niedziela, 28 lutego 2010

Lidia Miś "Opowieści biblijne dziadzia Józefa"

Staram się w niedzielę zwolnić. Nie zawsze mi to wychodzi, bo okazuje się, że odpoczynek w Dniu Pańskim na łonie rodziny, zwłaszcza zimą, to sporo bezczynności. Dziś jednak jest trochę inaczej. Książka, o której chcę napisać, po prostu musi być przedstawiona w Niedzielę! Dlatego pracuję:)

Przybliżanie dziecku Biblii to wyjątkowo mało popularny i ciężki kawałek chleba. Tego zadania podjęła się Lidia Miś w książce Opowieści biblijne dziadzia Józefa. Czytamy tu historię biblijnego Józefa, który miał prorocze sny. Wynikało z nich, że bracia, a nawet rodzice, będą mu się kłaniali. Bracia oczywiście byli zazdrośni i kiedy nadszedł sprzyjający moment, sprzedali go do Egiptu. Józef, który przyjmował życie takim, jakie jest, ciężko pracował w domu swego pana. Niesprawiedliwie posądzony został jednak wtrącony do więzienia. Tam objawił się jego talent do tłumaczenia snów. Szczęśliwym zrządzeniem losu wyjaśnił znaczenie snu faraona, który z wdzięczności mianował go zarządcą Egiptu. Po siedmiu latach, kiedy nastał głód, bracia Józefa przyszli do Egiptu, by prosić o chleb. Józef rozpoznał ich, ale nie zdradził się ze swym odkryciem. Wykorzystując podstęp, sprawił, że bracia przyznali się zarządcy do zła, które uczynili, a nawet byli gotowi ponieść karę. Józef wybaczył im jednak.

Rzecz jest jednak włożona w usta dziadka, co sprawia, że nie wyczuwamy nachalności, narzucania tekstu biblijnego czytelnikowi. Historia zaczyna się, kiedy to dwie siostry – Kasia i Lidzia (zapewne literackie wcielenie autorki) jadą na domaradzką wieś Poręby. Tam, w drewnianym domku mieszkają dziadkowie. Kiedy Kasia uskarża się, że Lidzia zbudziła ją o poranku i przerwała piękny sen, dziadek zaczyna swoją opowieść. A gdy później Kasia oskarża Lidkę o kradzież słonia – dziadziuś kontynuuje historię, której opowiadanie przerwał wcześniej.

Zadaniem krótkiej opowieści jest nie tylko przybliżenie biblijnego tekstu. Lidia Miś pokazuje, że Biblia pozostaje żywa i aktualna, że można ją odczytywać w kontekście własnego życia także dziś. Autorka – jak sądzę – chce też zatrzymać ciepłe wspomnienie. Jak dowiadujemy się bowiem z okładki: „Dziadziu Józef żył naprawdę”.

Sympatyczna, ciepła książeczka. Warto byłoby jedynie popracować nad stylem tej opowieści. Pojawiające się chwilami dziwne stwory językowe utrudniają lekturę.

A już jutro konkurs, w którym do wygrania ta właśnie książeczka z autografem autorki oraz zakładki do książek:) Zapraszamy:)

Strona domowa autorki 

Możesz kupić tu: Opowieści biblijne dziadzia Józefa

3 komentarze:

  1. Jestem ciekawa tego konkursu. :-) Może tym razem... ;-) Zaciekawiło mnie, co to za stwory językowe, które utrudniają czytanie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, mam ten sam problem z książkami Lidii Miś. Pomysł świetny, ale strona językowa dość toporna. Naprawdę szkoda.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Karotka

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez porządnego adiustatora nawet najlepsze pomysły Pani Miś nie podbiją serc dzieciaków. Każdy, nawet największy diament należy oszlifować. Życzę, żeby znalazła Pani współpracownika, który się na tym naprawdę zna.

    Diana

    OdpowiedzUsuń