poniedziałek, 24 stycznia 2011

Astrid Lindgren "Dzieci z Bullerbyn"


Od jakiegoś czasu czytamy z Martą Dzieci z Bullerbyn. Naprzemiennie z Pippi Pończoszanką. Nie wiem, którą książkę Marta pokochała bardziej. Jestem jednak pewna, że zakochała się w tych tekstach równie mocno, jak i ja przed wielu, wielu laty! Mogę dziś śmiało powiedzieć, że Dzieci z Bullerbyn stały się najczęściej czytaną przeze mnie książką. Tęsknota, z jaką powracałam do lektury, nie mogła się niczemu innemu równać. Czytałam ją, gdy już w końcu nauczyłam się dobrze składać litery. Wracałam do niej jako nastolatka. I na studiach. I wracałam zawsze do tego samego wydania, do tej samej fizycznie książki, którą odnajdywałam w bibliotece. Z żółtą okładką, oprawioną w folię, z pożółkłymi kartkami, postrzępionymi na brzegach. Na czytanie wybierałam okres wakacji, kiedy nic nie mogło mi przerwać lektury i kiedy mogłam się stać Lisą, i wybrać na łąki czy nad jeziorko położone w lesie, aby realizować swoje Bullerbyn. Tak, bo po przeczytaniu książki zawsze czułam się Lisą. Dwie moje koleżanki z podstawówki, które mieszkały na tej samej ulicy co i ja, przybierały imiona Britta i Anna. Ja, podobnie jak Lisa, miałam dwóch braci, którzy nieźle potrafili mi zagrać na nerwach. Mieszkałam też w zasadzie na wsi. Mój rodzinny dom otoczony był od przodu łąkami, a z tyłu – lasem. To był (jest!) ostatni dom przy tej ulicy. Nie trudno więc było mi się z bohaterką, jej przygodami, wygłupami – zidentyfikować.


Dzieci z Bullerbyn to sen każdego z nas o doskonałym dzieciństwie. Ja mogę się cieszyć tym, że moje właśnie takie idealne było. Z dziećmi sąsiadów stanowiliśmy paczkę pięciorga dzieci, które całe dnie spędzały puszczone samopas. Organizowaliśmy sobie proste zabawy – wojna w paprociach czy budowanie własnego królestwa w lesie (do dziś za domem rodziców rośnie sosna, która przypomina mi tron – około 40cm od podłoża pień rozchodzi się na trzy odnogi, dając wygodne siedzisko). Zbieraliśmy też co roku jagody, porzeczki, agrest, łowiliśmy ryby w stawach, zbieraliśmy z rodzicami siano, karmiliśmy małe owieczki butelką mleka, wędziliśmy kiełbasy i deptali kapustę. Być może więc kiedy wracam do tej książki, tak naprawdę wracam do krainy swojego dzieciństwa i czytam hymn pochwalny, który Lindgren napisała za mnie.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że będę czytała tę najważniejszą książkę okresu dzieciństwa z własnymi dziećmi. Teraz to czas dla mnie niezwykły, prawie mistyczny, bo sztafeta pokoleń właśnie ma miejsce. Przekazuję coś ważnego, coś mojego swojej córce. Ach, jakże chciałabym, aby i dla niej ta książka stała się wyjątkowa!

Możesz kupić tutaj:
wydanie kolekcjonerskie z ilustracjami Hanny Czajkowskiej


Oprawa: Twarda
Ilość stron: 376
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 12 x 18.5 cm
ISBN: 978-83-10-11619-2

wydanie z ilustracjami Ilon Wikland

Oprawa: Miękka
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Wymiary: 14.0 x 20.4 cm
ISBN: 978-83-10-11777-9
Tłumaczenie: Irena Wyszomirska

Polecam też film. Wczoraj z Martą obejrzałyśmy na DVD . Jest uroczy i oddaje klimat książki. Choć książka oczywiście lepsza:)

7 komentarzy:

  1. Ogladalysmy film, bo go mamy w swojej kolekcji i byl...jakby...za slaby w porównaniu to tej cudownej ksiazki takze mojego dziecinstwa. Tak jak wspomnialas; zolta okladka i pozólkle kartki czasami bardzo ciekie do zdobycia w bibliotece. Zachhecal do przeczytania jej fragment (kiedy nauczycielka byla chora) w ksiazce z czytankami. My ta ksiazke przezywamy od nowa co jakis czas ( trzy dziewczyny w domu to chyba rozumiesz) i chyba za kazdym razem z tymi samymi wypiekami na twarzy, glosno czytajac i zamieniajac zaly dom w kompletna cisze i skupienie. Cudowne lata dziecinstwa! Jak szkoda, ze dzis nowoczesnosc, komputery, niezliczona ilosc zajec w celu lepszej niby przyszlosci dzieci odbiera im czesto wlasnie ta prostote ale i niezwyklosc dziecinstwa. Odbiera im wyobraznie, ktora byla tak bardzo zawsze pomocna w zabawie. Jaka szkoda......Pozdrawiam i dziekuje za te cudowne wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo prezepraszam za literówki, ale moj komputer chyba powinnie isc na smietnik....sam wszystko przestawia a juz staram sie pisac tak wolno...

    OdpowiedzUsuń
  3. Monika, jak fantastycznie oddałaś magię tej lektury! I sztafetę pokoleń. :-)) Ja mam tak samo. I to także jedna z moich ukochanych książek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aktualnie jestesmy z moja Marta na etapie Lotty i ulicy Awanturnikow. Fascynujace jest zwlaszcza imie Mia Maria :)

    Rownolegle Martusia ukochala powiesci o Martynce. Dopiero w zderzeniu z rebeliancka Lotta widac jak (za) bardzo grzeczna i poprawna jest Martynka. Nawet Lisa nie jest az tak grzeczna...

    Tez kupilam wydanie kolekcjonerskie ze wzgledu na Okladke Mojego Dziecinstwa (ktore bylo generalnie podobne choc nieco bardziej miejskie). Niestety ksiazka zaginela podczas przeprowadzki i szukam goraczkowo bo Martusia teskni za imieniem Britta i Bossem, ktory nie powinien sie nazywac Bosse, bo ma buciki a nie bose nogi...

    Mieszkamy w Irlandii i uderzylo mnie jak malo jest tu przekladow literatury dzieciecej. Niektorzy kojarza Pippi Longstocking, ale juz Children of the Noisy Village niekoniecznie. A coz to za dziecinstwo bez Dzieci z Bullerbyn i Braci Lwie Serce i Ronji... Nie ze sa kompletnie nieznane, ale mimo wszystko za malo znane. O Muminkach lepiej nie mowic...

    OdpowiedzUsuń
  5. Fascynująca jest ta wspólnota naszych doświadczeń. Wszyscy przeżyliśmy tę książkę równie mocno i - zdaje się - w ten sam sposób.

    Mamy w domu: Pippi, Emila, Ronję i Braci Lwie Serce, więc za jakiś czas napiszę i o tych książkach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już sobie włączyłam film i pewnie się zaoglądam. Kocham "Dzieci z Bullerbyn". Pamiętam, że miałam dziewięć lat i nocowałam u koleżanki. I zaczęłam u niej czytać. Tak bardzo chciałam skończyć, że mama mi kupiła tę książkę. Czytałam ją niezliczoną ilość razy. I zawsze zachwycała. Zbieram się, by do niej wrócić. I pewnie to zrobię. Dziękuję za Twoją historię :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzieci z Bullerbyn to nasza ulubiona książka. Synek pokochał ją jeszcze bardziej po wysłuchaniu audiobooka Edyty Jungowskiej. Jest przewspaniały. Polecam!! Pipi jeszcze nie czytaliśmy.

    OdpowiedzUsuń