sobota, 27 lutego 2010

Dave Eggers "Dzikie stwory"

Pomysł na fabułę Dzikich stworów nie należy do Dave’a Eggersa. Wszystko zaczęło się bowiem od Maurice’a Sendaka, który w 1963 roku wydał książeczkę obrazkową Where the wild thing are. Pozycja ta wywołała burzę w amerykańskim światku książkowym, otrzymała negatywne recenzje i generalnie nie dotarła do bibliotek. Sam Eggers wyznaje, że książka go przeraziła i uporał się z nią dopiero jako mniej więcej dwudziestolatek. Krytycy literaccy musieli jednak zrewidować swoje opinie, okazało się wkrótce, że młodzi czytelnicy nie mogą oczu oderwać od stron tej książki, analizując ją bez przerwy. Jedna z recenzentek, Mary Pols dla magazynu „Time” pisała:

co czyni książkę Sendaka tak fascynującą to jej sprowadzający na ziemię efekt: Max ma napad złego humoru i, uciekając w krainę fantazji, dotyka własnej dzikiej strony, lecz wiara w rodzicielską miłość przyciąga go na powrót do 'wciąż ciepłej' kolacji, która to leczy jego rozdarcie pomiędzy strachem a ulgą.
(tłumaczenie własne; źródło cytatu oraz okładki u góry posta: Wikipedia).
Kilkadziesiąt lat później reżyser Spike Jonze (znany z takich filmów jak Być jak John Malkovich czy Adaptacja) decyduje się przenieść książkę Sendaka na wielki ekran. Prosi Eggersa o pomoc przy pisania scenariusza. Po latach odzywa się i sam autor Where the wild things are, który sugeruje Eggersowi napisanie powieści. Efektem kilkuletniej pracy jest film Spike’a Jonze’a Gdzie mieszkają dzikie stwory oraz omawiana tu książka Dave’a Eggersa.




Czy to jednak analogiczne historie? Autor notuje:

Jeśli widzieliście film, to zorientujecie się, że w jednych miejscach książka wiernie się go trzyma, w innych zaś od niego odchodzi. Kiedy siadałem do książki, sądziłem, że będzie tylko przeróbką filmu; im bardziej jednak, jak Max, wikłałem się w gąszcz akcji, znajdowałem inne drogi na wyspę i z niej, w rezultacie czego dołączyłem własną interpretację opowieści o Maxie. Ostatecznie Max z książeczki to wersja Maurice’a. Max filmowy jest wersją Spike’a, zaś Max z tej książki stanowi kombinację dwóch pierwszych i Maxa z mojego własnego dzieciństwa.
Bohaterem książki jest Max, chłopiec, który ma rozwiedzionych rodziców i wkurzającą, bo niezwracającą na niego żadnej uwagi, siostrę. Pewnego dnia, kiedy wszystko jak zwykle idzie źle, ucieka z domu, do lasu. Tam natrafia na przycumowaną do brzegu łódź. Bez większego namysłu wsiada do niej i płynie. Trafia na wyspę zamieszkiwaną przez dzikie stwory, większe od niego o kilka metrów, owłosione, brudne, niszczące wszystko dookoła… Dziarsko wyznacza się ich królem. Od tej pory stwory robią, co im każe. Wkrótce odkrywa, że mają swoje lęki, czułe punkty, których lepiej nie drażnić.

Stwory to alter ego bohatera. Carol, kiedy coś idzie nie po jego myśli, zaczyna mówić o głosach, które rzekomo mają nieść zagrożenie. To typowy syndrom ucieczki. Judith jest wieczne podejrzliwa, nie potrafi do końca zaufać Maxowi. Ira ma poczucie pustki. Wydaje mu się, że próżnia chce go objąć. I tak dalej… Max usiłuje zaradzić na problemy stworów, w końcu przecież jest królem i to jego obowiązek. Po kilku nieudanych akcjach proponuje wybudowanie fortu – miejsca, które ochroni wszystkich przed wszystkim. I choć początkowo rzecz doskonale się układa, nawet zwaśnieni Carol i Katherine zaczynają się ze sobą zgadzać, to jednak lęk wkrada się i tu, burząc wszystko.

Książka Eggersa, a przed nią – Sendaka, daje szansę wejrzeć w duszę starszego dziecka, zwłaszcza tego zranionego, zbuntowanego czy zagubionego. I nie jest to wizja słodka! Oglądamy nie tylko dziecięcą złość, ale i ogrom agresji, autoagresji, permanentną destrukcję, szał. Tu wszystko śmierdzi, jest podejrzane i nie daje poczucia bezpieczeństwa. Wielokrotnie pojawia się motyw zjadania głowy czy wręcz pożerania drugiego jako synonimy zniszczenia jednostki, odebrania mu jego godności i praw.

Max w świecie imaginacji mierzy się sam ze sobą. Poznaje dzikie zwierzę, które tkwi w nim samym. I choć początkowo jest mu w tym świecie dobrze, odkrywa, że nie potrafi sobie/stworom pomóc. Musi wrócić. Do matki. Do kolacji, która okazuje się jeszcze ciepła. Do stabilizacji, która choć jest chwiejna (nie ma ojca), daje poczucie bezpieczeństwa.

Intrygująca, wyzwolona książka. Absolutnie wciągająca i zaskakująca.

Wydane przez Zysk i S-ka

Możesz kupić tu: Dzikie stwory

Strona filmu

3 komentarze:

  1. Niesamowite! I film (obejrzałam fragmenty), i książka (sugeruję się Twoją recenzją). Jeszcze dla Tatiany za wcześnie, ale może za trzy, cztery lata wrócę do tego posta. :-) Chociaż przyznaję, że poznałabym już teraz obie realizacje: i książkową, i filmową.

    OdpowiedzUsuń
  2. Za trzy, cztery lata będzie jeszcze za wcześnie. To raczej powieść dla młodzieży. I to tej starszej. I dla dorosłych oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Film jest ABSOLUTNIE GENIALNY!!! Oryginał Sendaka znam, a po książkę Eggersa też na pewno sięgnę. Trochę się wahałem, ale Twoja recenzja mnie zaintrygowała i zachęciła. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń