czwartek, 13 maja 2010

Maria Teresa Zannin "Jak się rodzą dzieci"

Muszę się do czegoś przyznać: mimo że moje dzieci coraz starsze (córka skończyła już 4 lata), nadal nie czuję się przygotowana do odpowiedzi na pytanie: skąd się biorą dzieci? Poza ogólnikowym: „z miłości mamy i taty” nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy. Wiem, że trzeba mówić prawdę i omijać historie w stylu bociana i kapusty, ale - jak daleko w tej prawdzie się posunąć? jakich słów, terminów użyć? Pisałam już o książkach oswajających temat rodzeństwa, które ma przyjść na świat. W którymś jednak momencie trzeba będzie użyć własnych słów i przestać chować się za książką…

Szukam jeszcze podpowiedzi w książce Marii Teresy Zannin Jak się rodzą dzieci. Autorka łączy rzeczywistość ze sferą bajki. Jej opowieść jest niezwykle poetycka – malutka Natalia pływa sobie w morzu, bawi się z rybkami, by pewnego dnia jednak wyjść w stronę światła. Znajdziemy tu i elementy bliższe nauce – w brzuszku mamy przygotowują się jajeczka. Jedno z nich wyjdzie na spotkanie ze zwycięskim plemnikiem.

I nagle światło rozbłyska wszędzie
i całe morze napełnia się blaskiem.
I wszystko wokoło ogarnia słoneczny kolor:
bo w tym momencie zaczyna żyć Natalia.

Książka Zannin – jak sądzę – może posłużyć właśnie wtedy, gdy sławetne pytanie postawione zostaje po raz pierwszy. Czyli gdy pyta przedszkolak. Wydaje mi się, że dzieci w wieku szkolnym będą chciały jednak poznać więcej szczegółów, a lektura Zannin wyda im się zbyt infantylna czy zagmatwana. Podobnie zresztą jak ilustracje – bardzo bajkowe i liryczne, dla starszaka już zbyt słodkie.

Wkrótce przetestuję ją na własnym dziecku, bo temat jest dla nas aktualny. Wciąż jednak się przygotowuję do tej ważnej rozmowy:)

Możesz kupić tutaj: Jak się rodzą dzieci
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 26
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Bernardinum
Wymiary: 21.0x29.0cm
ISBN: 9788373806658
Tłumaczenie: Wiesław Dzieża

7 komentarzy:

  1. Nie jest to łatwy temat, ale zgadzam się, że opowiadanie o kapustach i bocianach mija się z celem. Im więcej i częściej będziemy rozmawiać z dziećmi, tym będzie nam łatwiej poruszać pewne tematy. Ze mną rodzice rozmawiali niewiele, to i takich tematów nie poruszyli nigdy... Błąd.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początek chyba trzeba się wyzbyć zawstydzenia i mówić o tym naturalnie, żeby dziecko naszego zażenowania nie przejęło. Mnie zastanawia bardzo terminologia, słowa, których użyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chyba jednak jestem dumna z tego, ze u mnie w domu nie bylo z tematami tabu zadnych problemow. Juz w czasach, kiedy rodzice zamiast ze mna porozmawiac kupili mi ksiazeczke wydrukowana na papierze makulaturowych( takie czasy byly) o dojrzewaniu z zielonymi obrazkami, ktora z wypiekami na policzkach studiowalismyz kuzynem, poprzysieglam sobie, ze u mnie bedzie inaczej. A zawsze zaczynalo sie od ciazy, kiedy bylam w drugiej ciazy temat wyplymal przy wowczas szescioletniej corci. Rok temu historia sie powtorzyla. Zawsze to byla historia o jajeczku i robaczkach, ktore jeden nazywaja sie X, drugie Y i scigaja sie do jajeczka. Od tego, ktore pierwsze dobiegnie bedzie zalezec czy w brzuszku mamusi bedzie dziewczynka, czy chlopczyk. Z czasem seria pytan rozszerzala sie i tak dzis moje dzieci nie maja prawa byc zaskoczone slownie brutalnym wprowadzaniem w intymny swiat przez rowiesnikow ze szkoly. Uwierz mi - trzeba byc szczerym z dziecmi i mowic prawde. W zaleznosci od wieku w sposob delikatny. Wydaje mi sie, ze wazna tu role odgrywa plec dziecka. Moze sie myle, ale chyba dziewczynce latwiej wytlumaczyc te sprawy. Pozdrawiam i zycze zarowno przyjemnej lektury jak i cieplej rozmowy.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja co do jednej rzeczy jestem absolutnie pewna - że nie wolno ściemniać.
    Dobrze posłuchać innych rodziców, bo to zawsze jakieś ciekawe pomysły:)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja czekałam i czekałam na takie pytanie... . I nic. Zawsze byłam otwarta na dziecięcą ciekawość, trudne tematy (np. umieranie i choroby); starsze przygotowywały się wraz ze mną do narodzin siostrzyczki, towarzyszyły mi przy badaniach USG... i nic! A może wystarczyło;-)?

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas to już pytanie dawno przerobione, córka miała 3 lata gdy się zainteresowała. Całkiem naturalnie temat przerobiłysmy.

    OdpowiedzUsuń