środa, 27 listopada 2013

Dorota Gellner „Mysia orkiestra”


„Mysia orkiestra” (choć nie ona pierwsza) objawia nam Dorotę Gellner jako mistrzynię krótkiej formy. To autorka, która potrafi w kilku, kilkunastu zdaniach opowiedzieć zgrabną historię i do tego zabawnie, czasem zaskakująco, ja spuentować. Kiedy tak przeglądam „Mysią orkiestrę”, stwierdzam, że to jednak wyjątkowy talent umieć odnajdywać historyjki pochowane… sama nie wiem gdzie… czy w głowie, czy gdzieś dookoła. Trzeba by zapytać autorkę! W każdym razie powstaje coś z niczego – takie mam wrażenie. Zwykły głaz ma nagle całkiem interesujący życiorys, pod szafą ktoś z bajki sobie zrobił wycieczkę, a myszy zakładają orkiestrę.


Czemu służą te zwykłe-niezwykłe historie? Wyczuleniu.

Ucha na rytm słowa, bo krótkie prozy Gellner zawierają wewnętrzny rym. Czytanie tych tekstów jest niczym śpiewanie. Potrafi Gellner wydobyć melodykę naszego języka, bawiąc się nim doskonale.

Wyczula też autorka „Dzieci w ogrodzie” na rzeczywistość. Wszystko wokół może mieć swoją fantastyczną historię. Albo inaczej – bajka, opowieść czekają tuż za rogiem na każdego z nas z tą nadzieją, że je zauważymy i będą mogły zaistnieć. Na przykład dwa baloniki, które ślub biorą pod chmurką. Albo kosz na śmieci, któremu znudziło się stanie w miejscu. Albo zamek, który wymyślił sobie urządzanie rewii mody… Jestem pewna, że dzieciom wystarczy mała zachęta, by – jak Gellner – stały się bajkotwórcami.


I na końcu wyczula także Gellner naszą spostrzegawczość. Jej historyjki wydają się pozornie oderwane od siebie. Jednak niektórzy bohaterowie, a czasem motywy, mają swoje pięć minut wcale nie raz.

Dorota Gellner jest pisarką niezwykle płodną. Jej twórczość jest – co zaskakujące – jednolicie różnorodna. Od purnonsensownych opowieści dziwnej treści („W czepku urodzone”), przez galerię dziwnych postaci („Zając”, „Roztrzepana sprzątaczka”, „Wścibscy”), po historie zwykłe-niezwykłe, fantazją mocno przesycone ("Noc i inne historie"). A wszystko to utkane jedną nicią poczucia humoru, żartu, zabawy słowem.


3 lutego 2010 dziwiłam się, że Gellner nie ma swojego hasła w Wikipedii. Sprawdziłam! Już ma. Ale co to za hasło....


Możesz kupić tutaj: Mysia orkiestra 

Wydawnictwo: Bajka 
Wymiary: 260 x 200 x 10
Oprawa: twarda
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-61824-64-0

poniedziałek, 25 listopada 2013

Anita Głowińska „Kicia Kocia nie może zasnąć”, „Kicia Kocia mówi: Nie!”, „Kicia Kocia w pociąg”

Ukazały się kolejne trzy części przygód Kici Koci. Jak dla mnie – o trzy za dużo…

Patrzę na Kicię Kocię i ta kreska mnie drażni. Po prostu.


Drażni mnie Kici Koci bezbarwność i brak charakteru. Kiedy jedzie pociągiem, to robi to modelowo, bo przecież w polskich pociągach nie śmierdzi, ludzie są uprzejmi, a wagon restauracyjny zachęca do spożywania posiłków. Ja rozumiem, że chodzi o zaznajomienie dzieci z tematem „Pociąg” – zwłaszcza dziś, kiedy każdy ma samochód, a PKP przeżywa poważne problemy natury nie tylko finansowej. Pociąg powoli staje się jak orientalny owoc znany tylko z telewizji, no – od dziś także z książki. Ale ta opowieść mogłaby mieć jakiś rys indywidualny, coś swojego, swojskiego, prawdziwego bym nawet rzekła. Basia w tym względzie mi się przypomina (seria o Basi konkretnie) jako najlepszy wzorzec.


Potem mnie drażni, że problemy, i to poważne, z wychowaniem rozwiązują się same. Kiedy w sklepie Kicia Kocia drze się wniebogłosy, matka co prawda dość stanowczo do dziecka przemawia, ale ono – jak można to sobie łatwo wyobrazić – matczyne gadanie ma za nic. Więc ucieka. A kiedy dziecko ucieka, ładuje się w kłopoty i to o wiele poważniejsze niż histeria w sklepie. Nie wiem, dlaczego książka ma tytuł „KK mówi »nie«”, skoro powinna mieć tytuł „KK zgubiła się w sklepie”. Mówienie „nie” i histeryzowanie zdecydowanie nie jest tematem tej książki.


I na końcu Kicia Kocia nie może zasnąć… jeszcze jedna książka o problemach z zasypianiem. Żeby chociaż była w niej jakaś nowa myśl, jakaś nowa recepta. Ale nie, i tu – podobnie jak w wielu innych książkach – KK z mamą przeszukują pokój i przecież potwora nie znajdują. I tu – zabawki stają się strażnikami dziecięcego spokojnego snu…

Heh... Może cena – 6 (sześć) zeta – wszystko usprawiedliwia?


Możesz kupić tutaj: Kicia Kocia robi różne rzeczy 

 Ilustracje: Anita Głowińska
Wydawnictwo: Media Rodzina 
Wymiary: 192 x 192
Oprawa: Miękka
Rok wydania: 2013
ISBN: 9788372788290

Profesor Papuzińska w Twoim domu???


5 grudnia 2013 r. godz. 10:30-11:45odbędzie się spotkanie on-line z Panią profesor Joanną Papuzińską, Maciejem Szymanowiczem, Małgorzatą Strękowską-Zaremba, Pawłem Beręsewiczem - autorami książek dla dzieci.

Aby wiać udział w spotkaniu wystarczy mieć dostęp do Internetu, włączyć komputer lub inne urządzenie, pobrać linka do transmisji i kliknąć ikonkę „play”. Uczestnicy spotkania poprzez czat online będą mogli zadawać pytania gościom zgromadzonym w studio.


Organizatorem spotkania jest serwis MiMamo.pl www.mimamo.pl

Zapraszamy do udziału w spotkaniu biblioteki, szkoły, przedszkola oraz osoby prywatne. Zaproście dzieci przed monitory komputerów, tabletów telefonów lub ekran rzutnika.

Więcej informacji tutaj!

Strona wydarzenia na FB

środa, 20 listopada 2013

Joanna Papuzińska "Mój tato szczęściarz"


Czytanie dzieciom książek o II wojnie światowej, Powstaniu Warszawskim może budzić w rodzicach pewne wątpliwości. Na przykład taki fragment, który pojawia się prawie na początku opowieści Joanny Papuzińskiej „Mój tato szczęściarz”:

(…) przykro mu (Tomkowi – dopisek MM) jest z tego powodu, że nie mógł walczyć w powstaniu, więc ma przynajmniej nadzieję, że ojciec zrobił to za niego, że strzelał z armaty i zabił ze stu Niemców. Bo tato miał powody, żeby być zły na Niemców i do nich strzelać, bo przecież oni zabili mu żonę, a naszą mamę. 

Od razu się zastanawiamy, czy to nie zbyt dosłownie, czy nie zasiewamy w potomku agresji (tu konkretnie wobec Niemców), czy nie usprawiedliwimy procederu zabijania, a przynajmniej czy go przypadkiem jakoś nie obłaskawimy. I choć w przypadku współczesnej książki dla dzieci wiele razy mam te wątpliwości, czy ich lektura będzie służyła budowaniu czy raczej niszczeniu… tym razem mam jakiś spokój. Ten spokój ma korzenie w zaufaniu do Papuzińskiej, za którą stoi ogromny, ogromny dorobek literacki. Jak do tej pory niczego i nikogo on nie zburzył…



Wracając do cytowanego fragmentu… Odzwierciedla on dziecięcą fascynację światem dorosłych, szczególnie tym, co jest trudne, niebezpieczne, niezrozumiałe, tabu. Mały Tomek, który ma nadzieję, że jego tata zabił co najmniej stu Niemców, przypomina mi dzieci z opowiadania Nałkowskiej, które bawią się w palenie Żydów. Czy to ich wina?

Dalsza lektura książki Papuzińskiej nie rodzi we mnie już takich wątpliwości. Okazuje się, że tato Asiuni „chociaż był na iluś tam wojnach, nigdy nie był takim prawdziwym żołnierzem, co strzela z karabinu”. I opowieść, którą snuje – nie wiemy, czy bardziej mała Asiunia, czy bardziej wiekowa bądź co bądź Joanna odnajdująca w sobie to dziecko sprzed lat – idzie zupełnie innymi torami. Staje się zdumiewającą historią o tym, że czasem mając pecha, możesz mieć ogromne szczęście. Jest zarazem historią prawdziwą – tym bardziej więc wzmacniającą w czytelniku potrzebę bycia wdzięcznym za życie, które ma.

Interesująca jest szkatułkowość tej opowieści. Tato, Stanisław Papuziński, co roku, 1. sierpnia, zabierał swoje dzieci – Asiunię i Tomka – na spacer po Warszawie. To spacer wyjątkowy, bo kiedy w Polsce nie wolno było świętować rocznicy powstania, stanowił on lekcję historii. Papuziński opowiadał swoim dzieciom o tym, gdzie wchodziło się do kanału, gdzie mieścił się szpital polowy, ale także swą osobistą historię – jak został postrzelony, złamał rękę, potem miednicę. Dziś Papuzińska bierze nas za rękę i oprowadza tą książką po Warszawie. Opowiada o mieście, ocala od zapomnienia postać Ojca – Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, zdaje też sprawę ze swojej własnej historii – historii dziecka, które przeżyło wojnę. I jak niegdyś ów spacer miał być lekcją pamięci, tak jest nią dziś ta książka.


Ale jest jeszcze jedna szkatułka. Kiedy jakiś tata, na przykład ten u nas, bierze swoje dzieci, na przykład Martę i Janka, i czyta im opowieść Papuzińskiej. I dodaje swoją historię: „Na Marszałkowsiej pracuje Wasz wujek”, „W Milanówku w poprzednie wakacje graliście w piłkę”… i choć w naszej historii nie ma nic z dramatyzmu, jednak dzieje się coś niezwykłego. Historie poszczególnych ludzi nakładają się na siebie, aby z nich mogła się wyłonić jedna historia – historia Miasta. Historia różnorodna, wesoła i smutna, ciepła i zimna, zła i dobra, szczęśliwa i nieszczęśliwa...

Możesz kupić tutaj: Mój tato szczęściarz 

Ilustracje: Maciej Szymanowicz
Wydawnictwo: Literatura
Wymiary: 210 x 210 x 7
Oprawa: twarda
Ilość stron: 50
 Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7672-245-0

poniedziałek, 18 listopada 2013

Nominacje do IBBY 2013

Polska sekcja IBBY ogłasza (kopiuję informację ze strony)

Zakończyły się obrady jury konkursu „Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY” 2013. To wyjątkowa, już 25. edycja, ponad 15 wydawnictw debiutuje w tym konkursie.

W gronie nominowanych znaleźli się:
- do nagrody literackiej:
  1. Anna Czerwińska-Rydel – Kryształowe odkrycie. Powieść o Janie Czochralskim (Debit, Atut 2013, Bielsko Biała – Wrocław 2013)
  2. Grzegorz Gortat – Ewelina i czarny ptak (Ezop, Warszawa 2013)
  3. Grzegorz Kasdepke – Pestka, drops i cukierek. Liczby kultury (Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2013)
  4. Tomasz Kwaśniewski – Jedno oko na Maroko (Czarna Owieczka, Warszawa 2013)
  5. Joanna Olech – Kto ty jesteś? (Wytwórnia, Warszawa 2013)
  6. Tina Oziewicz – Pamiątka z Paryża (Dwie Siostry, Warszawa 2013)
  7. Ida Pierelotkin – Ala Betka i demon miasta (Akapit Press, Łódź 2013)
  8. Malina Prześluga – Bajka i Majka (Tashka, Warszawa 2013)
  9. Malina Prześluga – Ziuzia (Tashka, Warszawa 2012)
  10. Ewa Przybylska – Most nad Missisipi (Akapit Press, Łódź 2012)
  11. Zofia Stanecka – Świat według dziadka (W drodze, Poznań 2013)
  12. Marcin Szczygielski – Arka czasu (Stentor, Warszawa 2013)
  13. Marcin Szczygielski – Czarownica piętro niżej (Bajka, Warszawa 2013)
  14. Przemysław Wechterowicz – Wilk, pies i owce (Kultura Gniewu, Warszawa 2013)
- do nagrody graficznej:
  1. Anita Andrzejewska i Andrzej Pilichowski-Ragno za ilustracje do książki Anny Chachulskiej Jak Stańczyk z dworzan zażartował (Zamek Królewski na Wawelu, Kraków 2013)
  2. Jan Bajtlik za ilustracje do książki Auto z tekstem opracowanym w wydawnictwie (Dwie Siostry, Warszawa 2013)
  3. Edgar Bąk za ilustracje do książki Kto ty jesteś Joanny Olech (Wytwórnia, Warszawa 2013)
  4. Agata Bogacka za ilustracje do książki Zdarzenie nad strumykiem Jakuba Żulczyka (Bunkier Sztuki, Kraków 2013)
  5. Iwona Chmielewska za książkę autorską Cztery strony czasu (Media Rodzina, Poznań 2013)
  6. Joanna Concejo za ilustracje do książki Marka Bieńczyka Książę w cukierni (Format, Wrocław 2013)
  7. Marta Ignerska za projekt graficzny i ilustracje do książki Mikołaja Łozińskiego Prawdziwa bajka (Kultura Gniewu, Warszawa 2013)
  8. Krystyna Lipka-Sztarbałło za ilustracje do książki Dokąd iść? Mapy mówią do nas z tekstem Heekyoung Kim (Entliczek, Warszawa 2012)
  9. Urszula Palusińska za ilustracje do książki Majn alef bejs Jehoszue Kaminskiego (Żydowskie Stowarzyszenie Czulent, Kraków 2012)
  10. Paweł Pawlak za ilustracje do książki Alchemiczna komnata Magdaleny Skrabskiej (Zamek Królewski na Wawelu, Kraków 2013)
  11. Marianna Sztyma za ilustracje i opracowanie graficzne książki Legenda o głowie wawelskiej Anny Chachulskiej (Zamek Królewski na Wawelu, Kraków 2013)
  12. Konrad Świtała za ilustracje i koncepcję książki Zwierzątka (Bona, Kraków 2013)
  13. Alicja Wasilka za projekt graficzny i ilustracje do książki Bałagan Michała Krygiera (ikropka, Warszawa 2012)

poniedziałek, 4 listopada 2013

"Poczytaj mi, mamo, jeszcze raz"


Bardzo, bardzo chciałam przeczytać opowieści dopisane przez współczesnych do cyklu Poczytaj mi, mamo. Interesowało mnie, jakie tematy podejmą; czy współczesne realia znajdą odbicie w tych historiach; czy będą jakieś nawiązania; jak poradzą sobie ilustratorzy i – prawie najważniejsze – jakie nazwiska zostaną zaproszone do współtworzenia tego projektu.

Zaskoczyły mnie dwie kwestie.

 Pierwsza – udało się „naszym” wpisać w styl, założenia serii. Gdybyśmy powkładali najnowsze opowieści w te z poprzednich trzech części „Poczytaj mi mamo” (pierwsza, druga, trzecia) i nie podali nazwisk (i pominęli tych kilka drobiazgów świadczących o naszych czasach jak Internet) – mało kto by się zorientował. Historia o „Bezdomnych duchach” Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby jest jedną z nich. Bardzo przypomina mi opowieści Heleny Bechlerowej „Przygoda na balkonie” (I tom), Wandy Chotomskiej „Mój piękny, złoty koń” (II tom) czy tejże „Trzymaj się, Kamil” (II tom). Wszystkie dotykają dziecięcego cierpienia (czasem choroby), są niezwykle melancholijne i kiedy je czytamy, jakoś serce się ściska. A z kolei „Biuro Rzeczy Wymyślonych” wpisuje się w klimat tekstów, które i wtedy, i dziś zilustrował Lutczyn – specjalista do przedmiotów. Myślę tu o Elżbiety Szeptyńskiej „Zarozumiała łyżeczka” (II tom), Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana „Co w rurach piszczy” (II tom) czy Stanisławy Domagalskiej „Kapeć” (III tom).

Druga – jednak te stare historie były bardzo odważne. Przy okazji omawiania trzeciego tomu tak pisałam:

Mnie zaskakują takie fragmenty, jak ten, gdy mała Ania wyznaje: „Pani w zerówce się boję. Ona krzyczy, że zaraz oszaleje” i jeszcze ten: „Tatuś bardzo się rozgniewał, krzyknął: »Nie doprowadzaj mnie do rozpaczy!«. I uderzył pięścią w stół”. Zupełnie nie sielanka! Zaskakuje mnie, że w komunie tak otwarcie o problemach… a zdawałoby się, że tabu to dopiero niedawno w literaturze i że Szwedzi pierwsi… 

Także i w tej kwestii – współcześni autorzy próbują naśladować. Bardzo mi się podoba, jak niekonwencjonalnie radzą sobie rodzice z Marcelem, który lubi wydawać rozkazy i żeby wszyscy dookoła go słuchali („Niedziela Marcela”). Współczesne, dziecięce problemy znajdziemy też w opowiadaniach „Figa” i „Wakacje w pudle”. Kasdepke i Olech pokazują, że świat dzieci może być okrutny („Figa”) i że winę za ten stan ponosimy (także?) my-dorośli („Wakacje w pudle”). Wydaje się, że mieliśmy dobrą literaturę oswajającą już dość dawno temu.

To udana realizacja. Nie musimy się wstydzić. A dla tych, którzy szukają jednak czegoś mocno nowego – okładkowe ilustracje (by Lutczyn)… :P

W IV tomie znajdziemy: 

Joanna Olech „Wakacje w pudle” (il. Wanda Orlińska)
Grzegorz Kasdepke „Figa” (il. Jolanta Marcolla)
Wanda Chotomska „Kolorowe godziny” (il. Elżbieta Gaudasińska)
Barbara Kosmowska „Niedziela Marcela” (il. Bogusław Orliński)
Małgorzata Strękowska-Zaremba „Bezdomne duchy” (il. Krystyna Michałowska)
Marcin Brykczyński „Biuro Rzeczy Wymyślonych” (il. Edward Lutczyn)
Joanna Papuzińska „Strwożonko” (il. Tomasz Borowski)

PS
A już jutro (6. listopada 2013) PREMIERA!!!!!




Możesz kupić tutaj: Poczytaj mi, mamo, jeszcze raz 

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 165 x 215 x 22
Oprawa: twarda
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-10-12451-7

piątek, 1 listopada 2013

Åsa Lind, Joanna Hellgren "Chusta babci"


Równo dwa lata temu, we Wszystkich Świętych, pisałam o wspaniałej książce Jarosława Mikołajewskiego „Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór” – to metaforyczna opowieść o umieraniu. Według mnie to jedna z najlepszych książek dla dzieci, jakie w Polsce wydano w ostatnich latach. Wiele razy też czytelnicy tego bloga piszą do mnie z pytaniem, jaką książkę poleciłabym do czytania, która mówiłaby dzieciom o śmierci. Bez wahania wymieniam książkę Mikołajewskiego. Od dziś jednym tchem będę wymieniała także „Chustę babci” Åsy Lind.
 
Åsę Lind być może znacie jako autorkę „Piaskowego Wilka”. Lind jest mądrą autorką. Jej opowieści szanują dziecko. Przede wszystkim nie próbują wywierać na nim jakiejkolwiek presji, nie zawierają żadnych ideologicznych przekazów, nie dzielą. To książki, w których dotyka się dziecięcych strachów, problemów z ogromną delikatnością. Lind nie daje odpowiedzi gotowych, raczej coś tam podpowiada, ale bez nacisku. Jest Åsa także pisarką, która rozumie dziecko, daje mu prawo do humorów. Odkrywa przed dorosłym czytelnikiem tajniki dziecięcego sposobu widzenia świata – to bardzo pomocne!


Czytam właśnie dziś "Chustę babci", dlatego że to również opowieść o odchodzeniu, o umieraniu. Autorka rysuje przed nami taką sytuację: babcia wróciła ze szpitala i wszyscy (rodzina) chcą się z nią zobaczyć. Nikt dzieciom – Biliamowi i narratorce(?) – niczego nie wyjaśnia, ale podskórnie czują, że dzieje się coś ważnego. Wnioskują z dziwnie podniesionych głosów, płaczących sąsiadów i wciąż szczekającego psa. W tłumie trudno przepracować coś tak doniosłego jak fakt, że babcia umiera. Dlatego dzieci chowają się, aby pomyśleć. Dorośli, którzy niczego nie rozumieją, wyganiają ich z tych kryjówek. Dzieci w końcu odnajdują chwilę spokoju pod chustą babci. To właśnie Babcia jest jedyną, która rozumie, iż dziecięce kryjówki nie mają w sobie nic z łobuzowania, lecz są to miejsca, gdzie trzeba coś przemyśleć.

W namiocie miało się mnóstwo czasu. I można tu było myśleć, co się chce

W tej poetyckiej opowieści wszystko zdaje się do dzieci przemawiać. O tym, ze babcia umiera, opowiadają nawet przedmioty:

Czarna ziemia, biały warkocz. 
Białe kamyki, czerwone kwiaty. 
Chusta w kwiaty, czarne frędzle. 
(…) 
Donice bez kwiatów. 
Kwiaty bez donic. 
Życie bez babci. 
Babcia bez życia. 

Dzieci znajdują swój własny sposób na przepracowanie lęku przed śmiercią.

Posadziliśmy na jej grobie 
kwiaty, a wokół nich białe kamyki, 
które zbieraliśmy prawie 
przez całe życie. 

Dokładnie tak, jak to sobie 
wymyśliliśmy. Biliam i ja. 

Åsa Lind dziś podpowiada: słuchajcie dzieci, przypatrujcie się im, tak wiele możecie się od nich nauczyć.

Możesz kupić tutaj: Chusta babci 

Wydawnictwo: Zakamarki 
Wymiary: 220 x 285 x 8
Oprawa: twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7776-044-4