wtorek, 1 marca 2011

Dorota Gellner "Zając"


Zając Doroty Gellner wprawił mnie w niemałe zdumienie. Znam twórczość tej pisarki i kojarzy mi się przede wszystkim z ciepłym fantazjowaniem, z pogodą i lekkim humorem. W Zającu Gellner objawia się jako autorka tekstów absurdalnych, w których żart skrojony został na ambitną miarę.

Na książkę składa się piętnaście historyjek-dialogów. Tytułowy zając rozmawia z dzieckiem bądź swoją narzeczoną. Ich krótkie wypowiedzi dają jednocześnie charakterystykę postaci. Zając to czysty wariat – opiera się zębami o stół (uwielbiam to!), jeździ tramwajem bez biletu, ale za to z kapustą i generalnie robi ze wszystkich durnia. Dziecko to jego przeciwieństwo – ciągle strofuje zająca i – ku własnej rozpaczy – daje mu się podejść. Jak w restauracji:

- Słuchaj – zdenerwowało się dziecko – czy mógłbyś w końcu przynieść coś dla mnie?
- Jasne! – pisnął zając. I przyniósł dziecku rachunek.

A narzeczona – jak to narzeczona – ma anielską do zająca cierpliwość, choć sama aniołem zdecydowanie nie jest.


Gellner wydobywa absurd dzięki grze frazeologizmów. Jej historyjki to odbijanie piłeczek słownych między rozmówcami. Świetnie się czyta! Choć dla dzieci ten typ poczucia humoru jest jeszcze dość trudny do zrozumienia. Moja pięciolatka w każdym razie chyba jeszcze nie wyłowiła absurdu. Wcale jej to jednak nie przeszkadzało prosić „czytaj dalej”. Dla dziecka dużą pomoc stanowią ilustracje Piotra Rychla. Ilustrator próbuje w nich zobrazować słowne żarty, dodając czasem coś od siebie – na przykład zgrabną muchę na talerzu dziecka. Zając na obrazkach Rychla jest zazwyczaj w ruchu, najczęściej w dziwnych pozach, podpierający się wielgachnymi zębami lub uszami. No i z ogromną czerwoną kulą na nosie. Budzi zdecydowaną sympatię:)

Możesz kupić tutaj: Zając

Ilustracje: Piotr Rychel
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Bajka
Wymiary: 26.6 x 21.1 cm
ISBN: 978-83-618-2419-0

8 komentarzy:

  1. Chciałbym napisać, że Bartek daje radę, ale to chyba jeszcze za wcześnie. Łowi pewne teksty i grę słów, która go bawi, nie są to jednak teksty jako całość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam jej książki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Poza tym, Bazyl, Ty sam jesteś językowo sprawny :P i świetnie żonglujesz słowem, to może i dziecku łatwiej, skoro ma to codziennie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm....ciekawa jestem tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Także pięciolatek :) I dzięki za paczkę komplementów :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe... Dopisałam do listy książek na przyszłość. Na razie nasze dzieciaki mogłyby tego nie objąć. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń