czwartek, 28 października 2010

Peter Christen Asbjǿrnsen, Jǿrgen Moe "Zamek Soria Moria. Baśnie norweskie"


Baśń jest dziecku równie potrzebna jak kredki, rowerek czy piaskownica. Kim bylibyśmy bez opowieści, które stworzone wieki temu i przekazywane z ust do ust przez pokolenia, kształtowały naszych prapradziadków, rodziców i nas samych, dając pewien wspólny kod. Jego znajomość pozwala(ła) czuć bezpieczeństwo przynależności do wspólnoty. Jakie byłoby dzieciństwo bez baśni? Bruno Bettelheim w klasycznej już pozycji Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni tak notuje:

Baśnie pomagają dziecku w odkrywaniu własnej tożsamości i własnego powołania, wskazując zarazem, jakich potrzebuje ono doświadczeń, aby rozwinąć swój charakter. Tego rodzaju oddziaływania nie wykazuje żaden inny gatunek literacki. Baśnie dają do zrozumienia, że pomyślne, pełne satysfakcji życie dostępne jest każdemu, mimo życiowych przeciwności - lecz jedynie wówczas, gdy nie ucieka się przed pełnymi niebezpieczeństw życiowymi zmaganiami, bo tylko one pozwalają odkrywać nasze prawdziwe "ja". Opowieści te przekazują dziecku obietnicę, że jeśli zdobędzie się na odwagę, aby tego rodzaju poszukiwania - pełne trwóg i prób - podjąć, wesprą je dobre moce i odniesie zwycięstwo. Przynoszą one również przestrogę, że kto jest zbyt lękliwy czy małego serca, by dla odnalezienia siebie narazić się na niebezpieczeństwo, ten będzie wiódł egzystencję jałową - o ile nie spotka go jeszcze gorszy los.

Jeśli chcesz czytać dziecku baśnie, sięgaj do tych klasycznych, do tych, które sam poznałeś, które wywodzą się z opowieści ludowych. Dlaczego? Właśnie dlatego że nikt w nich niczego nie próbuje przekombinować na współczesną modłę, nie dopasowuje do czasów, w których biel może być czernią. Nie ufam książkom współczesnych autorów, które w tytule mienią się być baśniami.

Media Rodzina proponuje czytelnikowi baśnie z różnych regionów świata. Mogliśmy poznać do tej pory baśnie afrykańskie (Czarownica Nanga), celtyckie (Czerwonobrody czarodziej) oraz chińskie (Żółty smok). Tym razem zapoznajemy się z ludowymi opowieściami z Norwegii. Zamek Soria Moria zawiera ich trzydzieści trzy.


Czytając baśnie norweskie zdziwiło mnie, że niektóre znam, na przykład tę o szklanej górze czy O chłopcu, który poszedł do północnego wiatru odebrać mąkę (znane mi jako Stoliczku, nakryj się). I choć czytelnik wyczuwa od razu, że znalazł się w innym kręgu kulturowym, a opowiadana rzecz naznaczona jest lokalnym kolorytem, nie ma wrażenia obcości. Czuje się z baśniami norweskimi jak u siebie w domu. Zapewne jest to zasługa samej baśni jako gatunku, która przyzwyczaiła nas do pewnego schematu opowiadania. Dlatego nie ma tu miejsca na rozbudowane opisy i dość oszczędnym językiem wykłada się rzecz. Bohaterowie – tu najczęściej trzej bracia – poddawani są próbom, z których wychodzą zwycięsko za sprawą magicznych przedmiotów czy zwierząt. W baśni norweskiej szczególne miejsce zajmuje Askeladden, najmłodszy z braci, który całe życie nic nie robi, jeno siedzi i grzebie w popiele. Askeladden nie jest jednak próżniakiem, to raczej ktoś, kto czeka na swój czas, na inicjację, na przeżycie czegoś, co odmieni jego los. Najmłodszy z braci okazuje się być najsprytniejszy, ale też i najodważniejszy – nie boi się wytrwać w stodole, choć grzmoty biją i strach aż ciarki przechodzą (Królewna na szklanej górze), nie straszny mu też troll, którego wyzywa na pojedynek w jedzeniu na wyścigi (Jak Askeladden z trollem jedli na wyścigi).

Pojawiają się też i królewny (najczęściej znów trzy), królewicze czy królowie (przemienieni w białe niedźwiedzie). Brakuje im jednak wystawnych pałaców. Lokalny koloryt oddają tu dzikie ostępy lasów, wiatry, które wieją z czterech stron świata, a także morze, na którego dnie można odnaleźć młynek. Ze zbioru wyłania się świat dość surowy – aby coś osiągnąć, trzeba wykazać się ciężką pracą, aby uzyskać odkupienie winy, trzeba wędrować hen daleko. Ważne jednak pozostaje to przesłanie: nawet jeśli popełnisz błąd, możesz go naprawić (Zamek Soria Moria czy Na wschód od słońca i na zachód od księżyca).


Baśniowy świat dopełniony zostaje przez ilustracje Marii Ekier. Zdecydowanie oddają nastrój opowieści. Niektóre są przerażające (jak ilustracja trolla, stanowiąca też alternatywną okładkę), inne nastrajają melancholijnie (księżniczka i niedźwiedź), kolejne rodzą zaciekawienie. Ekier rysuje plamami, chętnie sięga po kolor czarny, stąd jej obrazy okazują się niebanalne.

Cieszy mnie ta książka na naszych półkach. Jeśli czasem o książkach mówimy, że zawierają w sobie niebywałe bogactwo, ta jest jedną z nich. Kończymy czytać Maleńkie Królestwo królewny Aurelki i wtedy oddamy się (ja ponownie) lekturze Zamku Soria Moria.

Możesz kupić tu: Zamek Soria Moria. Baśnie norweskie

Ilustracje: Maria Ekier
Oprawa: oprawa twarda
Ilość stron: 418
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Media Rodzina
Wymiary: 17.5 x 19.5 cm
ISBN: 978-83-7278-462-9

Wydawnictwo Media Rodzina przygotowało także audiobook (4CD). Baśnie czyta Anna Seniuk.
Kupisz tutaj: Zamek Soria Moria. Książka audio, 4CD

2 komentarze:

  1. Ostatnio rozczytuje sie w Dziewczynce w basniowym lesie Pierre'a Peju. On stoi w wyraznej opozycji wobec Bettelheima. Zdaniem Peju Bettelheim na sile wciska basnie w gorset interpretacji psychologicznej, niekiedy ewidentnie naciagajac.
    (Jesli rzeczywiscie w Cudownym i pozytecznym mowa jest o kompleksie Edypa u DZIEWCZYNEK to sklonna jestem sie z nim zgodzic).
    Peju stawia teze, ze wartosc basni tkwi w nasyceniu nas wyrazistymi, niekiedy brutalnie pieknymi obrazami, otwarciu na tajemnice, szczeliny w rzeczywistosci, paradoksalnie w ich elemencie anarchicznym.

    Ja takze jestem nieufna wobec wspolczesnych "basni". Nie wystarczy krol i krolewna zeby rzecz stala sie basnia, niektore sa wrecz potworkami przesyconymi poprawnoscia polityczna. Ale sa pisarze, ktorzy umieja. Kluev, nazywany wspolczesnym Andersenem, Andersen wlasnie (on jest bardzo wspolczesny w sensie - niewiele u niego klasycznych basniowych zamkow, zaklec itp, czapki z glow przed czlowiekiem, ktory umial napisac basn o zwyklej igle, imbryku czy latarni), niektorzy pisarze realizmu magicznego no i oczywiscie Spirited Away, to jedna z najlepszych basni jakie znam :D

    Jak sie ucieszylam czytajac tego posta! Nie mialam pojecia ze wznawiaja Sorie Morie! Juz wiem co musze kupic mojej coreczce. Ciekawe, czy wznowia Syna czarownicy... Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hannah, dziękuję za inspirujący komentarz. O kompleksie edypalnym jest u Bettelheima dość sporo.
    Przede wszystkim jednak Bettelheim dochodzi do konstatacji, z którymi ja się intuicyjnie zgadzam, wziąwszy pod uwagę moją własną historię czytelniczą. Jest też u niego teza o "brutlanie pięknych obrazach" - tzn. o tym, że czytelnik musi się zetknąć z jakimś rodzajem silniejszych od niego, straszniejszych mocy.

    OdpowiedzUsuń