piątek, 3 września 2010

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak "Basia i Dziadkowie"


Przeczytałam niedawno artykuł Ludwiki Bandury, który został opublikowany w 1930 roku w magazynie „Przyjaciele Szkoły”. Zdumiała mnie trafność obserwacji poczynionych prawie sto lat temu. Powołując się na wiedeńską badaczkę, Charlottę Bühler, zauważa Bandura, że dziecko przechodzi przez trzy okresy fascynacji czytelniczych.

W pierwszym okresie (Struwelpeteralter) zainteresowanie dziecka zwrócone jest na zjawiska dnia codziennego, na rozmaite opowiadania o Jasiach-brudasach itd. Drugi okres – okres baśni (Märchenalter) – wkracza już w dziedzinę fantazji. Jest to okres romantyzmu dziecięcego, po czym następuje wtórny okres realizmu (Robinsonalter), w którym dziecko rozczytuje się w książkach treści awanturniczej, historycznej, a także popularnonaukowej. („Przyjaciel Szkoły”, nr 20/ 1930)

Z obserwacji wnoszę, że podział ten jest prawdziwy. Dowodzi tego choćby ogromna ilość propozycji książkowych, które odpowiadają na potrzeby pierwszego okresu. Serie o Martynce, Franklinie, myszce Zuzi, Kamyczku... to krótkie historyjki opowiadające o zwykłych czynnościach i problemach dnia codziennego (wizyta u dentysty, młodsze rodzeństwo, nauka nocnikowania).

Zdaje się, że polscy wydawcy w którymś momencie zapragnęli przedstawić rodzimego bohatera, który miałby swoje własne dylematy. Do stworzenia takiej serii zostały zaproszone Zosia Stanecka i Marianna Oklejak, dwie młode dziewczyny, które nie bały się pójść w stronę oryginalności. Dlaczego? Jeśli porównać wyżej wymienione serie z Basią, od razu zauważymy, że świat polskiej bohaterki jest mniej różowy (i bynajmniej nie mam na myśli koloru), mniej poprawny, bardziej refleksyjny i bardziej skomplikowany. Już same ilustracje – Basia z piegami, dziadek z wypryskami na twarzy i rękach, w dodatku całkiem łysy, dorysowane ołówkiem przedmioty w tle, a także czerwone i czarne kontury postaci – odżegnują się od przesłodzonych wizji, które znajdziemy choćby w Martynce czy Franklinie. A kiedy przeczytamy tekst, okazuje się, że zwyczajne grypsko Basi może stać się pretekstem do refleksji o chorobach jako takich i śmierci. W omawianej tu części bowiem do szpitala trafia Dziadek dziewczynki, który choruje na serce. I choć wszystko tym razem kończy się dobrze, ziarno zostaje zasiane. Książeczek o Basi nie da się od tak tylko przeczytać na dobranoc. O Basi trzeba z dzieckiem podyskutować, trzeba jej przygody przemyśleć.

Do tej pory powstały książeczki: Basia...

... i Boże Narodzenie
... i przedszkole
... i nowy braciszek
... i upał w zoo
... i mama w pracy
... i biwak
... i Dziadkowie
... i bałagan
... i taniec
... i pieniądze

Tam możesz kupić książeczki o Basi

Ilustracje: Marianna Oklejak
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2009
Wydawnictwo: LektorKlett
Wymiary: 21.5x25.5cm
ISBN: 978-83-7608-174-8

1 komentarz:

  1. U nas Basia jest na pierwszym miejscu ulubionych książek. Nawet 2,5 latka domaga się czytania o Basi na dobranoc. Więc pewnie coś w tym jest. dzieci chcą słuchać i czytać o dzieciach takich jak one, które mają zwyczajne prawdziwe życie a nie różowo-cukierkowy świat księżniczek.
    I właśnie za tą zwyczajność i ja lubię Basię :)

    OdpowiedzUsuń