wtorek, 2 lutego 2010

Barbara Gawryluk "Gwizdek i śniegowa kula"

Gwizdek to młody świstak. Jest zima, więc cała jego rodzina smacznie i głośno sobie śpi. To właśnie chrapanie i sapanie budzi bohatera, który postanawia wyjrzeć z norki, aby sprawdzić, jak wygląda jego łąka. Jakiż jest zdziwiony, gdy odkrywa mokry śnieg, zimno i szalonych narciarzy na stoku. Na szczęście z opresji ratuje małego łobuza Juhas, owczarek podhalański.

Opowieść Gawryluk wypożyczyłyśmy we właściwym czasie. Ta krótka historyjka, nad którą patronat objął Tatrzański Park Narodowy, przedstawia zimowe piękno, ale też górską przyrodę. Przez stronice przeskakują kozice, cietrzewie i wiewiórki. Piękne, trochę w dawnym stylu, ilustracje Małgorzaty Flis zachęcają, by oddać się zimowym szaleństwom.

Jak sądzę, autorce przyświecały dwa cele. Po pierwsze, przybliżenie rodzimego bogactwa, czyli polskich Tatr w atrakcyjny dla dzieci sposób. Można rzec, że to kontrpropozycja dla publikacji dziecięcych, które zalewają nasz rynek z Zachodu i Północy. Po drugie, autorka uczy. I znów (podobnie jak w przypadku Cukierków Piątkowskiej) – rodziców! – że warto pozwolić dziecku na samodzielność, zdobywanie doświadczenia poprzez błędy, że my-mamusie nie musimy czuwać nad każdym krokiem naszego dziecka… Dla mnie osobiście to trudna lekcja:)

Dla porządku należy dodać, że Gwizdek przedstawia się w czterech odsłonach – jak cztery pory roku. Akcja pierwszej – Gwizdek nie chce spać – toczy się jesienią. Wspomniana tu książeczka opowiada o zimie. Na kolejne czekamy z niecierpliwością:)

Możesz kupić tutaj: Gwizdek i śniegowa kula

3 komentarze:

  1. "[...] warto pozwolić dziecku na samodzielność, zdobywanie doświadczenia poprzez błędy, że my - mamusie nie musimy czuwać nad każdym krokiem naszego dziecka… Dla mnie osobiście to trudna lekcja:)".
    Dla mnie także. Mam z tym potworne problemy. Oczywiście w momencie, gdy się przyłapuję na tej swojej nadopiekuńczości, przychodzi chwila opamiętania i refleksji... ale nie mam jeszcze takiego automatycznego stopera i czasem się zapędzam w próbach nakłonienia mojej córeczki do "tego, co dla niej najlepsze". Chyba rzeczywiście tego typu książki są bardziej dla rodziców niż dla najmłodszych.:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do książkowej zabawy – oczywiście nieobowiązkowo. Szczegóły na moim blogu [ostatni post, jako odpowiedź na pytania Inez; tym razem moja kolej do zadawania pytań:-)].
    Pozdrawiam. Jola

    OdpowiedzUsuń