czwartek, 23 września 2010

Ewa Ostrowska "Grześ, tatuś i dalekie wędrówki"


Wielokrotnie pisałam już o tym, że sporo książek dla dzieci pisanych jest z myślą o rodzicach, którzy w lekturach czytanych dzieciom przed snem (i nie tylko) mają się przejrzeć jak w lustrze. Tak jest i w przypadku książki Ewy Ostrowskiej, przy czym odnoszę wrażenie, że tym razem autorka jednak trochę przesadziła z wychowywaniem rodziców.

Grześ jest czterolatkiem. Już jutro obchodził będzie swoje urodziny, do których mama pieczołowicie się przygotowuje. Nie, nie!, nie robi z synem tortu, nie dmucha baloników ani nie przebiera się za klauna. Mama sprząta dom, szoruje (!) Grzesiowi uszy i generalnie nie dopuszcza do tego, by raz zaprowadzony ład miał ulec rozkładowi. Dlatego w dzień swoich urodzin Grześ siedzi samotnie w pokoju, aby się nie ubrudził i nie zrobił bałaganu. Ciocie i wujkowie przywożą prezenty – wszyscy dziwnym trafem zdecydowali się na puzzle i ołowiane żołnierzyki, mama daje mu praktyczne adidasy… I tylko tata zna marzenia synka, więc podarowuje mu piękny globus, a wieczorem także kompas i mapę terenową. Zaznacza przy tym, że od tej pory będą wspólnie urządzali sobie dalekie wędrówki. Ale mama ma oczywiście własną wizję – globus rekwiruje i z domu wychodzić nie pozwala.

Mam nadzieję, że to krótkie streszczenie pierwszego rozdziału pokazuje w czym leży problem. Postać matki Grzesia została tu przerysowana aż do bólu. Kobieta jest nieczuła nie tylko na potrzeby syna, ale i własnego męża – wykładowcy na uczelni, który pewnie poszedłby do kąta, gdyby żona mu kazała. Mama jest kobietą praktyczną, więc takie działania, jak słuchanie o potrzebach syna, przytulanie go, próba zrozumienia, są poza jej możliwościami. Dlatego wieczorem do snu tuli Grzesia jedynie ojciec. Co z tego wynika? Oczywiście wielka konspiracja! Syn i mąż okłamują, robią drobne przekręty, nie mówią wszystkiego, a wszystko po to, by uszczknąć choć trochę wolności. W dramatycznych momentach, kiedy wyjątkowo ułożony na moje oko Grześ ma już dość, po prostu ucieka z domu w ciemny las. A matka oczywiście nie robi nic, czego byśmy się spodziewali – na przykład nie biegnie za nim ani go nie szuka. Moja córka ma 4,5 roku. Gdyby wybiegła z domu zdenerwowana – to byłaby patologia. Gdybym do tego ja została w domu i czekała trzy bite godziny, sprzątając – odebrano by mi prawa rodzicielskie. Właśnie dlatego uważam, że Ostrowska przegięła. Oczywiście matka się w końcu zmienia… ale nawet sympatyczne sceny końcowe nie niwelują niesmaku, który zrodził się w trakcie lektury 2/3 książki. Drażni mnie też język – ubogi i zinfantylizowany. Dawno nie czytałam książki, w której nagromadzono by aż tyle wyrazów zdrobniałych.

Pomysł na książkę był ciekawy, natomiast jego realizacja się – wg mnie – nie powiodła.

Możesz kupić tu: Grześ, tatuś i dalekie wędrówki 

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 176
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Skrzat
Wymiary: 14.0x19.0cm
ISBN: 9788374375023

2 komentarze:

  1. Skoro mówisz, że się jednak nie udało, to raczej za tą pozycją rozglądać się nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a mnie się bardzo podobała i mojej córce również - bo nie zawsze to Mamusia musi być najwspanialsza a właśnie ojciec!!! i wcale nic tam nie jest przerysowane bo jak życie pokazuje takie a nawet gorsze są dzisiejsze mamusie - nastawione na karierę i obojętne na potrzeby i marzenia dziecka. Brawo autorka - czas zerwać z mitem złego Taty i niepokalanej świętej mamusi!!!
    Maciej - Tata Igi

    OdpowiedzUsuń