
Dziś już jako trochę starsza panna wiem, że przekład potrafi sporo namieszać:) Wydanie z 1961 roku było tłumaczone przez Irenę Szuch-Wyszomirską. Nawet ilustracje w tamtej edycji jakoś nie pasowały. Czarno-białe grafiki Zbigniewa Piotrowskiego przedstawiały Fizię w plisowanej spódnicy do kolan i słomkowym kapeluszu. Zdecydowanie wtedy przekombinowano!

Muszę przyznać, że powrót do opowieści o Pippi sprawił mi wyjątkową przyjemność. Zapamiętałam ją jako totalnie szurniętą. Dziś okazuje się, że jest bardziej dojrzała niż mi się wydawało. Co z tego, że mieszka w Willi Śmiesznotce z małpą, Panem Nilssonem i cętkowanym koniem, a nie mamą i tatą… I co z tego, że chce jeść kanapki na dachu i uwielbia kąpać się w ubraniu… Nawet mama Anniki wie, jak bardzo Pippi jest mądra i że doskonale zaopiekuje się jej dziećmi w czasie wielkiej ucieczki. Rzeczywiście bohaterka zna się na rzeczy. Umie zorganizować środek transportu i coś do zjedzenia, ratuje małego berbecia przed bykiem, akrobacjami na linie zarabia na ubrania dla swych przyjaciół (bo zjadała je krowa). I choć lekceważy wiele reguł, które rządzą światem dorosłych (co sprawia, że przebywanie z nią jest tak miłe – w końcu można robić to, na co ma się ochotę), to jednak Pippi nie łamie wszystkich zasad! Zawsze pamięta o słabszych, pokrzywdzonych, sama też dba, by nikt nie był przez nią poszkodowany (nawet pan policjant).
Kochana Pippi, jak cudownie ponownie Cię zobaczyć! Cieszę się, że nadal jesteś tą dziewięcioletnią, roześmianą na całego dziewczynką i że będę mogła znów do Ciebie uciekać, gdy najdą mnie smutki!
Książka wydana przez Zakamarki
Możesz kupić tutaj: Ucieczka Pippi
Komentarze
Prześlij komentarz