niedziela, 20 grudnia 2009

Renata Banaszczyk "Opowieści wigilijne"



Nie ukrywam, że sprowadzanie Bożego Narodzenia li tylko do oświetlonych lampkami sklepów, świątecznych reklam Coca-Coli, nawet choinki czy karpia, w ogóle mi się nie widzi. Nie wyobrażam sobie, by zasiąść do stołu wigilijnego bez właściwego odniesienia, po co w ogóle ta cała fatyga, gorączka i inne boleści. To Boże Narodzenie! Nie – Gwiazdka!

Podobnie z książkami. Raczej omijam te pozycje, które sprowadzają święta do prezentów od Mikołaja, Aniołka czy – jeśli kto woli – jakiegoś bliżej nieokreślonego Dzieciątka. Wybieram te książki, które choć trochę przybliżają dziecku to, co głębokie w tym czasie i może trochę trudne.

Do takich książek należą Opowieści wigilijne Renaty Banaszczyk, a w nich historia o cudownym opłatku. Autorka zdaje się poparłaby moją tezę, że dziecka nie można nadmiernie infantylizować, że trzeba zaufać jego mądrości i że ono zrozumie. Ze wspomnianej historii maluch dowiaduje się o sensie łamania się opłatkiem i składania sobie życzeń – to tak, jakbyś chciał komuś „pokazać, że wszystkim się chcesz podzielić, i że chcesz dla tego kogoś jak najlepiej! I dzielimy się nie tylko słowem (…) ale i chlebem” - podpowiada mała Kamilka. Znajdzie się tu też myśl ekologiczna, jak ta, że nie wolno ścinać choinek w lesie, oraz wyczulająca na sprawy zwierząt („co też mogliby powiedzieć o was wasi czworonożni przyjaciele w tę wyjątkową noc”).

Opowieści wigilijne nie są jednak przeintelektualizowane. Co to to nie! Dzieją się tu sprawy całkiem nieziemskie, jak w opowieści o choince, która mówi czy aniołku, który przychodzi do chłopca przed snem. Ważne treści kryją się tu pod płaszczykiem niezwykłości, a dziecko otrzymuje je jakby przy okazji.

2 komentarze:

  1. Opowieści wigilijne to magia pozwalająca na odkrywanie tajemnicy świąt wspólnie z rodziną.

    OdpowiedzUsuń