poniedziałek, 27 czerwca 2016

Alfred Znamierowski „Orzeł Biały. Znak państwa i narodu”



Z żalem myślałam o tym, że nie udało mi się opublikować recenzji „Orła Białego” 2 maja, w Dniu Flagi Rzeczpospolitej. Potem okoliczności, czyli zbliżające się lato, dołowało mnie jeszcze bardziej, bo jakoś tak tematyka związana z flagą, barwami i Orłem Białym w ogóle do upałów, basenów i urlopów mi nie pasowała. Ale oto Euro przyszło mi z pomocą!!! Kto by pomyślał!!! Mam więc najciekawszy z możliwych momentów, żeby pisać o polskiej fladze, polskich barwach i naszej godności narodowej. Wszak polskie flagi powiewają na samochodach, zwisają polskie barwy z ogrodzeń domów i murów sklepowych jak – śmiem twierdzić – nigdy przedtem! Te wyeksponowane znaki naszej państwowości na pewno budują atmosferę, dają poczucie przynależności, a także – za sprawą osiągnięć naszej drużyny narodowej – poczucie dumy. Eksponujemy flagę Polski i myślimy, że nie musimy się niczego wstydzić. Ale w tym wszystkim tkwi jeden mały szkopuł! I ja po lekturze książki Znamierowskiego wiem jaki!


„Orzeł Biały. Znak państwa i narodu” to nieocenione źródło wiedzy o Orle Białym, fladze, herbie, godle, tarczy, barwach. Z uwagą przeczytałam o kształcie, jaki przyjmował orzeł na kolejnych wizerunkach na przestrzeni wieków. Autor naprawdę zdumiewa wiedzą, którą z łatwością i lekkością przekazuje czytelnikowi. Podobają mi się te drobne smaczki, które Znamierowski prezentuje odbiorcy, jakby zachęcał, żeby pamiętać. Autor wspomina o tym, jak projektant herbu z 1927 toku Zygmunt Kamiński nie zachował tradycyjnych barw ani też kształtu korony czy koloru łap orła. Zwraca uwagę, że pojęcia „godła” i „herbu” są mylone i ten błąd wpisany jest nawet w konstytucji i ustawach. Znajdziemy tu też wiele, wiele innych informacji o herbach województw, Orderze Orła Białego czy polskich flagach i banderach. Bardzo ciekawy i ważny rozdział dotyczy zasad eksponowania flagi polskiej. I tu ten szkopuł. Bo jak się okazuje – fladze polskiej, polskim barwom nie okazujemy należytego szacunku. Znamierowski pisze o zasadach wywieszania flagi. Przede wszystkim nie wolno na niej umieszczać żadnych napisów, a więc tym bardziej reklam! A przecież większość tego, co widzimy na samochodach, logo producenta posiada. Flagi nie powinno się wywieszać w dni deszczowe, nie może dotykać podłogi, ziemi, bruku czy wody. Miałam dylemat, co zrobić, kiedy zobaczyłam, że jeden z samochodów zgubił swoją flagę. Barwy narodowe walały się po szosie… Myślę, że tego typu przemyśleń nie miałabym przed lekturą książki. I widziałam też flagi wywieszone do góry nogami – naprawdę!


Na pewno „Orzeł Biały” powinien trafić do każdej szkolnej biblioteczki. Pięknie przygotowana książka może wspomóc nauczyciela wiedzy o społeczeństwie (nie wiem, czy przedmiot ten dalej tak się nazywa!) czy języka polskiego. Zachęcam bibliotekarki, które tutaj zaglądają (pozdrawiam!), żeby o tym pomyślały:)




Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Bajka
ISBN: 978-83-65479-03-7

wtorek, 21 czerwca 2016

Rascal, Mandana Sadat „Przed twoim urodzeniem”


„Przed twoim urodzeniem” jest jedną z takich książek, które są sposobem na okazanie drugiemu człowiekowi, dziecku miłości. Czasem nie potrafimy wydobyć właściwych słów, by córce powiedzieć, że jest piękna i wspaniała – wtedy możemy podarować jej „Narodziny księżniczki” albo „Królestwo dziewczynki”. Albo kiedy nasz maluch dopytuje się, skąd się wziął, a koniecznie chcemy udzielić mu najlepszej z możliwych odpowiedzi – że wziął się z miłości – możemy razem z nim czytać „Przed twoim urodzeniem”. Dziecku, które będzie słuchało o tym, jak bardzo było wyczekiwane, wypragnione, poczuje się naprawdę ukochane. Ukochane dzięki czytaniu.


Bardzo prosty pomysł na tekst zasadza się na frazie „Zrobiłem ludzika z…, ale…”. Narrator-Ojciec (! Uwielbiam!!!) tłumaczy maluchowi, że oto starał się wiele, wiele razy stworzyć sobie ludzika – z okruchów chleba, z kamyków, z żelaza, z ziaren, ale stworzenie nigdy nie było trwałe. Pokrywała go rdza, albo wydziobywały go ptaki. Dorosły czytelnik może i dla siebie wyczytać coś z tych prostych komunikatów. Mamy w sobie to przemożna pragnienie drugiego człowieka. W szczególności tego, który byłby ciałem z naszego ciała i krwią z naszej krwi. I tego pragnienia nie da się zataić żadnymi fałszywkami. W końcu pojawiła się Mama!

Pewnego dnia 
poznałem twoją mamę 
i razem zrobiliśmy ludzika z miłości.
To ty.
I odtąd jesteśmy razem. 


Tyle opowieści! Sugestywnie do tekstu dopowiadają ilustracje. Stworzony przez człowieka ludzik jest smutny i ubrany na czarno. Ten stworzony z miłości ma serce i wesołość na twarzy. Obrazy Mandany Sadat są równie nieskomplikowane co tekst. Ilustratorka maluje plamami – to jedna z tych technik, które osobiście uwielbiam. Plamienie, a potem dorysowywanie jest tym co dziecko może zrobić z powodzeniem samo. To niesamowicie rozwija wyobraźnię! Polecam do wykorzystania w domu! Najpierw jednak przyjrzyjcie się jak robi to Sadat (czy z polskich ilustratorek Marta Ignerska czy Joanna Bartosik).



Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Czerwony Konik 
ISBN: 978-83-939357-0-3

środa, 8 czerwca 2016

Stefan Themerson, Franciszka W. Themerson „Poczta”


My – pokolenia trzydziestolatków i wzwyż – mamy swoją historię pocztową, swoje ścieżki do czerwonej skrzynki na listy, swoje wspomnienia związane z korespondencyjnymi przyjaciółmi. Ja żyłam z pisania listów! Nie było tygodnia, żebym do kogoś nie słała swoich rozważań, przemyśleń i sugestii. Pamiętam doskonale zniecierpliwienie w oczekiwaniu na listy od mamy, kiedy byłam na koloniach, albo od koleżanek, które wiecznie (jak na moje potrzeby) się z pisaniem listów ociągały. Pisałam też listy do redakcji programów radiowych i telewizyjnych. To dzięki mnie pewnego lata mogliście oglądać serial „Dziewczyna i chłopak” (na podstawie książki Ożogowskiej "Dziewczyna i chłopak, czyli heca na czternaście fajerek). Dziś juz tylko piszę maile w ważnych sprawach. Ale książka Themersonów „Poczta” może coś w tym temacie zmienić.

Moje stare listy:)

Poczucie humoru mojej mamy!

Zakochany wielbiciel bez grosza na znaczek:)



Wydana w 1932 roku mocno trąci myszką. Wyobrażam sobie, jak głowi się dzieciak, który czyta na pierwszej stronie: „Jeden w skóry odziany brat wędrował od gór do morza po kniejach dzikiego boru”. Co to są knieje? I kto dziś używa słowa bór? Ale to nie jest zarzut. Wręcz przeciwnie. „Poczta” pisana piękną polszczyzną stanowi gimnastykę dla języka i głowy. Zapraszam do przyjrzenia się bliżej nie tylko głównemu tematowi, ale także kwestii języka (choć nigdy nie było to zamysłem autorów).


„Poczta” choć opowiada o zagadnieniach odchodzących w przeszłość, jest książką na wskroś współcześnie pomyślaną. Różnorodność tekstów (listy, opowiadania, zagadki, wierszyki, teksty informacyjne) powoduje, że książka odpowiada na potrzeby współczesnego młodego czytelnika, który szybko potrafi się znudzić. Autorzy trzymają więc jego uwagę w ciągłym napięciu i zainteresowaniu. Pozwalają sobie też na subtelny humor, jak w wierszyku o Kaziu. Książka przynosi wiele informacji o tym, jak ludzie się porozumiewali – począwszy od sygnałów dymnych, przez pocztyliony, telefony i telegrafy. Themerson wnika w szczegóły – dowiadujemy się, jak działa aparat radiotelegraficzny oraz kto i za co odpowiedzialny jest na poczcie. Dla naszych dzieci to już całkowita abstrakcja, że z Warszawy do Gdańska posłaniec szedł całe dziesięć dni. Zaś dla dorosłych abstrakcyjne może okazać się to podejście do czasu woźnicy:

Kto chce jechać Do Lublina Ze „stanicy” – Kobylina? Bez pośpiechu! Mamy czas… Stoimy tu trzy godziny! 

Wyjątkowe jest pochylenie Themersonów nad całokształtem książki. Ich bestlookery są dziełami integralnym, w których słowo, obraz, architektura i typografia książki są równie ważna, przygotowywane ze starannością. Jednocześnie - może z racji na wiek książki - widzimy, że jest to publikacja przywrócona nam z przeszłości. Szczególnie jej prostota, niechęć do komplikowania, ale wyraźna chęć do komunikowania się z odbiorcą. Trudno mi to wyrazić. To raczej odczucie. Współczesne książki, mimo że też wiele razy proste, są jakby nastawione same na siebie, stoją w samozachwycie, a odbiorca nie jest w nią wpisany.

Mimo wszystkich moich achów… książka wymaga ciut wyrobionego estetycznie czytelnika, który będzie umiał ocenić i docenić, z czym ma do czynienia.

Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2014 (reprint z 1932 roku)
Wydawnictwo: Widnokrąg 
ISBN: 978-83-938652-2-2