wtorek, 26 stycznia 2010

"Nieporadnik" - artykuł w "Tygodniku Powszechnym"


Odważną myśl rzuca autorka artykułu Nieporadnik, Katarzyna Kubisiowska w "Tygodniku Powszechnym".

Przeczytajcie sami ten fragment:

"Siły czytelnicze w mojej najbliższej rodzinie rozkładają się reprezentatywnie dla średniej krajowej (ze względu na wykonywany zawód, uczciwie wykluczam swoją osobę z zestawienia). Otóż pierwsze miejsce zajmuje mój 10-letni syn, entuzjasta kryminałów, encyklopedii przyrodniczych i komiksów, począwszy od genialnego „Calvina i Hobbesa” Billy’ego Wattersona, kończąc na „Kaczorze Donaldzie” doprowadzającym mnie do czarnej rozpaczy.

Na drugim miejscu plasuje się moja 4-letnia córka, która nie zna jeszcze alfabetu, ale za to jest znakomitą, tyle że skazaną na dobrą wolę rodziców oraz starszego brata słuchaczką historii, najlepiej o dziewczynkach rewolucjonistach w typie Pippi Langstrumpf. Trzecie miejsce przypada mojemu zapracowanemu mężowi, z żalem (brak czasu) i nadzieją (kiedyś go będzie miał) dokładającemu kolejną nietkniętą pozycję do piętrzącej się przy naszym łóżku (jego strona) książkowej wieży.

Kiedy w rozmowie ze znajomymi pojawia się wątek lektury (przysięgam: nigdy sama nie zaczynam, aby nie wychodzić na złośliwie tendencyjną), okazuje się, że w ich rodzinach, jeśli ktoś jest do niej zdolny, to właśnie dzieci. „Wiesz, jak jest – usprawiedliwiają się ze spuszczoną głową – nie wiemy, w co ręce włożyć, z niczym nie wyrabiamy”. „Ale Jasiek to czyta za nas dwoje” – dodają z wyraźną dumą.

Stąd wniosek, że dorośli najczęściej kupują książki adresowane do najmłodszych; taki znaleźli sposób na uśpienie sumienia dręczonego wyrzutem własnego czytelniczego zaniedbania. My natomiast pomagamy im rozeznać się na rynku wydawniczym: Joanna Olech w „TP” nr 49/09 poleciła kilka świetnych książek dziecięcych, a ja dorzucam od siebie jeszcze całkiem sporą garść, uszeregowaną od najmłodszych do najstarszych."


I co Wy na to???? Jak to wygląda u Was i Waszych znajomych?

Całość artykułu (czyli już propozycje książek) TUTAJ!

Obrazek pochodzi ze strony "Tygodnika Powszechnego".

1 komentarz:

  1. Skądś to znam. ;-)Do stosiku książek czekających na przeczytanie (oczy by chciały, ale czasu nie ma, parafrazując popularne powiedzonko) – przyznaję się bez bicia. I podobnie jak znajomi Autorki artykułu, usprawiedliwiam się tym, że czyta(m) mojemu dziecku, czyli czyta(m), czyli czyta moje dziecko. :-) Błędne koło. Ale od czasu do czasu udaje mi się uciec na kartki "mojej" lektury; dopóki nie dopadnie mnie Tatiana – wraz z, dajmy na to, Franklinem. Serdeczności. Jola

    OdpowiedzUsuń