piątek, 18 czerwca 2010

Tomek Tryzna "Blady Niko"

Lektura niektórych książek zmienia spojrzenie na świat. Nie myślę tu o filozofii w niej zawartej, która by zmieniała światopogląd czytelnika. Mówiąc o „spojrzeniu”, rozumiem to słowo literalnie. Myślę o optyce, o specjalnym filtrze czy okularach, które dana książka zakłada nam na nos. I wtedy wyglądasz przez okno i nagle zauważasz piękno tam, gdzie wcześniej go nie widziałeś. Albo obserwujesz na rynku ludzi i wydają ci się fascynujący ze swymi biografiami. W zasadzie zaczynasz je dorabiać do wyglądu, postawy, wyrazu twarzy, spojrzenia. Im bardziej te życiorysy pokraczne, tym ciekawsze.

Czasem też lektura niektórych książek przypada na szczególne, choć całkiem prozaiczne, okoliczności. Na przykład na czas podróży pociągiem lub samochodem. Czytaną wtedy rzecz zapamiętuje się na całe życie. Poszczególne sceny łączą się z kadrem spojrzeń rzucanych od czasu do czasu przez kamerę okna samochodowego albo z piosenką puszczaną akurat w lokalnej radiostacji.

Bladego Niko czytałam w podróży do Sokołowa Podlaskiego. Sceny, refleksje, retrospekcje głównego bohatera, Romka, mieszkającego na prowincji w głębokim PRL-u (koniec lat 60-tych) zlewały się w mej głowie z obrazkami Mazowsza - starymi, drewnianymi, walącymi się chałupami, bocianami stojącymi samotnie na łąkach czy lasami, przy których stali grzybiarze sprzedający pierwsze kurki. Wokół książki więc wytworzyła się atmosfera realizmu magicznego. Być może to wszystko sprawiło, iż Blady Niko wciągnął mnie bez reszty. Mało tego – uważam, że to wspaniała książka. Jeśli zamierzacie ją przeczytać, spróbujcie stworzyć lekturze odpowiednio dziwne, inne warunki. Nie będziecie zawiedzeni.



Gdyby nie wydawca, nie domyśliłabym się, że tytułowy bohater, dziewiętnastolatek, to Romek z Idź, kochaj, naówczas dwunastolatek, walczący o wyrwanie rodziny z nędzy (o którą nota bene się obwiniał). Blady Niko zawdzięcza swą ksywę anemicznej urodzie. Chyba jednak ma też w sobie coś z drania, o którym śpiewała Kwiatkowska. Poza tym Niko to anagram słowa „kino”, a to pojęcie akurat dla naszego bohatera jest niezmiernie ważne. Jest on bowiem młodym, jak sam twierdzi – świetnie się zapowiadającym reżyserem. Ma na swoim koncie nagrodę za film Marionetki (dołączono do książki, na płytce CD). Jego mistrzem jest Jean-Luc Godard, od którego filmu Pogarda tak naprawdę wszystko się zaczęło. Kiedy koledzy „walili konia pod Bardotkę”, on doznał olśnienia i zachwycił się artyzmem przekazu. Od tej pory, wraz z kolegami z klubu filmowego, jego życie toczy się wokół tematyki kinematograficznej.

Książka to w gruncie rzeczy spis myśli bohatera. Z jednej strony prowadzi on nas przez teraźniejszość – właśnie wydarzyło się coś ważnego. Niejaki profesor Wunde z NRD, zachwyciwszy się na jednym z festiwali świdnickim krajobrazem uchwyconym przez kamerę chłopców z klubu, postanawia podarować im profesjonalny sprzęt, który zakończy erę kina niemego w ich życiu. Pozwoli im rozwinąć skrzydła. Trwamy więc z bohaterem w oczekiwaniu na ten uroczysty moment przekazania sprzętu. Z drugiej zaś strony, Blady Niko prowadzi nas po okolicznych knajpkach, gdzie umawia się z kolegami – początkującymi artystami, dandysami, zachlewającymi ciemne strony swych życiorysów. Opowiada nam często i gęsto o scenariuszach filmów, które już nakręcił albo które wkrótce zamierza nakręcić, o misji bycia reżyserem niezależnym, ale także o swej rodzinie. Pięknie portretuje ludzi, z którymi się spotyka, z którymi żyje – rodziców, swoje dziewczyny, kolegów, mieszkańców miasta. Bardzo przypomina mi to obrazy Barei i jego naturszczyków, z Himilsbachem na czele. Niko (albo Tryzna?) przekonuje, że kamera potrafi uchwycić obraz tak, „jakby się woda zamieniła w wino. A niekiedy dzieje się odwrotnie i wino zamienia się w siki”. Dla mnie ta książka właśnie taka jest – woda zamienia się w wino.

Blady Niko to trzecia książka w cyklu. Po Pannie Nikt przedstawiającej losy trzech dziewcząt i po Idź, kochaj ze wspomnianym już bohaterem Romkiem. Wszystkie określane są mianem trylogii dziecięcej czy inicjacyjnej. Omawiana tu książka to zdecydowanie surowa rzecz. Pokazuje świat chłopaków (celowo używam tego słowa) chyba takim, jaki jest - podrywanie lasek, zmaganie się ze swoją seksualnością (że tak eufemistycznie to określę, choć należałoby dosadniej) i te ambicje bycia kimś, kimś innym niż wszyscy dookoła, i to przekonanie, że wszystko można zrobić, że sukces czeka za rogiem. Sporo tu odwołań do filmu ambitnego, literatury - nie wiem, czy to młodych przekona. Ja jestem na tak. Intuicja mi podpowiada, że młodym by się spodobało. Nie wiem natomiast, jak zareagowaliby niektórzy rodzice na tego typu lekturę:)

Uważam za śmieszne zestawianie na niekorzyść Bladego Niko z Panną Nikt. Według mnie obie są świetne, choć świetne inaczej.

Możesz kupić tutaj: Blady Niko

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 200
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Czarna Owca
Wymiary: 13.5x20.5cm
ISBN: 9788375541649

Pozostałe części trylogii kupisz tutaj:
Panna Nikt


Idź, kochaj

4 komentarze:

  1. Zachęciłaś mnie - sięgnę:-). A Irena Kwiatkowska jest 'the best'.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja także czuję się zaproszona do lektury, nie znam co prawda poprzedniej części cyklu, ale "Panna Nikt" to dla mnie znakomita rekomendacja. I Twoje wrażenia z lektury całkowicie mnie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zapomnijcie tylko o odpowiedniej oprawie czytania.. lektura się za to odwdzięczy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bladego Niko przeczytałam teraz, w wieku prawie 30 lat. Widziałam że to książka raczej dla młodzieży ale jako nastolatka bardzo mocno przezyłam lekturę Panny Nikt i chciałam się przekonać co jeszcze ma do powiedzenia autor. Książka całkiem dobra. Nie wiem tylko po co autor załączył do niej ten żałosny filmik.. Napisane "remake". Wiem że chodzi o konwencję, ale przeciesz to on sam wymyślił ten scenariusz. Dlaczego więc nie nakręcił go tak, jak było to opisane w książce. Miałam przed oczami mroczny, czarnobiały analogowy obraz a tu żenująca cyfrowa dziecięca zabawa. Filmik psuje klimat książki. Każe nam myśleć o autorze jako niezbyt zdolnej i rozgarniętej osobie. Dziwne....

    OdpowiedzUsuń