środa, 2 marca 2011

Barbara Tylicka "Generał Ciupinek"


Unifikacja płci jest dziś bardzo trendy. Chłopcy powinni się bawić lalkami, a dziewczynki autkami. Mężczyźni powinni zostawać z dziećmi w domu, a kobiety iść do pracy, by zarabiać na chleb. Oczywiście generalizuję, ale jestem przekonana, że ktoś wykonuje krecią robotę, aby wmówić nam, że „nie jesteśmy na swoim miejscu”. Rzadko też dziś (albo i wcale) pisze się ambitniejsze książeczki dla dzieci z myślą o konkretnej płci. Być może dla dziewczynek jeszcze coś tam znajdziemy. Ale żeby dla chłopców? Coś o samochodach, rajdach, walkach, byciu rycerzem, żołnierzem… nie, nie, nie – nie należy utrwalać w dzieciach stereotypów dotyczących płci. Młody chłopak ma wiedzieć, że nie musi być tygrysem, może być łagodnym barankiem. Ja temu mówię „nie” – mężczyzna ma być mężczyzną. Inaczej kobieta jest nieszczęśliwa. I w nosie mam, że myślę stereotypami.

Dlatego tak mnie cieszy Generał Ciupinek w naszej biblioteczce – pozycja specjalnie dla moich chłopaków! Ciupinek to syn państwa Waporków, którzy mieszkają w Łysobykach Wielkich. Jak każde dziecko, Ciupinek chodzi do szkoły, zbiera czasem pały, pije tran (no chyba że babcia nie widzi, to wylewa do doniczki z kwiatem). Po szkole jednak staje się generałem Ciupinem – musztruje swoich żołnierzy, Buraczka i Zapałkę, tworzy mapy, przygotowuje strategię obrony ruin starego browaru, bo właśnie wojska Wielgusa z piątej „b” zajęły ruiny i wywiesiły na nich swoją flagę. Ciupinek de facto psoci tak, że osiwieć można.

Powieść Barbary Tylickiej z ilustracjami kultowego Papcia Chmiela czyta się dziś wybornie. Być może właśnie dlatego, że została ona napisana w 1965 roku, w czasach bez telewizora, elektronicznych zabawek, komputera i innych gadżetów współczesności, odbierających zupełnie wyobraźnię i wolę zabawy na świeżym powietrzu. Temperamentne i trafiające w chłopięce oczekiwania wydają mi się też czarno-białe, oszczędne ilustracje Papcia Chmiela.

Wspaniałe w książce o generale Ciupinku jest to przypomnienie, że można się świetnie bawić, używając wyobraźni. Budować wyrzutnie ziemniaków, gromadzić kasztany i groszek na amunicję, tworzyć plany zmylenia wroga, mówić żołnierskim żargonem i przeżywać przygody wynikłe ze spotkania osób o równie bogatej fantazji. Co ciekawe, w zabawę chłopców w jakimś stopniu zaangażowane zostaje całe miasto ze wszystkimi mieszkańcami. I choć zupełnie o tym nie wiedzą, fundują chłopakom kolejne atrakcje. Właśnie to zobrazowanie mieszkańców – pana Zebranko, Dziadka Patatajko, Babci, pana Rivanola, opowieść o rozwoju Łysobyków, tym, jak to telewizja zawitała do miasteczka wydaje się najciekawsze. Autorka zapewne odwołuje się do realiów tamtych czasów – zwłaszcza zebrań, ambitnych planów rozwoju miasta, honorowych gości i odznaczania. Dla naszych dzieci będzie to już nieczytelne, ale nie ma to chyba takiego znaczenia. Ważne, że książkę napisano lekko i z humorem. Chłopcy łatwo odnajdą w Ciupinku siebie samych i te marzenia, by działać, organizować, dowodzić. Mamom, które chcą podsunąć swym synom Ciupinka, już dziś podpowiadam, by zabrały się za przygotowanie atrybutów prawdziwego żołnierza.

Możesz kupić tutaj: Generał Ciupinek

Ilustracje: Henryk J. Chmielewski
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 184
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wymiary: 17.0 x 20.0 cm
ISBN: 9788376485850

9 komentarzy:

  1. Dzięki za rekomendację! Chwilami też mam problem z wyborem wartościowych chłopięcych książek, choć rozmaite podróżnicze serie pomagają nieco. W porównaniu do naszego domowego głodu lektur nadal jednak mało tego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram! Ciupinek fajny jest! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, ja jednak lubię, gdy moi synowie wybierają "Yumi" lub "Włosy mamy" (nie mam nic przeciwko "Ciupinkowi"). Myślisz, że nie wyrosną z nich mężczyźni z którymi kobieta może być szczęśliwa?

    OdpowiedzUsuń
  4. Najpierw chyba ważne jest, czy będą szczęśliwi sami ze sobą (czy sami w sobie).
    I żeby nie było - mój syn bawi się lalkami swojej siostry i chętnie pomaga w pracach domowych, kuchennych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Napisałam o szczęściu kobiet w nawiązaniu do tego fragmentu Twojej recenzji: "Młody chłopak ma wiedzieć, że nie musi być tygrysem, może być łagodnym barankiem. Ja temu mówię „nie” – mężczyzna ma być mężczyzną. Inaczej kobieta jest nieszczęśliwa. I w nosie mam, że myślę stereotypami."
    Chyba więc nie rozumiem, jakie jest Twoje stanowisko w kwestii typowości płciowej.
    I naprawdę uważasz, że tylko chłopcy "odnajdą w Ciupinku siebie samych i te marzenia, by działać, organizować, dowodzić."?

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, naprawdę tak uważam. A dyskusja na temat naszych stanowisk i tak donikąd nas nie zaprowadzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zaprowadzi, masz rację. Chciałam tylko dodać, że mam dwie szefowe - świetne organizatorki:)
    Dobranoc:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale ale, dyskusja jest zawsze ożywcza, bo daje do myślenia. Nie powinniśmy się jej wyrzekać!
    Nie mam książki, więc o niej się nie wypowiem, ale mam córkę i syna, których wychowuję 'niestereotypowo' w rozumieniu części Polaków i mam bogate przemyślenia, szkoda, że nie zmieściłyby się we wpisie. W każdym razie z krótkiego rachunku sumienia wyszło mi, że prawda leży po środku. Mężczyznom potrzebny jest 'męski świat', ale co to miałoby być? Niestety, o ile kobiety przechodzą naturalne etapy 'wtajemniczenia', chłopcy pozostają wiecznymi chłopcami.

    OdpowiedzUsuń
  9. "pośrodku" miało być ;-)

    OdpowiedzUsuń