czwartek, 25 września 2014

Konkurs - "Moje - nie moje" Liliana Bardijewska

Zapowiadany konkurs czas zacząć:)

Co jest do wygrania? Książka "Moje - nie moje" Liliany Bardijewskiej (pisałam o niej wczoraj). 



Ilu wygra? Trzy osoby!

Kiedy ogłoszenie wyników? 5 października 2014 po godzinie 20.00.

Co trzeba zrobić? Odpowiedzieć w komentarzu na pytanie: kto jest moim kangurem lub dla kogo ja jestem kangurem?

To do dzieła!



Książka pod patronatem:

15 komentarzy:

  1. Jestem kangurem dla moich synów, których nosiłam w chuście. A raczej byłam, bo już wyskoczyli z torby i skaczą na własnych nogach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim kangurem jest mężczyzna, ojciec moich dzieci, bez którego pogubiłabym się we własnym idealistycznym świecie. Wiem, że to niemodne, ale mam w nim oparcie każdego dnia i jest to dla mnie niezmiernie ważne. Poza nim kangurkami są dzieci, które potrafią rozjaśnić nawet najbardziej koślawy dzień i przyjaciółki, które są od zawsze i wierzę, że na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jam kangurem dla mojej familii, bo co rano muszę skoczyć z torbą po śniadanko do sklepu :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem kangurzą mamą i jestem kangurem dla mojej miesięcznej córeczki ktòrej ulubionym zajęciem jest leżenie na moim brzuchu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawe pytanie, a odpowiedź jest smutna w moim przypadku,w każdym badź razie nie tak optymistyczna jak w poprzednich wpisach . Myślę i myślę .... siostra , moja jedyna, jest za granicą i to daleko, za oceanem, ma swoją rodzinę, więź między nami poluzowała się , nie jesteśmy dla siebie kangurami. Relacja z rodzicami jest trochę powierzchowna, rodzice nigdy nie byli wylewni -możemy na sobie polegać, ale stwierdzenie, że dostrzegamy w sobie piękno byłoby chyba przesadą. Przyjaciół nie mam, tylko i wyłącznie dobrych znajomych . Mąż był kangurem dla mnie ale niestety do czasu, mieliśmy poważny kryzys zaufania z czym zmierzamy się po dziś dzień. Jedyną osobą , która przychodzi mi na mysl, która jest moim kangurem i dla której ja jestem kangurem to moje dziecko. Mam z nim prawdziwą, szczerą więź. Nikt tak mnie nie wita po powrocie z pracy jak dziecko, szczerze z radością otwiera mi drzwi, i mówi" zapraszam na kawke i obiad mamusiu : :-) podaje papcie i daje buziaczka a po kilkunastu minutach ciągnie za ręke bo pokoju z książkami i prosi by mu poczytać...i mimo, iż do piękności nie należę to słyszę od niego te słowa , że jestem piękna, że mam ładne, długie włosy. Nikt nie jest we mnie tak wpatrzony jak moje dziecko podczas naszych rytualnych spotkań z książką, wtedy jestem cała dla niego i ta godzinka -dwie w ciągu dnia jest naszym i tylko naszym czasem kiedy mama nagle staje się Panem Brummem, Krową Matyldą, Mamą Mu, Prosiaczkiem, Mrówką i wieloma , wieloma innymi postaciami z książek .

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja torba zawsze największa i najbardziej wypchana wśród osobników w całej rodzinie, więc śmiem twierdzić że to na mnie przypadła rola kangurzej mamy. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim kangurem jest moja wyobraźnia. W swojej przepastnej torbie ma zawsze dla mnie garść dobrego humoru. W cięższych momentach krzepi niczym kawałek mlecznej czekolady z migdałami. Nie pozwala się nudzić. Prowokuje. Pomaga skakać przez kałuże. A co najważniejsze - jej ramiona starczają nie tylko dla mnie, ale też dla Mężczyzny Mojego Życia oraz Pewnej Małej Istotki, która każdego dnia zadziwia swoją osobowością. Razem tworzymy zgrany kangurowy zespół :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mama-kangur. Nosiła swoje dziecko w kieszonce z chusty. Po domu, gdy obiad gotowały. Po dworze, gdy biegły w deszczu do biblioteki. Po piasku nadmorskim i po liściach. Nosiła na rękach – w dzień, gdy zabolał rosnący ząb, w nocy, gdy oczy otwarte szeroko nie chciały się zamknąć. Miała zawsze w kiszeniach od spodni chusteczki do zasmarkanego noska, a w kieszeniach od kurtki buteleczkę z płynem do baniek mydlanych.
    Dziecko-kangur. Nosiło w kieszeniach mamowe złe dni i zakopywało w wielkim dole – wystarczył uśmiech. Nosiło w kieszeniach mamowe zmartwienia i gdy skakało do góry wszystkie się wysypywały i znikały. Nosiło w kieszeniach mamowe obawy i gdy dawało sobie radę z trzymaniem widelca, albo samodzielnym włożeniem skarpetki,, wpadały za pralkę i przestawały istnieć.
    Dwa kangury – niosące się wzajem przez świat. Ja i ona – córka moja…

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem kangurem dla mojej córki i jej książek, które wszędzie chce zabierać. Gdy wychodzimy na spacer jestem kangurem dodatkowo dla wszystkich skarbów, które znajdzie w trakcie spaceru. Staję się kangurem również dla jej rowerka kiedy się zmęczy i nie ma sił dalej jechać. Jestem kangurem dla wszystkich żołędzi, które znajdzie na swojej drodze i wszystkich kotów, które chce sobie zawłaszczyć. Cały świat należy do niej, a ja niosę go dla niej po kawałku. Biorę na siebie coraz więcej i niosę, to dla niej. Jestem kangurem wszelkich emocji, które się we mnie gromadzą - tych pozytywnych i tych negatywnych. Jestem kangurem, który niesie miłość, radość, smutek, odpowiedzialność, strach i dla wszystkiego, co macierzyństwo zabiera ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja nie jestem kangurem i nie mam kangura,każdy robi co umie i jak umie i nosi co musi ,a jak ma za dużo to zostawia na potem....mieszkamy daaaaleeeko od wszystkiego i wszystkich i kochamy książki,och jak kochamy...dlatego piszemy

    OdpowiedzUsuń
  11. Kanguruje codzienności. Rodzinnej codzienności. Skacze sobie to tu, to tam - na ogol z piosenka na ustach. Hopsam przez kaluze (trzymając Mlekoija II za reke), hopsam do muzeum dinozaurow, hopsam na lekcje tenisa, hopsam po stronach z książkami dla małych kangurow, hopsam do krainy Star Wars. Hopsam metrem, statkiem, samolotem, hulajnoga. A co! Jestem kangurza aktorka, scenarzystka, astronautka, traktorzystka, klientka, konstruktorem, superbohaterka, malarka (chociaz bazgrze jak kura pazurem). W swojej przepastnej kieszeni zawsze dzwigam pakiet pobudzający kreatywność. Hopsam na czas, hopsam w zwyz, hopsam w dal. Hopsam po swojemu i nie oczekuje nic w zamian, nie scigam się z innymi kangurzycami o zlote kalesony dla kangurzyc. Bo nic tak nie daje takiego kopa do hopsania, jak kangurowanie codzienności i odbicie w lustrze spogladajace na mnie z poczuciem zadowolenia, ze się ja jakos udaje okielznac! PS. Przyjemnego hopsania wszystkim kangurujacym!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem kangurzycą dla mojego męża. Straszny z niego brzydal i ma same najgorsze nawyki tj. rzucanie brudnych skarpetek gdzie popadnie; wkładanie brudnych naczyń do zlewu tłumacząc, że "potem się umyje" (SAMO!?); totalne samolubstwo i wiele wiele innych wad. Pomimo to noszę go w tej mojej torbie, szlifuję i mam nadzieję, że w końcu okaże się być brylancikiem. ;-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakiś czas temu moja siostra pracowała w sklepie zoologicznym. Pewnego dnia przyszła kobieta, położyła na ladzie zawiniątko i powiedziała, że znalazła je w śmietniku. Okazało się, że był to maleńki chomiczek. Kierownik sklepu kazał go wyrzucić, ponieważ był w kiepskim stanie - jedno oczko wydawało się być uszkodzone. Mimo to moja siostra schowała zwierzątko do kieszeni i przyniosła je do domu. Moja córka była wtedy malutka i piła mleko modyfikowane, zaczęliśmy więc karmić nim chomiczka. Po kilku dniach odzyskał siły i otworzył chore oczko. I tak oto "kongurowaliśmy" chomikowi całą rodziną, aż wyrósł na zdrowego i pociesznego gryzonia :)
    Pozdrawiam! Cz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem kangurem dla swego wewnętrznego dziecka, które przypomina mi o mocy marzeń, ciekawości świata i czystej radości na co dzień; siły witalnej, która rodzi się z pasji i dodaje skrzydeł. Wyjątkowa natura dziecka jest w każdym z nas – jednak potrzebuje spokoju, momentów skupienia i stałego kontaktu z naszym prawdziwym, najlepszym JA. Wówczas odwzajemnia się budującą siłą wspomnień najpiękniejszych chwil, najlepszych przyjaciół, najskrytszych marzeń z dzieciństwa. Tamtych smaków, aromatów, tanecznego kroku beztroski i kolorowej jak tęcza wyobraźni. Przypomina o tym i chętnie się tymi darami dzieli. A ja mogę przekazać je też i innym.

    pozdrawiam
    Aniela

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wyobrażam sobie bez niego życia:
    Szczypta mojego kangUra do porannej kawy wprawia mnie w dobry humor już na samym starcie.
    Kolekcjonuję rozeŚmiane buzie w swojej pamięci, by móc wysyłać do siebie pocztówki w słotne, jesienne wieczory.
    Dzięki nieMu doceniam drobiazgi i małe, codzienne sprawy.
    Pozwala mi lubIć siebie i otwierać się na innych.
    Pomaga mi wiErzyć w smoki, czarownice i złoto na końcu tęczy.
    W pracy z dziećmi powoduje, że staję się dla nich wiarygodna i bardziej szCzera.
    Jak pisał Gabriel García Márquez "Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny, ponieważ nigdy nie wiesz, kto może się zakocHać w twoim uśmiechu".
    UŚMIECH.
    Za to. Dlatego. I za jeszcze więcej jest moim Kangurem. I każdemu tego Kangura polecam. Może stać się przyczyną wszystkiego.

    Marta P.

    OdpowiedzUsuń