wtorek, 9 lutego 2010

"Gwiazdy na dobranoc", m.in. Janowski, Prokop, Lipnicka, Tyszkiewicz

Czy próbowaliście kiedyś, zamiast czytać, opowiadać własne bajki na dobranoc? Trudna to wbrew pozorom sztuka! Sama ogłada literacka, wyobraźnia nie wystarczą. Taki wniosek nasuwa mi się po lekturze książki Gwiazdy na dobranoc.

W projekcie wzięło udział dwanaście osób znanych z mediów. Są tu i aktorzy (Katarzyna Jamróz, Magdalena Różczka, Beata Tyszkiewicz, Piotr Cyrwus, Artur Barciś, Ewa Gorzelak, Paulina Holtz), i muzycy (Robert Janowski, Anita Lipnicka, Halina Mlynkowa), i prezenter telewizyjny (Marcin Prokop), i artysta kabaretowy (Tomasz Jachimek). Ich bajki zostały wydane także w formie płyty do słuchania.

Opowieści na dobranoc w przeważającej większości odwołują się do tradycyjnych motywów – są więc rycerze i księżniczki (Srebrny pył), jest i walka z ciemnymi siłami (Dwóch Braci Wspaniałych), wyprawy po skarby (Dziwny przypadek Maliny S.). Niektóre z nich przedstawione zostały w konwencji snu – oto wszystko, co się bohaterowi przydarzyło okazuje się być tylko snem bądź majakiem (Świnka, Srebrny pył czy Dziewczynka Albertynka i skarb).

Na tym tle wyróżniają się dwie, no dobrze - trzy, opowieści. Zaintrygowały mnie: bajka Roberta Janowskiego (Bajka o lustrze), która staje w obronie dziecięcego zmyślania, bujdy i wyobraźni po prostu, oraz opowieść Tomasza Jachimka (Bajka o zabawkowym pokoju, w którym aż dwóch czarodziejów działało), podejmująca ważny temat i w której brak tradycyjnego szczęśliwego zakończenia.

Mnie najbardziej spodobała się jednak, by nie rzec zaczarowała, bajka-wspomnienie Beaty Tyszkiewicz. Jej historia zatytułowana została Angielska Przystań panny Atkinson. To, co mnie urzekło najbardziej, to pozorny brak zmyślania. Tyszkiewicz opowiada tak sugestywnie, że jestem gotowa uwierzyć w istnienie panny Nory. Do tego cała rzecz jest tak zwyczajna i prosta – w zasadzie nic tu się nie dzieje. Czytamy za to o atmosferze, która otaczała starą pannę i jej dom, o tajemniczych przedmiotach, ale również o dorastaniu dziewczynek i śmierci tytułowej bohaterki. Tyszkiewicz zatem jako pisarka wchodzi w rolę babci, która swoim wnukom opowiada historie z własnego, czarownego dzieciństwa. W dodatku bajeczka naznaczona jest charakterystycznym, dystyngowanym stylem aktorki.

Książka ma dobrą promocję. Wielu rodziców czy osób, które zechcą dziecku podarować książkę, da się złapać na gwiazdorstwo tej publikacji… Nie jest źle, nie jest też wybitnie:)


Książkę możesz kupić tutaj: Gwiazdy na dobranoc





4 komentarze:

  1. Jeśli chcesz się zmierzyć z tworzeniem historii na żywo, proponuję "Gdzie jest tort?", obrazkową książeczkę The Tjong-Khinga, do której opowieść trzeba ułożyć samemu. Masz rację, trudna to sztuka, opowiadać. Mówię to ja, tatuś co przy "Torcie ..." posiłkował się tysiącami: "yyyy", "eeee", "aaaaa" i tym podobnymi "podpórkami". Ech, aż chyba wypożyczę i spróbuję jeszcze raz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. opowiadanie bajek to moja zmora... dobrze, że są książki, a mój maluch (2,5 roku) uwielbia książki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj kachasku, ja też opowiadać nie umiem. Za to mój mąż, nota bene inżynier, świetnie sobie z tym radzi. Ma wyobraźnię i językową zdolność tworzenia neologizmów i ciepłych zdań:)

    OdpowiedzUsuń