czwartek, 18 lutego 2010

Agata Półtorak "Bee, mee i kukuryku"

Co ciekawego można napisać o książce, której fabuła, dialogi sprowadzają się do odgłosów zwierząt? Na kolejnych stronach jeno meczą, beczą i ćwierkają… Chcę tu jednak od razu napisać, że na tle wielu książek o zwierzątkach i ich odgłosach, książka Półtorak okazuje się być całkowicie wyjątkową.

Na kolejnych stronach naprawdę prezentowane są zwierzątka, jak świnia, koń, żaba czy bocian. Obok drukowanymi literami napisano, jakie to zwierzę oraz jaki odgłos wydaje. Ot i wsio! Niby nic, ale jeśli kiedykolwiek pokazywaliście prawie roczniakom książeczki ze zwierzątkami i uczyliście je mówić „kumkum” czy „patataj”, doskonale wiecie, że pozycje te były żenująco kiczowate. Obrazki zazwyczaj komputerowe, zupełnie bez ducha i bez smaku. U Półtorak mamy do czynienia z prawdziwą ilustracją! Na białym tle, na trawce z kawałka koronki hasa sobie baranek z czarnej wełny, a parę stron dalej wykonany z kolorowych tkanin kogut pieje jak oszalały. Na pewno wykorzystano tu też inne techniki (obok wycinanek), ale nie potrafię ich nazwać. Co próbuję powiedzieć, to przede wszystkim to, że nie jesteśmy skazani na kicz. Mało tego, Drogi Rodzicu, jeśli chcesz dbać o rozwój Twojego dziecka, dlaczego by od razu nie zacząć dbać też o wychowanie estetyczne? Nie jest przecież bez znaczenia, co Twój maluch ogląda, w świecie jakich obrazków się obraca, czym cieszy oczy...

Na końcu książki rodzice znajdą też kilka stron dla siebie. Zamieszczono tam artykuł, w którym pokrótce omawia się fizjologię rozwoju mowy, wskazuje na korzyści wypływające z zabaw językowych, podaje propozycje tychże. Padają zdania:

Niepoważna wydawałoby się zabawa w ”jak mówi kotek? – miau, piesek – hau, myszka – pi pi, baranek- mee, krówka- muu, konik – ihaha, wąż – Sass”, pozwala dziecku ćwiczyć podstawy zrozumiałej mowy.
Dlatego zachęcajmy dziecko do powtarzania dźwięków. Na wesoło, dla zabawy. Żadnych oczekiwań, że musi to zrobić bezbłędnie i doskonale. Jeśli mu się nie udaje, nie chce powtarzać, - odpuśćmy, nie naciskajmy, wrócimy do ćwiczenia później. Za dwa dni, a może za miesiąc, malec z radością powtórzy dany dźwięk i będzie się nim cieszyć.


Aa!! Marta rewelacyjnie udaje wilka, Janek żabę, a ja konia i świnię!

Wydało GWP

Możesz kupić tutaj: Bee, mee i kukuryku

3 komentarze:

  1. :-))) To ci dopiero lektura. Ale takie, wydawałoby się, pozbawione głębszego przesłania lekturki też mają swoje zadanie. Przede wszystkim edukują i wyjaśniają. Często w kolorowy, zabawny sposób. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że tak! I uczą pierwszych słów!

    OdpowiedzUsuń
  3. rewelacyjna książka :) i nie myślałam, że kiedyś tak powiem o książce dla najmłodszych :) mój Mały ma rok i trochę ponad 4 miesiące i z dnia na dzień mnie zaskakuje kiedy oglądamy i czytamy tą książeczkę :) proste bardzo i sympatyczne ilustracje pobudzają wyobraźnię...uczymy się zwierzątek i głosek sylab :) dziś było: kra kra :) choć rrrrr nie przychodzi jeszcze łatwo naszemu Szkrabowi :) polecam w 100% książeczkę :)

    OdpowiedzUsuń