środa, 10 lutego 2010

Paweł Beręsewicz "Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek"

Okres dojrzewania, kiedy budzą się hormony i zainteresowanie płcią przeciwną, to wyjątkowo stresujący czas. Bo uszy się czerwienią, kiedy nie powinny! Bo mama woła na obiad, używając zdrobniałych określeń i nie baczy w ogóle na to, że koledzy słuchają! Bo tata opowiada przy fajnej koleżance żenujące historie z dzieciństwa i robi nam niezły obciach! Oj, uśmiałam się przy czytaniu książki Beręsewicza jak norka!

W klasie Jacka Karasia pojawiła się nowa koleżanka, Kaśka. Los chciał, że wychowawczyni zechciała posadzić ją w ławce obok naszego bohatera. Nie mogę się oprzeć tej cytacji:)

Nowa ruszyła w kierunku mojej ławki, a potem straciłem ją z oczu. Słyszałem, jak odsuwa krzesełko, siada i otwiera plecak, a następnie w moim polu widzenia pojawiła się część granatowego zeszytu w dalmatyńczyki, kawałek czerwonego piórnika i czubek paznokcia małego palca lewej ręki. Zdobyłem się na odwagę i przesunąłem oczy odrobinę w prawo. To wystarczyło, żeby objąć wzrokiem cały mały palec. Leżał jakieś dwadzieścia centymetrów od mojego małego palca prawej ręki. W duchu dziękowałem mamie, że zmusiła mnie wczoraj do obcięcia paznokci.

Powieść Beręsewicza, jak możecie się z tego fragmentu domyślić, została napisana lekko i z dużą dozą humoru. Kiedy ma się już etap zakochania dawno za sobą, lektura tej książki budzi bezustannie uśmiech. Nawet teraz kiedy to piszę, dziób mi się śmieje! Autor świetnie oddaje rozterki młodzieńca – tę chęć ukrycia uczucia przed obiektem westchnięć i właściwie przed całym światem. Zamiast otwartej gry są podchody i czaty przed blokiem, bo a nuż wyjdzie i „przez przypadek” natkniemy sie na siebie. I dialogi zawczasu ułożone w głowie. I zbieranie informacji o wybrance. I całe strategie obserwowania – jak ta:

Po paru dniach udało mi się opracować sprytną metodę operacyjną, pozwalającą odrobinę dłużej zatrzymywać wzrok na pierwszej ławce pod oknem bez naruszania elementarnych zasad konspiracji. W moim wywiadowczym języku metoda ta nosiła nazwę „spojrzenia tranzytowego”. Zaczynałem od patrzenia dajmy na to na tablicę. Następnie wybierałem taki punkt, żebym, przenosząc na niego wzrok, musiał po drodze zaczepić o Kaśkę. (…) Inną metodą, której dopracowałem się w trakcie prowadzenia obserwacji, było tak zwane „czytanie pozorowane”. Polegało to na tym, że pochylałem sie nad książką i opierałem policzki na kciukach obu dłoni. Z pozostałych palców tworzyłem daszek nad oczami, który niby miał stanowić osłonę przed światłem, a w rzeczywistości dość dobrze maskował właściwy kierunek spojrzenia.

Lektura Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek wciąga! Na pewno spodoba się młodzieży w wieku gimnazjalnym – wszak to ich aktualne problemy, a i wskazówek pozycja ta dostarczyć może:) To powieść lekka – coś jak Helen Fielding W pogoni za rozumem, tylko że dla trochę młodszych.

Książkę wydał Skrzat

Książkę możesz kupić tutaj: Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek

2 komentarze:

  1. Bardzo lubię Beręsewicza za Ciumków. Moje maluchy jeszcze za małe na te lektury, ale stoją na półce i czekają. Tomek tylko od czasu do czasu bierze Warszawę do ręki i tłumaczy Mikołajowi, że to jego książka, bo w W. się urodził. To takie jego filozofowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też polubiłam Beręsewicza. Przede wszystkim za ten humor. W ogóle powrót do lektur dziecięcych i młodzieżowych daje mi mnóstwo przyjemności!!

    OdpowiedzUsuń