piątek, 19 marca 2010

Christina Björk, Lena Anderson "Rok z Linneą"

Niektóre książki wyjątkowo inspirują. Przy czytaniu zaczynamy kręcić się w fotelu, na twarzy pojawia się delikatny uśmiech, co oznacza mniej więcej tyle, że już jakiś ciekawy pomysł zaczyna kiełkować w głowie. Tak dzieje się przy lekturze Rok z Linneą!

Linnea to przesympatyczna dziewczynka, która mieszka w Sztokholmie. Nosi biały fartuszek i słomkowy kapelusz. Kocha przyrodę i potrafi dzielić się z czytelnikami swoją bogatą wiedzą na temat ptaków, roślin, pór roku… Jej nauczycielami byli pan Blomkvist i pan Kalle. Pierwszy jest ogrodnikiem i jak twierdzą niektórzy – „jemu to nawet kij od szczotki zakwitnie”, drugi zaś zajmuje się farbami i, co najważniejsze, ma działkę za miastem.

Mała bohaterka opowiada miesiąc po miesiącu o wszystkim, co robi i co ją fascynuje. W styczniu na przykład dowiemy się o sztuce dokarmiania zwierząt. Linnea poinstruuje nas też, jak wykonać dzwonek dla sikorek, z którego będą mogły tłusto zjeść. Ja przy okazji odkryłam, że stare-dobre karmniki, które robiliśmy na ZPT, wcale nie są dla ptaków takie dobre. W czerwcu plecie wianek z mleczy, w lipcu znajduje skarby nad morzem, a we wrześniu zbiera liście, by zrobić zielnik oraz koronę.



Wyobrażam sobie, że wiele dziewczynek w wieku szkolnym znajdzie w Linnei przyjaciółkę. Nie można nie pokochać tej ciepłej, wesolutkiej dziewczynki. Sama trochę poczułam się jak dziewczynka. Przede wszystkim przyszło mi do głowy, by prowadzić razem z Martą podobny dziennik „Rok Marty” albo „Dziennik małego odkrywcy świata” – wystarczy kilka razy w miesiącu napisać, co robiłyśmy, odkryłyśmy, znalazłyśmy, gdzie byłyśmy, wkleić zdjęcie, zasuszonego kwiatka lub inną pamiątkę (np. bilet), ozdobić rysunkiem. Jaka wspaniała byłaby to pamiątka! Zaczęłyśmy od razu! Z ostatniej strony wyczytałam, że wiktoria (jedna z roślin, o której bohaterka opowiada) jest hodowana w palmiarni w Gliwicach. Oczywiście dopiero w marcu jest sadzona, więc nie liczyłam na to, że zobaczymy jej ogromne liście. Udało nam się za to zobaczyć inne rośliny. Na przykład Anturium Scherzerianum, owoce mandarynki i … Igiełkę:)



Zapraszamy do tej wyjątkowej lektury, która inspiruje!

Wydane przez Zakamarki

Możesz kupić tutaj: Rok z Linneą

2 komentarze:

  1. Monika, dziękuję za to zaproszenie do lektury. :)
    W Palmiarni byliśmy całą trójeczką w sierpniu. Piękne miejsce. Zapragnęłam mieć niektóre okazy u siebie, jak już kiedyś będę miała własny domek z ogrodem pod szkłem. ;-)) Ech, pomarzyć można.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląd tej książki sprawia, że chciałoby się ją natychmiast przeczytać, jest taka śliczna i pogodna. Masz rację, Linnea sprawia wrażenie przesympatycznej dziewczynki. Zastanawiam się, czy jej imię nie jest nawiązaniem do Linneusza.
    Czekam niecierpliwie na Wasz „Rok Marty”!

    OdpowiedzUsuń