poniedziałek, 14 lutego 2011

Przemysław Wechterowicz "Opowieść o chłopcu, który chciał zostać delfinem, czaplą, wyżłem i... stonogą"


Fajnie być pisarzem. A zwłaszcza bajkopisarzem. Można do woli bajdurzyć, zmyślać, kręcić, opowiadać niestworzone historie i nikt nie ma o to pretensji. Można też dawać upust swoim marzeniom albo opowiedzieć o sobie, ale tak, żeby nikt się nie domyślił. Nie udało się to ostatnie Przemkowi Wechterowiczowi! Bo jestem dziś pewna, że Opowieść o chłopcu, który chciał zostać delfinem, czaplą, wyżłem i... stonogą wcale nie jest bajką, wydarzyła się naprawdę, a w roli głównej wystąpił sam autor;) A może i przydarzyła się wam? Na pewno – jeśli tylko trochę się zastanowicie – przypomnicie sobie pewną ciocię, która lubiła szczypać w policzki, głaskać pod włos i generalnie wszystko wiedziała lepiej. A może były nawet i cztery takie ciocie. I może zdarzyło wam się nierozsądnie (w mniemaniu niektórych) na cioci pytanie odpowiedzieć. Bohater Opowieści... zapytany, kim chce zostać w przyszłości, odparowuje: „kilkoma zwierzętami naraz”, a konkretnie delfinem, czaplą, wyżłem i stonogą. Mnie te odpowiedzi wcale nie dziwią. Pisałam kilka dni temu, że na identyczne pytanie córuchna odrzekła, że chciałaby zostać pomidorem. No ale ciocie, jak to ciocie, na taki stan rzeczy zgodzić się nie mogą. Policzki nadymają, dopytują, podważają, sapią, wydymają wargi jak obrażone sumy... w końcu – zdawszy sobie sprawę, że delikwenta nijak się naprostować nie da – wychodzą ze znaczącym „nic tu po nas” na ustach.

Niepozorna książeczka Wechterowicza pokazuje świat dziecięcej wyobraźni, która niczym nieskrępowana może podążać w dowolnych kierunkach. Chłopiec natychmiast przeobraża się to w wyżła, to w czaplę i ripostuje: „Czy ścigając własny ogon można się nudzić?! (...) Albo licząc przed snem swoje nogi?!”. Zderzony ze światem dziecka świat dorosłych odmalowuje się w nieciekawych barwach. Wszystko tu z góry urządzone, dobrze przemyślane i zupełnie bez fantazji. Choć bywają tacy dorośli, którzy co nieco jednak rozumieją – na przykład mama chłopca :)


Przy okazji książki Wechterowicza po raz kolejny myślę o tym, jak ważne są ilustracje. Fatalna szata graficzna potrafi wysłać w czytelniczy niebyt nawet najpiękniejszą fabułę i na odwrót. Opowieść o chłopcu... zwróciła moją uwagę przede wszystkim z uwagi na ilustrację właśnie. Tekst z obrazkami współgra tu jednak idealnie. Opowieść... bywa momentami trudna, wyjęte z kapelusza odpowiedzi chłopca-wyżła-czapli-delfina-stonogi sprawiają, że historia momentami ociera się o absurd, co może utrudniać odbiór najmłodszym czytelnikom. Robert Romanowicz nieco tę bajkę porządkuje, sprowadza ją na ziemię, choć absolutnie nie można o tych ilustracjach powiedzieć, że są czymkolwiek skrępowane. Zdecydowanie nie brakuje im wariactwa. Interesująca kolorystyka, wzory, kreska skupiają wzrok czytającego.

Ciekawa jestem Wechterowicza! W przygotowaniu jego książka Alfabet, do której ilustracje stworzyła Marta Ignerska.

Blog pisarza i blog ilustratora - zajrzyjcie!


Możesz kupić tutaj: Opowieść o chłopcu, który chciał zostać delfinem, czaplą, wyżłem i... stonogą

Ilustracje: Robert Romanowicz
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: G+J
Wymiary: 20.5 x 19 cm
ISBN: 978-83-62343-18-8

3 komentarze:

  1. W kategorii tytułów to chyba jedna z największych ekstrawagancji, jakie widziałam!:)
    Genialne ilustracje!

    OdpowiedzUsuń
  2. A "niechigieniczne" przez "ch" to specjalnie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kto wie? Może to ma jakoś ciocie opisywać? :)

    OdpowiedzUsuń