poniedziałek, 17 maja 2010

Neil Gaiman "Koralina"

W wielu recenzjach spotkałam się z częstym zabiegiem przyrównywania świata Koraliny do przepięknych przygód Alicji w Krainie Czarów. Podobnie jak w przypadku prozy Lewisa Carrolla, tak też i u Gaimana mamy do czynienia ze światem „zza drugiej strony lustra”. Tyle że w tym wypadku magicznym przejściem stanowiącym tajemnicze połączenie świata rzeczywistego z cudowną krainą fantazji są stare drzwi, które z pozoru tylko prowadzą donikąd. Również tym, co łączy obie te historie, jest osoba protagonisty – małej dziewczynki, za przyczyną której (a raczej za przyczyną jej wyobraźni) przenosimy się do wymyślonego (alternatywnego) świata, zamieszkanego przez dziwne, obce czy też czasem przerażające stworzenia. I tak naprawdę to zatrzymałabym się na tych kilku elementach, które w mniejszym lub większym stopniu mogą łączyć książki Carrolla i Gaimana. Nie przemawia do mnie bowiem idea okrzykiwania Koraliny współczesną, wręcz przełomową, kontynuacją Alicji w Krainie Czarów, kontynuacją spełniającą wymagania dzisiejszego czytelnika. Osobiście nie doszukuję się w dziele Gaimana niemal żadnych wspólnych aspektów z Alicją..., tak w przypadku treści, jak i obrazowania artystycznego. Według mnie, więcej je dzieli niż łączy, co można stwierdzić już na podstawie porównania samego klimatu, jaki wprowadza opowieść.

Koralina to historia dziewczynki, która wraz z rodzicami przeprowadza się do starego i niezwykłego domu, zamieszkiwanego przez równie niezwykłych lokatorów. Koralina poznaje dwie siostry-staruszki, dawniej zapalone aktorki, które do dziś dnia wspominają czasy minionej artystycznej chwały. Aktualnie swój czas przeznaczają na opiekę nad sporą rzeszą szkockich terierów. Dziewczynka spotyka również dziwnego staruszka, który stara się stworzyć mysią orkiestrę. Za każdym razem sąsiedzi przekręcają imię głównej bohaterki, niezmiennie wołając na nią „Karolina”. Ów problem swoistego lekceważenia Koraliny przez otoczenie stanowi punkt wyjściowy dla jej przygód. Rodzice dziewczynki nie poświęcają jej dużo czasu, często są zmęczeni jej obecnością i domaganiem się przez córkę uwagi. Dlatego, kiedy Koralina trafia za tajemnicze drzwi do „lustrzanego” odbicia jej własnego mieszkania i spotyka tam istoty będące niejako sobowtórami jej najbliższych, czuje się mile zaintrygowana niecodzienną sytuacją. Zwłaszcza że rodzice i sąsiedzi są o wiele milsi, bardziej troskliwi i ciekawi. Niestety zachwyt dziewczynki prędko się kończy, dokładnie w chwili, kiedy okazuje się, że świat po drugiej stronie drzwi to śmiertelna pułapka, zastawiona na nią przez okrutną istotę udającą jej matkę. Od tej chwili dziewczynka musi znaleźć w sobie siłę i odwagę, by ocalić nie tylko siebie, ale i swoich prawdziwych rodziców.

Koralina Neila Gaimana opisuje losy zaniedbywanego dziecka, którego wzrastający żal i smutek pozbawiły wiary w miłość najbliższych, ich troskę i opiekę. Ten niezwykle realny rys opowieści (naprawdę dobrze poprowadzony przez autora) stwarza podatny grunt dla specyficznej ucieczki bohaterki do świata fantazji, który u Gaimana zyskuje o wiele bardziej realny charakter niż sama rzeczywistość. Jednakże, ów świat wyobrażony stworzony przez pisarza niezbyt do mnie przemawia. Zbyt dużo tu ukrytych dywagacji o treści psychologicznej i, co gorsza, filozoficznej. Ponure, brutalne, a czasem wręcz odpychające obrazowanie wyklucza z lektury książki młodszego czytelnika, co czyni z Koraliny powieść raczej młodzieżową. Z drugiej strony, na taką wydaje się jednak zbyt dziecinna. Problem książki nie tkwi jedynie w określeniu potencjalnego odbiorcy. Sama opowieść nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Sposób opowiadania Neila Gaimana trzeba lubić, wytwory jego wyobraźni również. Do mnie one nie przemawiają. Pomijając subiektywizm, nie polecałabym tej książki młodszym dzieciom: tok narracji może je znudzić, a niektóre obrazy naprawdę przerazić.

Możesz kupić tutaj: Koralina

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 182
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: MAG
Wymiary: 13.0x20.0cm
ISBN: 9788374801171
Tłumaczenie: Paulina Braiter

Trailer z filmu:

3 komentarze:

  1. "Koraliny" co prawda nie czytałem, ale podobał mi się film będący jej adaptacją - Więcej

    OdpowiedzUsuń
  2. Również go oglądałam. Spodobał mi się dużo bardziej niż książka. Chyba czasem animacja potrafi lepiej odwzorować pożądany klimat jakiejś opowieści. Przynajmniej tak 'miałam' w przypadku "Koraliny".

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdecznie Ci DZIĘKUJĘ za słowa: "(...) Osobiście nie doszukuję się w dziele Gaimana niemal żadnych wspólnych aspektów z Alicją..., tak w przypadku treści, jak i obrazowania artystycznego. Według mnie, więcej je dzieli niż łączy, co można stwierdzić już na podstawie porównania samego klimatu, jaki wprowadza opowieść.(...)", a także za opinię "(...) Pomijając subiektywizm, nie polecałabym tej książki młodszym dzieciom: tok narracji może je znudzić, a niektóre obrazy naprawdę przerazić." Nareszcie zostało to zauważone :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń