wtorek, 8 marca 2011

„Bluszczyk” nr 4/2011


W naszym domu zagościło jeszcze jedno czasopismo literackie skierowane do dzieci. To „Bluszczyk”. Jest miesięcznikiem, a jego mama nazywa się „Bluszcz”. Redaktorem naczelnym „Bluszczyku” jest Iwona Hardej, kierująca portalem bromba.pl oraz forum o książkach dla dzieci i młodzieży.

Kiedy byłam małą dziewczynką, bardzo lubiłam pisać listy. Słałam je do Pankracego i Zielonych Półnutek, do „Świerszczyka”, a nawet do TVP po prostu. Ach, jakże emocjonująca była ta chwila, gdy w radiowej audycji z Zieloną Półnutką przeczytano mój list. A jeszcze bardziej ekscytujący był moment, gdy za sprawą mojego (byłam o tym święcie przekonana :) ) apelu wyemitowano w wakacje serial „Dziewczyna i chłopak, czyli heca na czternaście fajerek”. Dlaczego piszę o tym teraz? Ano „Bluszczyk” jest miesięcznikiem zdecydowanie interaktywnym, nastawionym na kontakt z czytelnikiem. Na co drugiej stronie zaprasza się małych odbiorców do wzięcia udziału w konkursie, drukuje obrazki i listy! I od razu ożył we mnie ten duch małej dziewczynki, która śle listy:)

Pewnie jesteście ciekawi, co można znaleźć w środku. Przede wszystkim cztery opowiadania, przy czym – mam wrażenie – niektóre publikowane są cyklicznie. Czy tak jest – dowiemy się z kolejnym numerem.

W czwartym numerze czytamy więc opowiadanie Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby o Filipku (Filipek z Oliwią w wybielaczu). Bohater przypomina trochę Mikołajka. Podobnie jak on ładuje się w kłopoty. Choć mówi bardzo poważnie, czytelnik ciągle się uśmiecha.
Kolejna historia to przygody dobrze nam znanych Kuby i Buby (Grzegorza Kasdepke). Coś mi się wydaje, że kroi się nowa książka o zacięciu zdecydowanie lingwistycznym. Aa!! Słuchajcie, babcia Kuby i Buby wzięła w końcu ślub z panem Waldemarem.
Małgorzata Strękowska-Zaremba jest także autorką cyklu o zaczarowanym pudełku, Marysi i papudze Ambrozji. To opowiadanie najbardziej dziwne, być może dlatego, że bohaterowie wyruszają „w czarodziejską podróż po linii prostej, która nie ma początku ani końca”.
Czwarta historyjka zachęca do odgadywania. Franek opowiada nam swój sen. Zadaniem czytelnika jest odgadnąć, jaki był temat balu karnawałowego i za kogo przebrany był Franek.

„Bluszczyk” zawiera również krzyżówkę, test, lekcję języka angielskiego, rebusy i stronę poświęconą zwierzętom i roślinom zagrożonym wyginięciem, wpisanym do tzw. Czerwonej Księgi. Jest jeszcze skrzynka pocztowa i „Bluszczyk poleca”. Brakuje mi jedynie jakiegoś fajnego plakatu:)


Magazyn różni się od wielu innych miesięczników skierowanych do dzieci dbałością o szatę graficzną i poziomem tekstów. To ciekawa alternatywa dla wielu czasopism, które zalewają półki w kioskach.

Do kupienia w empiku (póki co).

5 komentarzy:

  1. Zrobiłaś mi "smaka" na tę gazetkę tylko szkoda, że u mnie nie ma empiku...

    OdpowiedzUsuń
  2. Potwierdzam, ze to ciekawa gazetka. Udało mi się ja dostać na targach książkowych w Poznaniu. Na razie czytają rodzice czy ja i mąż :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurczę, zapowiada się znakomicie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Aeljot, Bluszczyk jest nie tylko w Empiku. Można zamówić prenumeratę. Najlepiej pisać na: magdalena@elipsa.waw.pl, albo dzwonić do wydawnictwa 22 624 16 07, pewnie pomogą:)

    OdpowiedzUsuń