piątek, 18 grudnia 2009

Astrid Lindgren "Boże Narodzenie w Bullerbyn"

Kiedyś Kieślowski powiedział, że wszystko, co czytamy, oglądamy, czego dotykamy… kształtuje nas. Sprawia, że jesteśmy tacy, a nie inni. Ja mogę powiedzieć, że jeśli ktoś/coś mnie kształtowało w dzieciństwie, to zdecydowanie była to Astrid i jej książki. Dzieci z Bullerbyn do dziś uważam za jedną z najważniejszych książek i co jakiś czas do niej wracam:) Myślę, że o mojej przygodzie z Lindgren będzie tu okazja jeszcze kiedyś napisać. Dziś chciałabym napisać o Marcie.

Marta to moja córka, w kwietniu skończy cztery lata i jest bibliofilką. Jako niemowlak uwielbiała książki gryźć, memłać, przeżuwać – zwyczajnie pochłaniała je bez reszty. Nieco później sama siadała sobie przed stosikiem książek i z uwagą je przeglądała. A teraz już regularnie czytamy. Lubimy takie kniżki, które możemy czytać wspólnie – to znaczy są w nich obrazki zastępujące słowa, które pozwalają się Tuśce włączać w tok opowieści.

Zupełnie świadomie i perfidnie postanowiłam Martę zarazić chorobą o nazwie „lindgrenoza”. W tym celu kupiłam właśnie Astrid Lindgren Boże Narodzenie w Bullerbyn. Pierwsza dawka wirusa została zaaplikowana w okresie adwentowego oczekiwania. (Swoją drogą myślę, że stanie się to naszą tradycją… przygotowywanie się do Bożego Narodzenia przez czytanie lektur o tej tematyce.) Marta z uwagą słuchała o zwyczajach przedświątecznych w zagrodach Bullerbyn. Ale czy naprawdę połknęła bakcyla, jeszcze trudno mi powiedzieć.
Opowieściom towarzyszą czarowne ilustracje Ilon Wikland. Dziś może trącą już one nieco myszką, ale nadal mają magię i zapraszają do słuchania. Jednej stronie opowieści towarzyszy po przeciwległej jedna duża ilustracja.
Jak ta:

Samej zaś Astrid jakby niewiele. Ja znajduję charakterystyczny styl Dzieci z Bullerbyn w takich zdaniach, jak to:

Te godziny, kiedy się tak chodzi i czeka na prezenty gwiazdkowe, to jest coś, od czego ludzie siwieją – powiedział Lasse.


I Marta przytakuje:)

Trochę mi brakuje tej epickości, "dużej formy" Dzieci z Bullerbyn. I myślę, że dzieci w wieku przedszkolnym mogą być znudzone tą pozycją. Dlatego lepiej sprezentować ją przedszkolakowi, bo interesująco opisuje zwyczaje świąteczne – pieczenie pierniczków, ścinanie choinki w lesie, Wigilię… A zatem to naprawdę dobry sposób, aby przygotować przedszkolaka na Boże Narodzenie. Martę zainteresowała szczególnie mała Kerstin i dziadziuś. „A dlaczego ona siedzi na saniach?… A dlaczego on siedzi na krześlę?… A dlaczego jest stary?”

Dziś wyciągnęłam Lindgren ponownie. I kiedy Tuśka zobaczyła, zawołała: „O! Bullerbyn!”:)

Możesz kupić tutaj: Boże Narodzenie w Bullerbyn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz