poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Annie Schmidt "Pluk z wieżyczki"


Recenzję napisała Sylvuszka

Oj, lubimy Pluka z wieżyczki, lubimy. Był czas, że czytaliśmy z synem tę książkę na okrągło. Za każdym razem myślałam, że już nie dam rady jej przeczytać ponownie (ile razy można?), ale czytałam, bo lektura Pluka… to wielka przyjemność.

Muszę przyznać, że z niepewności wzięłam tę książkę z księgarnianej półki, ponieważ wcześniej zakupione Julki autorstwa Annie Schmidt kompletnie nie przypadały nam do gustu. Jednakże, jak się okazało, próżno szukać w Pluku julkowych klimatów. Mamy tu żywą narrację, barwnych bohaterów, ciekawe przygody toczące się wartkim tempem, a wszystko to zamknięte w dłuższych, rozbudowanych rozdziałach. Była to nasza pierwsza tego typu książka i uważam, że jest doskonała na wprowadzenie dziecka w fabułę powieściową.

Główny bohater – rudowłosy Pluk – to, jak dla mnie, postać nieco tajemnicza. Nie wiadomo, skąd przybył, gdzie są jego rodzice, dlaczego nie ma domu (naprawdę mnie to nurtuje :). Ma za to wspaniały atrybut – prawdziwy, czerwony dźwig! Ma również zdolność zjednywania sobie mniej lub bardziej osobliwych przyjaciół, wielkie serce i jeszcze większą odwagę. I tak Pluk szybciutko znajduje mieszkanie w Wieżyczkowcu, zaprzyjaźnia się z karaluchem Zazą, gołębicą Gercią, mewą Karolem, panem Piórowskim i bandą dzieciaków z bloku – rozbrajającymi braćmi Tupalskimi i małą Agatką. A dalej mamy już wszystko czego potrzeba – przygodę, humor słowny i sytuacyjny, a nawet dreszczyk... I stale się coś dzieje – a to trzeba ratować Zazę, a to Gercia jest w niebezpieczeństwie, a to dzieciaki nad morze wyjeżdżają (z przygodami oczywiście!), a to Pluk znajduje gadającą muszelkę, albo dziwne jajko, z którego wykluje się jeszcze dziwniejsze stworzenie... Akcja ratowania Ogrodu Turkawek, którego chcą się pozbyć władze miasta, trzyma w napięciu. Nie mniej emocji dostarcza nam historia Kędziorka - ptaka na wyginięciu, któremu grożą szklane oczy... Na kartach książki spaceruje wiele barwnych postaci – koń Długoń o ciętym języku, Pani Czyścicka ze swoim spryskiwaczem, której wszyscy się boją i która potrafi zaleźć nieźle za skórę, Wilkopłaczek, który niewiele wspólnego ma z wilkołakiem, za to przejawia zdolności dekoracyjne, Pustednik, który jakby urwał się z innej bajki, zrzędliwa mewa Lenka, której – a jakże! – też trzeba pomóc, bo inaczej jej dzieci wylądują w biszkoptach...


Muszę przy tym dodać, że nasz Pluk nie jest w tym całym pomaganiu jakiś irytujący, a promowanie ratowania świata nie jest tu jakieś nachalne (choć nie powiem – na miarę Greenpeace :) Pluk to po prostu taki chłopak z piętra wyżej, który ceni sobie przyjaciół. Bo właśnie głównie o przyjaźni jest to książka. O przyjaźni w wielkim blokowisku, w bezdusznym mieście, które chce być jeszcze bardziej betonowe... Na szczęście dzieci, często bywają mądrzejsze od dorosłych...

Książka jest pięknie wydana, podobają mi się bardzo ilustracje Fiep Westendorp na kredowym papierze. Doskonały pomysł na prezent dla każdego przedszkolaka! I mała humorkojeżyna dla dorosłych ;)

Możesz kupić tutaj: Pluk z wieżyczki

Ilustracje: Fiep Westendorp
Ilość stron: 168
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Hokus-Pokus
Wymiary: 195 x 255 mm
ISBN: 9788361245643

1 komentarz:

  1. A nam akurat "Julki" pasowały bardzo. "Pluk" też, aczkolwiek jakieś ówczesne zauroczenie czymś innym, nie pozwoliło nam go, o ile pamiętam, skończyć. Czas ściągnąć z póły i poczytać, tym razem już dwóm urwisom.
    PS. A tak z zupełnie innej beczki - w maju będzie premiera drugiej części "Miasteczka Mamoko", ale będzie szał wśród Bazyląt :D

    OdpowiedzUsuń