyciąga z szuflady wiersze swojej mamy! Dowodzi, że czym skorupka za młodu… Piękne jest jej wspomnienie o mamie, Danucie, otwierające „Cukrowe miasteczko”. Autorka „Wścibskich” wspomina swój dom ciepło i jakby na przekór dzisiejszemu światu:

W naszym małym mieszkaniu wszystko się mieściło. Ciepło i miłość, przyjaźń i troska, mnóstwo cierpliwości i czasu dla dziecka

ale także:

Były również Mamy zeszyty z wierszami. Zapisane odręcznym pismem, pozakreślane tu i tam, stanowiły dla mnie obiekt tajemniczy i pełen niespodzianek. (…) Z Mamą bawiłam się w rymowanki i tworzyłam pierwsze własne książeczki, dyktując Mamie to, co przyszło mi do głowy na widok ponaklejanych przez Nią na kartki kolorowych obrazków. 

Dorota Gellner próbuje więc ocalić – Mamę, jej twórczość, ale także zwrócić uwagę – nam zabieganym rodzicom – że miłośnicy poezji, literatury nie biorą się z kosmosu, że co dziecku dasz od siebie, to w przyszłości wyda owoc.

Cudownie zilustrowane (kolaże) przez Agnieszkę Żelewską wiersze Danuty Gellnerowej przywodzą na myśl wiersze, które pamiętam z „Płomyczka” czy „Świerszczyka”, kiedy czytałam je jako dziecko. Skoncentrowane wokół świata przyrody – zwierząt („Szpaki i czereśnie”, „Kocurek”) i roślin („Jagody”, „Chryzantema”). Wiersze zresztą ułożono w kolejności zmieniających się pór roku. Jest w tej poezji i zdziwienie, i zachwyt, i uśmiech. Jest pogoda, taka wewnętrzna.


Tu dam Wam tylko małą próbkę. Po więcej sięgnijcie do książki:)

Książka z bajkami 

W mojej książce z bajkami
jest las z wielkimi drzewami. 
Dlatego czasem z tej książki 
wystają jakieś gałązki 
i liście spadają na dywan, 
i strumyk nagle wypływa. 

A moja siostra woła: 
- Co tu tak mokro dokoła? 
Dlaczego tam i tu 
pełno rudego mchu? 

Możesz kupić tutaj: Cukrowe miasteczko 

Ilustracje: Agnieszka Żelewska
Wydawnictwo: Bajka 
Wymiary: 205 x 250 x 11
Oprawa: twarda
Ilość stron: 62
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-61824-59-6

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Damir Miloš "Biały klaun"


Biały klaun to powieść, do której trzeba dorosnąć. Przy okazji lektury tej książki nasunęła mi się myśl, że jednak współcześni twórcy (głównie hołubiona u nas literatura skandynawska) piszą dość prosto, odwołując się do tego, co znane i jednoznaczne, do sytuacji codziennych – kupy, dentysta, lęk przed szkołą, przed występami, przeprowadzka… by wymienić tylko te tematy, które znalazłam w ostatnio opisywanych książkach. A co z metaforą? Z symboliką? Polscy twórcy (Papuzińska, Widłak, Mikołajewski, Letki) jeszcze dość mocno się trzymają tej idei, że literatura dziecięca nie tylko ma oswajać, tłumaczyć, pomagać w dolegliwościach, ale ugruntowywać jego człowieczeństwo przez fakt bycia istotą myślącą (cogito ergo sum).

Więc do Białego klauna trzeba dorosnąć i mam nadzieję, że nasze dzieci otrzymują we współczesnej literaturze odpowiednią strawę, by później powieść Miloša czytać, rozumiejąc co nieco. Bo gęsto tu od symboli – jest i starzec, ślepiec-przewodnik, jest i smok, który atakuje w śnie, jest i tytułowy biały klaun. Ponadto raz to rodzice bohatera, raz to starzec opowiadają mity, legendy, które mają tłumaczyć. Te pradawne historie spinają się ze sobą, aby stworzyć chłopcu-daltoniście świat, w którym znajdzie się miejsce i dla niego, trochę przecież dziwnego chłopca, który nie rozróżnia kolorów.

Powieść wprowadza czytelnika w świat osób, które mają problemy z widzeniem. Jak to było w przypadku Czarnej książki kolorów – uczymy się widzieć świat tak, jak osoba niewidoma. tak naprawdę powiedziałabym, że uczymy się widzieć świat mądrze, po prostu mądrze. Starzec-przewodnik uczy chłopca, jak rozpoznawać kolory. Mówi:

Żeby rozpoznawać kolory, pierwsze, czego musisz się nauczyć, to stawiać pytania. A zatem musisz się nauczyć, jak pytać. 

i jeszcze…

Posłuchaj, chłopcze, ja nie patrzę na kolory oczami. Mogę je poczuć węchem, mogę ja dotknąć rękoma albo je usłyszeć. Zielony kolor pachnie trawą; biały jest zimny, a jest go najwięcej, gdy spadnie śnieg… 

Chłopiec uczy się zadawać pytania, ale także na nie odpowiadać. Uczy się nie tyko kolorów, ale przede wszystkim próbuje pojąć, czym jest życie – miłość, śmierć, cierpienie. Okazuje się, że życie, którego prawidła na chwilę zostają zawieszone w czasie cyrkowego spektaklu, nosi w sobie pewien absurd. A Człowiek woli żyć byle jak, by tego absurdu nie dotykać, by go nie ranił. Chłopiec na to się nie godzi – dlatego przyjmuje na siebie funkcję białego klauna, tego, który ma misję.

Poleciłabym tę książkę jednak dopiero gimnazjalistom.


Możesz kupić tutaj: Biały klaun 

Wydawnictwo: Media Rodzina 
Wymiary: 125 x 195 x 15
Oprawa: twarda
Ilość stron: 136
Rok wydania: 2013
 ISBN: 978-83-7278-850-4

piątek, 2 sierpnia 2013

Menena Cottin, Rosana Faría "Czarna książka kolorów"


Zdarzyło się, że w tym samym momencie trafiły w moje ręce dwie książki dotykające podobnego tematu – ślepoty i niemożności dostrzegania barw. Były to „Czarna książka kolorów” Meneny Cottin, Rosany Faríi i „Biały klaun” Damira Miloša. Czytałam jej jednocześnie – tę pierwszą po wielokroć w trakcie lektury tej drugiej (dłuższej). Słychać, jak mówią jednym głosem. Pogłębiają zdumienie i ciekawość czytelnika. Dziś o „Czarnej książce kolorów”. O „Białym klaunie” w następnym poście.

„Czarna książka kolorów” jest książką inną niż wszystkie. Pozwala doświadczyć ślepoty. Jeśli tylko odważysz się (a dzieci zrobią to bez wahania!), aby zamknąć oczy, pozwolisz, by ktoś przeczytał za ciebie i poprowadził twoją dłoń… – masz szansę wejść w skórę osoby niewidomej. Kiedy zamkniesz oczy, uruchomi się twoja wyobraźnia i wszystkie pozostałe zmysły. Przede wszystkim dotyk. Czarne strony tej książki mają nadrukowane wypukłe, wyczuwalne pod opuszkami palców, ilustracje. Bardzo proste – na przykład liście lub spadające krople deszczu. Od razu ujawni się, jak niewprawny mamy dotyk, jak niewiele potrafimy rozpoznać pod palcami.

tak naprawdę latawca nie widać:)

Są jeszcze inne zmysły.

Tomek mówi, że kolor zielony pachnie jak świeżo skoszony trawnik, a smakuje jak lody miętowe. 

Razem z Tomkiem, niewidomym chłopcem, poznajemy paletę podstawowych kolorów, ale też poznajemy jego świat – to, co lubi, z czym czuje się najprzyjemniej. Świat chłopca, któremu brakuje wzroku, jest bogaty, nasycony. Dlatego w czytelniku rodzi się ta refleksja, że kiedy masz wszystko, często nie masz niczego. Nie masz wdzięczności. Lubić kolory… Tomek lubi kolory, tak jak się lubi lody. Bo można je usłyszeć, dotknąć, poczuć.

zdjęcie zwycięskiej biblioteki, która przeprowadziła najciekawsze zajęcia z książką;  zdjęcie stąd


Kiedy tak niezwykłe i wyjątkowe książki trafiają w moje ręce, mam pewną zgryzotę. Od razu chciałabym je wszystkim pokazać (dobrze że choć tu trochę mogę). Dzieciom w szkole, w przedszkolu… żeby zobaczyły coś innego, że książka może odkrywać zupełnie nowe światy – nie tylko w tym, o czym mówi, ale także w tym, jak mówi. Wyobraźnia człowieka jest niesamowita. Ach, żeby ją w dzieciach ocalić!!!

Możesz kupić tutaj: Czarna książka kolorów 

Wydawnictwo: Widnokrąg 
Wymiary: 290 x 175
Ilość stron: 22
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-93298-42-6