piątek, 16 grudnia 2016

Nika Jaworowska-Duchlińska „Gang fałszywych Mikołajów”


Czy w święta można się nudzić? Nie udawajmy, że nie. Nudzą się też dzieci. Na tę okoliczność doświadczony rodzic ma pod ręką kilka umilaczy czasu. Jednym z nich może być „gang fałszywych Mikołajów” – trochę to opowieść, trochę kolorowanka. Z pewnością garść dobrej, rozwijającej zwoje mózgowe rozrywki.

Nika Jaworowska-Duchlińska proponuje tu przeprowadzenie małego śledztwa. Wpierw dwa renifery szukają Mikołaja. Potem odnajdują, ale nieco zmultiplikowanego, więc muszą oddzielić prawdziwego od fałszywych. Koniec końców muszą też znaleźć fałszywkom jakieś nieszkodliwe zajęcie. I w tym wszystkim czytelnik reniferom musi dopomóc. Jak? Dodając całej historii kolorowych detali. Wpierw więc będzie musiał domalować samym reniferom poroża, oczy, nosy, potem będzie próbował demaskować fałszywych Mikołajów, rysując tego prawdziwego i tych przebranych. Zatem około sześćdziesięciu stron wyzwań, zagadek i intrygujących zadań. Wszystko to na dużym formacie i porządnej jakości papierze. Być może wam samym nie uda się oprzeć tej rozrywce i sami zdemaskujecie jakiegoś bałwana. Dlaczego nie? Przecież w święta wszyscy stajemy się trochę jak dzieci:)








Oprawa: Miękka
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Widnokrąg
ISBN: 978-83-944971-4-9

piątek, 9 grudnia 2016

Clare Furniss „Rok Szczura”


Na wstępie chciałabym powtórzyć prośbę, którą rzucam w internetowy kosmos co jakiś czas: Wydawcy, zaznaczajcie na ostatniej strony okładki, do czytelnika w jakim wieku kierujecie książkę! To naprawdę żadna ujma, a dla rodziców, niewprawnie poruszających się w gąszczu książek, ogromna pomoc. Na ten przykład „Rok Szczura” – powieść dużych rozmiarów owszem, ale ilustracja z okładki jednak dość myląca. Oceniłam, że moja córka lat 11 czytać może (ona zawsze jest do przodu w czytaniu tych wszystkich książek, które dostajemy; szkoda, że pisać za mnie nie chce :P). Ale potem przeczytałam jednak i ja. I „Rok Szczura” nie jest książką dla 11-latki. To książka dla nastolatków, dla czytelnika 14-, 15-letniego. Nie żeby książka Furniss zrobiła mojej córce jakąś szkodę. Ale to powieść gęsta, psychologiczna, poruszająca nie tyle jeden trudny problem (śmierć matki), co szereg problemów wieku nastoletniego, których moja córka jeszcze nie rozumie i rozumieć nie musi po prostu.

Spróbujmy zatem zarysować (mgliście!) fabułę. Pearl ma 15 lat i właśnie przeżywa traumę. Umiera przy porodzie drugiej córki jej matka. Pearl nienawidzi dziecka, które przyszło na świat, dlatego nazywa je „Szczur” i tak też go traktuje – jak intruza, jak kogoś, kto jest obrzydliwy, budzi głębokie obrzydzenie. Przez większość czasu ignoruje siostrę, nawet wtedy kiedy musi się nią zająć. Jest niechętna do tego stopnia, że nie dotyka małej, nawet kiedy musi ją nakarmić, a nawet wychodzi z domu, zostawiając płaczące niemowlę na podłodze salonu. Pearl nienawidzi też ojczyma, ojca Szczura, bo to przecież on chciał dziecka (co jednak okazuje się nieprawdą). Nienawidzi babci, która przyjeżdża, aby pomóc. Nienawidzi przyjaciółki, Molly, bo wszystko robi i mówi źle, a do tego się zakochała ze wzajemnością. Podoba mi się ten realizm w oddawaniu emocji. Furniss nie odpuszcza, nie zmiękcza fabuły, Pearl jest uparta w swych emocjach prawie do ostatniej strony. A może chora od tych emocji? W każdym razie czytelnika nie ma poczucia, że autor próbuje jakoś łatwo rozwiązać problem.

Świetnie poradziła sobie autorka z zakończeniem. Mamy tu nagły zwrot akcji – Pearl postanawia odnaleźć swojego biologicznego ojca. Ten okazuje się zaskakująco mądrym człowiekiem, mimo że odsuwa od siebie Pearl. Właśnie to wydarzenie otwiera dziewczynie trochę oczy, rozsznurowuje usta, pozwala popłynąć łzom… Już wydaje się, że bohaterka ma za sobą wszystko, co złe. Jednak już za rogiem czai się kolejne załamanie. To bardzo prawdziwe! Jeszcze raz podkreślam, że w „Roku Szczura” właśnie to doceniam najbardziej.

Naprawdę świetna powieść dla zbuntowanej młodzieży, skonfliktowanej z rodzicami, szukającej pociechy w imprezach i kieliszku wódki:) Może jedynie powinnam jeszcze dodać, że jest też wątek miłosny. I tu autorce biję brawo za nie nachalność i brak oczywistych rozwiązań (zakochanie wcale nie jest tu lekiem na całe zło).




Oprawa: Miękka
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Dwie Siostry
 ISBN: 978-83-64347-81-8

piątek, 2 grudnia 2016

Jolanta Nowaczyk „Ala ma kota. A Ali?”


Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda nauka czytania w innych krajach? Mamy swojego Falskiego i jego „Elementarz” i mamy oczywiście Alę, która ma kota (choć u Falskiego akurat Ala miała psa o imieniu As). Kod, w którym odnajdujemy się wszyscy. I kot, który choć bezimienny, bliski jest każdemu. Jestem pewna, że każdy z nas ma swoje wyobrażenie Ali – dla jednych jest blondynką z warkoczkami, dla innych – brunetką w okularach, okrąglutką jak balonik. Pierwszy tekst, z którym przyszło nam się zmagać. Pierwsza czytanka. Pierwsze doświadczenie szkoły i nauki zaczyna się od Ali i jej kota. Ja z Elementarza Falskiego pamiętam czytankę o palcie i parasolu. Ach, to żółte palto! Pamiętam też lalki Lolę i Tolę oraz Felę, która dzwoniła przez telefon „Halo”. A Wy, macie swoje wspomnienia związane z pierwszymi czytankami?


Pomysł Jolanty Nowaczyk na książkę jest inspirujący. Autorka robi językowe śledztwo. Interesuje ją, z jakimi zdankami zmagają się uczniowie na pierwszym etapie nauki czytania na całym świecie. Owe „zdanka pierwsza klasa” to wyjątkowa podróż przez kultury, przez światopoglądy. Te proste teksty pokazują bowiem, kim jesteśmy i co nam siedzi w duszach. Oto Japonia – „Wiśnie, wiśnie, wiśnie zakwitły”, a tu Etiopia – „Pora deszczowa bardzo zelżała”. I jeszcze Szwecja: „Tata wiosłuje, mama jest kochana”. Sporo w tych pierwszych zdaniach zwierząt (Turcja, Algieria, Nigeria) – przede wszystkim koty (Polska, Anglia, Australia). Zastanawia mnie, czy nie odwołują się autorzy owych czytanek do doświadczeń dzieci. Kiedyś jednak żyliśmy bliżej świata zwierząt – kotów, psów, kur, królików… Czy współczesne czytanki nie powinny być zmienione na „Ala ma tablet”, by bliżej były świata, w którym żyją nasze dzieci? Odwołują się też pierwsze zdania do relacji, przede wszystkim tej z rodzicami – „Moja mama mnie kocha. Moja mama mnie rozpieszcza” (Hiszpania).


Tekstom towarzyszą ilustracje Darii Solak. Próbuje ona naśladować styl dziecięcych obrazków – nieforemne postaci, gruba kreska, ogromne uśmiechy sprawiają, że patrzymy na te ilustracje z pewnym sentymentem. Dorosły czytelnik przypomina sobie swoje niezgrabne próby narysowania pięciu palców u ręki. Nigdy się nie udawało, żeby to jakoś wyglądało! Ale też Solak próbuje przemycić elementy kultury danego kraju, tak abyśmy – patrząc na obraz – wiedzieli od razu, gdzie zawędrowaliśmy. Dlatego Grek Eli ma czoło zwieńczone wieńcem laurowym, izraelski pop nosi pejsy, a Afgańczycy stoją przed meczetem, wypowiadając „Bóg jest jeden”.

Interesujący pomysł na książkę spotkał się z uznaniem i zdobył nagrodę główną w międzynarodowym konkursie na projekt ilustrowanej książki dla dzieci Jasnowidze 2014. Dla naszych pierwszoklasistów może być książka Nowaczyk/Solak ciekawym urozmaiceniem, zaproszeniem, aby stać się częścią tej wielkiej czytającej wspólnoty.

Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Dwie Siostry 
 ISBN: 978-83-64347-96-2