środa, 31 marca 2010

David Almond "Skrzydlak"

„The Guardian” twierdzi, że twórczość Davida Almonda jest absolutnie poza jakimikolwiek klasyfikacjami, „The Times” dodaje, że nie ma drugiego takiego pisarza. Ostatnio zgodziło się z tymi opiniami także Stowarzyszenie Przyjaciół Książki dla Młodych IBBY, które 23 marca 2010 na Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii ogłosiło Almonda laureatem Nagrody im. H.Ch. Andersena. Tym chętniej sięgnęłam więc po Skrzydlaka, powieść napisaną przez autora z myślą o młodszym czytelniku.

Michael przeprowadza się z rodzicami do starego domu, na który trzeba patrzeć z wyobraźnią – jak twierdzi pośrednik nieruchomości. Tam, gdzie ma pojawić się kuchnia, stoi na razie sedes, z którego korzystał, nim umarł, poprzedni właściciel. Tam, gdzie ma być ogród, na razie stoi rozwalający się garaż, który lada chwila może się zawalić. Jakby tego było mało, maleńka, póki co bezimienna, siostra Michaela choruje. Urodziła się przedwcześnie i ma problemy z sercem. Trafia więc do szpitala. Michael, choć niewiele o tym mówi, przejmuje się stanem zdrowia siostry. Ojciec pozwala, by nie chodził chwilowo do szkoły. Chłopak więc pałęta się wokół domu. Poznaje Minę – niezwykłą dziewczynkę, która uczy się w domu. Mimo zakazów ojca Michael wchodzi także do garażu. To właśnie tam siedzi On. Zjadający muchy i pająki, brudny i cierpiący na artretyzm Ktoś. Michael przejmuje się też i jego losem. Razem z Miną żywią go i pomagają mu w przeprowadzce…

Słuszne są zachwyty nad Almondem. Przede wszystkim ujęła mnie ta wolność, którą pisarz daje czytelnikowi. Wolność interpretacji. Bo kim jest skrzydlak? Czy aniołem? Czy sową? Albo może innym ptakiem? A może to dobry duch? Autor nie dopowiada tej historii, ufając czytelnikowi – jego wyobraźni, jego potrzebom, jego wierze. Więcej, Almond nie ogranicza się w ramach tradycji literatury dla dzieci. Skrzydlak bywa niepokojący, smutny, czasem nawet odrażający, dotyka tematyki ostatecznej, śmierci, osamotnienia, odrzucenia… Niektórzy z pewnością rzekliby: po co takie rzeczy dawać dzieciom do czytania? Almond nie boi się takich zarzutów, dlatego tworzy książkę szczerą, gdzie z jednej strony cierpienie trzeba przeżyć do końca i żadna cudowna wróżka niczego tu nie załatwi, z drugiej zaś – zawsze jest nadzieja. Do Skrzydlaka przekonują mnie także konteksty, a w szczególności wielokrotne nawiązania do liryki i obrazów Williama Blake. Zabieg ten sprawia, że dość magiczna i nieprawdopodobna opowieść nabiera prawdopodobieństwa - ale o tym przeczytajcie sami.

Trudno się pisze o tej książce, dlatego że wdziera się do wnętrza człowieka i tam chce pozostać. Drąży, pyta, przenicowuje… Czasem słowa pisane to za dużo…

Na podstawie książki zrobiono film. Nie oglądałam, ale z migawek odkrywam, że odstaje od klimatu książki dość mocno (może za wyjątkiem muzyki). Podobnie zresztą jak okładka polskiego wydania. :/




Możesz kupić tutaj: Skrzydlak

Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 180
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wymiary: 16.0x21.0cm
ISBN: 9788375063929
Tłumaczenie: Tomasz Krzyżanowski

9 komentarzy:

  1. To brzmi fantastycznie!!!!!
    Zaciekawiło mnie zdanie o okładce - baaardzo mi się podoba ta polska okładka, co z nią nie tak?

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka absolutnie nie oddaje tego, co jest w książce. Zupełnie inaczej wyobrażam sobie Skrzydlaka - bardziej szpetnie. Ten przypomina mi Johnny'ego Deppa jako Nożycoręki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. naczynie_gliniane! Miałam identyczne skojarzenie o Johnnym, zanim zaczęłam czytać recenzję :D
    Treść mnie zaintrygowała.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka jest nie-do-zniesienia: wyłupiaste oczy, wodogłowie dziecka i ten pan w tle, nie dość, że z sową to jeszcze ze skrzydłami; w garniturze? po co? Nożycoręki? a może odchudzony w photoshopie Robert Smith z The Cure ;) i to dopełnienie, czyli maziajasty napis, brr. Całość uparcie przypomina mi postery "new age" z lat 80. Tu strona autorki:
    http://millushka-portfolio.blogspot.com/
    Nie chciałam się nad nią już pastwić u siebie, bo odciągnęłoby to uwagę od samego Almonda, ale jeśli i tu pojawia się temat okładki, to sobie pozwolę. ;)
    Znalazłam też fragment książki, może ktoś się skusi:
    http://www.literatura.gildia.pl/tworcy/david-almond/skrzydlak/fragment

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeglądałam też okładki zagranicznych wydań i uważam, że też są nieudane, zbyt dopowiedziane albo jakieś archaiczne. Wydaje mi się, że dzieje się tak dlatego, że kiedy czytasz Almonda masz w głowie bardzo mocno zarysowany obraz fabuły (jak napisałam - ta książka wdziera się do wnętrza) i potem oglądasz okładki czy film i czujesz, że nijak do tych wyobrażeń nie przystają, że upraszczają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo zachęcająca, ciekawa recenzja! Dzięki Tobie "Skrzydlak" frunie na listę książek do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja także się dopisuję do zauroczenia tą książką. Nie czytałam jej wprawdzie, ale już Twoja recenzja mocno mnie poruszyła. Na pewno będę jej poszukiwać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dopasowanie bądź nie - to jedna kwestia, a wartość artystyczna - odrębna. Tu klapa na obu frontach. Choć fakt, zagraniczne okładki też nie powalają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam te ksiazke. Jest ona niby lektura w szkole podstawowej, ale kiedys, bedac jeszcze w liceum, niby przez "przypadek" wpadla mi w rece i zostala ze mna. Czytalam ja 3 razy. Jest niesamowita! Polecam nie dzieciom, ale wlasnie doroslym...

    OdpowiedzUsuń