niedziela, 14 lutego 2010

Jujja i Tomas Wieslander "Mama Mu na huśtawce"

Czasem zdarza się, że jedynie na podstawie okładki książki czy krótkiej notki o powieści, czujemy, iż nam się spodoba. Dzieci też mają tę intuicję! Marta, przeglądając katalog książek wydawnictwa Zakamarki, zatrzymała się na stronie przedstawiającej serię z Mamą Mu i zaznaczyła, że chciałaby to przeczytać. Zastanawiam się, co ją zachęciło. I myślę, że dwie sprawy. Po pierwsze, pozytywne doświadczenie z krowami – wiem, że brzmi to zabawnie:) Bywamy na kieleckiej wsi, u pradziadków w oborze mieszka sobie krowa, z którą Marta jest dość zaprzyjaźniona. Po drugie, okładki przedstawiają całkiem zwariowaną bohaterkę. Mama Mu buja się na huśtawce, zjeżdża na sankach i robi – jak to się mówi u nas na Śląsku – kopyrtkę*. Jednym słowem, od razu widać, że będzie ciekawie. Kiedy już książka trafiła w nasze ręce, wiedziałam, że oto Marta znalazła sobie nową ulubienicę. I faktycznie, przygodę Mamy Mu na huśtawce czytamy po kilka razy dziennie, a gdy już mama nie ma siły – Marta „czyta” sobie sama!

W Mama Mu na huśtawce krówka postanawia uciec na rowerze z zagrody do Wroniego Lasu. Właśnie tam mieszka jej przyjaciel, Pan Wrona. Mama Mu ma problem, bo chce się pohuśtać, ale nie umie zawiesić huśtawki, którą przywiozła na bagażniku. Myślicie, że Pan Wrona chce pomóc, skoro ma skrzydła? Ależ skąd! Nie ma zamiaru brać udziału w tym szaleństwie! Skrzydlaty przyjaciel krowy to jej zupełne przeciwieństwo – racjonalista, twardo stąpa po gałęzi. Mama Mu zna jednak sposoby nawet na takich mądrali. Z anielskim spokojem, spoglądając przy tym swoimi łagodnymi oczami, najzwyczajniej w świecie wjeżdża wronie na ambicję! Ów spokój to kolejna cecha charakteru, którą bohaterowie się tak bardzo różnią. Pan Wrona bowiem lata jak opętany, wszędzie go pełno, nie dziwię się więc, że lada moment ma dostać pióropleksji. A już kiedy w lesie zjawia się gospodarz, nasz ptaszek ma prawie zwariować z nadmiaru emocji. Gdy Mama Mu spokojnie kryje się za brzozą (chacha!), wrona wyrusza na przeszpiegi.



Nie sposób tu nie wspomnieć o ilustracjach. Dużo książeczka formatu A4 kryje w sobie bogactwo kolorów, szczegółów i ciekawostek. Ich autorem jest Sven Nordqvist (ilustrator książek o Pettsonie i Findusie). Córka się nimi zachwyciła. Zaskoczył mnie fakt, że zwraca uwagę na nastroje wymalowane na twarzach bohaterów. Tu krowa jest smutna, a tu Pan Wrona obrażony…

Opowieść o Mamie Mu nie przekazuje jakichś ważnych treści moralnych. Raczej wskazuje na fakt, jak bardzo możemy się różnić i że jest to dobre, a nawet potrzebne. Odkrywamy też myśl, że warto wyjść poza ciasne schematy i wymagać więcej od życia. W końcu przecież „nie trzeba ciągle żuć i się gapić tylko dlatego, że jest się krową”!

Książka wydana przez Zakamarki

Jeśli Ci się spodobała, możesz ją kupić tu: Mama Mu na huśtawce 

*fikołka, koziołek, przewrót gimnastyczny

1 komentarz:

  1. Kielecka wieś? Hmm, brzmi intrygująco. W każdym razie - pozdrowienia z zasypanego świętokrzyskiego :D
    PS. A Mama jest suuuuper :)

    OdpowiedzUsuń