poniedziałek, 30 grudnia 2013

Przypomnienie o konkursie:)

Zostały jeszcze niecałe dwa dni, aby wziąć udział w konkursie z książkowymi nagrodami:)
 Mam na razie trzy zdjęcia, więc są ogromne szanse, że właśnie Ty dostaniesz książkę. Działajcie!

PS
Elżbieta Wasiuczyńska, ilustratorka jednej z książek-nagród w tym konkursie poprosiła - pewnie z myślą o WAS - żeby przedłużyć czas trwania konkursu, bo ten koniec roku to tylko pośpiech i trudno o czas. No dobrze! PRZEDŁUŻAM! DO 5 STYCZNIA 2014!

Od razu jednak przyznaję, że książek jest 8, a prac już 11 i ja straaaasznie cierpię, kiedy nie mogę obdzielić książkami wszystkich....

piątek, 27 grudnia 2013

Aleksandra i Daniel Miezielińscy "Mapy"


Nie czytaj tego posta, jeśli nie chcesz stracić 60 zeta!

Niewinnie pożyczyłam od koleżanki syna z przedszkola „Mapy” Miezielińskich. Było to przed świętami. Skończyła się ta niewinna moja pożyczka wydaniem dziś w te pędy 60 zeta na własne „Mapy”. I niestety obok „Map” w księgarni leżał też „Mapownik”… to jeszcze poszło 30 zeta. A trzeba było kupować jak Dwie Siostry wyprzedawały po niższej cenie… Bo te „Mapy” to jest taki dziecięcy „must have”! Bez „Map” dzieciństwo chyba uboższe jest. I biblioteczka dziecięca też jakoś za „Mapami” wzdycha. Więc nie żałuj sobie, człowieku. Dziecku nie żałuj! Kup „Mapy”!

Co z takimi „Mapami” – czyli zbiorem 51 ogromnych (27,20 x 37) plansz – zrobić można?

My obcowaliśmy z „Mapami” na kilka sposobów.

 Pierwszy, najprostszy. Przeglądasz kolejno i odkrywasz tajemnice państw – nazwy najważniejszych miast, typowe potrawy, zwierzęta, ciekawostki związane z historią, kulturą. Wszystko w formie obrazkowej. Ja na przykład jestem wzrokowcem, dlatego natychmiast zapamiętuję, w których krajach widziałam skarabeusze, gdzie jedzą crepes, kto uprawia trzcinę cukrową. Podobnie ma moja córka.


Drugi, to niespodziewana podróż. Na chybił-trafił otwarta książka. Na przykład dziś trafiliśmy do Maroko. Najpierw sczytujemy informacje ze strony. Na ile potrafię wyjaśniam, co to jest wyprawianie skóry. Ale przecież nie wiem wszystkiego. Przypominam sobie, że mamy w domu książkę o Maroko, więc przeglądamy i tę o Tadżinie. Wujek Google też bardzo pomaga, kiedy dzieci chcą wiedzieć/widzieć więcej. Strona National Geographic służy genialnymi zdjęciami na przykład z Fezu.


Trzeci, tata opowiada. „Pokażę Wam, gdzie byłem”. Trochę podróżował, to trochę opowiedzieć może. O Kanadzie, Finlandii, Włoszech… A dzieci są zachwycone, bo tata wie o Finlandii wszystko, choć tak naprawdę był tylko w Tampere. I dzieci marzą, że też kiedyś pojadą.


Czwarty, flagi. Dzieci mają jakąś fascynację flagami, tym prostym kodem, za którym kryje się informacja. Dlatego na ostatnich stronach tej księgi, gdzie przedstawiono flagi państw, spędzamy szczególnie intensywny i ciekawy czas. Puszczam na te strony dzieci samopas. Same sobie znajdują sposób na flagi. Zgadują, te które znają. Zadają sobie pytania: „czy wiesz, gdzie jest flaga…”. I oczywiście – nieśmiertelne „to jest Polska, a to Monako”.


Obcujemy z „Mapami” zaledwie kilka dni. Jestem pewna, że kolejne przyniosą nowe sposoby na bycie z tą książką. Właśnie – choć to książka, której się nie czyta, jednak spędza się z nią długie minuty, godziny.

Zajrzyj do książki tutaj!  O "Mapowniku" napiszę w osobnym poście:)

Możesz kupić tutaj: Mapy 

Wydawnictwo: Dwie Siostry 
Wymiary: 27,20 x 37 cm
 Oprawa: twarda
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-63696-64-1

piątek, 20 grudnia 2013

Grzegorz Gortat „Ewelina i Czarny Ptak”


Czytam sobie właśnie książkę Krystyny Zabawy „Rozpoczęta opowieść. Polska literatura dziecięca po 1989 roku wobec kultury współczesnej”. Szerzej jeszcze o tej publikacji napiszę, ale dziś chcę zacytować jeden fragment. Autorka, skupiając się na analizie książek wydanych do 2009 roku, rzuca myśl: „Czy mocny w światowej literaturze mroczny nurt, nie tyko nieunikający, ale wręcz eksponujący tematy do niedawna tabu, posługujący się makabrą i groteską obejmie także polską twórczość dla dzieci, trudno wyrokować. Zwiastuny takich zmian już się pojawiają”. Nie wiem, czy powieść Gortata „Ewelina i Czarny Ptak” jest tylko zwiastunem czy już powieścią, która pojawia się na ugruntowanym „na ciemno” poletku dziecięcej literatury.

Powieść ta – która nota bene zdobyła wyróżnienie IBBY 2013 w kategorii literackiej – jest bowiem rzeczą smutną, by nie rzec traumatyczną. Świat wokół ośmioletniej dziewczynki jest równie ciemny co okładka. Jest po prostu przesiąknięty złem i cierpieniem. Umiera matka Eweliny. Potem trzy ludzkie hieny (bo pastora jednak usprawiedliwiam) walczą o opiekę nad dziewczynką celem przejęcia majątku. Czytelnik z obrzydzeniem obserwuje ich kłamstwa, podstępy, próby zastraszania. Później to trio spod ciemnej gwiazdy podstępnie zabija (usypia) szczeniaka Eweliny, który był dla niej jedyną radością. A już w następnej chwili zamordowany zostaje – jak się domyślamy, choć autor stosuje tu zgrabną metaforę odejścia – niepełnosprawny chłopak, który dopiero co się z Eweliną zaprzyjaźnił. Na koniec też okazuje się, że zginał ojciec-podróżnik. Sporo tego. Mroczno tu i gęsto od nieżyczliwości, zachłanności dorosłych i bezradności małej dziewczynki, która jednak stara się nie poddawać.

Grzegorz Gortat zadaje się wyznawać zasadę, że dziecko jest czytelnikiem kompetentnym i doskonale sobie poradzi z fabułą. Ja sobie nie radzę za bardzo. Jak dla mnie przesadnie dużo tu zła. Nie wiem, czy świat tak wygląda… Przerysowanie, groteskowość (zwłaszcza zachowań trzech walczących o spadek osób – adwokata Kramma, doktora Sobla, dyrektorki sierocińca – pani Bruber), atmosfera grozy, a także ożywiona, wydająca sąd natura przywołują skojarzenia z romantycznymi tekstami. Makabryczne odkrycie śmierci Gregora, którego dokonuje czytelnik! („Przewrócił się. (…) Stąd te siniaki”), jest momentem w tej powieści naprawdę trudnym i wydaje się niepotrzebny.


Czy pada tu jakieś światło? Jedno. I czy ono jest rzeczywiście jasne, skoro ma czarne pióra – trudno stwierdzić. To pan Rukkman, dziwny ornitolog, który zjawia się i znika, kiedy Ewelina go potrzebuje. Rukkman nie jest zwykła postacią. To ktoś, kto przynależy do dwóch światów. To on – jako Czarny Ptak – nadzoruje dom Eweliny i wymierza sprawiedliwość na ostatnich stronach tej powieści. A co dzieje się z dziewczynką? Nie wiadomo. Może umiera? A może odchodzi? – jak Gregor. Literatura może sobie na to niedopowiedzenie pozwolić. I niech tak zostanie.

Swoją powieścią wpisuje się Gortat w antypedagogiczny nurt literatury. Bardzo opowieść o Ewelinie przypomina serię Lemony Snicketa „Serii niefortunnych zdarzeń”. I tu, i tu mamy sieroty (u Snicketa jest to trójka rodzeństwa – Wioletka, Klaus i Słoneczko); i tu i tu jest odziedziczony majątek; i tu, i tu zjawiają się hieny łase na spadek (hrabia Olaf). Snicket uprzedza (równie dobrze mógłby Gortat tymi słowami): „Jeśli szukacie opowieści ze szczęśliwym zakończeniem, poczytajcie sobie lepiej coś innego. Ta książka nie tylko nie kończy się szczęśliwie, ale nawet szczęśliwie się nie zaczyna, a w środku też nie układa się wesoło”.

Pozostaje rzec: wchodzicie na własną odpowiedzialność.

PS

Myślę, że wkrótce będziemy mieć renesans takich nowel, jak „Nasza Szkapa” i „Janko Muzykant”, bo doskonale się w te tendencje współczesnej literatury dziecięcej wpisują.


Możesz kupić tutaj: Ewelina i Czarny Ptak 

Ilustracje: Marta Krzywicka
Wydawnictwo: Ezop
Wymiary: 125 x 195 x 10
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Rok wydania: 2013
ISBN: 9788389133892

środa, 18 grudnia 2013

CZWARTE URODZINY BLOGA!!!

Czas leci jak szalony:) Właśnie stuknęły Cztery Lata, odkąd moje blogowe dziecko zechciało objawić się światu:)


Jest nam dziś wesoło, dlatego zapraszam na tęczowy tort:) Uprzejmie uprzedzam, że tęcza kojarzy mi się tylko z tęczą.

Jeśli urodziny... to muszą być prezenty:) Wydawnictwa, z którymi współpracuję, takowe na dziś przygotowały. Wspaniale, prawda? Ja już teraz za ten prezenty Wydawnictwom dziękuję!!! Czego ze sobą nie przynieśli... Zobaczcie sami, bo to będą prezenty dla Was - Drodzy Czytelnicy Bloga - bez których moja pisanina nie miałaby racji bytu:)

Bajka podarowała nam "Zaczarowane historie" Marii Ewy Letki



Od Media Rodzina mamy DWA egzemplarze "Mysi domek. Sam i Julia w teatrze" Kariny Schaapman


Ładne Halo przyniosło w prezencie "Sklepy" Joanny Guszty i Maćka Blaźniaka


Widnokrąg taszczy pod pachą DWIE "Czarne Książki Kolorów" Meneny Cottin


oraz "Bajkę o Smoku Mlekopiju" Adama Górskiego.

Rzutem na taśmę na przyjęcie dotarł także Entliczek a wraz z nim "Mój dom" Delphine Durand.


PS
Elżbieta Wasiuczyńska dołączyła do tych, którzy przygotowali nagrody! Dziękujemy:) Podarowała książeczkę z płytą "Ten najpiękniejszy świat" Ewy Bem. To piosenki dla dzieci z muzyką Jerzego Wasowskiego




Jak to na urodzinach małych dzieci - musi być zabawa:) Książki otrzymają ci, którzy zechcą wziąć udział w konkursie na najlepsze zdjęcie. Zadanie polega na zrobieniu kreatywnego zdjęcia z książką dziecięcą, którą opisywałam na blogu. Zdjęcie(a) możecie przesyłać na mój mail: monika.moryn@gmail.com do 31 grudnia 2013 do północy:) Będzie mi również miło, jeśli na swoim blogu zamieścić informację o konkursie u mnie, wykorzystując to małe zdjątko:)



Rozstrzygnięcie zabawy już w Nowym Roku! Nagród jest sporo, więc szanse macie duże:) Wysłanie zdjęcia oznacza jednocześnie zgodę na jego publikację na moim blogu.
Do dzieła, KOCHANI!

Pozdrawiamy, Monika i maluchy:)


czwartek, 12 grudnia 2013

Torby na książki

W czym nosicie książki do biblioteki? W reklamówce? Eeeeee....

My nosimy w płóciennej torbie Bookstart - dostaliśmy w spadku po poprzedniej właścicielce naszego domu.


Trochę już się pruje z boku, bo książki dziecięce mają format A4 i twarde oprawy, więc konsekwentnie pracują na niekorzyść torby. Ale płótno ma to do siebie, że można je przeszyć, a nawet wyprać i jest jak nowe:)

Czasem nosimy książki w takiej oto wełence, która ma pewnie ze dwadzieścia lat, a odziedziczyła ją moja córka po swojej chrzestnej:)





Nie ukrywam, że płócienne torby bardzo lubię. Są eko i można nimi fajnie przemawiać bądź czarować rzeczywistość:)

Dwie Siostry poszły w tę stronę i przygotowały trzy rodzaje toreb, na których pojawiły się ilustracje z wydanych przez DS książek.
Jest więc mój ulubiony Miś Kominiarz ("Robimisie" Agaty Królak)
 
Potem świetne potwory ("Pora na potwora" Aleksandry i Daniela Mizielińskich)


i sympatyczne tukany ("Od 1 do 10" Oli Cieślak)


Ale to nie wszystko. Ostatnio zgłosiła się do mnie firma Książka w mieście z propozycją nie do odrzucenia (to ironia!). Spuściłam ich na drzewo. Ale że i tak planowałam tego posta o torbach, pokazuję i ich propozycje, bo są naprawdę fajne.



Potem grzebałam jeszcze w sieci i znalazłam świetny post na blogu ArtBazaar, który informuje, że: "Znana nowojorska księgarnia Strand Bookstore (...) wprowadziła do swojej oferty nowość – płócienne torby na książki z serii „Artist Series”. (...) Pierwsza torba ukazała się z rysunkiem z kultowego komiksu Maus Arta Spigelmana, nowojorczyka zresztą. Druga torba to rysunek brytyjskiego artysty Davida Hockneya A Bag Full of Books". Torby wyglądaja tak:

Rewelacyjną torbę uszyło też wydawnictwo łódzkie (UPS! krakowskie!!!) Karakter. Chciałabym taką mieć:)



I jeszcze torba od Ładne Halo (dzięki Kamila za cynk) :)



Która Wam się podoba najbardziej???


środa, 11 grudnia 2013

Joanna Guszta, Maciek Blaźniak „Sklepy”


Książka o sklepach Guszty i Blaźniaka to pomysł tak banalny, że aż genialny. Od razu przyszła mi do głowy myśl, że też ja (ani nikt wcześniej) na to nie wpadłam. Bo co to za odkrycie zrobić książkę, w której na kolejnych stronach opisuje się jakiś tam sklep: kwiaciarnię, księgarnię, mięsny… Żadna to rewelacja. A jednak w dobie hipermarketów…

Pocztówka dołączona do książki

Opowiada nam Joanna Guszta o chłopcu, który bardzo lubi robić zakupy z mamą. Nie dziwię mu się – zakupy, które uprawia mama, to prawdziwa przygoda. Wycieczka od sklepu do sklepu to zawsze kontakt/relacja z kimś interesującym – a to z „Panem Rybką”, którego ręce zdobią tatuaże, a to z panem od instrumentów, który pozwala zagrać. Chciałoby się rzec, że to taki „slow shopping”. Mama nigdy się nie spieszy, zawsze ma czas pogawędzić, pośmiać się. A chłopiec, którego oczy są na wysokości witryn, może przyglądać się tymże i podziwiać. Bo taka witryna w sklepie zwykłym, przyulicznym to czasem istne arcydzieło. Dla naszego małego narratora najpiękniejsza jest witryna cukierni. I znów wcale mu się nie dziwię. Tradycyjne sklepy mają też swoje zapachy, o czym najlepiej wiedzą psy, które po sklepem mięsnym wyczekują, wpatrując się w pyszne serdelki.

I co powiecie? Banalne, czyż nie? A jednak urocze!

Pocztówka dołączona do książki

Na osobna uwagę zasługują ilustracje Maćka Blaźniaka. To one grają pierwsze skrzypce w tej książce. Przykuwają wzrok wcale nie mnogością szczegółów. Raczej właśnie prostotą i tradycyjnością. I zapraszają do projektowania własnych sklepów, do zabawy.

Pocztówka dołączona do książki

Wydawnictwo Ładne Halo wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom. I dlatego na końcu bonus, czyli możliwość stania się współautorem tej książki – wystarczy, że weźmiesz kredki, domalujesz i oto już jestem grafikiem, projektantem książki:)


Moja córka projektuje swój sklep "MODA"
ach, ta ortografia:)

Ładne Halo dołączyło też do mojego egzemplarza recenzenckiego pocztówki. Uwielbiam je! Bo to nie pierwszy raz, kiedy taką pocztówkę znajduję. Są piękne, prawda? Jestem ciekawa, czy w księgarnianych egzemplarzach też możecie takie znaleźć. W każdym razie gratuluję Guszcie i Blaźniakowi świetnego nosa:)
Pocztówka dołączona bodajże do "Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem"

Pocztówka z książki "O psie, który szukał"



Możesz kupić tutaj: Sklepy 

Wydawnictwo: Ładne Halo
Wymiary: 205 x 255 x 4
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Rok wydania: 2013
ISBN: 9788362856770

sobota, 7 grudnia 2013

IBBY - Książka Roku 2013

Właśnie ogłoszono wyniki!
 Książki Roku 2013 polskiej sekcji IBBY!

Tegorocznymi laureatami nagród literackich zostały debiutująca w konkursie:

 Malina Prześluga i jej "Ziuzia"


Ewa Przybylska za powieść dla młodzieży "Most na Missisipi".


Główne nagrody graficzne otrzymały:

 Marta Ignerska (po raz kolejny) za ilustracje i projekt graficzny książki "Prawdziwa bajka" z tekstem Mikołaja Łozińskiego



Joanna Concejo za ilustracje do książki "Książę w cukierni" z tekstem Marka Bieńczyka.

czwartek, 5 grudnia 2013

Martin Widmark „Tajemnica szpitala”



Wydawnictwo Zakamarki na okładce książek z serii „Biuro detektywistyczne Lassego i Mai” informuje, że kolejne części od kilku już lat wybierane są książką roku przez szwedzkie dzieci. Myślę, że fakty pozwalają zmienić ten zapis. Śmiało można informować, że Lasse i Maja podbili serca polskich czytelników. O książkach z tej serii bowiem słyszę od kilku lat. Gdzie by nie zapytać (no może „gdzie by” jest lekką przesadą, ale w jakimkolwiek środowisku ludzi czytających książki dziecięce): a co polecacie do czytania dzieciom pierwszych klas szkoły podstawowej? – zawsze w końcu pada: „Biuro detektywistyczne…”. Moja córka, kiedy zobaczyła okładkę „Tajemnicy szpitala”, wyskoczyła z tekstem: „ A Maja K. przyniosła do szkoły taką książkę, tylko że na okładce była szkoła” (pewnie chodziło o „Tajemnicę szkoły”). O książkach też słyszałam w Zagadkowej Niedzieli. Nie mogło być więc inaczej. Musiałam TO sprawdzić.

Opowieść o przygodach Lassego i Mai to najprawdziwsza, najpoważniejsza w świecie powieść detektywistyczna z większością jej cech gatunkowych. Mamy więc detektywów-amatorów, a tym przypadku co wyjątkowe są nimi dzieci – Lasse i Maja. Zawodowy detektyw, którym jest komisarz Randolf Larsson, okazuje się nie dość kompetentny. Potrafi co prawda postawić wstępne wnioski, ale na końcu pozostaje mu jedynie powiedzieć: „Niech to diabli! Ja chyba oszaleję!”. Dlatego dzieci odsyłają go na spacer, bo na świeżym powietrzu mózg lepiej pracuje, oni sami zaś zajmą się śledzeniem podejrzanych. Wprowadzenie do fabuły niekompetentnego dorosłego, popsutego dorosłego, który sobie nie radzi i oddanie sterów w ręce dziecka jest dość typowym zabiegiem w szwedzkiej literaturze dziecięcej.

Ale wróćmy do powieści detektywistycznej… Mamy przestępstwo (kradzież biżuterii), podejrzanych (sanitariusz Rolf, pielęgniarka Elisabeth i doktor Moberg), i zagadkę do rozwiązania (nazwaną tu tajemnicą zamkniętego pokoju). I najciekawsze: śledztwo wymaga przede wszystkim dedukcji. Dzieci co prawda próbują szukać przestępcy, zastawiając na niego sprytne sidła, jednak ostatecznie przestępca zostaje odkryty dzięki operacji myślowej, umiejętność skojarzenia faktów.

Widmark umie trzymać w napięciu. W jego powieści nie znajdziemy ani jednego zbędnego zdania. Każde kolejne popycha fabułę do przodu. Sprytne dzieciaki na pewno mają frajdę z „szukania” przestępcy wraz z Lassem i Mają. I to z całą pewnością jest ten sukces – że można się pobawić w detektywa. W dodatku tę książkę po prostu się połyka:) Dlatego lektura "Biura detektywistycznego..." może stworzyć pewien problem. Gdy Wasze pociechy się zorientują, że to seria, będą chciały mieć wszystkie części (gdyby to na mnie-dziecko trafiło, tak właśnie by się stało). A tych jest już osiemnaście, + Brązowa/Srebrna/Złota Księga, + Pamiętnik... Szykujcie portfele!

Widmark to z całą pewnością Agatha Christie w wersji dziecięcej:)


Możesz kupić tutaj: Tajemnica szpitala 

Ilustracje: Helena Willis
Wydawnictwo: Zakamarki 
Wymiary: 150 x 215 x 10
Oprawa: twarda
Ilość stron: 92
 Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7776-037-6

:)

Nie mogłam się powstrzymać....:) 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Zofia Stanecka "Świat według dziadka"


Zosię Stanecką – pisarkę znają chyba wszystkie dzieci. Jeśli nie Stanecką, to z pewnością jej literackie dziecko, czyli Basię. Tę nieco zwariowaną dziewczynkę w pasiastej bluzeczce. Staneckiej, w duecie z Marianną Oklejak, udało się stworzyć wspaniałą postać. Z jednej strony, bliską każdemu przedszkolakowi, mającą zwykłe przygody z opiekunką, telewizorem, słodyczami, przeżywającą chorobę dziadka czy Boże Narodzenie. Z drugiej zaś, Basia jest tak bardzo swojska, taka nasza. Jest też seria o Basi zwyczajnie oryginalna, bo nie taka słodka, jak Martynka czy Franklin. Dlatego dzieci kochają Basię:)

I tu pewien problem. Podobny do tego, który miał Zbigniew Wodecki z pszczółką Mają, Ewa Błaszczak ze „Zmiennikami”, a Małgorzata Kożuchowska z Hanką Mostowiak… czyli jak tu się odciąć od tego „dziecka” i zacząć żyć nowym, artystycznym, życiem. Stanecka też próbuje żyć „po Basi”. Napisała dla Egmontu „Tajemnicę namokniętej gąbki” oraz „Troll i zawody”. Na stronach Przecinka i kropki możecie przeczytać też jej „Księgę Ludensona”. Jednak książki te jakoś bez większego echa przeszły. Jak będzie ze „Światem według dziadka”?


Chciałabym, żeby książce tej dobrze się powiodło, bo to powieść ciepła i mądra, choć zaczyna się dość szorstko. Oto wnuczek Ryś stwierdza, że do dziadka starego chodził nie będzie, bo dziadek śmierdzi. Rzeczywiście starości z młodością jakoś jest nie po drodze (przypomina mi się fabuła „Czarownicy piętro niżej”). Ryś nie wie, co ma z tym dziadkiem zrobić – jest stary i pomarszczony. Do niczego nieprzydatny. Dziadek Franciszek też jakby ma kłopot – zasiedział się do tego stopnia, że nigdzie go już nie ciągnie, nic go nie rusza – dosłownie i w przenośni. I tak obaj siedzą. Do momentu gdy małe wydarzenie – ot, laska, która upadła na podłogę – nie zmusza ich obu do ruszenia się, ale też do ruchu myśli. I tak powoli, powoli rozpoczyna się wspólna przygoda tych dwojga. Przygoda, w której – niech wam się nie wydaje – nic szczególnego się nie dzieje. A tu herbatkę się zaparzy, tam kota się przywoła, na spacerek mały się wyjdzie… nic wyjątkowego. A jednak jest w tych wydarzeniach pewna magiczność – pijąc herbatę, Ryś na moment przenosi się w czasie, kot jest niewidzialny, a dziadek na spacerku fruwa z balonikiem. Te elementy fantastyczne pomagają czytelnikowi zobaczyć magię zwyczajności. Bo w tej historii – z racji jej bohaterów – nic wyjątkowego się zdarzyć nie może. A jednak wszystko tu jest niezwykłe.


Cenne jest to zwrócenie uwagi autorki na to, że starości z młodością jest bardzo po drodze. Że młodość potrzebuje doświadczenia i mądrości, którą może łatwo podarować jej starość. Zaś starość potrzebuje wigoru, nowego spojrzenia, które przynosi z sobą młodość. Bohaterowie wzajemnie się obdarowują. Nikt nie jest tu mądrzejszy czy ważniejszy. Jeden bez drugiego miałby ciężko – po prostu!

Trochę mi żal, że książka ta nie została odważniej zilustrowana. W szczególności projekt okładki budzi wiele zastrzeżeń - jest nijaki, gubi się. Obrazy wewnątrz są piękne, choć skromne.

Życzę Zofii Staneckiej wielu sukcesów. To bardzo dobra autorka.


Możesz kupić tutaj: Świat według dziadka 

Ilustracje: Bogna Pniewska
Wydawnictwo: W drodze
Wymiary: 170 x 240
Oprawa: twarda
Ilość stron: 72
 Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7033-897-8