środa, 25 czerwca 2014

Wanda Chotomska „Smok ze smoczej jamy”


Migawka z książki!

To skromna książeczka chyba przede wszystkim dla przedszkolaków. Zawiera wierszowaną opowieść Chotomskiej o krakowskim smoku, którego dzielny szewczyk Dratewka pozbył się z miasta, zdobywając tym samym rękę córki króla Kraka. Historia doskonale znana, ale tu z dowcipem przez autorkę opowiedziana:

Król się złapał za koronę
 i za berło, i za wąs,
nerwy tak miał roztrzęsione,
że się razem z tronem trząsł.

Wesołe są też ilustracje Lutczyna.


Do tego tekst w dwóch wersjach – polskiej i angielskiej. Książka doskonale sprawdzi się w przedszkolach przy omawianiu legend i baśni. Pomocne mogą się okazać propozycje kolorowanek na wewnętrznych stronach okłądek. Można też wykorzystać narrację do przygotowania teatrzyku. Albo do nauki języka angielskiego:)



Możesz kupić tutaj: Smok ze smoczej jamy (w promocyjnej cenie)

Wydawnictwo: Babaryba
Wymiary: 200x200mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-931805-7-8

wtorek, 24 czerwca 2014

Rose Lagercrantz, Eva Eriksson “Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa”


Wiecie, co zrobiła moja ośmioletnia córka, kiedy zobaczyła na biurku najnowszą część? To, co robi każdy klasyczny ciekawski pożeracz książek – przewertowała, znalazła punkty kulminacyjne i przeczytała przede wszystkim te fragmenty. Dopiero potem wzięła sobie lekturę na spokojnie – czyli na dwa wieczory przed snem. Pierwszy raz przeczytała samodzielnie takich rozmiarów książkę. I choć jest tutaj sporo obrazków, dla dziecka, które dopiero zaczyna czytać samo, to olbrzymi sukces.


Jesteśmy wielkimi fanami książek o Duni (Część pierwsza i część druga). Dlaczego? Kiedy dziecko czyta o Duni, to tak jakby czytało o sobie. I mimo że może nie ma w swoim życiu tak trudnych doświadczeń jak utrata mamy i wypadek samochodowy taty (w najnowszej części tej serii), to jednak rozumie, że to przecież wydarzyć się może. We wszystkich częściach znajdziemy przede wszystkim emocjonalną galopadę. W „Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa” jest i ekscytacja, bo kończy się rok szkolny. Dunia kończy pierwszą klasę i na zakończenie ubierze nową sukienkę, którą kupiła jej babcia i białe sandały z różyczkami. Dunia trochę wspomina – były sytuacje niemiłe, gdy zderzyła się z czwartoklasistką i dziwne jak wtedy, gdy przekłuła sobie uszy. Dziwne, bo i bolesne, i wesołe, gdy się dotknęło tych diamencików w uszach. Jest tu też ten „najgorętszy rozdział”, kiedy Dunia jedzie zobaczyć, nie, nie, jedzie obudzić tatę, który leży w śpiączce. Po tej wizycie tak trudno jest odzyskać spokój i znów być szczęśliwym. W zasadzie to wydaje się Duni, że już na zawsze będzie nieszczęśliwa. I chyba tak właśnie by było, gdyby nie to, że przecież dziewczynka ma przyjaciółkę!


Moja córka też ma przyjaciółkę, tak jak Dunia miała swoją Fridę. Wiecie, co zrobiły, kiedy Weronika przyjechała do niej na nocleg? Wyszperały z półki wszystkie części i zrobiły tak:



Weronika czyta płynnie, więc przeczytały przed snem całą książkę.


Czy może być lepsza rekomendacja?


Możesz kupić tutaj: Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa

Wydawnictwo: Zakamarki 
Wymiary: 150 x 215 x 12
 Oprawa: twarda
Rok wydania: 2014
ISBN: 9788377760666

Janusz Stanny "O malarzu rudym jak cegła"








Moja ulubiona ilustracja - genialna w swej prostocie i pomyśle:)

A także ta!




Okładka

piątek, 20 czerwca 2014

Christina Bjӧrk, Eva Eriksson "Rycerze i smoki"


Jeśli Wasi synowie zazdrościli siostrom, że mają swoje „Księżniczki i smoki”, oto możecie przyjść im „na pomoc” i podarować „Rycerze i smoki”. Te dwie książeczki możecie kupować dzieciom przedszkolnym w ciemno – oba tematy bowiem (księżniczek i rycerzy) nie przestają być dla dzieci atrakcyjne. Moja ośmiolatka co prawda trochę już z tematu wyrasta, ale sześcioletni syn z kolei przeżywa wielką fascynację mieczami, tarczami i zbrojami. Dlatego – choć mamy tę książkę nie dłużej niż dwa tygodnie – jest już dość sfatygowana. Chłopcy wertują, wertują też ich koledzy, synowie z nią śpią i wożą ją w różne miejsca. Myślę, że okładkowa ilustracja rozpala ich wyobraźnię do czerwoności:)


Znajdziemy tu osiem historyjek tak krótkich, że całą książkę połyka się dosłownie za jednym posiedzeniem. Jednak mimo że opowieści są tak niewielkich rozmiarów, kryją w sobie bogactwo przygód, możliwości i bohaterów. A do tych ostatnich należą Artur, Hajmdal, Sigurd, Parsifal, Tristan, Jerzy oraz Ture Polikarp Lwi Cokół. Rozpoznajcie niektóre imiona? Oczywiście! To rycerze znani nam z angielskich, francuskich czy nordyckich legend. Tyle że Bjӧrk i Eriksson przedstawiają nam jedną przygodę z dzieciństwa tych wielkich rycerzy. Dowiemy się z nich na przykład tego, że Arturek dostał na urodziny dwa cenne prezenty – duży, okrągły stół oraz – od Merlina – sokoła, którego nazwał Pellerin. Tristan zaś uwielbiał grać na harfie. Grał tak pięknie, że psy i smoki kładły się u jego stóp i słuchały. I czy wiedzieliście, że Jerzy już jako dziecko miał swoje pierwsze walki ze smokami?


Autorki zapraszają dzieci do bajania. Jeśli czegoś o rycerzach i smokach nie wiesz, możesz historię dopowiedzieć sam – od czego masz wyobraźnię. A jak już wymyślisz, to koniecznie zilustruj. Jedno z moich ulubionych zajęć, to przyglądanie się dzieciom, które wertują książki. Nad obrazkami do „Księżniczek…” i „Rycerzy…” pochylają się z wielkim zainteresowaniem. Sugestywne, pełne – dla dzieci interesujących – szczegółów, kolorowe w sam raz…


Możesz kupić tutaj: Rycerze i smoki 

 Wydawnictwo: Zakamarki
Wymiary: 235 x 245 x 10
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2014
ISBN: 9788377760536

czwartek, 19 czerwca 2014

Taki sobie domek ktoś zrobił:)

zdjęcia pochodzą stąd: https://www.facebook.com/bibliodiversidad?fref=photo


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Justyna Mrowiec „W altanie Aleksandra Gierymskiego”


Moja córka nazwała „W altanie Aleksandra Gierymskiego” zeszytem do ćwiczeń. Coś w tym rzeczywiście jest, bo publikacja ta zawiera zestaw zadań do wykonania. Jednocześnie rozbiera dzieło sztuki na czynniki pierwsze i pozwala się nimi dowolnie bawić. Podobnie jak w przypadku „Pamiątki z Paryża” Tiny Oziewicz, i ta książka oswaja sztukę, czyni ją dostępną dla każdego. Tyle że bardziej szkolnymi metodami.


Książkę otwiera opowiadanie o współczesnym chłopcu, którego nic bardziej nie interesuje niż piłka nożna. Bohaterowi zostało jeszcze trochę czasu do meczu, więc zabiera psa na spacer. Kibic (kundelek) jednak woli chodzić swoimi drogami i ucieka do ogrodu kryjącego się za grubym murem. Chłopiec goniąc psa, trafia do ogrodu malarza, jak się za chwilę domyślimy jest nim Aleksander Gierymski, który właśnie maluje obraz „W altanie”. Rozmowa, którą prowadzą ci dwaj, przybliża czytelnikowi konteksty związane z twórczością Gierymskiego i tym konkretnym obrazem.


Na kolejnych stronach znajdziemy serię zadań do wykonania. Na początku najbardziej szkolne – biografia, do której czytelnik ma przygotować pytania (odpowiedzi są podane). Potem projektowanie fontanny i dorysowywanie codziennych strojów do postacie z obrazu „W altanie”. Mrowiec raz po raz wraca do obraz u każe czytelnikowi przyjrzeć się bliżej. Zwraca uwagę na światło i to, jak padające promienie wpływają na intensywność barw. Opowiada o strojach i perukach z epoki, przygląda się ogrodowi – roślinności oraz dekoracyjnym chińskim lampionom. W końcu też wprowadza pojęcie realizm i, by lepiej go wyjaśnić, odwołuje się do „Dziwnego ogrodu” Mehoffera.


Całkiem niedawno rozpoczęła się (ale jakoś szybko zgasła) dyskusja o jakości obowiązkowego podręcznika do pierwszej klasy („Nasz elementarz”). Gdyby tak wyglądały podręczniki… och i ach! Poeta mówił:

Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek 
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha 
lecz piekło w tym czasie było jakie 
mokry dół zaułek morderców  barak 
nazwany pałacem sprawiedliwości 
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce 
posyłał w teren wnuczęta Aurory 
chłopców o twarzach ziemniaczanych 
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach 
(…) 
Tak więc estetyka może być pomocna w życiu 
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie 
 (…) 
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi 
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku 
                                                  Tak smaku 

I jeszcze mi się przypomina: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Na razie sprawa tylko w naszych-rodziców rękach – tak sądzę.




Możesz kupić tutaj: W altanie Aleksandra Gierymskiego 

Wydawnictwo: Narodowe Centrum Kultury 
 Wymiary: 235 x 210
 Oprawa: Miękka
Rok wydania: 2014
 ISBN: 9788377730935

piątek, 6 czerwca 2014

Iwona Chmielewska „Królestwo dziewczynki”


Kiedy dotarło do mnie „Królestwo dziewczynki”, miałam poczucie, że obcuję z czymś niezwykłym. Tak jest zresztą zawsze kiedy czytam, przeglądam książki Iwony Chmielewskiej. Czuję wtedy, że dotykam Piękna. Że oto teraz materializuje się dla mnie kawałek jakiejś tajemnicy i boskości. Iwona Chmielewska nie jest autorką książek, pisarką, ilustratorką. Iwona Chmielewska w gruncie rzeczy jest Kimś więcej. Kimś, kto potrafi grać na strunach duszy, kto posiadł tajemnice Aniołów i kto ma władzę nad Sensem.

„Królestwo dziewczynki” jest książką więcej niż wyjątkową. To opowieść o mnie i o każdej z nas, kobiet. Dlatego czyta się ją ze wzruszeniem i narastającym uczuciem, że jestem kimś Jedynym. Chmielewska wychodzi o prostych faktów:

W życiu dziewczynki przyszedł taki dzień, gdy poczuła zmianę. Usłyszała kilka prostych słów: „Królewno, dziś stałaś się kobietą”. 

Opowieść idzie jednak w kierunku metafory i coraz bardziej odchodzi od prostego faktu. W tej poetyckiej historii o dziewczynce, która uczy się jak być królewną, pojawia się wiele znanych symboli, którymi dziewczynki karmione są od małego – zatrute jabłko, królewna zaklęta w żabę, ziarnko grochu, lodowate serce Królowej Śniegu, królewna uwięziona na szczycie szklanej góry, smok pilnujący królewny i Królowa jako figura na szachownicy. Autorka, niczym hafciarka wybierająca motki z koszyka, aby z nich utworzyć jakiś niebanalny wzór, czerpie z literatury. Czytelnik ma jednocześnie poczucie, że opowieści o Królewnie Śnieżce czy o królewnie na ziarnku grochu zostały stworzone tylko po to, aby na końcu stać się od dawna zaplanowanym elementem opowieści Chmielewskiej. Autorka „Pamiętnika Blumki” ma niebywałą zdolność do tego, by scalać, łączyć, ogarniać większe całości, tworzyć pełnię z czegoś, co jest rozrzucone tu i tam. Czytając „Królestwo dziewczynki”, mamy poczucie jedności i harmonii. Bardzo to uspokaja.


To historia o dojrzewaniu do kobiecości, do akceptacji trudu życia i przyjmowania swojej roli. Czytelniczki widzą w tej historii siebie. Identyfikujemy się bardzo z przedstawioną historią. I w zależności od tego, na jakim etapie tej historii jesteśmy prywatnie, konkretnie – różnie z niej czerpać możemy. Możemy odkryć to, co stanie się za chwilę i trochę akceptować to, co jest teraz. Albo możemy poczuć się dumne, że dałyśmy radę, że poradziłyśmy sobie z własnym życiem. Jest w nas moc.


Chmielewska potrafi pisać dla czytelników w różnym wieku. Moja ośmioletnia córka poszła tropem królewny i jej królestwa. „Ta królewna nie umie zapanować nad swoim królestwem, ale jest potem trochę starsza i już jej się to udaje coraz bardziej”. Skupiała się na twardym tronie i uwierającej koronie. Królowanie musi być bardzo trudne – uznała dość rezolutnie. Kiedy pochyliłyśmy się nad obrazami, które dopowiadają tę historię, pojawiły się nowe refleksje. Skupiłyśmy się na wyławianiu uczuć – wstydu, strachu, samotności, smutku, ale też radości, wesołości, spokoju.

Książkę na pewno inaczej przeczyta nastolatka. Myślę, że pomyślano tę lekturę jako prezent (od rodziców) z okazji pierwszej miesiączki. Pomyślała o niej w ten sposób autorka, ale też wydawca. Ta książka to cacko, majstersztyk, prawdziwy, elegancki prezent – złocone brzegi, materiałowy, perłowy grzbiet, szlachetny papier. Zaś ilustracje w dużej mierze utworzono z delikatnych i zwiewnych tkanin oraz koronek, co przecież trafia w estetykę każdej dziewczynki, dziewczyny, kobiety.


W minionym tygodniu moja córka miała akurat w szkole dzień, w którym każda uczennica prezentowała książkę, którą chciałaby, aby przeczytała reszta. Marta wybrała do prezentacji właśnie „Królestwo dziewczynki”. Cieszy mnie to, bo zupełnie nią nie sterowałam. Wygrał „Dziadek i niedźwiadek”, ale wychowawczyni zwróciła uwagę, że dziewczynki były książką bardzo zaciekawione, choć chyba jeszcze na nią niegotowe. Wybrały swojskiego niedźwiadka:) I bardzo dobrze.

Ja w każdym razie polecam zaopatrzyć swój dom w „Królestwo dziewczynki” nim wyprzeda się na pniu!

PS
Przy okazji chcę się pochwalić (i może trochę Was zmotywować). W ostatnim tygodniu usłyszałam dwie pochwały dotyczące córki i jej oczytania. Pierwsza od wychowawczyni, druga od pani, która prowadzi zajęcia teatralne. Szczególnie ucieszyło mnie stwierdzenie wychowawczyni, że miłość do książek widać w Marty oczach, w jej zaangażowaniu i żywiołowych reakcjach na lektury.



Możesz kupić tutaj: Królestwo dziewczynki  

Wydawnictwo: Entliczek
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2014
ISBN: 9788363156107