poniedziałek, 22 lutego 2010

Madonna "Angielskie Różyczki"

Tak, tak, nie przecierajcie oczu ze zdumienia! Dziś będę pisała o książce dla dzieci autorstwa Madonny, tej Madonny. Przyznam, że kiedy zobaczyłam tę pozycję na bibliotecznej półce, zdębiałam! Myślę sobie, co dobrego może wypłynąć spod ręki tej kobiety. Angielskie różyczki to pierwsza z pięciu książeczek (w Polsce wydano chyba tylko trzy) dla dzieci. I zastanawia mnie, czy przypadkiem fakt, że jest to książka pierwsza, nie pozostaje tu bez znaczenia.

Cztery dziewczynki, określane jako papużki-nierozłączki, Nicole, Amy, Charlotte i Grace, świetnie się rozumieją. Mają wspólne zainteresowania – czytają te same książki, lubią tańczyć i urządzać pikniki. Wszystkie też są zazdrosne o Binah, dziewczynkę z sąsiedztwa. Jest ona prześliczną blondynką i wszyscy dorośli co rusz ją chwalą. Zawiść powoduje, że przechodzą obok niej obojętnie i – trzeba to nazwać po imieniu – obmawiają ją po kątach. Binah tymczasem chodzi dość smutna, bo czuje się samotna. Pewnego dnia, gdy Angielskie Różyczki nocują u Nicole, jej mama zwraca się do nich z prośbą, by przemyślały swój stosunek do dziewczynki. We śnie zaś przychodzi do nich wróżka, która pokazuje prawdziwe życie Binah – nie ma matki, wszystkie prace domowe musi wykonywać sama, nie ma nikogo naprawdę bliskiego.

Historyjka jest – jak widać – bardzo prosta. Nawet w pewnym momencie, kiedy dziewczynki widzą spracowaną, umorusaną Binah, wołają „Przypomina mi Kopciuszka”. Nie wiem jednak, czy swoisty brak oryginalności ma tu znaczenie. Problem zazdrości wśród nastolatek (Różyczki mają po 11 lat) jest obecny, by nie rzec – głęboko zakorzeniony. Sama autorka mówi o inspiracji do napisania tej historii: „jako dziecko byłam zawistna wobec innych dziewczynek, zazdrościłam im wielu rzeczy; tego, że miały matki, że były ładniejsze lub bogatsze. Dopiero kiedy dorośniesz, zdajesz sobie sprawę, że pielęgnowanie takich uczuć to tylko strata czasu”, a w wywiadzie dla amerykańskiego wydawcy tej książki przyznaje: „Ludzie, którzy mi zazdroszczą, są dla mnie niemili, a małe dziewczynki zazdroszczące mojej córce odtrącają ją”. Tematyka więc jest ważna. Warto czytać dziewczynkom tego typu historie, aby uczyły się nie osądzać przedwcześnie. Jak wspomniałam w pierwszym akapicie, i ja miałam gotowy obraz tej lekturki, a książka wcale nie jest jakaś szczególnie beznadziejna.

Przez głowę przemyka mi jedynie pytanie – ile w tej publikacji wyszło od Madonny, a ile od wydawcy i innych osób pracujących przy tej książeczce?

Wydane przez Zysk i S-ka

Możesz kupić tu: Angielskie Różyczki

3 komentarze:

  1. Właśnie dyskutujemy z mężem o tej książce; powinnam napisać: o Twojej recenzji. Szok. Z czystej ciekawości wypożyczymy ją do przeczytania. :-) Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Osoba autora w dużej mierze rzutuje na odbiór książki. Starałam się tak nie patrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja przeczytałam i ta książka jest fajna

    OdpowiedzUsuń