wtorek, 5 stycznia 2010

Maciej Wojtyszko "Saga rodu Klaptunów"


Opowieści Macieja Wojtyszki (Bromba i inni, Tajemnica szyfru Marabuta) można albo pokochać, albo znielubić. Bo są charakterystycznie dziwne, bo wymagają specyficznego poczucia humoru, bo treść jest tu wielowarstwowa, a historie mają zawsze głębsze dno…

Ze wstępu dowiadujemy się, że Eryk Klaptun, utopiec z rzeki Chlipawki, postanawia napisać sagę o swoich przodkach. Wszystko zaczyna się od pewnej żaby (chyba: pewnego żaba?) o imieniu Marcin. On to prosi czarodzieja, by przydał mu rozumu. Potem dzięki czarom obdarzona umysłem (a także utopcową urodą) zostaje także Rzęsisława, towarzyszka życia Marcina. I tak to się zaczęło… Natura żabia jednak co jakiś czas dawała znać o sobie (zwłaszcza wiosną) i wtedy to małżeństwo Klaptunów przeżywało prawdziwe kryzysy. Kolejni potomkowie byli równie oryginalni, acz jakoś tak nam – myślę – szczególnie bliscy. Syn Zenobi na ten przykład, kiedy zaczął dorastać, nagle poczuł się za bardzo ograniczony i zapragnął wolności, której nie dawały mu regulacje zawarte w książeczce Regulamin i przepisy rodzinne. Bunt wobec brulionowych nakazów jednak nie pomógł i Zenobi czuł się nadal nieszczęśliwy. Aż któregoś dnia wzbił się w powietrze i pofrunął… Ród Klaptunów rozrastał się, formalizował, tworzył nowe, ale w końcu wygasł. Wszak każdy początek musi mieć i swój koniec.

Książka jednak nie kończy się od tak. Na ostatnich kartkach znajdziemy jeszcze posłowie, które może być wstępem, pomarańczową stroniczkę z autografami pisarza i ilustratora. Myli się ten kto sądzi, że są to zwyczajne podpisy:) Jest jeszcze Antologia literatury obszaru rzeki Chlipawki oraz kalendarium życia i twórczości Macieja Toplicy. Czyli wszystko to, czego wymaga porządnie napisana saga.

Dzieci zapewne będą zaśmiewały się z opowiadanych w Sadze… historii. Dorośli też. Ale przy tym mają okazję zadumać się nad kwestiami, które dotykają każdego z nas – jak marzenia o wolności, problemy z dorastaniem, ze zrozumieniem siebie nawzajem, z ambicjami i tym wewnętrznym ciśnieniem, które każe nam coś robić, działać, wymyślać, tworzyć. Przypomina nam też, że choć wszyscy jesteśmy szczególni, każdy z nas kiedyś odejdzie, aby dać miejsce innemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz