wtorek, 27 kwietnia 2010

Astrid Lindgren "Kerstin i ja"

Nie ukrywam, że z książką Lindgren Kerstin i ja wiązałam ogromne nadzieje. Przede wszystkim na posmakowanie tego specyficznego języka, humoru i spojrzenia na świat oczami wybitnej pisarki jeszcze raz, na nowo. Liczyłam na to, że powieść pozwoli mi zanurzyć się w prostym i szczerym świecie szwedzkiej wsi, który zapamiętałam z Dzieci z Bullerbyn – tej jednej z najważniejszych lektur mojego życia. Nic a nic się nie zawiodłam:)

Barbro ma siostrę bliźniaczkę, Kerstin. Są szesnastoletnimi, lekko zwariowanymi dziewczynkami. Ich ojciec, wojskowy, właśnie przeszedł na emeryturę. Jako że jest człowiekiem, który potrzebuje aktywności, wpada na szalony pomysł przeprowadzki na wieś, do rodowego majątku Lillhamra. Dworek jest oczywiście zaniedbany, wymaga ogromnego nakładu pieniędzy i pracy ludzkich rąk. Żona i córki zgadzają się jednak bez namysłu. W Lillhamra czeka je remont, urządzanie własnych pokoi, a potem ciężka praca na roli – wożenie mleka do wsi, pielenie, sadzenie, opieka nad zwierzętami domowymi. Kerstin i Barbro mają swoje, wcale niełatwe, obowiązki. Szybko znajdują sobie też towarzystwo, w tym dwóch chłopców, z którymi spędzają sporo czasu.

Świat, który tworzy Lindgren, tak bardzo różni się od naszego, współczesnego. Przede wszystkim przemknęło mi przez myśl, jak bardzo te dwie dziewczyny są inne od przeciętnego szesnastolatka. Kiedy czytam lektury z bohaterem młodzieżowy, dochodzę do wniosku, że propozycje rodzica zawsze spotykają się z odrzuceniem. Młodego człowieka nigdy nie zachwyca wizja wspólnego spędzania czasu z rodzicami, tym bardziej więc wspólna, ciężka praca. Kerstin i Barbro zgadzają się na wszystko, co proponują rodzice. I to zgadzają się z radością w sercu. Musi w nich być sporo chęci przeżycia przygody, skoro gotowe są przenieść się z pełnego rozrywek miasta na zapuszczoną wieś. Musi w nich być jakaś ciekawość świata, że propozycja nauki dojenia krów i wstawania o piątej rano jest niebywałą atrakcją, podobnie zresztą jak zrywanie czereśni czy pomaganie parobkowi przy dzieciach. Barbro i Kerstin nie narzekają i nie marudzą. Rozumieją, że ich praca ma znaczenie i jest niezwykle ważna. Dlatego chcą mieć osobisty wkład.

Opisy przyrody, jeziora, burzy, sceny łowienia raków, skakania przez płoty, obchodzenia wieczorem gospodarstwa, ale także opisy własnoręcznie urządzonych, skromnych pokoi – z firankami w kratę, fotelem bujanym i małym sekretarzykiem – tworzą niesamowicie ciepłą otoczkę tej powieści. Klimat, który panuje w Lillhamra, przywodzi na myśl sielskie krainy, Arkadię, które tak dobrze znamy z polskiej, dorosłej literatury, Pana Tadeusza, Nad Niemnem, Doliny Issy. Tak sobie myślę, że jeśli zachwycają nas w liceum obrazy stworzone przez Mickiewicza czy Miłosza, to właśnie dlatego, że przeszliśmy przez szkołę Lindgren i gdzieś w sobie już na zawsze nosimy tęsknotę za tym światem, który ona stworzyła w Dzieciach z Bullerbyn.

Możesz kupić tutaj: Dzieci z Bullerbyn

Możesz kupić tutaj: Kerstin i ja

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 168
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 14.0x20.0cm
ISBN: 9788310117069
Tłumaczenie: Anna Węgleńska

3 komentarze:

  1. Cieszę się, że książka Cię nie zawiodła. Bardzo uradowało mnie pojawienie się jej w zapowiedziach wydawniczych. To świetnie, ze warto było czekać. Skandynawowie są mistrzami w kreśleniu nostalgicznych krajobrazów i wnętrz, w uwiecznianiuwspomnień. W tej chwili czytam "Córkę rzeźbiarza" Tove Jansson i mam bardzo podobne odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może myślę stereotypowo, ale ilekroć mam do czynienia z nazwiskiem Lindgren, natychmiast obdarzam książkę ogromnym kredytem zaufania. a jeśli ma ona jakikolwiek związek z "Dziećmi z Bullerbyn", mój apetyt na lekturę wrasta. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ się cieszę, że i Tobie książka się spodobała. Ale faktycznie - to książka nie dla każdego. Trzeba lubić takie klimaty. Na pewno spodoba się tym, którzy wychowali się na "Dzieciach", ponieważ pewne elementy fabuły bardzo je przypominają. I ten klimat, spokój, wieś, krowy, łąki.... Oj, rozmarzyłam się...

    OdpowiedzUsuń